Nie-zwykła publiczna szkoła – Radowo Małe – reportaż Juniorowa

Do tej szkoły ludzie przyjeżdżają z całej Polski. Z ciekawości, po inspirację, po wiedzę, czegoś się nauczyć, a przede wszystkim – uwierzyć, że można. Przyjeżdżają jak do miejsca cudu. Edukacyjnego cudu. Ja też się wybrałam – razem z ekipą Fundacji EduTank. Obserwowaliśmy zajęcia, rozmawialiśmy z nauczycielami i mogliśmy swobodnie zaglądać we wszystkie szkolne zakamarki.

Szkoła w Radowie Małym to publiczna wiejska szkoła, na popegeerowskich terenach obciążonych wieloma społecznymi i ekonomicznymi problemami. To, co jest w niej wyjątkowe stanowi efekt pracy, zaangażowania i pasji jej dyrektorki oraz zespołu nauczycieli-entuzjastów. Poszukują nowych, lepszych, ciekawszych pomysłów na edukację, wdrażają je w swojej szkole, modyfikują, by odpowiadały specyficznym potrzebom. Mają pomysły i z pełnym zaangażowaniem je realizują.

Wspólna przestrzeń

Z zewnątrz szkoła w Radowie Małym wygląda jak setki innych szkół. Klockowaty budynek, duże, charakterystyczne szkolne okna. W środku – takie same jak wszędzie parapety typu salceson, podłogi wyłożone płytkami PCV, a jednak od razu widać, że to wyjątkowe miejsce. To nie jest byle jaka, anonimowa przestrzeń. To jest miejsce urządzone tak, że chce się tu być, chce się wejść dalej, zobaczyć więcej, zajrzeć, co kryje się za rogiem. Jest jak zaczarowana szafa, jak kufer cudów.

W salach i na korytarzach stoją kredensy, komody, lustra, kufry oraz całe mnóstwo ozdobnych staroci i całkiem świeżej ceramiki wykonanej przez dzieci. Starym meblom dano nowe życie. Główny hol na parterze wypełnia konstrukcja ze skrzynek. To efekt najnowszego projektu uwrażliwiającego dzieci na potrzeby innych, uświadamiającego im, że potrzeby te mogą być różne, a każdy z nas może wpłynąć na ich realizację.

Wszystko czyste i zadbane.

– Tu nikt niczego nie niszczy – mówi jedna z nauczycielek. – Bo tę przestrzeń tworzymy wspólnie. Ona jest nasza, należy do każdego, a nie do nikogo. O takie miejsce, które samemu się współtworzyło, po prostu się dba.

Na piętrze kolejna zaskakująca aranżacja przestrzeni. Długi szeroki korytarz został zamieniony w barwną parkową aleję. – Potrzebna była nam dodatkowa sala, którą wygospodarowaliśmy z części holu. A skoro „zabraliśmy” dzieciom część holu, to postanowiliśmy dać im coś w zamian. Elwira (nauczycielka plastyki) razem z dwoma pomocnikami wymalowała tu na ścianach jesienny pejzaż, żeby było jak w parku. Jeszcze brakuje nam ławeczek – też chcemy je tu wstawić.

Relacje to podstawa

Dzieci szanują tę szkolną przestrzeń również dlatego, że same są obdarzone szacunkiem. Ta postawa szacunku pojawia się w wielu rozmowach z nauczycielami, którzy podkreślają, że relacje międzyludzkie są bardzo ważne w szkole. Między uczniami i nauczycielami, między nauczycielami i dyrekcją, wewnątrz grona pedagogicznego.

Nam to wszystko tak dobrze wychodzi, bo my lubimy ze sobą pracować – mówi jedna z nauczycielek. – Pracujemy często w dwuosobowych zespołach nauczycieli – dobrze się znamy, jesteśmy w tych duetach już zgrane, ale też po prostu się lubimy. Nawzajem się motywujemy, wspólnie szukamy rozwiązań. Wiemy, że zawsze możemy na siebie nawzajem liczyć. To nam dodaje wiary w siebie.

W rozmowach z nauczycielami nieustannie pojawia się Ewa Radanowicz – dyrektorka szkoły. Wypytujemy nauczycielki o ich pomysły, sposoby pracy, nowatorskie rozwiązania. A one wciąż powtarzają – „To wszystko Ewa”. „Bez Ewy byśmy tego nie zrobili”. „To Ewa wpadła na ten pomysł”. „Ewa nas zabrała na to szkolenie”.

Ewa Radanowicz dyrektoruje szkole od kilkunastu lat. Od zawsze ma głowę pełną pomysłów, nie lubi działać według schematu. Przywozi też mnóstwo inspiracji z miejsc, w których bywa, ze szkoleń, spotkań, konferencji. Uważa, że takie wyjazdy są bardzo ożywcze, dlatego kiedy to tylko możliwe, uczestniczą w nich też nauczyciele.

Nauczyciele opowiadają o swojej dyrektorce-liderce dużo i chętnie. Podkreślają, że Ewa ma do nich duży szacunek. Nigdy nie mówi, że zrobiła coś sama – zawsze: „My zrobiliśmy”. Nauczyciele wiedzą, że mogą na nią liczyć, jest otwarta na rozmowę, ich pomysły, dyskusje, ale też jasno komunikuje zadania i stawia ambitne wyzwania.

Projekty i warsztaty

Podstawa programowa obowiązuje Radowo Małe jak każdą inną szkołę. Tyle, że tutaj realizuje się ją na przeróżne sposoby. Na przykład łącząc tematy z kilku przedmiotów w jeden projekt lub warsztat, albo realizując je dla grup mieszanych wiekowo. Zajęcia są tak zorganizowane, żeby uczniowie mieli wystarczająco dużo czasu na niekonwencjonalne działania. Połączenie ze sobą 2-3 godzin lekcyjnych daje swobodę pracy zarówno uczniom, jak i nauczycielom. W szkole wykorzystywana jest między innymi metoda projektowanych okazji edukacyjnych. Warsztaty są punktem wyjścia do całej serii przeróżnych działań.

Ewa Radanowicz: Wypracowaliśmy sobie takie metody, z którymi nam jest dobrze i które u nas się sprawdzają. Nie jest to już w stu procentach projektowana okazja edukacyjna, ale czerpiemy z tej metody i z kilku innych. U nas właściwie nic nie dzieje się tak „książkowo”. Jeśli ktoś przyjedzie do nas i porówna sobie to, co robimy np. z podręcznikiem edukacji metodą projektów, to powie, że my wcale nie pracujemy metodą projektów.

Projekty „duże” realizowane są 2-3 razy w roku – to są właśnie projektowane okazje edukacyjne. To  kilkudniowe wydarzenia, na które dzieci czekają z ciekawością i niecierpliwością. Są jak festiwale nauki w działaniu, w które zaangażowani są wszyscy uczniowie i nauczyciele. Poza tym przez cały rok wiele działań prowadzonych jest w formie warsztatowej, projektowej.

Ewa Radanowicz: Każde dziecko przynajmniej przez 6 godzin w tygodniu pracuje warsztatowo. Dla klas I-III nazwaliśmy to „Edukacją w działaniu”. Klasy IV-VI realizują zajęcia projektowe „Stół mądrości. Blok zajęć jest tak zorganizowany, że dzieci mają najpierw aktywność niekonwencjonalną, potem zadania otwarte i potem warsztaty – i tak przez 6 godzin w tygodniu przez cały rok szkolny.

Przestrzeń, która zachęca

Ewa Radanowicz: Kiedy na nasze projekty edukacyjne pozyskiwaliśmy fundusze europejskie, wydawaliśmy je na realizację projektów, a przy tym na nowe pracownie, nowe wyposażenie, które po zakończeniu projektów u nas oczywiście zostały, służyły kolejnym działaniom i służą nam do dziś. Każdy nowy projekt pozostawiał nam po sobie coś, z czego możemy nadal korzystać. Tak zostały wybudowane wszystkie nasze pracownie artystyczne, część wyposażenia pracowni teatralnej, kuchennej, dużo sprzętu multimedialnego.

Pracownie tematyczne w Radowie Małym to nie tylko funkcjonalne sale z wyposażeniem odpowiednim do charakteru zajęć. To pomieszczenia zaaranżowane w taki sposób, by stworzyć atmosferę wspierającą proces nauki – przestrzeń, w której przyjemnie się przebywa, zachęcająca do wejścia do środka, budząca ciekawość, dająca możliwość doświadczania, prowokująca do eksperymentowania – taka przecież powinna być cała edukacja!

Każda z pracowni i działań jakie są w niej podejmowane ma za zadanie kształtować określone kompetencje. W sali teatralnej uczymy słuchania, mówienia, twórczego rozwiązywania zadań, pracy w grupie… – wyjaśnia Ewa Radanowicz – W sali podróży uczymy poszukiwania wiedzy z różnych źródeł, prezentowania informacji w różny sposób, komunikowania się tak, żeby inni rozumieli, w sali kuchennej uczymy pracy w grupie i brania za nią odpowiedzialność, uczymy uczenia się i planowania pracy. W pracowniach artystycznych uczymy planowania, realizowania zadania do końca…

Pracownia kuchenna to sala z prawdziwą kuchnią, w pełni wyposażoną i funkcjonującą. Czy dzieci uczą się tu gotować? Tak, ale nie tylko. Warsztaty gotowania to także lekcje matematyki – oprócz kulinarnych przepisów uczniowie dostają matematyczne zadania z nimi związane. Obserwujemy, jak trzecioklasiści wycinają z ciasta pierniczki, potem układają je ostrożnie na blachach do pieczenia. Zanim przystąpili do gotowania, otrzymali zadanie: „Obliczcie, ile ciastek mieści się na blaszce. Ułóżcie ciastka w taki sposób, abyście mogli zapisać działanie jako iloczyn. Obliczcie, ile ciastek upiekły wszystkie grupy razem”. – To nie tak – szturcha kolegę jeden z chłopców – nie zgadza nam się. Trzeba ułożyć od nowa. Zdejmują pierniczki i z uwagą układają ponownie.

Na końcu długiego korytarza znajduje się ściana pełna zdjęć uśmiechniętych dzieciaków. W niej – drewniane drzwi z napisem: „Bajkami budujemy życie”. Uchylamy je, by wejść w mrok. W tej sali okna zasłonięte są czarnymi kotarami. W głębi –  prawdziwa scena, sprzęt multimedialny, przestrzeń dla publiczności, nagłośnienie… To sala teatralna. Ale służy nie tylko wystawianiu spektakli. Tu odbywają się warsztaty pomagające dzieciom radzić sobie z emocjami, rozwijające ich kompetencje społeczne i personalne. Ze stert gazet i kolorowych czasopism dzieci wycinają ilustracje odpowiadające różnym emocjom. Potem w grupach dyskutują o nich. Wreszcie – wchodzą na scenę i odgrywają je ruchem, muzyką i światłem. Na końcu – podsumowanie i rozmowa.

Sala podróży to sporej wielkości szkolna klasa. Pod ścianami – kufry, walizy i inne podróżne akcesoria. Jest nawet sombrero, na półkach – atlasy, książki, globus. Kiedy tam wchodzimy, na środku stoi spora drabina. Dzieci po kolei wspinają się na nią i z wysoka patrzą na kolorowy model góry. Potem na kartkach malują to, co zobaczyły. Tak się robi mapy. Łatwo to zrozumieć, kiedy można samemu zabawić się w kartografa.

Odwiedzamy jeszcze kilka pracowni. Niektóre są maleńkie – np. pracownia witraży, czy ceramiki (zajęcia witrażowe, filcu i ceramiki odbywają się w podziale na grupy). Inne pomieszczenia są duże, jak np. pracownia chemiczna. Biblioteka i czytelnia to także duże i przede wszystkim bardzo jasne, przestronne pomieszczenia. Jest tu wielki stół, przy którym przyjemnie jest usiąść i popracować z książką, na parapetach stoją starodawne maszyny do pisania – może ich widok pobudzi czyjąś wenę pisarską. Są też miękkie kanapy – bo książkę miło jest poczytać wtulając się w wygodny mebel.

Nawet zwykłe szkolne klasy to miejsca, gdzie oprócz prostych uczniowskich ławek, są także inne elementy, budujące niezwykłą atmosferę, zdobiące przestrzeń, w której nauczyciele i uczniowie na co dzień przebywają. Większość tego wystroju wnętrz to sprzęty i bibeloty przyniesione przez uczniów i rodziców. Wiele z nich odkopano na strychach wśród rodzinnych gratów lub pamiątek. Podarowane szkole zyskały nowe życie, odświeżone – zdobią sale i korytarze szkolne nadając im niepowtarzalny charakter.

Twórczość ma znaczenie

Na każdym kroku widać, że w szkole dużą wagę przykłada się do estetyki i zajęć artystycznych. Dzieła dzieci są wyeksponowane niemal wszędzie, a aktywność plastyczna bardzo często włączana do zajęć z rozmaitych przedmiotów. Zajęcia artystyczne w ramach podstawy programowej realizowane są na zajęciach witrażu, filcu i w pracowni ceramiki. We wrześniu dzieci same wybierają, która aktywność artystyczna najbardziej je interesuje i dzielą się na grupy. Każdy może zmienić zdanie i przenieść się na inne zajęcia po jednym semestrze. Kiedy wchodzimy do pracowni witrażu, kilkoro trzecioklasistów dłońmi w rękawiczkach gmera w skrzynkach z kolorowymi szkiełkami. Nauczycielka pokazuje, jak szlifować i docinać kawałki szkła, z których uczniowie samodzielnie tworzą wisiorki. Dla tej grupy to pierwsze zajęcia witrażowe, bardziej zaawansowani tworzą większe kompozycje. Niektóre to prawdziwe małe dzieła sztuki.

W pracowni ceramiki nauczycielka plastyki w długim pochlapanym farbą fartuchu przechodzi od ucznia do ucznia. Każdemu poświęca uwagę, nie krytykuje – zachwyca się. Dłuższą chwilę spędza z chłopcem przy kole garncarskim, na którym wiruje nieśpiesznie kawałek gliny z wyraźnie już zarysowanym kształtem. Dłonie dziesięciolatka obejmują naczynie z zewnątrz. – Delikatnie – mówi nauczycielka łagodnym tonem. – Zobacz, jak pięknie ci wychodzi – uśmiecha się do chłopca, a jej oczy błyszczą radością. Potem wkłada swoje dorosłe smukłe dłonie do wnętrza naczynia i pomaga uczniowi uformować ostateczny kształt. – Teraz trochę musisz wyciągnąć w górę – podpowiada. – Śmiało, ale delikatnie.

Jest coś niezwykle pięknego w tej scenie, kiedy uczeń i nauczyciel wspólnie formują nowe dzieło. Równowaga między nauczaniem, a daniem przestrzeni na swobodne próbowanie. Czy to metafora całej edukacji w Radowie Małym?

Pieniądze

To teraz zejdźmy trochę bardziej na ziemię i porozmawiajmy o tym, co wielu uważa za główny warunek realizacji pomysłów edukacyjnych. Pieniądze. W Radowie Małym, jak wszędzie, nie spadają z nieba. Jednak przeszkody finansowe, które innych zniechęcają jeszcze zanim na dobre zaczną działać, tu są po prostu jednym z wyzwań, któremu można sprostać na wiele sposobów.

Ewa Radanowicz: – Kiedy zaczynaliśmy działać, nasze projekty organizowaliśmy tak, że właściwie były bezpieniężne. Bazowaliśmy na tym, co udało się zdobyć – papier, patyki, kamienie, stara odzież, to, co każdy mógł przynieść z domu, rzeczy, które komuś były niepotrzebne nam przydawały się do realizacji zajęć. My dawaliśmy nasz czas i pracę, bo w tych początkowych projektach nasz udział nie był opłacany. Potem pojawiła się możliwość pozyskiwania środków z funduszy Unii Europejskiej. Zaczęliśmy pisać projekty i pozyskiwać te środki.

Pieniądze mamy też dzięki działalności stowarzyszenia, które sami założyliśmy. Stowarzyszenie Wolne Inicjatywy Społeczne za główny cel stawia sobie rozwój edukacji w gminie Radowo Małe. Na początku prowadziliśmy niepubliczne przedszkole i organizowaliśmy jednodniowe zajęcia warsztatowe dla grup – nawiązujące do zajęć, jakie prowadzimy w szkole. To były warsztaty artystyczne, albo inne zajęcia niekonwencjonalne. Potem zorganizowaliśmy na terenie szkoły bazę noclegową – nie jest luksusowa, ale umożliwia organizowanie zimowisk i zielonych szkół, obozów sportowych i szkoleń dla nauczycieli, organizacji pozarządowych. Bardzo popularne są też wizyty studyjne w naszej szkole – przyjeżdżają nauczyciele, dyrektorzy szkół, samorządowcy. Wszystkie środki zarobione przez stowarzyszenie są przeznaczane na rozwój edukacji.

Da się i można

Ewa Radanowicz: – Kiedy się opowiada o tym, co w szkole można zrobić, że można naprawdę dużo, to nie każdego da się do tego przekonać. Ale kiedy ludzie przyjeżdżają i na własne oczy widzą, ile już udało się zrobić, co działa, co funkcjonuje ponad typowy szkolny standard, wtedy głosy mówiące „To się nie da” cichną. I wtedy otwiera się zupełnie inny obszar rozmowy. Znam dobrze takie rozmowy z nauczycielami, mam to też przećwiczone z samorządowcami. Kiedy rozmawiamy w Radowie Małym, to ta dyskusja pod hasłem „To się nie da” właściwie przestaje istnieć. I nie chodzi o to, żeby robić kolejne Radowo Małe. Chociaż oczywiście można. Najbardziej chodzi o to, żeby ludzie zmienili myślenie. Żeby pozbyli się tych blokad, że nie można, że w naszej rzeczywistości to się nie uda, że prawo ogranicza, że pieniędzy nie ma za to jest tysiąc innych przeszkód. To, co udało się zrobić w Radowie Małym udało się w tych warunkach prawnych, w tej rzeczywistości i takimi zasobami finansowymi, w jakich działają setki innych szkół. Jesteśmy szkołą państwową, obowiązuje nas polskie prawo oświatowe i zasady finansowania takie, jak w innych szkołach. Działamy w tej rzeczywistości i wiemy z własnego doświadczenia, że da się, że można.

c

Zespół Szkół Publicznych w Radowie Małym ma swoją stronę internetową: http://zsp-radowo-male.szkolnastrona.pl/. Znajdziecie na niej między innymi opis projektów edukacyjnych i zajęć w pracowniach.

Dziękuję Ewie Radanowicz i Nauczycielkom: Kamili Piesiakowskiej, Jolancie Kulik, Elżbiecie Tchurz, Elwirze Stawskiej i Joannie Jabłońskiej oraz Fundacji EduTank, dzięki którym mógł powstać ten reportaż.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

IMG_2533c

Autorka: Elżbieta Manthey – pomysłodawczyni i założycielka Juniorowa, dziennikarka, blogerka, mama Tymona i Marysi, żona Krzysztofa. Studiowała filozofię i dziennikarstwo. Pisze dla Gazety Wyborczej, wcześniej – dla miesięcznika „GaGa”, kwartalnika „Twój Junior”. Uwielbia książki, panoramę z Wielkiej Rawki w Bieszczadach, podróżowanie z mężem i dziećmi oraz spotkania z przyjaciółmi.

foto: Elżbieta Manthey

 

Nie-zwykła publiczna szkoła – Radowo Małe – reportaż Juniorowa
5 (100%) 1 głosów

4 komentarze

  • Renata Kołodziej

    Dziękuję za artykuł, po raz kolejny mogłam odwiedzić szkołę w Radowie Małym tym razem medialnie. Byłam tam na szkoleniach, widziałam, czułam, słuchałam….w tej szkole czuje się magię ona jest wszechobecna…gratuluję

  • ANIA

    Więcej takich artykułów,czy w okolicach Krakowa można znalesc taka niezwykła szkole?

  • Pingback: Czego zazdroszę szkole w Radowie Małym? | PippiAnna – blog Anki Olej-Kobus

  • Anka

    Przeczytałam, zachwyciłam się i… zrobiło mi się strasznie smutno. W szkole moich dzieci latami energia była marnowana na udowadnianie, że się nie da… nic… bo przepisy, bo brak pieniędzy, bo dzieci zniszczą…

    Dobrze, że takie szkoły jak ta w Radowie pokazują, że jednak można! Brawo wy! : )

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *