Dzieci, morze i jacht – edukacja bez szkoły

Na całym świecie można spotkać rodziny, które zdecydowały się na stałe zamieszkać na jachtach. Żeglują, gdy mają pieniądze, pracują w portach, żeby zarobić na żeglowanie. Ich dzieci uczą się nie tylko programu szkolnego, ale też (a może przede wszystkim) umiejętności przeżycia na wodzie. Jak wygląda edukacja szkolna pod żaglami – opisuje Monika Bronicka w kolejnej relacji z trzymiesięcznego rodzinnego rejsu na Antypodach.

Rodzinne włóczęgi

Będąc członkiem internetowej grupy worldschoolingowej, z zainteresowaniem śledzę historie polskich rodzin, które latem przygotowują i przerabiają dostawcze samochody na domy na kółkach, a kiedy nadchodzą pierwsze zimne dni, ruszają na południe Europy w poszukiwaniu ciepła i miejsc na aktywne spędzenie zimy, w zgodzie z naturą oraz swoim światopoglądem. Życie na jachcie to podobny wybór i sposób na życie.

Zawsze z zaciekawieniem wypytywałam ludzi mieszkających na jachtach o ich wybory i nie spotkałam bogatych rodzin żyjących na morzu. Jachting jest kojarzony z majętnością, ale bogaci swoje jachty trzymają w marinach, mieszkają w domach i pływają najczęściej weekendowo i wakacyjnie. Rodziny mieszkające na stałe na morzu wyznają filozofię „kto zabroni biedakom żyć bogato”. Historie są zbliżone do siebie. Sprzedaż domu lub mieszkania i kupno jachtu. A potem dorywcza praca w portowych miejscowościach. Nikt nie gardzi posadą sprzątaczki czy nocnego stróża. Najważniejszy jest cel. Zarobić na zakup jedzenia i paliwa, żeby znów pożeglować w inne miejsce świata. Wolność i podążanie za swoimi potrzebami to podstawowe dewizy, zarówno w życiu jak i w edukowaniu dzieci.

Wiele do szczęścia im nie trzeba. Życie blisko natury i żywiołów uczy korzystania z bogactw ziemi. Deszcz, gorące źródła, wodospady, ryby w morzu to darmowe cuda natury. Owoce znajdowane na wyspach czy handel wymienny z mieszkańcami wysp Pacyfiku zapewniają zdrowy standard życia przy niewielkich kosztach. To również forma edukacji domowej albo związanej z podróżami formy nazywanej worldschoolingiem.

Nauka w czasie podróży

W Polsce istnieje obowiązek szkolny do czasu ukończenia szkoły podstawowej. Są jednak inne możliwości, a najprostsza to edukacja domowa. Przy braku przeciwwskazań psychologicznych, rodzice zobowiązują się przejąć na siebie obowiązek edukowania dzieci, a szkoła weryfikuje efekty corocznymi egzaminami. Na taką opcję decydują się często wielodzietne rodziny, które tym sposobem zaoszczędzają czas na logistyce szkolnej, w domu realizują materiał, a zyskane chwile i energię inwestują w życie rodzinne. Edukacja domowa to również formalna możliwość na dłuższe podróżowanie. Jedynym co nas ogranicza, jest konieczność pojawienia się w szkole w wyznaczonych datach egzaminów.

Okazuje się, że w określonych przypadkach można zapisać dziecko do szkoły on-line. To system nauczania dla rodzin stale przebywających poza granicami kraju, głównie dla dyplomatów, ale korzystają z niej również inne dzieci. Przykładem jest jedenastoletnia Kalinka, która mieszkając na jachcie, uczy się przez Internet w piątej klasie. Swoje życie i naukę zaczęła ostatnio opisywać NA BLOGU. Jej teksty ciekawie ukazują internetowe spotkania z nauczycielami odbywające się o różnych porach dnia, a także wiedzę, którą nabywa poza typowo szkolnym materiałem.

To właśnie szkolny materiał jest elementem rozróżniającym formy edukacji pozaszkolnej. Niektórzy koncentrują się na dokładnym jego realizowaniu, inni kładą nacisk na tylko poszczególne przedmioty i konieczność zaliczenia egzaminów, a jeszcze inni wybierają tak zwany unschooling. To zupełne odrzucenie norm szkolnych i podążanie za potrzebami i zainteresowaniami dziecka. O ile dla polskich rodzin obowiązek zaliczenia materiału narzuca konieczność przerobienia choćby minimum, tak na przykład w Australii w pierwszych latach edukacji, wystarczy raport napisany przez rodzica o realizacji planu nauczania. Rodziny stosujące unschooling spotykamy często na morzu. Żyją na jachcie i edukację dzieci koncentrują na najważniejszym przedmiocie – życiu.

Unschooling – na czym to polega?

Czego uczą się dzieci w unschoolingu albo w tym przypadku boatschoolingu? Na przykład wspinania na palmy. Czy któreś z waszych jedenastoletnich dzieci potrafiłoby się wspiąć na kilkunastometrową palmę, żeby zerwać owoce kokosowe? W Polsce ta umiejętność nie jest przydatna, ale na tropikalnych wyspach nawet bardzo. Kokos to bowiem fantastyczny owoc, zapewniający napój, olej i syty posiłek. Mama piątki dzieci wychowanych w systemie unschoolingowym na jachcie opowiedziała mi o filozofii związanej ze wspinaniem się na palmy.

Na wyspach Pacyfiku panuje niepisana dolna granica wieku, od której pozwala się dzieciom na wchodzenie po orzechy kokosowe. Nie chodzi tu o samą fizyczną możliwość – tą sprawne dziecko może osiągnąć kilka lat wcześniej. Wspinanie po okrągłym, długim i pionowym pniu palmy to również umiejętność umysłowa. Sztuka wyobraźni i prawidłowego reagowania. Żeby bowiem zerwać owoc kokosa, dziecko musi wspinać się z nożem. Jeden z synów znajomej upuścił nóż, który wbił mu się w stopę. Nie mógł spanikować ani złapać się za bolącą i tryskającą krwią nogę. Musiał zachować trzeźwość umysłu i przede wszystkim bezpiecznie zejść na dół. To ekstremalna sytuacja, ale samodzielność, kreatywność i odpowiedzialność to cechy wyróżniające dzieci żyjące na jachtach. Są szczęśliwe i otwarte na otaczający je świat. Mimo braku regularnych lekcji potrafią czytać i liczyć, a dodatkowo nawigować i interpretować pogodę. A kiedy dojrzewają i przemija okres zabawy, dopiero wtedy rodzice realizują edukację domową lub zapisują je do szkoły.

Nauka moich dzieci

Ja również uczę dzieci podczas życia jachcie. Są to jednak tylko okresy pobytu na morzu, zwykle 3-6 miesięczne i kiedy wracamy do domu, dzieci kontynuują naukę w szkole. Na szczęście bardzo ją lubią tak jak swoje nauczycielki i szkolnych przyjaciół. W tej sytuacji, żeby powrót do szkolnej ławki nie był dla nich trudny, podczas rejsu realizujemy materiał szkolny. Jeśli robimy to regularnie, to wystarczy godzina lub dwie w ciągu dnia, żeby być nadal dobrym uczniem. A pozostały czas to rozwijanie pasji i indywidualnych potrzeb. Nurkowanie na rafie koralowej, a potem szukanie informacji o spotkanych pod wodą stworzeniach. Trekking po górzystych wyspach czy wspinanie na drzewa. Spotkania z innymi żeglującymi rodzinami, zabawy na innych jachtach z dziećmi mówiącymi w różnych językach. Dostosowywanie się do warunków pogodowych: gromadzenie deszczówki, obserwowanie pływów wodnych i nazewnictwo rodzajów chmur. To wiedza, której nie poznałyby z pozycji szkolnej ławki.

Pasję, radość i spokój możecie wyczytać z bloga australijskiej unschoolingowej rodziny homeschoolahoy.com, która sprzedała dom, kupiła jacht i realizuje swoje marzenia. Podobne emocje emanują z postów polskich rodzin, miesiącami podróżujących kamperami po Europie.

Rodzicom na całym świecie decydującym się na homeschooling, wordschooling czy unschooling przyświeca ten sam cel – nauczyć dzieci życia i aktywnie uczestniczyć w ich rozwoju. Jak się okazuje, może to sprawić radość całej rodzinie, a włóczęga stanie się najciekawszym zajęciem.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Monika Bronicka – podróżniczka i żeglarka. Reprezentantka Polski na Igrzyskach Olimpijskich w Sydney 2000 i Atenach 2004. Mama trójki dzieci. Rzeczoznawca majątkowy i właścicielka szkółki żeglarskiej. Autorka książki dla dzieci „Przygoda na rafie” oraz bloga www.przygodanarafie.com

.

.

.

W poprzednim odcinku:

Dzieci morze i jacht – wypływamy w trzymiesięczny rejs

 

 

Zdjęcia - Monika Bronicka

Dzieci, morze i jacht – edukacja bez szkoły
5 (100%) 3 głosów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *