Historia jest nudna! Kto z nas nie słyszał tego jęku piąto- czy szóstoklasisty przed klasówką z rozbiorów Polski albo z Kongresu Wiedeńskiego? Jednak wielu dorosłych (pomimo wspomnień szkolnej nudy) odkrywa historię jako fascynującą dziedzinę. Czy w takim razie jest jakiś sposób, żeby i dzieci uczące się historii w szkole polubiły ją i by była dla nich ciekawą opowieścią, a nie konglomeratem niezrozumiałych faktów, nazwisk i dat? Oczywiście że tak! Ta sama historia może być tekstem równie fascynującym co lista zakupów ze spożywczego, albo barwną epicką opowieścią. Te same fakty, nazwiska i daty można ubrać w ciekawą lub zupełnie nudną formę. Poszukajmy więc tej ciekawej!

Dlaczego historia jest nudna?

Pamiętacie podręczniki do historii z naszych szkolnych lat? A zaglądaliście do ich współczesnych odpowiedników? Trochę się zmieniło: szata graficzna, jakość papieru, wstawki z ciekawostek, tekstów źródłowych itp. Jednak trzon wciąż stanowi drętwy tekst gęsto upakowany faktami, datami i nazwiskami. A przewcież historia to opowieść! Opowieść o ludziach, ich życiu, troskach, sukcesach, o miłości, szaleństwie… O decyzjach i ich powodach – nie tylko politycznych. O tym, jak się ludzie ubierali, co jedli, jak tańczyli, gdzie się myli i czy w ogóle. Jak telewizyjny serial, nieprawdaż? 

Posągowa Królowa Jadwiga musiała przeżywać kotłowaninę uczuć, kiedy stawała na ślubnym kobiercu z dużo starszym od siebie Jagiełłą. Co czuła młodziutka dziewczyna? Jak ten związek wpłynął na nią? A jak na niego? I jak losy kraju splatały się z małżeńskimi relacjami królewskiej pary? Czy Jagiełło rzucił się pod Grunwald z rozpaczy po śmierci żony, czy może dlatego, że wreszcie przestała go powstrzymywać? No i czy macie świadomość, że Jadwiga była JEDYNĄ królową Polski? Królową, a nie tylko żoną króla. Jakie to miało znaczenie i jak to w ogóle było możliwe?

Zagłębienie się w takie historyczne tropy pozwala lepiej zrozumieć ciąg wydarzeń. A właśnie trudności w rozumieniu są drugim – po skostniałym języku podręczników – powodem, dla którego dzieciaki mówią, że historia jest nudna. W szkolnym wydaniu często większą uwagę poświęca się samym faktom, nazwiskom i datom, mniejszą zaś kontekstowi, w jakim są osadzone. A to właśnie kontekst pozwala zrozumieć, dlaczego wydarzenia potoczyły się w określony sposób, dlaczego podjęto takie a nie inne decyzje, po co i jakie to miało znaczenie. Wiele się wyjaśnia, jeśli powiążemy potop szwedzki ze zmianami klimatu, albo dostrzeżemy, że rozwarstwienie społeczne ma związek ze zmianami w konstrukcji domów mieszkalnych. Kontekst jest potrzebny, jeśli chcemy wciągnąć dzieci w historyczną opowieść. Najciekawsze są odpowiedzi na pytania „dlaczego?” i „po co?” i to one pozwalają zrozumieć historię. „Kto?”, „gdzie?” i „kiedy?” jedynie uzupełniają to rozumienie.

Jak zaciekawić dzieci historią?

Kiedy mój syn przygotowuje się do klasówki z historii, do podręcznika zaglądamy tylko żeby zorientować się w zakresie materiału. Potem sięgamy do innych źródeł. Jego wiedza pochodzi z lekcji, bo nauczyciel ciekawie opowiada i wyjaśnia, z książek – historycznej beletrystyki, popularno-naukowych, z artkułów, filmów, YouTuba, map, infografik… oraz długich rozmów przy rodzinnym stole.

Takie pozapodręcznikowe źródła można traktować nie tylko jako uzupełnienie podręcznikowej wiedzy. Nauczyciele mogą je wykorzystać także jako punkt wyjścia do lekcji. Film „Storm. Opowieść o odwadze” doskonale pokazuje kontekst reformacji i może stanowić świetny start do dyskusji na jej temat, w której pojawią się i wymagane programem daty, i fakty, i nazwiska, ale na tle filmu będą znacznie bliższe młodemu człowiekowi. YouTube’owy kanał Historia bez cenzury opowiada historię językiem nastolatków i zaskakuje informacjami o związkach między rozmaitymi wydarzeniami. Odcinki o bitwie pod Grunwaldem były dla mnie prawdziwym objawieniem – wreszcie zrozumiałam, dlaczego Polacy wygrali tę masakrę i co tam się tak naprawdę wydarzyło. 

Ostatnim moim odkryciem jest trylogia „Ratownicy czasu” Justyny Drzewickiej (Wydawnictwo Jaguar), której pierwszy tom opisuje czasy Mikołaja Kopernika i jego studiów w Bolonii, drugi zaś Egipt epoki Kleopatry. Tu historyczna wiedza łączy się z niesamowitą przygodową fabułą i świetnym humorem.

Zapytałam autorkę, skąd wziął się pomysł na takie właśnie książki – historyczne ale w niekonwencjonalny sposób. – Niewiele wyniosłam z lekcji historii w szkole. Głównie towarzyszyło mi poczucie, że zajęcia są tylko odfajkowywaniem tematów i nie wnoszą żadnych treści angażujących mnie jako słuchaczkę. Prezentowano mi wyłącznie suche fakty i daty – opowiada Justyna Drzewicka. – To samo poczucie towarzyszyło mi znacznie później, już jako matce, gdy do szkoły chodziły moje córki. Sama odkryłam fenomen historii dopiero, kiedy zaczęłam przyswajać ją poprzez inne lektury. Takie, w których na pierwszym miejscu stał człowiek i jego życie codzienne w sensie dosłownym. Było to oszałamiające odkrycie, wpadłam w nową pasję po uszy. Tego samego chciałam od mojej książki – żeby wiedza była wchłaniana bez nauki, wyłącznie przez czystą przyjemność czytania.

I to właśnie autorka osiągnęła. Książki są pełne wiedzy historycznej, a jednak są też znakomitą powieścią przygodową o dynamicznej akcji. Więc jednak można opowiadać młodym czytelnikom o historii tak, że ta opowieść wciągnie ich szybciej, niż zdołają powiedzieć „Historia jest nudna”. 

Wierzę, że najważniejszym celem książki dla niedorosłych czytelników jest przyjemność z czytania – mówi Justyna Drzewicka. – Dlatego postawiłam na przygodę, humor, wizytę w innym świecie, na wyjątkowych bohaterów, z którymi każdy może się utożsamić, bo w „Ratownikach czasu” mamy i buntowników, i tarapaty szkolne, i osobiste pasje, i zatargi z rówieśnikami, obecność autentycznych postaci z epoki pokazanych w ich codziennym środowisku, wyjątkową scenerię (kraina, miasto, epoka), wyjątkowe gadżety, autentyzm, czyli historyczny survival pod hasłem „spróbuj przeżyć tydzień w epoce x”. Dzięki tym zabiegom i fabule opartej na schemacie questu „Ratownicy czasu” przypominają  trochę ulubioną rozrywkę dzieciaków – grę komputerową. Żeby jeszcze bardziej skrócić dystans pomiędzy lekturą a czytelnikiem i pokazać, że historia to żywi ludzie, a nie nudne zestawienie faktów, zdjęłam Mikołaja Kopernika z pomnika. W „Ratownikach czasu” nie jest patronem szkoły, sztywnym panem z portretu w auli. To Miki  – ich przyjaciel, młody chłopak, który chociaż jest geniuszem pakuje się w kłopoty. Chciałam pokazać historię, której jest najmniej w podręcznikach, a która moim zdaniem jest najbardziej ciekawa. Skupiłam się więc nie na faktach i datach, ale na ludziach.

Czy takie źródła wiedzy historycznej są wiarygodne?

Z rzetelnym źródłem informacji bardziej kojarzy nam się posępny podręcznikowy tekst, czy sucha definicja w encyklopedii niż lekka forma i przygodowa narracja. Może dlatego, że szkoła naszego dzieciństwa przekonała nas, że nauka musi być nudna, a wartościowa wiedza wymaga przedzierania się przez drętwe teksty, że to co wartościowe musi być okupione trudem, potem i łzami, a to, co przychodzi łatwo i z przyjemnością nie ma żadnej wartości. Tak byliśmy uczeni i wychowywani. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by zrewidować nasze przekonania rodem z minionego wieku. Historia może być fascynującą opowieścią pełną przygód i nie umniejsza to jej wartości.

Pisząc „Ratowników czasu” Justyna Drzewicka opierała się na naukowych publikacjach i pracach – książkach i artykułach, audycjach radiowych, w których wypowiadają się naukowcy-historycy, studiowała ryciny, mapy, stare plany Bolonii, przewodniki, zdjęcia, filmy, albumy, wydawnictwa poświęcone historii mody, kuchni historycznej. Właśnie po to, by historyczna wiedza w jej książce była rzetelna. –W pewnym momencie miałam klęskę urodzaju, więc musiałam dokonać wyboru faktów, które chcę wykorzystać w książce – opowiada autorka.- Kiedy już wszystko mi się ułożyło, zaczęłam ponownie sprawdzać i pogłębiać to, co wykorzystałam. Chciałam mieć pewność, że te fakty są spójne, sprawdzone, nie mają szerszego kontekstu, o którym powinnam wspomnieć. Czasem pojawiały się rzeczy niezapowiedziane: Catherina, której postać mi się rozrosła, bo natrafiłam na nią w opracowaniach Bolonia Magica. I znów trzeba było szukać, pogłębiać, sprawdzać. Podobnie było z przytułkiem dla podrzutków, musiałam sprawdzić historię takich miejsc i to, w jaki sposób właściwie oddawało się dzieci pod opiekę. Seans nekromancki kosztował mnie kilka dni pracy, bo poszukiwania  jego przebiegu zaprowadziły mnie do XVII wieku.

Oczywiście, że trzeba być czujnym, by fake-wiedza, jak fake-newsy, nie podszyła się pod tę, którą rzeczywiście chcemy przekazać dzieciom. Dlatego warto zaglądać do różnych źródeł, również do podręcznika, by zweryfikować fakty. „Ratowników czasu” z całą pewnością polecam. Pierwszy tom serii  już jest w sprzedaży, a kolejne dwa w planach na 2020 rok.

Moim dzieciom ich Pani Od Historii podsuwa ciekawe lektury, filmy, artykuły. Drugie tyle inspiracji dostają w domu. Często razem czytamy i oglądamy popularnonaukowe książki czy filmy. Zachęcam Was do sięgania po takie alternatywne źródła wiedzy – historycznej i nie tylko. Mogą okazać się fascynującym odkryciem nie tylko dla młodzieży, ale też dla rodziców i nauczycieli.

(Rysunki pochodzą z książki „Ratownicy czasu”, ich autorem jest Jędrzej Łaniecki)

Ratownicy Czasu

Justyna Drzewicka

ilustracje: Jędrzej Łaniecki

okładki: Piotr Sokołowski

Wydawnictwo Jaguar

autorka:Elżbieta Manthey – założycielka Juniorowa, blogerka, dziennikarka, mama Marysi i Tymona. Pasjonatka dobrej edukacji – tropi edukacyjne nowinki i nowoczesne pomysły, pisze o tym, co można zrobić, by edukacja dorosła do wyzwań XXI wieku, angażuje się w różnorodne działania na rzecz lepszej edukacji. Propaguje wychowanie i edukację oparte na szacunku dla dzieci. Najlepiej odpoczywa odwiedzając ciekawe miejsca z rodziną i doświadczając świata wspólnie z mężem i dziećmi.