Od nowego roku szkolnego, czyli od września 2018, we francuskich szkołach zacznie obowiązywać całkowity zakaz używania telefonów komórkowych. Władze Francji reagują w ten sposób na postępujące uzależnienie dzieci i młodzieży od telefonów komórkowych i próbują skłonić ich do prospołecznych zachowań. O zakazie tym Wojciech Musiał rozmawia z Iwo Wrońskim, dyrektorem Zespołu Szkół Ogólnokształcących Społecznego Towarzystwa Oświatowego w Krakowie.

.

Panie dyrektorze, czy taki zakaz będzie skuteczny? Czy francuscy uczniowie porzucą swoje ekrany i zaczną ze sobą rozmawiać?

Problem jest zbyt głęboki, żeby dało się go rozwiązać prostym zakazem. Żyjemy w świecie, w którym telefon komórkowy stał się codziennością. Oczywiście z zainteresowaniem będę śledził francuskie szkoły, żeby przekonać się, jak ten zakaz sprawdzi się w praktyce. Ale przypomina mi on pewne zalecenia, które bez przerwy słyszałem w czasach własnej młodości odnośnie telewizji. W pokoleniu, z którego ja pochodzę, telewizja miała też zabijać wszelkie relacje społeczne dlatego pojawiły się zalecenia, że dziecko nie powinno oglądać telewizji więcej niż dwie – trzy godziny dziennie. Oczywiście oglądaliśmy telewizji o wiele więcej i do czego doszliśmy dziś? Moje córki w ogóle już nie oglądają telewizji! Nie interesuje ich ona i to medium dla osiemnastolatków przestało istnieć. I tak samo przeminie telefonia komórkowa i w jej miejsce wejdzie coś zupełnie innego.

Czyli znów mamy historię starą jak świat: starsze pokolenie narzeka na to młodsze, a ono znakomicie daje sobie radę w nowej rzeczywistości.

Dokładnie tak jest. Telefonia komórkowa i powszechny dostęp do internetu zmieniają rzeczywistość. Pytanie, czy jesteśmy w stanie zachować stare schematy i postępowania? Raczej nie. Trzeba się oswoić i zmierzyć z dużymi zmianami społecznymi.

Czyli jest pan zwolennikiem telefonii komórkowej?

W dużym stopniu tak, choć zgadzam się z modelem francuskim, że w pewnych sytuacjach używanie komórek powinno być zakazane. Uczeń nie powinien używać telefonu komórkowego w trakcie rekreacji na boisku szkolnym, na szkolonej stołówce czy w bibliotece, nawet w trakcie przerw. Nagminnie słyszymy głośne rozmowy przez telefon w tramwajach co zaburza spokój innych pasażerów, podobnym miejscem jest korytarz szkolny. Uczniowie nie powinni na nim wykrzykiwać do telefonu lub blokować przejść stojąc i patrząc w ekran telefonu grając w grę sieciową. Dobrym rozwiązanie jest wyznaczenie miejsc w którym używanie telefonu komórkowego jest dozwolone, niektóre polskie szkoły takie strefy wprowadziły.

Albo w czasie lekcji, to oczywiste.

Nie zawsze! Ja jestem fizykiem i dla mnie telefon komórkowy stał się niezbędnym narzędziem pracy na lekcji. Gdy umieszczam materiały w chmurze Google’a, uczniowie powinni mieć do nich dostęp w każdej chwili. Gdy w szkole działa sprawne wi-fi, komórka jest narzędziem, które może usprawnić i przyspieszyć proces edukacji. W naszej szkole zupełnie normalne jest, że uczniowie fotografują tablicę czy nagrywają przeprowadzane w czasie lekcji doświadczenia. Kiedyś uczeń zobaczył doświadczenie raz i nie mógł się już do niego odwołać. Dziś może to zrobić wielokrotnie. Oczywiście robienie notatek jest pewną wartością, ale fotografie mogą przyspieszyć proces przyswajania wiedzy. Uczeń może notować pewne myśli, a rysunki i inne rzeczy wymagające więcej pracy może po prostu skopiować.

Mówi pan o sytuacji idealnej, w której telefon używany jest do krzewienia wiedzy, ale problem leży gdzie indziej.

Owszem. Problem rozpoczyna się wtedy, gdy lekcja się kończy i uczniowie wychodzą na przerwę. Gdy pojawiają się gry sieciowe czy portale internetowe, do których uczniowie są łapani przez specjalistów od reklamy. Pomysł francuski jest taki: jeśli zabierzemy uczniom telefony, to oni sami zaczną żyć życiem społecznym. Sprawy niestety zaszły zbyt daleko. To znaczy kiedyś rzeczywiście dzieci po lekcjach wychodziły na podwórko, spędzały we własnym gronie kilka godzin dziennie i uczyli się życia społecznego. Dziś młody człowiek, przede wszystkim mieszkający w dużych miastach, z reguły nie spotyka się z rówieśnikami, bo nie ma na to czasu. Jego życie jest uporządkowane i zorganizowane: o tej porze szkoła, o tej godzinie angielski, o tej zajęcia sportowe.

Nie ma czasu na nudę, choć ona znakomicie stymuluje kreatywność.

Mało tego! Rodzice dziś oczekują od szkół, że będą one organizowały czas. Jeśli dziecko samo organizuje sobie czas wolny, rodzice protestują. Bo to jest niebezpieczne, chaotyczne i dzieci mówią, że się nudzą. Gdy do mnie podchodzi uczeń i mówi, że się nudzi, odpowiadam mu: to jest dobry czas, żebyś porozmawiać z kolegą, coś wymyślić albo po prostu pobyć ze sobą.

Kiedyś uczniowie, zwłaszcza ci starsi, kryli się za krzakami lub w toalecie, żeby zapalić papierosa. Po wprowadzeniu takiego zakazu będą się kryli, żeby zajrzeć do telefonu.

Ależ oczywiście, że tak będzie. W naszej szkole jeśli uczniowi na lekcji zadzwoni telefon, nauczyciel mu go odbiera. Uczeń może go odzyskać dopiero po lekcjach i po wykonaniu jakiejś pracy społecznej na rzecz szkoły. I co robią uczniowie? Noszą do szkoły dwa telefony. Jeden, jakiś starszy model, z premedytacją podsuwają do zabrania i drugi, właściwy. Tak więc uczniowie we Francji na pewno będą obchodzić ten zakaz.

Ale z drugiej strony nie można im pozwolić na wszystko, tak jak nie można pozwolić na otwarte palenie papierosów. Pytanie, w którym miejscu jest punkt równowagi w tej sytuacji.

Spotkałem się z kilkoma rozwiązaniami w polskich szkołach, lepszymi lub gorszymi, idealnego jeszcze nie widziałem. Na przykład są strefy wydzielone do korzystania z komórek. Uczeń musi wykonać pewien wysiłek: dojść do tej strefy, usiąść mniej wygodnie niż w innym miejscu, ale w razie pilnej potrzeby ma możliwość sprawdzenia poczty, wysłania maila. Inne rozwiązanie jest natury pedagogicznej, w której telefony są rzeczywiście odkładane. To np. szkoły typu waldorfskiego, w których nauczyciel towarzyszy uczniom niemal cały czas. Czyli cały czas jest organizacja zajęć przygotowana czy to przez nauczyciela czy wyznaczonego do tego ucznia. A więc antidotum na uzależnienie od komórki jest zajęcie ucznia czymś ciekawym.

To trudne.

A jeszcze lepiej, żeby uczeń sam wymyślał zajęcia. Żeby, jak kiedyś, sam wystrugał sobie zabawki, którymi potem będzie się bawił.

Żeby był wewnętrznie zmotywowany.

Ale na pewno nie da się uczniowi odebrać komórki, a potem zamknąć nauczyciela w pokoju nauczycielskim i oczekiwać, że życie społeczne w szkole samo się odtworzy.

Z pana słów wynika, że potrzebna jest przebudowa całego systemu funkcjonowania szkoły, a zasady używania telefonów komórkowych to tylko jeden z aspektów tej przebudowy.

Szkoła XXI wieku musi zostać gruntownie przebudowana. Obecnie przeprowadzane reformy to modyfikacje programu, a tak naprawdę powinniśmy zmienić filozofię myślenia o szkole. Rodzą się pytania: czy standardowa 45-minutowa jednostka lekcyjna jest dziś rzeczywiście potrzebna? Czy WF powinien trwać tyle co fizyka, a matematyka tyle, co zajęcia plastyczne? Jaka ma być rola przerwy? Czy w jej trakcie uczeń ma zjeść obiad, czy może powinien mieć trzy, cztery czy pięć propozycji ciekawego spędzenia czasu? Od udostępnienia mu boiska szkolnego po udostępnienie pracowni komputerowej, żeby mógł realizować własne pomysły. A co się dzieje w tej chwili? Ma być bezpiecznie, więc zamyka się się klasy, pracownie, niech uczeń spędzi przerwę na korytarzu i najlepiej niech nie biega, tylko chodzi w parach i prowadzi kulturalne rozmowy. To jest wbrew naturze dziecka. Uczniowie powinni mieć swoje kluby, swoje radiowęzły, niech tworzą własne audycje. Ale takie działania wymagają wysiłku i czasu.

Oraz zmiany mentalności i to zarówno nauczycieli jak i rodziców, bo my razem współtworzymy szkolną rzeczywistość.

A ja bym powiedział mocniej: uczniowie zmuszają nas, nauczycieli, do zmiany mentalności. To rodzice nie zawsze nadążają.

Dzieci i młodzież w cyfrowym świecie

c

Iwo Wroński – pedagog, autor książek, dyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących Społecznego Towarzystwa Oświatowego w Krakowie.

Wojciech Musiał – Współzałożyciel Juniorowa. Z wykształcenia nauczyciel języka angielskiego, ale niepraktykujący. Dziennikarz radiowy, obecnie pracuje w Radiu Kraków, wcześniej w RMF Classic i w Złotych Przebojach. Ojciec Stasia i Zosi, mąż Anetki. Lubi jazz, jogę i święty spokój. Nie lubi braku poczucia humoru, hałasu i zapachu, który powstaje z połączenia wystygłej herbaty z ogryzkiem od jabłka.

Zdjęcia: Bryan McDonald, Dick Thomas Johnson