Czy dokuczanie jest przemocą? A wrzucenie do sieci śmiesznej fotki koleżanki, tak dla żartu? Dlaczego ofiary często nie ujawniają, że doznały krzywdy? Dlaczego świadkowie nie reagują? Dlaczego młodzież nie widzi nic złego w przyłączeniu się do dręczenia? I najważniejsze – co my dorośli, rodzice i nauczyciele, powinniśmy zrobić, kiedy wśród dzieci pojawiają się zachowania przemocowe. Jakie są sposoby, dostępne nam środki, metody działania? O tym wszystkim rozmawiam z Lucyną Kicińską wieloletnią koordynatorką Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111 w Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

Czy dokuczanie koledze, albo wrzucenie do internetu jego zdjęcia, z którego wszyscy się śmieją to już przemoc?

Od lat odwołuję się do prostej definicji: przemoc rówieśnicza ma miejsce wtedy, kiedy w wyniku działania osoby w podobnym wieku ktoś doświadcza przykrości lub krzywdy. Uczę pedagogów, nauczycieli, rodziców i same dzieci, żeby nie zastanawiać się nad intencjami sprawcy, lecz koncentrować się na odczuciach osoby, która doświadczyła jego działań. Sprawca przemocy rówieśniczej nie zawsze musi zdawać sobie sprawę, że jego intencjonalne zachowanie prowadzi do krzywdy i nie zawsze podejmuje je z zamiarem skrzywdzenia. Sprawca często wybiera zachowanie przemocowe nie po to, by skrzywdzić kogoś, tylko po to, by zaspokoić swoją potrzebę.

Jakie potrzeby dzieci mogą zaspokajać przemocą?

Zachowania przemocowe są sposobem na to, by poczuć się lepiej, by rozładować emocje, żeby budować swoją pozycję w grupie i relacje z innymi, żeby zaspokoić potrzebę znaczenia, albo potrzebę akceptacji (ktoś mnie poklepie po plecach i powie, że jestem fajny i potrafię dobrze się zabawić, albo będę mógł dołączyć do jakiejś grupy, np. paragangu tworzonego przez osoby posługujące się przemocą).

Ale te potrzeby można przecież zaspokoić w inny sposób, niż dokuczając koleżance albo bijąc kolegę.

Jeśli dziecko sięga po zachowanie przemocowe, by osiągnąć swój cel (być lubianym, poczuć się lepiej, albo żeby było śmiesznie), to znaczy, że ono sobie nie zdaje sprawy z tego, że zachowanie, które podejmuje jest zachowaniem przemocowym. A nie zdaje sobie sprawy, bo my dorośli nie stawiamy granic pomiędzy zachowaniami, które są społecznie akceptowane i tymi, które nie są, nie mówimy wyraźnie, na co nie ma naszej zgody, nie reagujemy wystarczająco stanowczo na takie zachowania. Na przykład nauczyciel widzi na korytarzu szkolnym bójkę, podchodzi i mówi „Co wy tu robicie?!”. Na co dzieci odpowiadają „Bawimy się”. Nauczyciel odchodzi w przekonaniu, że wszystko jest pod kontrolą, nikt nie zgłasza przemocy. A przecież w takiej sytuacji dziecko nie powie „Ja tu właśnie jestem sprawcą przemocy”, albo „miło że Pan pyta, od dwóch miesięcy prześladują mnie rówieśnicy”. Jeśli dorosły widzi sytuację przemocową, to właśnie on musi ją przerwać i nazwać: „Przestańcie się bić. To co robicie jest przemocą, a nie zabawą”. Jeśli dziecko nie dostaje komunikatu korekcyjnego w momencie, kiedy zachowuje się w sposób, jakiego nie akceptujemy, to dla niego znaczy, że mu ma to zachowanie pozwalamy. Mało tego – również ofiara i świadkowie otrzymują komunikat o tym, że takie zachowania są akceptowane.

Ofiary przemocy uznają takie zachowania za akceptowane? Przecież dla nich to jest oczywiste, że coś jest nie w porządku.

Paradoksalnie, często ofiary przemocy ją akceptują. A dokładniej – doświadczając zachowań przemocowych, nie zdają sobie sprawy z tego, że to jest przemoc. Mogą je odbierać jako nieprzyjemne, nie w porządku, ale im dłużej są tym sytuacjom poddawane, tym bardziej się do nich przyzwyczajają, one stają się dla nich normą, codziennością. Jeśli dziecko słyszy od kolegów „my cię nie lubimy, bo jesteś dziwna”, to jeśli jest z takimi komunikatami samo, to może  zacząć myśleć „rzeczywiście jestem dziwna, bo gdybym nie była dziwna, to by mnie lubili, to moja wina”. I jeśli doświadcza przezywania, czy innego rodzaju przemocy, to zaczyna myśleć, że na to zasługuje. I tu jest znów bardzo ważna rola dorosłych, żeby uczyć dzieci, że ludzie są różni, że nie wszystkich tak samo lubimy, ale wszystkim należy się szacunek. I że przemoc jest niedopuszczalna.

A jeśli ofiara przemocy jednak przyjdzie się poskarżyć, jak powinniśmy zareagować, jak pomóc?

Bardzo często dzieje się tak, że kiedy dziecko mówi, że ktoś je popycha, albo mu dokucza, albo na nie pluje i przezywa, to w odpowiedzi słyszy od dorosłego „Nie zwracaj na niego uwagi to mu się znudzi”, albo „staraj się nie prowokować”. Przemoc się nie nudzi. Doskonale zdajemy sobie z tego sprawę, jeśli mowa jest o przemocy wśród dorosłych. Najwyższa pora, żebyśmy uświadomili sobie, że wśród dzieci wygląda to tak samo. Dziecko, które doświadcza przemocy, bo na przykład się jąka, albo ma rude włosy, albo jest niskie lub wysokie, nie ma możliwości „nie prowokować”. Jeśli przemocy nie stawia się wyraźnych granic, to ona narasta, a nie się wygasza. Gdyby nauczycielka powiedziała koleżance „w pokoju nauczycielskim wyzywają mnie od dziwaków i plują na mnie” to przecież nikomu nie przyszłoby do głowy poradzić jej, żeby to zignorowała, albo przestała prowokować. Radząc dziecku, żeby ignorowało takie zachowania, jak plucie, dokuczanie, wyzywanie, tym samym rozszerzamy katalog „dopuszczalnych” zachowań, zamiast stawiać granice. 

Co w takim razie powinniśmy zrobić? Na przykład kiedy jako rodzice odkryjemy, czy mamy podejrzenie, że nasze dziecko jest w jakiś sposób prześladowane, czy że rówieśnicy mu dokuczają?

Kiedy rodzice odkrywają, że ich dziecko jest ofiarą zachowań przemocowych, na przykład inne dzieci wyśmiewają się z niego, dobrze jest ujawnić taką sytuację. Pójść do szkoły i porozmawiać, poprosić o interwencję. I tu trzeba działać na zasadzie kropli drążącej skałę, bo jedna rozmowa może nie wystarczyć. A rodzice często mają taką postawę i przekonanie, że jeśli już zgłoszą szkole jakiś problem, to szkoła się tym zajmie, natychmiast i raz na zawsze. Kiedy pojawiają się zachowania przemocowe, musimy się zatrzymać i poświęcić im czas i uwagę. Do skutku.

Co się dzieje, jeśli nie reagujemy na sytuacje przemocowe, albo reagujemy niewystarczająco?

Jeśli sprawca przemocy nie dostaje jasnego komunikatu, że to co robi nie jest akceptowane, to doświadcza właściwie tylko przyjemności. Pamiętajmy, że dziecko sięga po zachowania przemocowe, by zaspokoić jakąś swoją potrzebę. Kiedy się to udaje, od razu czuje się lepiej, w odpowiedzi na zachowanie pojawia się natychmiastowa gratyfikacja. Na przykład kiedy ktoś wyśmiewa swojego kolegę i inni się śmieją, to sprawca czuje się akceptowany, lubiany, dostaje uznanie od grupy. To przyjemne, więc będzie to powtarzał. Z czasem może rozszerzać takie zachowania. Z wyśmiewania przejdzie do poszturchiwania, potem do bicia i tak dalej. Na pewno mu się to nie znudzi. 

I to naprawdę nie jest tak, że nastolatek nagle wpada na pomysł, że on teraz będzie kogoś kopał, szarpał, opluwał i kręcił z tego filmiki, które umieści w sieci. Jeśli to robi, to ta sytuacja zaczęła się sześć, osiem lat wcześniej, na przykład od tego, że jego rodzice się rozwodzili i on był świadkiem ich kłótni, może też przemocy. I miał tak silną potrzebę rozładowania swoich związanych z tym emocji, że zaczął pluć kulkami z papieru w dziewczynki na lekcjach. A potem zaczął te dziewczynki pociągać za włosy. A potem popychać. A potem zaczął się wdawać w bójki z chłopakami. A potem zaczął pisać hejterskie teksty w internecie. A potem stał się postrachem całej szkoły, bo w międzyczasie urósł, nabrał masy mięśniowej, za to granice tego, co akceptowane już się mocno zatarły. A potem zaczął chodzić do szkoły z nożem. A potem zaczął kręcić filmiki z tego, jak dręczy swoich rówieśników i umieszczać je w sieci. A potem znalazł sobie towarzystwo, które doceniało jego zachowania, na przykład osiedlowy gang. A potem któregoś dnia przyszedł do szkoły z tym nożem i zranił kolegę i nauczyciela. I dopiero teraz według swojego otoczenia „ma problemy”. 

Bardzo często my dorośli reagujemy dopiero na tę przemoc już wyeskalowaną. I kiedy dzieje się naprawdę duża tragedia, to nie zastanawiamy się nad tym, co się takiego działo, że dzieci doszły do tak brutalnych zachowań. Nie zastanawiamy się, co nie zadziałało trzy, pięć, siedem lat temu, nie szukamy rozwiązań systemowych, wystarcza nam, że winny zostanie ukarany. A to my, dorośli, przez nasze zaniechania, brak uwagi czy chęci, doprowadziliśmy do tej sytuacji. Dzieci nie sięgają po przemoc, bo sobie nagle tak postanowiły. Przestrzeń dla przemocy i to, że się ona rozwija to odpowiedzialność dorosłych. Dzieciom wpadają do głowy różne pomysły. To, które z nich realizują zależy od granic, jakie stawiają dorośli. Jeszcze raz to podkreślę: jeśli dziecko nie dostaje jasnego komunikatu i granic, że to, co robi nie jest akceptowane, to będzie myślało, że to jest w porządku.

Wystarczy stawiać granice, powiedzieć czego nie wolno? A co z tymi potrzebami, które sprawcy zaspokajają sobie przemocą?

Dobrze prowadzone działania interwencyjne i profilaktyczne służą między innymi temu, żeby jak najwcześniej rozpoznać deficyty sprawcy, ale też ofiar i świadków. I pracować z tymi deficytami.

Powinniśmy reagować na każdą sprzeczkę między dziećmi?

Powinniśmy reagować na każde zachowanie, którego nie akceptujemy. Kiedy dzieje się coś, co nam nie pasuje, czego nie chcemy, albo co jest w jakiś sposób dziwne czy niepokojące – powinno to nas dorosłych przynajmniej zainteresować. Musimy uważnie przyglądać się dzieciom, wtedy zauważymy sytuacje przemocowe. A dostrzegłszy powinniśmy reagować. Pamiętajmy, że jeśli nie reagujemy, to przyzwalamy.

Kiedy dzieci zobaczą, że my reagujemy, to zaczną nam chętniej takie sytuacje ujawniać. Dzieci często nie ujawniają przemocy dlatego, że widzą nasz brak reakcji. Pamiętajmy, że naszą reakcję na przemoc i działania z nią związane widzą nie tylko dzieci doświadczające przemocy i jej sprawcy, ale także świadkowie. Świadkowie pełnią bardzo ważną rolę. Przede wszystkim to oni mogą nam przemoc ujawnić. Sprawca raczej nie przyjdzie przyznać się, że dręczył kolegę, ofiara często również nie zgłasza sytuacji przemocowych – albo uważa, że zasługuje na takie taktowanie, albo nie chce zemsty, dlatego świadkowie są tutaj kluczowi. Musimy tak mówić w szkole o przemocy, tak na nią reagować i tak kształtować relacje, żeby dzieci wiedziały, że mogą tę przemoc nam ujawnić – czy jako ofiara, czy świadek.

Dlaczego świadkowie nie mówią o przemocy, którą dostrzegli? 

Często przyjmują postawę „mnie to nie dotyczy”, „nie chcę z tym mieć nic wspólnego”. Robią to, ponieważ boją się, że jak staną po stronie ofiary, to do niej dołączą i sami będą dręczeni. Albo mają wątpliwości, czy to na pewno jest sytuacja wymagająca interwencji, zwłaszcza jeśli dorośli na nią nie reagują. Nawet jeśli początkowo wyraźnie czuli, że zachowanie sprawcy jest nie w porządku, to jeśli ta sytuacja się powtarza i nie ma na nią reakcji dorosłych, to dzieci zaczynają myśleć „a może to ja przesadzam, może to tak już jest”. Czasami zaczynają uważać, że te sytuacje są śmieszne. A kiedy zaczynają się śmiać, to de facto dołączają do sprawcy. Więc też nie bardzo chcą pójść do dorosłego i opowiedzieć o tej sytuacji, bo wstydzą się tego, co zrobili, albo boją się, że zostaną ukarani. 

Zdarza się, że dzieci nie reagują na przemoc, bo myślą, że są osamotnione w swojej niezgodzie na nią. Widząc, że inni nie reagują, zaczynają myśleć „skoro wszyscy uważają, że to jest zabawne, że Ania wyśmiewa się z Oli i wypuszcza takie posty w internecie na jej temat, to chyba rzeczywiście jest śmieszne i to chyba jest okej, a jeśli ja myślę inaczej niż inni, to chyba ze mną jest coś nie tak, chyba jestem przewrażliwiona; to ja też polajkuję i udostępnię te zdjęcia, żeby tylko nikt nie zauważył, że tego nie zrobiłam i nie pomyślał, że ze mną jest coś nie tak”.

Jak przekonać świadków, żeby jednak ujawniali przemoc?

Najpierw trzeba rozbić mit „mnie to nie dotyczy”. Pokazujemy więc świadkom, że chociaż im się wydaje, że ich to nie dotyczy, to tak naprawdę wszyscy uważają ich za sprawców. W oczach dziecka doświadczającego przemocy stoją po stronie sprawcy, skoro nie reagują. W oczach sprawcy są po jego stronie, skoro przyzwalają na to, co robi, a nawet się śmieją. Również każdy świadek, który patrzy na innych świadków widzi osoby, które sprzyjają sprawcy: śmiejących się, albo choćby niereagujących. Ważne jest więc uświadomienie młodym osobom, że wcale nie są w porządku, jeśli nic nie robią i że sytuacja ich dotyczy, czy tego chcą, czy nie. 

Kolejnym krokiem jest zmiana fałszywego myślenia, że ktoś, kto nie zgadza się na przemoc jest odosobniony w swoim myśleniu. To nie tak, że jesteś przewrażliwiona, rozejrzyj się i znajdź innych, którzy myślą podobnie jak ty. Pomyśl, komu jeszcze może się to nie podobać. Trzeba nauczyć dzieci, żeby w sytuacji kiedy są świadkami przemocy, dokuczania, wyśmiewania, rozejrzały się uważnie, kto jak reaguje, kto odwraca wzrok, kto się nie chce angażować. Potem mogą z taką osobą porozmawiać: nie na forum, tylko w cztery oczy. Że to chyba nie jest w porządku, że Ania śmieje się z nowej fryzury Zosi, albo że Michał wciąż zaczepia Bartka. Takimi rozmowami sprawdza się, kto co myśli i z kim można budować koalicję przeciw przemocy, grupę, która poczuje się w końcu na tyle silna, by coś zrobić, na przykład by pójść wspólnie do nauczyciela i opowiedzieć o wszystkim. Albo by grupą wesprzeć dziecko doświadczające przemocy. Czasem wystarczą dwie osoby, żeby to zrobić, a rozmowa pozwala na to, żeby znaleźć możliwe i dostępne rozwiązania. I przerwać poczucie osamotnienia w sprzeciwie. Tego wszystkiego my musimy nauczyć dzieci. To są właśnie elementy działań profilaktycznych.

W jaki sposób możemy edukować dzieci na ten temat? To powinny być zajęcia na godzinie wychowawczej, czy może warsztaty ze specjalistą?

Można korzystać z zewnętrznych specjalistów, ale zajęcia może poprowadzić wychowawca, albo szkolny psycholog czy pedagog. Można wejść np. na stronę edukacja.fdds.pl i pobrać gotowe materiały i scenariusze zajęć z instrukcją, jak je przeprowadzić. Można też wziąć udział w szkoleniach.

Pamiętajmy też o tym, że przemoc bierze się z różnych deficytów dzieci, a jednym z nich, powszechnie występującym, jest to, że dzieci się nawzajem nie znają. Łatwo jest zaatakować kogoś, kogo się nie zna i nie rozumie. Więc profilaktyką przemocy są też zajęcia integracyjne prowadzone w klasie, w szkole. I wszelkie działania sprzyjające temu, żeby dzieci się poznawały i lubiły, na przykład dobrze zorganizowana praca metodą projektową, praca w grupach, zajęcia na temat szacunku, tolerancji, różnorodności.

Tylko, że nie wystarczy na to jedna godzina wychowawcza.

Wszystkie oddziaływania antyprzemocowe i prorozwojowe to są działania ciągłe. Ważne jest, żeby w szkole była chęć działania i żeby dzieci widziały, że ich szkoła, ich nauczyciele są zaangażowani w proces, a nie od czasu do czasu gościnnie jakiś specjalista zrobi warsztaty, a potem i tak wszystko wraca na stare tory.

Trzeba też pamiętać, że środowisko szkolne tworzą uczniowie, nauczyciele i rodzice. I działania powinny trafiać do wszystkich i angażować wszystkich. Bo jeśli dziecko na zajęciach edukacyjnych dowie się, jak reagować, dokąd się zwrócić po pomoc, z kim rozmawiać, a potem pójdzie do szkolnego pedagoga, albo do rodzica i znów usłyszy „weź się w garść”, albo „nie reaguj, to im przejdzie”, to cała praca na nic. Szkołę bez przemocy musimy robić nie tylko wśród dzieci, ale i wśród dorosłych. Dorosłym musimy uświadamiać, że to oni wyznaczają granice (czasem trzeba i z nimi o tych granicach rozmawiać) i to ich obowiązkiem jest pomoc dzieciom, jeśli pojawiają się deficyty i trudności. Wszyscy dorośli w otoczeniu dzieci są za to odpowiedzialni i powinni mieć taką świadomość.

W każdej szkole potrzebne są takie działania? Nawet jeśli szkoła nie ma problemu z przemocą?

Często słyszę to zdanie: „w naszej szkole nie ma tego problemu”. Ale wciąż powtarzam: jeśli badania pokazują, że 60% dzieci doświadcza przemocy, to znaczy, że 100% jest w nią uwikłanych. Świadkowie to również osoby uwikłane w przemoc. Jeśli dorośli nie dostrzegają problemu, to najprawdopodobniej po prostu nie jest on im ujawniany. Wtedy trzeba podjąć działania najpierw w tym kierunku – stworzyć w szkole taką atmosferę, żeby dzieci nie bały się ujawniać sytuacji przemocowych. 

Statystyki mówią, że właściwie każde dziecko prędzej czy później zetknie się z przemocą rówieśniczą. Profilaktyka i działania antyprzemocowe na pewno nikomu nie zaszkodzą. To są działania budujące relacje, rozwijające komunikację, uczące otwartości, tolerancji, szacunku. To jest tworzenie społeczności szkolnej, w której się rozmawia – nie tylko o przemocy, ale w ogóle. To kreowanie miejsca, w którym zapanuje przekonanie, że do dorosłych można zwrócić się z każdym problemem. To jest tworzenie płaszczyzny do wspólnej pracy, wspólnego życia i bycia dorosłych z dziećmi i dzieci z dziećmi. Nie chodzi tylko o prowadzenie konkretnych zajęć, ale o tworzenie kultury szkoły w ogóle. Takiej kultury, w której zależy nam nie tylko na tym, żeby dzieci miały piątki, ale w której ważny jest rozwój i relacje.

Twórzmy więc szkoły bez przemocy i zaangażujmy się w to wszyscy – i nauczyciele, i rodzice. Pamiętajmy, że dzisiejsze dzieci będą za 10-20 lat dorosłe i będą tworzyły świat, społeczeństwo i kulturę. To, jak ten świat przez nie tworzony będzie wyglądał, zależy od tego, czego my dziś je nauczymy.

 

Rozmawiała Elżbieta Manthey – założycielka Juniorowa, blogerka, dziennikarka, mama Marysi i Tymona. Pasjonatka dobrej edukacji – tropi edukacyjne nowinki i nowoczesne pomysły, pisze o tym, co można zrobić, by edukacja dorosła do wyzwań XXI wieku, angażuje się w różnorodne działania na rzecz lepszej edukacji. Propaguje wychowanie i edukację oparte na szacunku dla dzieci. Najlepiej odpoczywa odwiedzając ciekawe miejsca z rodziną i doświadczając świata wspólnie z mężem i dziećmi.

 

 

foto: Szkoła zdjęcie utworzone przez freepik – pl.freepik.com