Każda rodzina przechodzi kryzysy. Kryzysem jest rozwód rodziców, śmierć kogoś bliskiego, ale też przeprowadzka, wyjazd starszego rodzeństwa na studia. O rodzinnych kryzysach, jak sobie z nimi radzić i jak wspierać w nich dziecko rozmawiałam z dr Elżbietą Zubrzycką, psychologiem, autorką książki „Przetrwać burzę. Jak pomóc dziecku, gdy jego rodzina przechodzi kryzys?”. Zapis wideo całej rozmowy możecie obejrzeć na fanpage Juniorowa na Facebooku, tu przeczytacie esencję z naszego spotkania.

Elżbieta Manthey: W książce „Przetrwać burzę” pisze Pani o rozwodzie, ale ta książka ma wymiar bardziej uniwersalny – jest o kryzysie w rodzinie. A kryzys to nie tylko rozwód. Jakie sytuacje możemy nazwać kryzysem w rodzinie?

Elżbieta Zubrzycka: Kryzys zachodzi wtedy – jak mówią definicje – kiedy coś się w rodzinie wyraźnie zmienia, ktoś do rodziny dochodzi lub ktoś z niej ubywa. Kryzys wcale nie musi być negatywny. To może być np. sytuacja, kiedy starsze dziecko wyjeżdża na studia, czy wyprowadza się. Kiedy ktoś, z kim jesteśmy związani ubywa z życia rodziny, to jest strata, nawet jeśli to rozstanie wynika z pozytywnych przesłanek. Kryzys to także sytuacja, kiedy ktoś dołącza do rodziny – nawet jeśli jest to ukochana babcia, to trzeba dla niej zrobić miejsce, wszyscy muszą się trochę „przesunąć”, trzeba nieco zmienić swoje przyzwyczajenia. To są duże zmiany w domu – fizyczne i psychiczne. 

EM: Jak dziecko postrzega taką sytuację?

EZ: Uwaga rodziców zaczyna być zajęta kimś lub czymś, a dziecko tę uwagę rodziców traci. I może to rozumie, ale też ma bardzo silne poczucie braku. Na przykład kiedy w rodzinie pojawia się choroba, nagle uwaga wszystkich skupiona jest na chorym, a czas wypełniają sprawy, które trzeba załatwić w związku z chorobą – wizyty lekarskie, odwiedziny w szpitalu, badania, skierowania, opieka nad chorą osobą. Okoliczności drastycznie się zmieniły, ale dziecko nadal jest dzieckiem i wciąż potrzebuje uwagi, troski, miłości, zainteresowania. Tymczasem uwaga całej rodziny skupia się wokół chorego. Rodzice nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że odbierają dziecku swoją uwagę, której ono potrzebuje i którą do tej pory miało.

EM: Rodzice nie dostrzegają, że dziecko coś traci?

EZ: My sami jesteśmy w takiej sytuacji pod presją, czasem zdezorientowani, czasem przerażeni, poirytowani. Naturalne jest, że przeżywamy jakiś tumult uczuć. Oczekujemy, że dziecko zrozumie: teraz babcia jest chora, więc rodzice mają inne sprawy na głowie. I ono może nawet rozumie, ale straciło coś niezwykle ważnego. Zdarza się, że w takiej sytuacji dziecko odpychamy, bo nie mamy już siły i cierpliwości, by się nim zająć. 

EM: Co rodzice mogą wtedy zrobić – dla dziecka i dla siebie? 

EZ: Warto zasugerować, żeby poszukali kogoś, kto ich do pewnego stopnia i na pewien czas zastąpi, kto da tę uwagę dziecku. Życzliwa babcia, czy kochająca ciocia, ktoś kto porozmawia z dzieckiem, pobędzie z nim, wysłucha je. O rodzinnych kryzysach powinni też wiedzieć nauczyciele, bo dziecko może w tym czasie inaczej zachowywać się na lekcjach, agresywnie lub biernie, może gorzej się skupiać i źle uczyć, więc dobrze byłoby, gdyby nauczyciele to uwzględnili w swoich działaniach i wymaganiach. 

Bardzo ważne jest również, żebyśmy dużo z dzieckiem rozmawiali. Nawet jeśli nie jesteśmy pewni, co będzie dalej. Powinniśmy rozmawiać o tym, jakie są możliwe scenariusze, że może być trudno, ale że z każdą sytuacją sobie poradzimy. Dziecko potrzebuje pewności – w sytuacji kryzysu jej brakuje, ale gorzej jest, jeśli dziecko nie ma żadnej wizji, co się może zdarzyć w przyszłości i z czym będzie się mierzyć.

EM: A nie jest tak, że o sprawach dorosłych z dziećmi się nie rozmawia? Nie powinniśmy raczej chronić dzieci przed naszymi problemami?

EZ: To nie jest tak, że jak dziecku o czymś nie powiemy, to je uchronimy przed tymi informacjami. Nam się wydaje, że kiedy rozmawiamy między sobą lub przez telefon, a dziecko jest w drugim pokoju, to ono nic nie słyszy. Dzieci odbierają informacje z naszych rozmów, tylko że niepełne, szczątkowe. Najlepiej dziecko zapamiętuje te rzeczy, które powiedzieliśmy w dużych emocjach. Słyszy, jak trzaskamy drzwiami, widzi, jak zdenerwowani miotamy się po kuchni waląc garnkami. I interpretuje to po swojemu. Sposób naszego zachowania, oddechu, mówienia dla dziecka jest informacją, że coś złego się dzieje.

EM: Dziecko wie, że coś złego się dzieje, tylko nie wie, co.

EZ: I zaczyna wyciągać wnioski tak, jak potrafi: „teraz ja się już nie liczę”, „już nie jestem ważny”, „przestali mnie kochać”. Zaczyna też się zastanawiać, co będzie dalej. Im mniej dziecko ma informacji, tym bardziej uruchamia wyobraźnię. A zwróćmy uwagę na to, czym w dzisiejszym świecie karmi się nasza wyobraźnia: filmami opartymi na sensacji, na przemocy, na nieszczęściu, wiadomościami o katastrofach i przestępstwach. I dla dziecka staje się oczywiste, że skoro rodzice nie mają dla niego czasu, to je gdzieś oddadzą. A jeśli się kłócą i chcą się rozwieść, to pewnie ono trafi do domu dziecka. Bo takie sytuacje widziało w telewizji. Porozmawia ze znajomymi, posłucha, co mówią ciocie, czy sąsiadki, nie zawsze mądre osoby, zajrzy do internetu, gdzie znajdzie przede wszystkim okropne wiadomości, uruchomi wyobraźnię. Dlatego z dziećmi trzeba rozmawiać, trzeba im wyjaśniać, co się dzieje. Nie tylko kiedy jesteśmy w kryzysie, ale też np. wtedy, kiedy się kłócimy. Bo kłótnia jest normalną składową życia, wynika z tego, że mamy różne potrzeby, inne zdania, ale w końcu dochodzimy do porozumienia. Trzeba dzieciom o tym mówić, bo nawet w kochającej się rodzinie zdarzają się awantury. A wtedy dzieci są przerażone. Lęk i wyobraźnia podpowiadają im, że rodzice mogą się pozabijać, że jak jedno w złości wyjdzie z domu, to już nigdy nie wróci. A przecież rodzic wychodzi z domu tylko po to, żeby trochę ochłonąć. Albo kiedy babcia umrze, dziecko może sobie wyobrazić, że to ono jest winne tej śmierci, bo kiedyś pomyślało, że lepiej, żeby tej babci nie było, bo mama ciągle tylko babcią się zajmuje. Musimy z dziećmi rozmawiać i musimy mówić dzieciom prawdę. Im więcej rozmawiamy, im więcej tłumaczymy, tym mniej pozostawiamy miejsca na podpowiedzi lęku i wyobraźni.

EM: Czy są jakieś zasady rozmów z dziećmi w trudnych sytuacjach, ma Pani jakieś wskazówki?

EZ: Mówmy do dziecka prostymi słowami, podajmy mu 2-3 informacje na raz – będziemy do tematu jeszcze wielokrotnie wracać, nie trzeba od razu w jednej rozmowie opowiedzieć dziecku wszystkiego. Pytajmy dzieci, co usłyszały, jak się czują. Sprawdzajmy, jak zrozumiały to, co im powiedzieliśmy. Jednak żeby coś dziecku wytłumaczyć i opowiedzieć w prosty sposób, sami musimy najpierw temat przemyśleć i poukładać sobie w głowie. Nabrać pewności siebie i przyjąć postawę „ja sobie z tym poradzę”. Przewidujemy, i przygotowujemy je na to, że może będzie nam ciężko, chwilami trudno, od czasu do czasu smutno, ale przejdziemy przez to razem. Nadal będziemy się kochać, robić wspólnie fajne rzeczy i będziemy się starali być tak szczęśliwi, jak tylko to będzie możliwe.

EM: Jest taki rodzaj kryzysu, z którym prędzej czy później zmierzy się każda rodzina – śmierć kogoś bliskiego. Jak rozmawiać z dziećmi, kiedy umrze ktoś z rodziny, lub ktoś dla niego ważny?

EZ: Śmierć w naszej kulturze jest tematem tabu, jako społeczeństwo nie jesteśmy blisko śmierci, ludzie umierają w szpitalach lub hospicjach, nie w domu wśród bliskich. Uciekamy od myślenia o niej, czy rozmawiania. Myślę, że bardzo ważne jest, żebyśmy najpierw sami sobie uświadomili, co my myślimy o życiu i śmierci. Czy uważamy, że śmierć ciała jest końcem wszystkiego? A może wierzymy w reinkarnację, albo mamy przekonanie, że nasza dusza po śmierci nie znika, tylko trwa w jakiś sposób – warto się na tym skupić i to przemyśleć, uświadomić sobie, w co my wierzymy, co my sądzimy na ten temat. Wtedy możemy powiedzieć dziecku, że nikt nie wie na pewno, co się dzieje z człowiekiem po śmierci, ale według nas to i to jest najbliższe prawdy. Uprzedźmy je też, że będzie się spotykało z różnymi opiniami i ludzie będą mówić różne rzeczy. 

Dzieci zaczynają rozumieć pojęcie śmierci około 12. roku życia. Wcześniej, kiedy widzą pogrzeb, to dla nich oznacza, że dziadek czy babcia jest zakopywana w ziemi i to jest dla nich przerażające. Dziecko trzeba przygotować i wytłumaczyć wszystkie etapy ceremonii.

Nie wymagajmy też od dziecka, żeby koniecznie było smutne po śmierci babci czy dziadka. Ono i tak przeżyje swoją żałobę. Ale może też się bawić, śmiać, cieszyć, co niektórych będzie zupełnie niesłusznie oburzać. Dziecko może przeżywać na pewnym etapie zamiast smutku – wściekłość na tę zmarłą osobę, bo je opuściła. Wówczas nie chce chodzić na cmentarz i odwiedzać grobu, choć wszyscy tego oczekują. Te wszystkie emocje musimy przyjąć i zaakceptować. I pomóc dziecku je przeżyć. „To jest w porządku, że tak czujesz, to zrozumiałe i wcale nie znaczy, że z tobą coś jest nie tak. Masz prawo do takich uczuć”. Nie możemy zaprzeczać uczuciom dziecka, ale powinniśmy pomóc dziecku z tymi uczuciami się uporać, pomóc mu przyjąć i uwolnić potem jedne uczucia, by zrobić miejsce dla innych, przyjemniejszych. Nie jest też dobrze, jeśli w ogóle przestajemy mówić o osobie, która zmarła, żeby oszczędzić sobie i dziecku bólu.

EM: W sytuacji trudnej, kryzysowej, zdarza się, że dzieci stają się „niegrzeczne”, wybuchają emocjami. Jak reagować na takie zachowania i jak wspierać dzieci w przeżywaniu trudnych chwil?

EZ: Pierwsza zasada, jaką powinniśmy przyjąć jest taka, że my (rodzice, dorośli) jesteśmy murem, opoką, na której dziecko może się wesprzeć. Kiedy dziecko się złości, wyrzuca z siebie emocje, krzyczy „nienawidzę cię!”, my powinniśmy zachować spokój. To, co możemy powiedzieć to: „Rozumiem, że jesteś zdenerwowany. Powiedz, co cię tak bardzo zdenerwowało.”. Jednak my często boimy się trudnych emocji dziecka, traktujemy dziecko w takiej sytuacji jak agresora, zamiast usłyszeć tę jego złość, czy smutek, dać mu do nich prawo, zrozumieć, co je wywołało. Nie powinniśmy reagować na dziecięcą złość własną złością, a na dziecięcy smutek nadmiernym własnym smutkiem. My mamy dać dziecku poczucie, że może do nas przyjść z każdą swoją emocją i może ją przy nas pokazać, a my ją zrozumiemy, zaakceptujemy i będziemy starali się pomóc.

EM: Tylko że często nie bardzo wiemy, co mamy zrobić, jak pomóc.

EZ: Być może te próby będą czasem nieudolne, ale dziecko będzie widziało, że je słuchamy, przyjmujemy to, co się z nim dzieje, że jest dla nas ważne. A w sytuacjach kryzysowych mogą się z nim dziać różne rzeczy. Kiedy przeżywamy stratę, przechodzimy przez pięć etapów żałoby. To dotyczy każdego rodzaju straty – nie tylko śmierci kogoś bliskiego, ale też np. przeprowadzki, rozstania, czy straty finansowej, materialnej. Te pięć etapów to: faza niedowierzania, faza protestu, faza negocjacji, faza smutku i faza pogodzenia się ze stratą. Te etapy mogą przychodzić w różnej kolejności, mogą odchodzić i pojawiać się ponownie i za każdym razem to jest tumult uczuć. Dlatego musi być przy dziecku ktoś, kto to przyjmie i powie „Tak, to ma prawo się zdarzyć”. To jest bardzo duże wyzwanie dla rodzica – przyjąć, zaakceptować, wytrzymać te emocje dziecka czy nastolatka. Ale od tego jesteśmy rodzicami, żebyśmy wszystkie te emocje wytrzymali i żebyśmy cały czas słuchali, a nie karali, nie odrzucali dziecka. Jeśli dziecko ma mówić, to musi być słuchane.

EM: Wszystkie zachowania dziecka powinniśmy przyjąć? Nawet kiedy rzuca wyzwiskami, czy próbuje rodzica uderzyć?

EZ: Oczywiście są granice. Możemy powiedzieć „Rozumiem twoją złość, ale nie zgadzam się, żebyś wyrażał ją w taki sposób”. Myślę jednak, że jeśli dziecko będzie na co dzień słuchane i będzie miało uwagę rodziców, to rzadziej będzie dochodziło do takich gwałtownych czynów z bezradności. 

EM: Książkę „Przetrwać burzę” napisała Pani i dla dzieci, i dla dorosłych. Co w niej znajdą?

EZ: Książka składa się z dwóch części. Pierwsza to opowiadanie przeznaczone dla dzieci. Bohaterka – Małgosia – przeżywa trudne chwile, ponieważ jej rodzice wciąż się kłócą, Małgosia wie, że „coś złego wisi w powietrzu”, ale nikt jej nie mówi co, więc dziewczynka próbuje zrozumieć sytuację na swój sposób. Każdy rozdział opowiada o pewnym etapie znajdowania się w kryzysie. Małgosia przeżywa różne emocje i myśli. Na końcu każdego rozdziału w ramce znajduje się krótki opis wyjaśniający, co się z nią dzieje, dlaczego zachowuje się w taki sposób, co Małgosia przeżywa i co wyraża. 

EM: To opowiadanie, choć napisane dla dzieci, warto przeczytać także będąc rodzicem. Pokazuje bowiem, jakimi ścieżkami mogą podążać myśli dziecka, kiedy nie ma wystarczającej wiedzy, a wyobraźnia, domysły i emocje podpowiadają swoje scenariusze. 

EZ: Pomaga nam też zrozumieć emocje innych dzieci, których rodzina przechodzi kryzys. Znajdujemy wtedy w sobie więcej cierpliwości i sił, by je wspierać. 

W pierwszej części książki przeznaczonej dla dzieci są też podpowiedzi, co mogą one zrobić, żeby poczuć się lepiej. Nie tylko wtedy, kiedy rodzice się kłócą, lub rodzina się rozpada. Również w innych okolicznościach – np. kiedy ktoś w szkole dokucza. Ta część zawiera wskazówki, które warto stosować na co dzień, można je wprowadzić od zaraz i mogą z nich korzystać zarówno dzieci, jak i dorośli. To podpowiedzi, jak sobie radzić ze smutkiem, z niepokojem, ze złością, co można zrobić, by poczuć się lepiej i jak rozumieć własne emocje. 

Druga część książki adresowana jest do dorosłych. Jest o tym, dlaczego małżeństwa się rozpadają, dlaczego dochodzi do kłótni, skąd się biorą kryzysy w związkach, na czym kryzys polega i jak rozmawiać z dzieckiem, jeśli dochodzi do rozpadu rodziny.

EM: Polecam „Przetrwać burzę” wszystkim rodzicom. Nawet jeśli w rodzinie wszystko układa się wspaniale – czego każdemu życzę. Wspólna lektura może być inspiracją do dobrej, mądrej rozmowy z dziećmi o tym, jak sobie radzić, kiedy jest trudno.

Całą rozmowę z dr Elżbietą Zubrzycką możecie obejrzeć tu: https://www.facebook.com/732252313557801/videos/735167034085455

A fragmenty książki „Przetrwać burzę. Jak pomóc dziecku, gdy jego rodzina przechodzi kryzys” przeczytajcie tu:

dr Elżbieta Zubrzycka – mgr biologii i psychologii, doktor nauk humanistycznych, psychoterapeuta. Pracowała jako terapeuta z rodzinami i dziećmi, wykładała psychologię na Uniwersytecie Gdańskim, prowadziła badania naukowe. Autorka książek popularnonaukowych oraz książek dla dzieci i młodzieży. W 1990 roku założyła Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne. Ma trzech dorosłych synów i gromadkę wnuków. Lubi narty, spacery, pływanie i długie rowerowe wycieczki.

Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne wydało ponad 1000 tytułów z obszaru nauk społecznych: podręczników akademickich, książek popularno-naukowych, terapeutycznych i pomagających w różnych dziedzinach życia.

Elżbieta Zubrzycka

PRZETRWAĆ BURZĘ. Jak pomóc dziecku, gdy jego rodzina przechodzi kryzys?

Polecamy także:

Elżbieta Zubrzycka

MOTYLEK dla dzieci. Pogodne i optymistyczne opowiadania o stracie, tęsknocie i dziecięcych lękach

Elżbieta Zubrzycka

TRUDNE PYTANIA dla dorosłych Jak rozmawiać o stracie, tęsknocie i dziecięcych lękach. Pogodnie i optymistycznie 

photo created by freepik – www.freepik.com