Jak dzieci rozumieją swoje oceny

W miniony poniedziałek, jak co roku o tej porze, nadszedł czas na wystawianie ocen semestralnych moich uczniów. Na początek jak zwykle poprosiłam moich podopiecznych, żeby spróbowali ocenić sami siebie. Oczywiście później spotykam się z każdym z nich na indywidualnej rozmowie o ich postępach w nauce, ale zawsze najpierw proszę ich, by spojrzeli na własną pracę z zewnątrz i spróbowali zastanowić się, jak wypadają we własnych oczach. W tym roku rozmowę rozpoczęłam od pytania: Co tak naprawdę oznacza dla was jedynka? Ich odpowiedzi wprawiły mnie w konsternację:

.

To znaczy, że zawiodłem.

Że nie nadaję się do niczego.

Że nie dość się starałem.

Osłupiałam. Czy moi uczniowie nie rozumieją, że jedynka na półrocze oznacza, że po prostu są na początku swojej drogi, że mają wciąż czas na opanowanie materiału, że są w trakcie pewnego procesu, który się jeszcze nie zakończył? Jak to możliwe, że dla nich jedynka oznacza porażkę, że jest dowodem braku starań i znakiem totalnej tępoty! W mojej klasie, w której uczniowie ciągle proszeni są o samodzielne ocenianie własnych postępów? W której stopnie nie służą piętnowaniu, ale stanowią pretekst do rozmowy? W której staram się, by dzieci same kontrolowały swoje postępy? Dzieci w mojej klasie są przekonane, że niskie oceny otrzymują źli uczniowie!

W tym momencie zamiast prosić ich o samodzielną ocenę (czym zajęliśmy się później), zatrzymałam się by przedyskutować z nimi kwestię szkolnych stopni. Co tak naprawdę oznacza jedynka lub dwójka? Jak mają rozumieć takie oceny na swoich kartach? Starałam się im wytłumaczyć, że jedynka nie oznacza braku wysiłku z ich strony, tylko że wciąż są pewne rzeczy, które muszą opanować. Że dwójka nie oznacza że ktoś jest mało zdolny, ale po prostu wskazuje na konieczność dalszej pracy. Że takie oceny tylko czasami oznaczają, że ktoś się niewystarczająco przyłożył do nauki. I że nie wartościują ich zdolności i inteligencji, a jedynie te efekty ich pracy, które byłam w stanie dostrzec.

Westchnienie ulgi, które rozniosło się po klasie, było wręcz namacalne. Dzieci zrozumiały, że oceny są tylko sygnałem, drogowskazem pokazującym kierunek dalszej pracy. Nie są natomiast wyznacznikiem ich wartości. Byłam przekonana, że powinni to wiedzieć wcześniej, w końcu to nie ich pierwsze oceny semestralne. Okazało się jednak, że to, co jest oczywiste dla mnie, dla nich już niekoniecznie.

A czy ty rozmawiałeś kiedyś ze swymi uczniami o ocenach? Czy twoi podopieczni na pewno rozumieją, czemu one służą? Czy mają realny wpływ na to, jak są oceniani? Czy pozwalasz im, by sami stworzyli własne opisy swojej pracy? Proszę cię, byś dokładnie przeanalizował, w jaki sposób rozmawiasz z dziećmi o szkolnych stopniach. Bo jeśli z góry zakładasz, że twoi uczniowie wiedzą, o co w nich naprawdę chodzi, to najprawdopodobniej się mylisz. Ja się myliłam…

c

Autorka: Pernille Ripp – amerykańska nauczycielka, która dokonała wielkiej zmiany w swoim sposobie uczenia (pisaliśmy o niej TU). Swoje doświadczenia i refleksje opisuje w blogu Blogging Through The Fourth Dimension. Jest też autorką książek Passionate Learners: Giving Our Classroom Back to Our Students i Empowered schools, empowered students.

Przetłumaczył Wojciech Musiał

Zdjęcia: Phil Roeder, World Bank Photo Collection,

Jak dzieci rozumieją swoje oceny
5 (100%) 4 głosów

23 komentarze

  • KB

    Przepraszam, ale aż się zakrztusiłam, jak przeczytałam, że jedynka oznacza „że po prostu są na początku swojej drogi, że mają wciąż czas na opanowanie materiału, że są w trakcie pewnego procesu, który się jeszcze nie zakończył”. Cóż za naiwność i brak wyczucia??

    Jestem z wykształcenia pedagogiem, ale nie pracuję w szkole. Pracuję za to z dziećmi, które mają problem z czytaniem. I widzę w tych dzieciach totalny brak pewności siebie, poczucie, że są gorsze, że się nie nadają, że nie potrafią. Ja nie daję ocen. Daje wsparcie, narzędzia do treningu i czas na rozwój. Ale tym dzieciom bardzo trudno jest pozbyć się poczucia, że coś jest z nimi nie tak. A czemu to zawdzięczają? Ocenie nauczyciela. „Znów dostałam jedynkę z czytania…” Nie, to nie jest dla dziecka informacja, że powinno jeszcze popracować, że ma czas. To jest informacja mówiąca: „Nie umiesz, źle, jesteś najgorszy.”

    Chce Pani, aby dzieci naprawdę zrozumiały, że jak ktoś czegoś nie umie, to znaczy, że należy nad tym pracować? Proszę przestać oceniać je za pomocą cyfry. Proszę przestać je porównywać ze sobą. Niech każdy uczeń patrzy na swoje postępy niezależnie od innych. Niech cieszy się tym, że dziś czyta lepiej, niż 2 tygodnie temu. Stopnie temu nie służą, one mają pokazać w którym miejscu jest dziecko, odnosząc się do ogólnie przyjętej „normy”. A wszyscy dobrze wiemy, że każdy z nas jest inny, a różnice w rozwoju poszczególnych umiejętności mogą się bardzo różnić u dzieci w tym samym wieku. Proszę więc sobie dać spokój ze stopniami… To jest krzywdzenie dzieci. To jest zabijanie w nich poczucia własnej wartości. I jeśli Pani jest tym zdziwiona, jeśli Pani nie rozumie dlaczego dzieci odbierają jedynki w ten sposób, to polecam przeczytać kilka książek o rozwoju, emocjach, motywacji… Może to Pani cos rozjaśni. Pozdrawiam, KB

    • Elżbieta Manthey

      Dziękuję za tak wyraźny i stanowczy głos. W gruncie rzeczy i Pani i autorka artykułu mówicie o tym samym. Nadaliśmy ocenom cyfrowym znaczenie, które krzywdzi dzieci. Pernille Ripp nie namawia do stosowania ocen cyfrowych. Podobnie jak Pani zwraca uwagę na to, w jaki sposób dzieci rozumieją oceny i stara się uświadomić dorosłym tę krzywdę, o której Pani pisze. We wrześniu ukaże się w Polsce jej książka „Uczyć (się) z pasją” – w której między innymi bardzo wyraźnie i szeroko rozprawia się z ocenami. Mam nadzieję, że sięgnie Pani do tej lektury – gorąco ją polecam.

    • Jolanta Okuniewska

      Dziękuję Pani.

  • emerytka polonistka

    Niedopuszczalne jest stawianie oceny z przedmiotu za wygłupianie się. Nigdy nie było dopuszczalne. Wszyscy rodzice powinni tak, jak Pani, rozmawiać z dzieckiem. Ja podczas tzw.konsultacji dla rodziców zapraszałam ich z dziećmi, a te miały przynieść zeszyt. Rozmowę zaczynałam od tego, że zawsze chwaliłam dziecko, bo każde zasługuje na pochwałę ( za coś), potem prosiłam, by dziecko powiedziało, co jest dla niego trudne, co lubi, a czego nie. Pooglądaliśmy wspólnie zeszyt, prace domowe i klasowe, potem dxiecko wychodxiło, a rodzic w rozmowie nt.pracy i ewentualnej pomocy dostawał poradę, najczęściej, by kontrolował odrabianie lekcji, sprawdzał, czy i co ono robi. Ale nie uczył. Od uczenia jestem ja, tylko dziecko musi mi powiedzieć, co jeszcze trzeba mu dodatkowo wyjaśnić.
    Tyle od emerytki polonistki. 🙂

  • Szymon

    mam 26 lat i to dla mnie nie jest oczywiste. powinna pani uczyc tez doroslych

  • Marność nad marnościami. I wszystko marność.

    Problem w tym, że w naszym kochanym systemie deedukacji oceny nie spełniają i nigdy nie będą spełniać roli oceniającej, a służą tylko do papierka, który decyduje o twoim życiu. Później te oceny nie mają żadnego znaczenia. Szkoda, że pomija się fakt, że nawet najlepsi uczniowie nie uczą się dla siebie, ale dla ocen. Walczą, aby mieć przynajmniej o jeden stopień lepszy z przedmiotu. I tak wg dobrze znanego sposobu 3 Z, zapominają większość tego, czego się nauczyli zakuwając na blachę. Jeżeli nauczyciele mają oceniać pracę ucznia to nie można procentowo oceniać ze sprawdzianów i odpowiedzi? To bardziej pokazałoby uczniom, co źle zrobili i czego nie umieją. Nie byłoby: Proszę Pani! Ale jednego punkta mi do piątki zabrakło… Po co ten dodatkowy stres, że źle napiszesz to dostaniesz jedynkę, która uniemożliwia ci iść dalej. Po co ten sztywny program nauczania. Każdy ma swoje tempo nauki i pracy. Zamiast musisz to umieć, może zobacz jakie to ciekawe! Dlaczego każecie nam uczyć się do ocen, a nie do życia? Oceniajcie, abyśmy się poprawiali, a nie żebyśmy byli selekcjonowani. Pozdrawiam.

  • Wredna Zołza

    Mam wrażenie, że problemem nie jest rozumienie ocen przez uczniów. Tylko sam proces budowania u ludzi poczucia własnej wartości. Coś mi się udało- jestem cudowny, zawaliłem- jestem do niczego. Wytłumaczyła im Pani, że dobra ocena nie świadczy o ich wybitnych zdolnościach?
    Oceny są dla nich punktem odniesienia – jesli będę dobrze pracować będę miał 5, uczniowie, którzy pracują słabo dostają nizsze oceny. Jeśli Pani ocenia swoich uczniów sprawiedliwie i kryteria są dla nich jasne, to nie będzie problemów. Sztuczne wymysły. Dzieci czasem nie zawsze potrafią ubrać coś w słowa to raz, a dwa ich logika jest bardzo prosta, a Pani tłumaczenie nawet dla mnie jest mętne, więc nie sądzę, by uczniowie coś z tego zrozumieli i zmienili podejście.

  • Rodzic

    Ten artykuł powinni wziąć sobie do serca nauczyciele,którzy zapomnieli jak ten zawód wiele znaczy dla naszych dzieci.
    Dla rodziców również ciekawy artykuł…😉

  • Marta

    Nie jestem nauczycielką, tylko matką. Mój syn chodzi aktualnie do trzeciej klasy szkoły podstawowej i na koniec semestru były oceny opisowe ogólne. W połowie semestru na wywiadówce wychowawczyni mojego syna rozdała kartki z ocenami z poszczególnych przedmiotów, nie chwaląc się syn miał w większości piątki i szóstki, aczkolwiek zdarzyła się i czwórka, trójka i ta nieszczęsna jedynka… I co teraz? Kierując się moimi doświadczeniami z X lat wstecz 😉 po prostu usiadłam z dzieckiem, i przedyskutowałam kwestię jedynek. Nie na zasadzie wrzasku i kary, ale na zasadzie co mu sprawia trudność z danego przedmiotu, co musimy przećwiczyć i nadrobić. Z trzech jedynek jakie dostał, dwie były za zachowanie na lekcji (wygłupy, rozmawianie) … i tutaj mój apel, jeżeli dziecko ma wiedzę w zakresie przerabianego materiału( w tym przypadku 5 i 6 a pomiędzy tym 1) , nadąża z materiałem ale zachowanie na lekcji daje do życzenia, czy nie lepiej wezwać rodzica albo dać uwagę do dzienniczka za podpisem rodzica… Ja wtedy wiem że problem nie leży konkretnie w nauce i jego zdolnościach, a w zachowaniu i wtedy wiem jak mam z nim rozmawiać. Pozdrawiam.

  • Dziadzio

    „Dzieci w mojej klasie są przekonane, że niskie oceny otrzymują źli uczniowie!”
    I mają rację.

  • Ki

    W Szwecji jest teraz podobna dyskusja i bardzo duzo kontrowersji wokol oceniania uczniow – jest grupa ktora chce zaczac wystawiac oceny juz od – uwaga – 6 klasy! Teraz dopiero od 8 sa oceny. Ach te niesforne szwedzkie dzieci:)!

  • Jolanta Okuniewska

    W Polsce od dłuższego czasu mówi się o ocenianiu bez stopni. Ale nadal tylko się mówi. Wprowadzanie oceniania bez stopni nie jest łatwe, bo i nauczyciele, i rodzice często nie potrafią się uwolnić od myślenia stopniami. Jacek Strzemieczny prowadził kampanię na temat oceniania bez stopni, ocieniania powiązanego ściśle z komentarzem nauczyciela, informacją zwrotną do ucznia. To była batalia toczona wszędzie, gdzie się dało. Efektem jest zapis w ustawie, który tak naprawdę niewiele zmienił.

    • kinga

      W mojej podstawówce w klasach 1-3 (koniec lat 90) nie było ocen liczbowych tylko opisowe ale dla nas i dla naszych rodziców wciąż były traktowane jak oceny bo w sumie były po prostu słownym zapisem ocen liczbowych: bardzo dobry itp.

      • Krzystof.

        Ja uważam, ze było dobrze wcześniej,mniej biurokracji,ocena liczbowa bardziej przemawiała,rodzice też jaśniej mieli przedstawione.Szkoła polska była super SZKOŁĄ dla TYCH co chcą się uczyć.Każdy ma prawo myśleć inaczej…

    • Wredna Zołza

      A tak realnie. Co zmieni brak ocen. Proszę mi wyjaśnić. Czy ma to ułatwić ucznią naukę? Zachęca ich to do poszerzania wiedzy? Ułatwi to pracę nauczycielom i zmniejszy biurokrację? Jakie będzie miało skutki dla poziomu kształcenia?

      • mama

        Symbol oceny ma się nijak do kompetencji i wiedzy dziecka. Sztucznie frustruje, szufladkuje i wzmacnia motywację zewnętrzną czyli naukę dla ocen a nie z przyjemności i ciekawości świata…

    • Ula

      Pani Jolu, ja jestem za ocenami opisowymi, ale…..
      Po pierwsze: Taka ocena musi być codziennie, a w naszych klasach po 20, 25 uczniów, jest ona czasami zbyt krótka lub nie ma jej codziennie. Wiem różnie to można rozwiązać, ale jednak nie zawsze się uda.
      Po drugie: Ja stosuję czasami ocenę sumującą stopniem, bo obserwując dzieci zauważyłam,że tak jak i różnie dzieci się uczą, to tak też potrzebują oceny podanej w różny sposób.
      Po trzecie: bardzo lubimy przyjmować to co inni wymyślili, nie zawsze korzystając z naszego polskiego doświadczenia

      • Jolanta Okuniewska

        Pani Ulu, ja jestem zwolenniczką oceniania kształtującego. I nie oceniam każdego działania dzieci, bo też mam ich 25 w klasie. Dzieci też oceniają się samodzielnie, stosuję ocenę koleżeńską. Jeśli dziecko wie, co będę oceniać, jakie są moje wymagania, to wie jak się ocenić. Przy ocenie sumującej też przydaje się informacja zwrotna – ocena kształtująca. Jak oceni Pani w ten sposób jakieś zadanie raz na dwa tygodnie, albo raz w miesiącu to będzie źle? Dzieci mają czas na doskonalenie umiejętności, mogą popełniać błędy i trenować by być mistrzami. Nie oceniam ich wtedy, daję czas na radość z uczenia się i doskonalenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *