Społeczna izolacja, niepokój związany ze zdrowiem, gwałtowna zmiana trybu życia, niepewność ekonomiczna – wszystkie te „skutki uboczne” epidemii koronawirusa odbiją się na naszej psychice. Według specjalistów dzieci i młodzież są jedną z grup najbardziej narażonych na psychologiczne skutki epidemii. Te dzieci – z całą paletą objawów porównywanych przez specjalistów do stresu pourazowego wrócą do szkół. I nie będą funkcjonować tak, jak dawniej.

Z psychologicznymi skutkami pandemii już się mierzymy – obniżony nastrój, drażliwość, zwiększony poziom napięcia, niepokój, problemy ze snem, wyczerpanie emocjonalne – to skutki izolacji, nagłej zmiany trybu życia i znacznego obniżenia poczucia bezpieczeństwa (zdrowotnego, ekonomicznego). Grupy najbardziej narażone na psychologiczne skutki epidemii to według ekspertów te, które podczas pandemii są „na pierwszej linii frontu”, czyli oczywiście lekarze i cały personel medyczny, ale w tym przypadku również nauczyciele, którzy znaleźli się pod wyjątkową presją i wobec których postawione zostały szczególne wymagania. Ale nie tylko – grupy wysokiego ryzyka to według ekspertów także dzieci, młodzież oraz rodzice spędzający okres kwarantanny w domu.

Specjaliści ostrzegają, że psychiczne symptomy stresu po epidemii będą się pojawiać 3 do 6 miesięcy po zakończeniu kwarantanny i mogą się utrzymywać nawet do kilku lat. Społeczności szkolne, które spotkają się po epidemii to będą dzieci, nauczyciele i rodzice z różnorodnymi objawami stresu psychicznego z depresją i stresem pourazowym włącznie. Czego możemy się spodziewać? Wszelkich zachowań i stanów, które pojawiają się w reakcji na długotrwały stres, np.:

  • regresji, czyli powrotu do zachowań właściwych dla wcześniejszych etapów rozwojowych,
  • problemów z koncentracją,
  • drażliwości, nerwowości, „nieadekwatnych” reakcji emocjonalnych,
  • obniżonej efektywności nauki, pracy,
  • zachowań agresywnych,
  • depresji.

To oznacza, że jeśli szkoła, do jakiej dzieci wrócą we wrześniu, będzie taka sama, jak przed epidemią – oparta na presji, krytyce, kulturze „musisz”, ocenach, narzędziach przymusu – to nie pomoże im uporać się ze stresem, jakiej doświadczyły i doświadczają wskutek pandemii. Szkoła nastawiona przede wszystkim na realizację programu i wyniki będzie środowiskiem toksycznym. Zawsze była, ale tym razem stężenie toksyny może być zabójcze.

Oznacza to także, że szkołę po epidemii będą tworzyli nauczyciele, zmagający się z własnymi problemami i obciążeniami, z własnym lękiem, wyczerpaniem, stresem. Stojący wobec okoliczności, które wciąż są nowe – były nowe, gdy trzeba było uczyć zdalnie, ale powrót do szkoły kiedy każdego dnia notujemy kolejny rekord zachorowań to też jest nowe wyzwanie.

Eksperci edukacyjni od dawna powtarzają: edukacja opiera się na relacjach. Efektywna edukacja to ta, która dzieje się w środowisku dobrych relacji międzyludzkich. Nie ruszymy z edukacją, jeśli nie zadbamy o fundamenty emocjonalne. Neurobiologia nie pozostawia tu wątpliwości: mózg w stanie stresu nie jest w stanie efektywnie się uczyć. Ta sfera nie była niestety mocną stroną szkoły przed epidemią, a teraz będzie stanowiła jeszcze większe wyzwanie.

Co możemy zrobić? World Economic Forum odwołuje się do procedur dotyczących wsparcia psychologicznego po katastrofach i innych traumatycznych wydarzeniach i zaleca, by rządy i organizacje społeczne:

  • organizowały struktury samopomocy,
  • szeroko edukowały o możliwych psychologicznych skutkach kwarantanny, upewniając się, by każdy był świadomy, że są one normalnym następstwem trudnej sytuacji,
  • uruchomiły szeroko dostępne formy pomocy,
  • zapewniły fachową pomoc osobom z poważnymi problemami.

Na konieczność zdalnej nauki nie byliśmy przygotowani. To zrozumiałe w tym sensie, że epidemii nikt nie mógł przewidzieć, choć przecież od dawna wiadomo, że w szkołach powinno się inwestować w kompetencje cyfrowe – zarówno uczniów jak i nauczycieli. Tak naprawdę mogliśmy być lepiej przygotowani. Czy ministerstwo wyciągnie wnioski z tego doświadczenia i przygotuje szkoły na to, co z dużym prawdopodobieństwem da się przewidzieć i co zresztą nie jest nową potrzebą, będzie jedynie bardziej intensywną? Nie wiem, czy możemy na to liczyć, nie jestem tu optymistką. Ale to nie znaczy, że nic nie można zrobić. Nie czekajmy na wsparcie „z góry”, zróbmy to, co sami możemy – przygotujmy się na tworzenie środowiska szkolnego dbającego o relacje i emocje, minimalizującego a nie podkręcającego poziom stresu.

Jak? Może zacząć od rozmowy w szkolnym gronie? Może od poszukania wiedzy i inspiracji tam, gdzie tworzenie takiego środowiska już się udaje? Są szkoły, które od dawna pracują zgodnie z zasadą: edukacja to relacja. Chyba najbardziej znaną jest publiczna Szkoła Podstawowa w Radowie Małym. Jej dyrektorka Ewa Radanowicz wydała niedawno książkę „W szkole wcale nie chodzi o szkołę”, w której opisuje swoje doświadczenia i sposoby na edukację, jakie jej szkoła wypróbowała, dzieli się tymi, które się sprawdziły i opisuje proces ich wdrażania. Inspirująca może być też książka pod redakcją Marzeny Żylińskiej „Nurty edukacji alternatywnej w świetle wiedzy o procesach uczenia się”. To również książka oparta na doświadczeniach edukacyjnych – autorami poszczególnych rozdziałów są praktycy realizujący w swojej pedagogicznej pracy pedagogikę freblowską, steinerowską, Montessori, plan daltoński, pedagogikę freinetowską, unschooling czy edukację demokratyczną. Polecam te książki – to może być dobry początek myślenia o edukacji w czasie i po epidemii.

A może nie będzie aż tak źle? Może czarnowidzę i przesadzam (i naukowcy też)? Nawet jeśli skutki epidemii nie będą tak dotkliwe i długotrwałe, jak to wynika z prognoz ekspertów, to zadbanie o emocjonalny dobrostan dzieci i nauczycieli z pewnością będzie dobrą inwestycją. Ta sfera w szkole od zawsze była zaniedbana i pomijana. Skupiamy się głównie na wynikach, ocenach i realizowaniu programu. A przecież edukacja to relacje! Jeśli więc zadbamy o komfort psychiczny i rozwój emocjonalny w szkole, mamy szansę stworzyć edukacyjne środowisko wreszcie bliższe temu, czego naprawdę potrzebują dzieci – oparte na empatii, szacunku, uwzględniające całościowy rozwój dzieci, zapewniające wsparcie, jakiego potrzebują i uczniowie i nauczyciele na różnych poziomach i w różnych formach. Jeśli podejmiemy działania, możemy więc tylko zyskać.

c

Autorka: Elżbieta Manthey – założycielka Juniorowa, blogerka, dziennikarka, mama Marysi i Tymona. Pasjonatka dobrej edukacji – tropi nowinki i nowoczesne pomysły edukacyjne, angażuje się w różnorodne działania na rzecz lepszej edukacji. Propaguje wychowanie i edukację oparte na szacunku dla dzieci. Miłośniczka książek, również tych dla dzieci i młodzieży. Najlepiej odpoczywa odwiedzając ciekawe miejsca z rodziną i doświadczając świata wspólnie z mężem i dziećmi.

c

Foto: Alexandra_Koch z Pixabay