Do korzystania z internetu raczej nie trzeba zachęcać małolatów. Do sięgania po książki niestety często tak. A my chcielibyśmy odwrotnie, prawda? Żeby dzieci czytały książki i do nich sięgały po wiedzę, a nie odpalały smartfona i buszowały po Instagramie czy YouTubie. Moim zdaniem wiedza z internetu i ta książkowa mogą się świetnie uzupełniać, jedno i drugie źródło może być dla młodych ludzi atrakcyjne. Wcale nie trzeba rozstrzygać, które lepsze. Natomiast warto się zastanowić, dlaczego internet bywa często atrakcyjniejszym źródłem wiedzy dla naszych dzieci i co jest potrzebne, by książki były równie atrakcyjne.

Jak przekonać dzieci, że książki są ciekawym źródłem wiedzy?

Przede wszystkim zrezygnujmy z opozycji książki-internet. W książkach nie ma tego, co jest w internecie i na odwrót. Niech nastanie między nimi równowaga i współpraca. Internet sam się – jak widać – broni, skupmy się więc na tym, by pokazać młodym ludziom, że książki są równie fajne. Bądźmy przez chwilę dobrym sprzedawcą, który potrafi tak zareklamować swój towar, że w kliencie budzi się autentyczna chęć posiadania go.

Nie deprecjonujmy internetu i nie lekceważmy go – najlepsi handlowcy nigdy nie budują swojej strategii na krytykowaniu rynkowych rywali. Przeanalizujmy jego zalety (analiza konkurencji), przyjrzyjmy się upodobaniom młodych ludzi (analiza potrzeb klienta) oraz pomyślmy, dlaczego nie sięgają po książki tak chętnie (analiza własnego produktu).

Dlaczego internet „wygrywa” z książkami?

Co takiego oferuje cyfrowy magazyn wiedzy, że dzieci tak chętnie do niego sięgają? Po pierwsze – jest dostępny, każdy ma go w zasięgu ręki we własnym smartfonie. Po drugie –  można w nim bez trudu znaleźć informacje ujęte w bardzo różne formy. Ta różnorodność sprawia, że poszukujący wiedzy uczeń może znaleźć taką formę informacji, która będzie odpowiadała jego możliwościom zrozumienia i aktualnym potrzebom – jeden sięgnie po krótką kolorową animację, drugi po popularnonaukowy wykład, inny po artykuł w Wikipedii, wpis na eksperckim blogu, wywiad ze specjalistą, film dokumentalny, artykuł popularnonaukowy… Po trzecie – z tej różnorodności wynika także to, że każdy może znaleźć coś, co go naprawdę zaciekawi. Po czwarte – estetyka – w internecie nietrudno o wiedzę zilustrowaną świetnymi infografikami, zdjęciami, filmami. Po piąte – znalezienie potrzebnej informacji zajmuje zwykle niewiele czasu

„Analiza potrzeb klienta”

Dzieci są ciekawe świata i uwielbiają dowiadywać się nowych rzeczy. Zadają mnóstwo pytań i potrafią wytrwale szukać odpowiedzi. Czyli mają właściwie wszystko, czego trzeba, by z chęcią i zapałem sięgały po książki w poszukiwaniu informacji. Potrzeba zatem w kliencie jest. Tyle, że…

Młodzi czytelnicy i poszukiwacze wiedzy chcą książek ciekawych, różnorodnych, ładnych, napisanych zrozumiale i interesująco, chcą je mieć w zasięgu ręki i móc do nich sięgać, kiedy potrzebują. Chcą też po nie sięgać wtedy, kiedy chcą, a nie pod przymusem. No i chcą mieć wybór.

Co oferujemy?

A teraz przyjrzyjmy się książkom, które najczęściej wskazujemy dzieciom, jako źródło wiedzy. Czyli podręcznikom. Ewentualnie wchodzą w grę słowniki i encyklopedie. Owszem, podręczniki szkolne są teraz bardzo kolorowe, bogato ilustrowane, ale ich treść jest albo nudna, albo infantylna, albo zupełnie oderwana od doświadczenia młodego odbiorcy. A zazwyczaj wszystkie trzy grzechy naraz. Podręczniki mają wiele zalet, ale tylko z punktu widzenia dorosłych – przede wszystkim są dla nas, dorosłych wygodne.

Nie twierdzę, że są nic niewarte, ani że należy ich bezwzględnie unikać. Ale jeśli młody człowiek będzie kojarzył książkową wiedzę głównie z podręcznikami, to na jego miescu też czym prędzej uciekłabym do internetu. Co zatem zrobić, żeby tak się nie stało? Wyjść naprzeciw „potrzebom klienta”.

Takie książki lubią dzieci

Miałam w rękach setki książek dla dzieci i młodzieży, które można zaliczyć do kategorii popularyzujących wiedzę. Wiele pięknie ilustrowanych, wiele świetnie napisanych. Aby zobrazować, o co mi chodzi z tą atrakcyjnością i potrzebami uczniów, wybrałam kilka książek, które moim zdaniem są doskonałym przykładem dobrej „wiedzowej” literatury dla młodych odbiorców.

Najpierw trzy z serii „Akademia Mądrego Dziecka. Chcę wiedzieć” Wydawnictwa HarperKids: „Tu jest nasz dom”, „Pięknie się różnimy” oraz „Jak dawniej żyły dzieci”. 

Wszystkie trzy są niezwykle interesujące. Wciągają na długo – przetestowałam na sobie oraz na dwójce nieletnich czytelników. Kiedy zadałam im pytanie, co w tych książkach jest ciekawego, obydwoje stwierdzili, że to trudno określić. Ja jednak spróbuję. 

Pierwsze, co mi się nasuwa to, że książki z serii „Akademia Mądrego Dziecka. Chcę wiedzieć” zawierają nową wiedzę o świecie, który jakoś nas dotyczy. Czyli temat nas obchodzi, a zawartość po części jest nowa i zaskakująca (tzw. efekt „łał”, czyli po dorosłemu „o, a tego nie wiedziałem”).

Autorzy starają się odwołać do doświadczeń dzieci, by temat, jaki przedstawiają stał się im bliższy. Dzięki temu młodzi czytelnicy nie czują się zagubieni w nowym dla nich zagadnieniu i widzą sens w jego poznaniu. W „Jak dawniej żyły dzieci” starożytne cywilizacje opisane są tak, jakby młody czytelnik przeniósł się w czasie i spotkał kumpli ze starożytnego Egiptu, czy epoki łowców i zbieraczy, którzy opowiadają mu o swoim życiu i oprowadzają po swoim świecie. W „Tu jest nasz dom” zastosowano podobną formułę, tyle że młody czytelnik nie podróżuje w czasie, lecz w przestrzeni, odwiedzając książkowych „kumpli” w różnych zakątkach świata i w różnych kulturach. Dziecięcy narratorzy są przewodnikami dziecięcych czytelników po świecie pełnym nie znanych, a interesujących faktów. Natomiast w „Pięknie się różnimy” – książce o wieloaspektowej różnorodności ludzi – ilustracje przedstawiają wiele dziecięcych postaci w różnych sytuacjach które w „dymkach” opowiadają o tym, co jest dla nich charakterystyczne. Do tego nieco faktów o rozmaitych obszarach, w których ludzie się różnią, np. o różnicach płci, różnych rodzinach, kulturach, narodowościach, o neuroróżnorodności…

Wszystkie trzy książki, jak i pozostałe z tej serii, są świetnie zilustrowane, kolorowe, ale nie pstrokate, pełne obrazków, które równoważą tekst, napisany prosto, ale nie infantylnie. Obraz i tekst współgrają ze sobą ułatwiając zrozumienie treści. To atrakcyjna forma, którą lubią nie tylko młodzi czytelnicy, przy okazji chroniąca przed przeładowaniem informacjami.

Tekst jest doskonale zrozumiały dla 6-9-latka i co ważne: szata graficzna również trafia w gust dzieci w tym wieku. Ta spójność tekstu i grafiki może wydawać się oczywista, ale okazuje się, że wcale taka nie jest. Często spotykam pasjonujące popularnonaukowe książki dla młodych czytelników, których tekst jest interesujący dla starszych, natomiast szata graficzna celuje w gusta młodszych odbiorców. Mamy więc na rynku sporo książek, po które sięgają dzieci przyciągnięte ich atrakcyjnością wizualną, ale porzucają je, bo tekst jest dla nich niezrozumiały. Z kolei starsi czytelnicy, którym tekst prawdopodobnie by się spodobał, nie tkną takiej książki nawet małym palcem, bo grafika jest „zbyt dziecinna”. Dlatego zwracam uwagę na to, by warstwa graficzna i tekstowa były adresowane do tego samego czytelnika. W serii „Akademia Mądrego Dziecka. Chcę wiedzieć” są one zgrane idealnie.

Podobnie jest z książkami z siostrzanej serii Wydawnictwa HarperCollins – “Akademia mądrego dziecka. Chcę wiedzieć więcej”. To “więcej” sugeruje, że książki są przeznaczone dla czytelników, którzy już coś wiedzą o świecie, a wiedza ta rozbudziła ich ciekawość. Pierwsze dwa tytuły tej serii, które ukazały się we wrześniu 2022 to “Co robimy, gdy śpimy” oraz “Wycieczka po mózgu”.

Młodzi czytelnicy dowiedzą się z nich między innymi jak działają zmysły, jak wygląda mózg, czym jest pamięć, skąd się biorą emocje, dlaczego sen jest ważny, co się dzieje w mózgu, kiedy śpimy, skąd się biorą sny, dlaczego niektórzy lunatykują. Wypisz wymaluj neurobiologia dla nieletnich. Autorem tych książek jest zresztą włoski neurobiolog i popularyzator nauki Matteo Farinella.

Komiksowa grafika (Matteo Farinella jest także rysownikiem) i prosty język, jakim autor wyjaśnia neurobiologiczne zagadnienia na pewno spodobają się ciekawym świata 7-10-latkom. Tematy nawiązują do tego, co rzeczywiście interesuje młodych czytelników w tym wieku, łącząc dwa mocne wątki tych zainteresowań: “ja” oraz “jak to działa”.

Takie książki mogą z powodzeniem stanowić konkurencję dla wiedzy z internetu – są ciekawe, atrakcyjne, dostosowane do odbiorcy, ładne. A co z pozostałymi atutami cyfrowych zasobów wiedzy – dostępnością, różnorodnością? Tu też możemy coś zadziałać.

Książki w zasięgu ręki

Amerykańska nauczycielka i popularyzatorka czytelnictwa Pernille Ripp, znana w Polsce jako autorka książki „Uczyć (się) z pasją”, w swojej sali lekcyjnej, gdzie prowadzi zajęcia z języka angielskiego, ma półkę z książkami, które są dostępne dla wszystkich uczniów. Uważam, że to pomysł godny naśladowania i marzy mi się, by w każdej klasie w polskich szkołach była taka półka. Wyobrażam sobie, że byłyby na niej książki związane z przedmiotem (w salach przedmiotowych), popularnonaukowe dostosowane do wieku uczniów, albumy, atlasy, dobra literatura dla dzieci i młodzieży i książki do czytania dla czystej przyjemności. 

Wiem, książki kosztują, ale nauczyciele potrafią w bardzo pomysłowy sposób pokonać finansowe ograniczenia. Klasy biorą udział w konkursach, szkoły nawiązują współpracę z wydawnictwami, książki mogą być podarkami od rodziców lub sponsorów. Można zachęcać uczniów, by przynosili własne książki do swojej klasy, albo przekazywali do młodszych klas te, z których już wyrośli. Można też na zakończenie roku szkolnego, zamiast książek dodawanych do świadectwa, wybrać z uczniami tytuły, które chcieliby mieć w klasie i wspólnie zamówić je w internetowej księgarni. 

Jest wiele świetnych książek, które prezentują wiedzę w ciekawy i często piękny sposób – zarówno dla młodszych, jak i starszych klas. Mając je pod ręką – na półce w klasie – uczniowie będą mogli częściej i łatwiej do nich sięgać niż wtedy, gdy cały szkolny księgozbiór mieści się w bibliotece.

Wygrany-wygrany

Jeśli odpuścimy sobie próby „obrzydzenia” dzieciom internetu i odciągnięcia ich od Wujka Googla, a w zamian skoncentrujemy swoją energię na wyjściu z książkami naprzeciw potrzebom młodych ludzi, mamy szansę na to, co w terminologii negocjacji biznesowych określa się sytuacją „wygrany-wygrany”. Dzieciaki nie przestaną korzystać z internetu i z pewnością będzie on dla nich podręcznym źródłem wiedzy wszelakiej, ale nie odpuszczą też książek, o których my, dorośli wiemy, że można w nich znaleźć to, czego żadne internety nie oferują. Nieprawdaż?

autorka: Elżbieta Manthey – założycielka Juniorowa, blogerka, prezeska Fundacji Rozwoju przez Całe Życie, mama Marysi i Tymona. Propaguje wychowanie i edukację oparte na szacunku dla dzieci. Angażuje się w działania na rzecz lepszej edukacji. Miłośniczka książek, również tych dla dzieci i młodzieży oraz rodzinnych podróży.