Moja córka rozstała się z chłopakiem. Bardzo cierpi, a ja nie wiem jak jej pomóc – pisze mama nastolatki na Facebooku. Nie przejmuj się – odpowiada jeden z komentujących – za jakiś czas jej przejdzie i jeszcze nie raz się zakocha. Być może, a nawet bardzo prawdopodobne, że nastolatka ze złamanym sercem zakocha się ponownie. Ale teraz cierpi. I to nie mniej, niż cierpiałby zawiedziony w miłości dorosły. Jak rodzice mogą pomóc nastolatkom, które cierpią z miłości? Rozmawiam z Agnieszką Lorek-Groniewską i Kamillą Brzozowską – psychoterapeutkami z Pracowni Psychoterapii Psyche-Balans.

Elżbieta Manthey: Co robić, kiedy nasze nastoletnie dziecko ma złamane serce, a czego na pewno nie powinniśmy robić i mówić.

Agnieszka Lorek-Groniewska: Nie możemy zaprzeczać uczuciom dziecka. Dzieci mogą się wówczas poczuć nierozumiane, nie wysłuchane. Warto usłyszeć uczucia dziecka i je przyjąć w takim kształcie i wymiarze w jakim dzieci je prezentują. Nie powinniśmy reagować mówiąc: „Przesadzasz”. „To nic takiego”. „Przejdzie ci”. „Do wesela się zagoi”. „Nie ten to następny”. „Taki problem to nie problem”. „Nie był ciebie wart”. „Co ty możesz mieć za problemy w tym wieku?”.

Kamilla Brzozowska: Racjonalne tłumaczenie, którego często rodzice próbują w takich sytuacjach, też zupełnie się nie sprawdzi. Człowiek w silnych emocjach nie jest w stanie przyjąć racjonalnej argumentacji. Jego struktury mózgowe jej nie przyjmą.

EM: Co w takim razie powinniśmy zrobić, żeby dać wsparcie i pomóc przetrwać trudne chwile nastolatce czy nastolatkowi?

KB: To, co na początku trzeba zrobić – najprostsze i najtrudniejsze jednocześnie – to zająć się emocjami dziecka, nastolatka. Przyjąć je, usłyszeć, pobyć razem w sensie emocjonalnym. Żeby dziecko poczuło, że rodzic jest, że wytrzymuje te jego emocje, że nie wystrasza się jego łez. Dzieci czują, czy rodzic jest w stanie przyjąć ich emocje, czy się ich nie boi. A dziecku w takiej sytuacji nie jest potrzebny rodzic przerażony, tylko taki, który to wytrzyma, który swoją postawą mówi: „dam radę”.

EM: „Możesz tu przy mnie cierpieć, możesz tu płakać, przy mnie wszystkie twoje emocje są w porządku. Nie ucieknę ani się nie wystraszę. Jestem tu i będę”? Tylko takie „po prostu bycie” jest trudne, bo rodzice widząc dziecko w cierpieniu od razu chcą coś zrobić, wyleczyć ten ból, a przynajmniej go zmniejszyć. Znaleźć jakieś słowa, które można powiedzieć, coś konkretnego, co może przynieść ulgę.

KB: Kiedy próbujemy sięgać po to „coś konkretnego”, racjonalnego, to to nie działa. Mózg nie jest w stanie teraz tego usłyszeć. Będzie mógł dopiero później, kiedy już emocje zostaną przyjęte i w ten sposób ukojone.

EM: Chociaż kiedy nastolatki cierpią, wydaje im się, że ich uczucia nigdy nie znajdą ukojenia, że nie ma już dla nich przyszłości. Tym trudniej to przetrwać.

KB: Okres nastoletni jest takim czasem, kiedy dzieci przeżywają często wszystko zerojedynkowo, wszystko jest absolutnie ostateczne. Najgorszy dzień w życiu albo najlepszy dzień w życiu zdarzają się codziennie. Kiedy uczucia – szczególnie rozpacz, czy gniew – są takie zalewające, możemy uczyć dzieci je stopniować. „W skali od 1 do 10, w którym miejscu teraz jesteś?”

AL-G: U takich nieszczęśliwie zakochanych nastolatków, porzuconych, po zerwaniu, zrozpaczonych to zazwyczaj będzie 10. Przynajmniej na początku. I nie powinno nas to przerazić.

EM: Ale za dzień czy dwa może będzie już 9 i pół. Tylko musimy te najczarniejsze dni przetrwać. Na czym więc polega to „bycie przy”? Czy mamy posiedzieć z załamanym nastolatkiem w jego pokoju, czy lepiej wyciągnijmy syna czy córkę na spacer, czy może do kina? A może zróbmy coś dobrego do jedzenia? Albo dajmy dziecku spokój i pozwólmy płakać w samotności?

KB: Wiele zależy od tego, w jakim wieku jest ten nastolatek – trochę inaczej to wygląda w przypadku trzynastolatki, a inaczej, kiedy złamane serce ma lat siedemnaście. I oczywiście zależy też indywidualnie od dziecka – jedno przychodzi po wsparcie, potrzebuje przytulenia, pogłaskania, fizycznego kontaktu, inne woli pobyć w samotności. Trzeba próbować, dawać sygnały „jestem tu gdybyś mnie potrzebował” ale też uszanować, kiedy dziecko odmawia przyjęcia naszych gestów, czy pomocy.

EM: Od czasu do czasu zapukać do pokoju i powiedzieć „jestem i twoje ulubione mielone też”?

KB: Przynieść herbatę, albo gorącą czekoladę. Takie drobne gesty. I nie chodzi o działanie typu „chodź do kina, to zapomnisz”.

EM: Czy chłopcy i dziewczynki przeżywają zakochanie i rozczarowania podobnie?

KB: Dziewczynki częściej rozmawiają, chłopcy idą w działanie. Dziewczynki mówią o uczuciach, nazywają je, ale też mogą wpadać w przesadę, w natrętne powracanie do tego samego tematu. To jest cecha rozwojowa dziewczynek w tym wieku, że tak sobie mielą temat, wracają do niego wciąż od nowa. Na to też warto uważać, żeby przerwać, kiedy zaczynają się już same nakręcać. Chłopcy radzą sobie inaczej, działają – pójdą na przykład pograć w piłkę.

AL-G: Ryzyko jest takie, że to może być działanie, które wcale chłopcu nie służy. Jeśli idzie pograć w piłkę, to dobrze, ale kiedy godzinami gra w gry komputerowe, albo się upije, albo permanentnie wagaruje – to już nie. Trzeba uważać na skalę i natężenie zjawiska, bo umówmy się od jednorazowych wagarów, czy dnia spędzanego na graniu też nic strasznego się nie stanie. Zadanie rodziców to nie pozwolić na działania destrukcyjne (by dziecko takich nie wybrało jako jedyny sposób radzenia sobie z trudnościami) i podsuwać takie sposoby radzenia sobie, które są bezpieczne i w miarę możliwości przyjemne dla nastolatka.

EM: To może pojedźmy w góry i połaźmy przez trzy dni? Możemy taką propozycję złożyć nastolatkowi lub nastolatce?

AL-G: Tak. Ważne jest, żeby była dla dziecka atrakcyjna, żeby to było, coś, co dziecko lubi. Bo jeśli będzie zupełnie oderwane od jego zainteresowań czy upodobań, to ma małe szanse powodzenia. To ma być przyjemność i frajda dla obu stron. I nie z intencją „jak pochodzisz i się zmęczysz, to ci przejdzie”.

EM: Nie chodzi o to, żeby przeszło, tylko o „bycie przy”.

KB: Kiedy doznajemy jakiejś krzywdy w relacji, to w relacji ona może być naprawiona. Kiedy dziewczynę zawiódł chłopak, to lecząca może być relacja z mamą lub tatą. Więc w takim wyjeździe w góry, czy dokądkolwiek, chodzi o czas na relację i bliskość. Naprawiam tamtą relację tą relacją. Młode drzewko bardzo potrzebuje korzeni, by przetrwać złą pogodę. I my rodzice jesteśmy tym systemem korzeni.

EM: Tylko jeśli obudzimy się z tym rozmawianiem o emocjach i byciem blisko, kiedy dziecko ma lat naście, to chyba nie powinniśmy się spodziewać wielkiego efektu? Taką relację trzeba chyba budować znacznie wcześniej?

AL-G: Oczywiście łatwiej jest, kiedy zaczynamy od dziecka, ale to nie znaczy, że później to już niemożliwe. Każdy moment jest dobry, żeby zacząć budować dobrą relację. I to złamane serce może być właśnie tym momentem, kiedy zaczniemy, kiedy obydwoje – i dziecko i rodzic –  będą się tego rozmawiania uczyć. Choć może to być trudny i czasochłonny proces.

KB: Ważne jest, żebyśmy pamiętali, że to rodzic jest odpowiedzialny za tę relację – swoją z dzieckiem. Więc nawet jeśli nastolatek wyprasza mamę po raz setny z pokoju, to mama i tak powinna zapukać ponownie. I nie obrażać się. Nawet jeśli dziecko nas nie słucha, to nie znaczy, że nie słyszy. A kiedy usłyszy, to może coś z tym zrobić. Nie zawsze zareaguje tak, jak byśmy chcieli, ale kiedy jesteśmy, próbujemy, to ma wybór. Dziecku zawsze zależy na relacji z rodzicem. Co nie znaczy, że się nie będzie buntowało.

EM: To jest trudne także dla rodziców. Kiedy nasze dziecko przeżywa zawód miłosny i cierpi, to w nas powstają emocje, które też są trudne do zniesienia. Kiedy dziecko cierpi, moje serce pęka na tysiąc kawałków! Kiedy mnie odtrąca – również. A żeby wspierać dziecko, muszę mieć na to siłę. Co rodzice mogą zrobić dla siebie, żeby rzeczywiście móc wytrzymać te emocje dzieci?

AL-G: Warto z kimś porozmawiać. Z kimś dorosłym. Warto też przypomnieć sobie taki czas ze swojego życia – każdy z nas był nastolatkiem i większość przeżyła miłosne rozczarowanie. Przypomnieć sobie, jak wyglądało to nasze pierwsze zakochanie i pierwsze rozstanie. Żeby uświadomić sobie, że skoro ja to przeżyłam, to moja córka czy syn też to przeżyje. Żeby siebie trochę uspokoić i nie wystraszać. Żeby uświadomić sobie, że to się daje przetrwać i że ta rozpacz nastolatka kiedyś się skończy.

EM: Ale przypomnijmy – nie chodzi o to, żeby o tym przekonywać nastolatka, tylko zobaczyć to dla siebie, żeby w sobie złapać odpowiednią perspektywę.

AL-G: Tak. Żeby rodzic skonfrontował się z własnymi uczuciami i sobie z nimi poradził. Bo jeśli dziecko zobaczy, że ja sobie w tej sytuacji radzę, to bardzo możliwe, że powstanie w nim takie przekonanie, że i ono sobie poradzi. Kiedy rodzic jest wystraszony to może nasilić trudne emocje u dziecka. To jest poważna sytuacja i kiedy rodzic zachowuje pewien rodzaj spokoju w tym wszystkim (co nie znaczy, że się nie martwi) to może mieć to wpływ na proces przeżywania i radzenia sobie z trudną sytuacją u dziecka.

KB: Rodzic ma podołać – to jest nasze zadanie w momentach kryzysowych.

AL-G: A kiedy rodzic jest niepewny, to warto, aby poszukał wsparcia dla siebie. Nie chodzi o to, żeby być ojcem-macho i matką-polką przez całe życie. Chodzi o to, że w obszarach, w których nie czuję się mocna, mam jakiś brak, to umiem poszukać wsparcia u kogoś, kto jest bardziej kompetentny, komu ufam. Jeśli jest mi trudno znieść emocje mojego dziecka, to może niech ojciec dziecka z nim porozmawia, bo może on sobie lepiej poradzi.

EM: Dziecko, które ma dwoje rodziców, może czerpać wsparcie z relacji z każdym z nich i od każdego to wsparcie będzie inne. Spełniamy rodzicielskie zadania adekwatnie do naszych możliwości, umiejętności i zasobów.

AL-G: Można też sięgać po wsparcie innych bliskich dziecku osób – babci, dziadka, cioci, wujka.

KB: To też uczy dzieci, że mogą korzystać z różnych opcji i nie są zdane tylko na siebie. Że nie muszą radzić sobie ze wszystkim same.

Zarówno teraz, jak i wtedy, kiedy już dorosną.

Lektury dla rodziców nastolatków

Kamilla Brzozowska i Agnieszka Lorek-Groniewska polecają:

c

c

c

c

c

c

c

c

c

Agnieszka Lorek-Groniewska – psychoterapeuta, psycholog, prowadzi terapię indywidualną, par, małżeństw, rodzin oraz dzieci i młodzieży w Centrum Terapii i Rozwoju PsycheBalans. Magister psychologii i ekonomii. Ukończyła 4-letnie szkolenie psychoterapeutyczne atestowane przez PTP oraz Studium Pomocy Psychologicznej dla Par, w którym uzyskała CERTYFIKAT Specjalisty w Zakresie Pomocy Psychologicznej dla Par.

cc

c

Kamilla Brzozowska – psychoterapeuta, absolwentka Akademii Pedagogiki Specjalnej, Szkoły Trenerów Warsztatów Umiejętności Psychospołecznych, a także Studium Pomocy Psychologicznej i Socjoterapii. Ukończyła 4-letnie szkolenie psychoterapeutyczne atestowane przez Polskie Towarzystwo Psychiatryczne. W Centrum Terapii i Rozwoju Psyche Balanspracuje terapeutycznie z parami, rodzinami, dziećmi i młodzieżą.

c

PsycheBalans to Centrum Terapii i Rozwoju w Warszawie. Zgodnie z naszą misją pomagamy przezwyciężać kryzysy osobiste i rodzinne. Działamy na rzecz rozwoju indywidualnego i rozwoju rodziny. Pracujemy psychoterapeutycznie z dziećmi, młodzieżą, rodzicami, parami, rodzinami oraz osobami dorosłymi. Najważniejszy jest dla nas człowiek ze swoimi potrzebami, emocjami, potencjałem, a także z trudnościami. www.psyche-balans.pl

c