Przychodzi taki moment, kiedy młody czytelnik sięga po pierwszą „poważną” książkę. Poważną, czyli taką, gdzie dominuje tekst, poważną, czyli dość obszerną, poważną, czyli taką, przy której potrzebna jest już pewna wprawa w czytaniu i umiejętność nadążania za akcją. Poważną, czyli drukowaną mniejszą czcionką niż te, które młody czytelnik wybierał dotychczas. Moja 9-letnia córka Marysia właśnie zaczęła tę przygodę. Do tej pory wybierała książki, zwracając uwagę na dużą czcionkę, ilustracje i żeby książka nie była zbyt gruba. Czytała mnóstwo, ale dość niecierpliwie. Nabrawszy jednak sprawności w samodzielnym czytaniu zupełnie naturalnie sięgnęła po „coś większego”, choć to wcale nie znaczy, że zrezygnowała z ilustrowanych historii, jakie lubiła do tej pory. Dziś polecam Wam kilka książek, które wybrała Marysia, a tę recenzję moja córka tworzy razem ze mną.

Kot Winston w dwóch wersjach

Pierwszym „czymś większym” Marysi stała się seria o Kocie Winstonie, który razem z przyjaciółmi rozwiązuje zagadki kryminalne. Cykl rozpoczyna tom „Kot Winston. Tajna misja”. Winston wiedzie wspaniałe, spokojne i ustabilizowane kocie życie, pełne wylegiwania się i konsumpcji drobiowych wątróbek. Mieszka ze swym panem profesorem, a błogiego spokoju nie przerywa nawet na wychodzenie z domu. Dobrze mu tu. Pewnego dnia jednak wszystko się zmienia – do profesorskiego domu wprowadza się gospodyni Anna i jej córka Daria. Dla Winstona oznacza to początek niezwykłych przygód i odkrywania świata (na przykład podwórka), a nawet poznanie go od ludzkiej strony, bo w wyniku uderzenia pioruna Winston i Daria zamienią się ciałami. Pierwszy tom serii o Kocie Winstonie to niezły galimatias z wątkiem kryminalnym. Plus sporo humoru. Kolejne tytuły cyklu trzymają tempo.

Zabawne historie, jakie przytrafiają się kotu i innym bohaterom wciągnęły Marysię tak, że cztery części cyklu połknęła jednym tchem. Po czym zrobiła to raz jeszcze, tym razem słuchając audiobooków. To chyba najlepsza rekomendacja dla tych książek, prawda?

Skarpetki powracają

Być może Marysia przeczytałaby Kota Winstona po raz kolejny, ale wpadła jej w ręce „Banda Czarnej Frotte”. To kolejna część przygód skarpetek autorstwa Justyny Bednarek. Od czasu, gdy pani Justyna napisała część pierwszą „Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek” Marysia jest wielbicielką tych opowieści. Poprzednie najpierw czytałam jej na głos i sama miałam z tej lektury ogromną przyjemność, potem moja córka sięgała do nich samodzielnie kilka razy. Najnowszej książki o przygodach skarpetek nie zdążyłam nawet dobrze obejrzeć, bo Marysia zgarnęła ją zdecydowanym ruchem i zaszyła się z nią w swoim pokoju. W „Bandzie Czarnej Frotte” skarpetki wracają w wielkim stylu i z charakterystycznym dla nich entuzjazmem do przygód. Pojawiają się też rękawiczki. I jak zawsze w skarpetkowych opowieściach sporo humoru oraz znakomite ilustracje Daniela  de Latour.

„Chłopiec, dziewczynka i mur”

– Fajna jest ta nowa książka od Zakamarków – Marysia pojawia się w sypialni, gdzie wieszam pranie.

– Tak? A o czym jest? – pytam.

– O pomarańczach – odpowiada moja córka. – A właściwie o tym, że jak coś się nie udaje, to trzeba spróbować to zrobić jeszcze raz tylko inaczej. I w końcu się uda. Mogę ci ją przeczytać, chcesz?

– Chcę.

I Marysia zaczyna czytać na głos niedługą opowieść o Adhamie i Sulafie, których życie zmienił mur. A ja z każdym kolejnym zdaniem przeczytanym delikatnym głosem mojej 9-letniej córki, jestem coraz bardziej poruszona. Poruszona tą opowieścią i tym, jak brzmi ona czytana głosem dziecka. 

„Chłopiec, dziewczynka i mur” Ulfa Starka (którego uwielbiam od czasu, gdy przeczytałam „Magiczne tenisówki mojego przyjaciela Percy’ego”) to opowieść o pomarańczach, o wytrwałości, uporze, nieudanych próbach i ponownych staraniach. I o tym, że z tego, co utracone, możemy czerpać siłę do zbudowania czegoś zupełnie nowego. Nawet w cieniu wysokiego muru.

„Szkoła magicznych zwierząt”

Szkoła magicznych zwierząt to całkiem normalna szkoła. Do czasu. Pewnego dnia pojawia się w niej nowa nauczycielka, której brat jest właścicielem sklepu z magicznymi zwierzętami. Do klasy dołącza też nowa dziewczynka Ida, której nie jest łatwo nawiązać znajomości. Jak to nowej. W tej trudnej sytuacji pomoże jej lisek Rabat podarowany przez właściciela sklepu z magicznymi zwierzętami. Lisek jest oczywiście magiczny. Ida może z nim rozmawiać, zwierzać się, ale tylko ona słyszy ludzki głos liska. Drugie magiczne zwierzę – żółwicę Henriettę – dostaje Benni, chłopiec, który też nie ma w szkole łatwego życia, jest wyśmiewany i brak mu przyjaciół. Misją Henrietty jest wspomóc Benniego. Magiczne zwierzęta trafiają więc do tych dzieci, które bardzo potrzebują przyjaciela. I rzeczywiście stają się ich przyjaciółmi, a nawet pomagają Benniemu i Idzie nawiązać przyjaźń.

– Też bym chciała mieć takie magiczne zwierzę – mówi Marysia.

– Dlaczego? Nie masz przyjaciół?

– Mam. Ale to byłoby cudowne mieć zawsze obok siebie takiego liska, któremu można powiedzieć wszystko, absolutnie wszystko.

Kto by nie chciał takiego przyjaciela, prawda?

„Psierociniec”

Przychodzi też taki moment, kiedy dziecko wędruje z uzbieranym od kilku tygodni kieszonkowym do sklepu, żeby sobie kupić coś fajnego. Marysia powędrowała z zasobami z trzech miesięcy i kupiła sobie… książki. Jedną z nich był „Psierociniec” Agaty Widzowskiej. „Musiałam, po prostu musiałam ją kupić!” – ekscytowała się moja córka. Bo Psierocińcową serię to my już trochę znamy. Wcześniej Marysia czytała „Niepieska” i bardzo jej się spodobała ta opowieść. Kiedy więc na półce w księgarni zobaczyła nie znany sobie jeszcze tom serii, od razu po niego sięgnęła i chętnie wydała swoje kieszonkowe.

„Psierociniec” to historia psioety, czyli psa-poety, Remika. W książce znajdziemy więc sporo psiej poezji, ale przede wszystkim opowieść o psiej przyjaźni, psim losie, psich smutkach, psiej wrażliwości i psiej nadziei.

– Mamo, musisz koniecznie wstawić tu ten wiersz, bo on jest cudowny – moja córka współtworzy tę recenzję z coraz większym zaangażowaniem. No to na zakończenie naszej wspólnej pracy nad tym tekstem wstawiam:

Do księżyca szczeknę sobie,

wszechświat psi mym „hau” ozdobię

i zamerdam swym ogonem

tam, gdzie gwiazdy rozświetlone,

tam, gdzie Wielki Wóz, a przed nim

biegnie zaprzęg psów podniebnych.

Westchnę „hauu” i psie życzenie

wnet uleci ponad Ziemię.

A gdy spadnie kość z Księżyca,

psia się wyda tajemnica…

Marysia mówi, że psie wiersze psioety Remika mają magiczną moc. A dla mnie magicznym przeżyciem jest pisanie recenzji wspólnie z moją 9-letnią córką.

 


Kot Winston – seria

Frauke Scheunemann

tłumaczenie: Agata Janiszewska

Wydawnictwo Debit

seria dostępna w wersji papierowej, e-booka oraz audiobooka

 

Banda Czarnej Frotte

Justyna Bednarek

ilustracje: Daniel de Latour

Wydawnictwo Poradnia K

 

 

Chłopiec, dziewczynka i mur

Ulf Stark

ilustracje: Anna Höglund

tłumaczenie: Katarzyna Skalska

Wydawnictwo Zakamarki

 

Szkoła magicznych zwierząt

Margit Auer

ilustracje: Nina Dulleck

tłumaczenie: Agata Janiszewska

Wydawnictwo Debit

 

Psierociniec

Agata Widzowska

ilustracje: Małgorzata Pietralik

Wydawnictwo Wilga

 

Książki, które czyta Marysia – o kocie, psach i innych magicznych zwierzętach
5 (100%) 1 głosów