Są takie książki dla dzieci i młodzieży, które fascynują mnie tak samo, jak moje dzieci. Dzięki temu zamiłowaniu do literatury młodzieżowej odkryłam kilka prawdziwych perełek. Jedną z nich jest „Baśniobór” oraz jego kontynuacja „Smocza Straż”.

Baśniobór to nie jest tylko seria powieści fantasy dla młodych czytelników. To fenomen czytelniczy! Polecałam te książki wielu osobom i za każdym razem podbijały serca nie tylko nastoletnich czytelników, ale także ich mam, ojców, ciotek, wujków i nauczycieli.  Ten magiczny świat wymyślony i znakomicie opisany przez Brandona Mulla, fascynuje, wciąga i zachwyca czytelników w wieku od lat mniej-więcej dziesięciu (bez górnej granicy). 

„Baśniobór” to debiut powieściowy Brandona Mulla. Debiut, który od razu trafił na szczyty rankingów książek dla dzieci i młodzieży i stał się kultowy. To się nazywa dobrze zacząć. Ten sukces stał się też dla autora pewnym zobowiązaniem. Fani „Baśnioboru” nie nasycili się pięcioma tomami cyklu. Sama tego doświadczyłam, kiedy skończyłam lekturę – miałam ochotę na więcej. Brandon Mull zareagował empatycznie na to uwielbienie i niedosyt. I choć w ostatniej części „Baśnioboru” zapowiedział, że tomu szóstego nie będzie, to jednak wrócił do baśnioborowego uniwersum. „Smocza Straż” to kontynuacja opowieści o rezerwatach magicznych stworzeń, o ich opiekunach, magii i o tym, co całkiem ludzkie: dojrzewaniu, zaufaniu, odpowiedzialności, podejmowaniu decyzji. Również jest zaplanowana na pięć ksiąg. Właśnie ukazała się w Polsce trzecia z nich.

Fenomen „Baśnioboru” i „Smoczej Straży”

Brandon Mull obiecał, że kolejne części „Smoczej Straży” będą się ukazywały co roku. Jak dotąd słowa dotrzymuje. Przy okazji premiery trzeciego tomu, ale też żeby przedłużyć sobie przyjemność obcowania z fantastycznym uniwersum rozpiętym między Baśnioborem a Gadzią Opoką, przeczytałam całą „Smoczą Straż” raz jeszcze od początku. Podziwiam i zachwycam się sposobem, w jaki Brandon Mull łączy da światy: realny świat ludzi i ten wypełniony magicznymi stworzeniami. Kiedy wraz z bohaterami przebywamy w świecie magii, nie czujemy, by był on mniej realny od „naszego”. Targają nim podobne wichry historii, istnieją polityczne sojusze, moralne wybory, pragnienia i powinności, lęki i nadzieje, wyzwania, sukcesy i porażki. Może na tym właśnie polega siła „Baśnioboru” i „Smoczej Straży” – że pozwalają czytelnikowi wejść w świat magiczny i odrealniony, a jednocześnie tak ludzko prawdziwy. Młodzi czytelnicy mogą tu przeżyć wiele własnych dylematów, rozterek, doświadczeń, przyjrzeć się im bezpiecznie, w aurze fantastycznego świata magii. W świecie magicznym, który jest nierozerwalnie związany ze światem ludzi, młodzi czytelnicy towarzyszą swoim rówieśnikom w niezwykłych przygodach, poznając równocześnie samych siebie.

Świetną pracę wykonał też tłumacz – Rafał Lisowski. Uniwersum Baśnioboru i Gadziej Opoki pełne jest najdziwniejszych stworzeń, magicznych przedmiotów, czarów i miejsc, z których każde ma swoją nazwę. Tłumacząc je na polski trzeba było nie tylko oddać słowem charakter stworzenia, przedmiotu, czy miejsca, ale też zadbać o to, by nazwa ta miała odpowiedni klimat i brzmienie. Rafałowi Lisowskiemu znakomicie się to udało.

Akcja powieści pochłania nas od samego początku. Wystarczy kilka pierwszych stron i w każdy kolejny tom wsiąka się jak woda w gąbkę. To siła świetnego pióra i znakomicie zbudowanej akcji. Ale liczy się tu nie tylko przygoda i tajemnice. Wędrując ścieżkami Baśnioboru i Gadziej Opoki młody czytelnik prowokowany jest do rozważania całkiem serio choć nie wprost stawianych pytań – pytań o granice posłuszeństwa, o różnicę między odwagą a brawurą i lekkomyślnością, o wartość ryzyka, znaczenie przyjaźni, konsekwencje zaufania, wagę podejmowanych decyzji…

Od pierwszego tomu „Baśnioboru”, aż po piąty, a potem przez kolejne części „Smoczej Straży” towarzyszymy bohaterom – Kendrze i Sethowi – w kolejnych wyzwaniach, jakie napotykają w fantastycznym świecie. Dzieci zachwycają się ich niezwykłymi przygodami, niespodziewanymi zwrotami akcji, niebanalną fabułą, ja podziwiam sposób, w jaki autorowi udało się pokazać proces dojrzewania – nastolatka, ale też po prostu człowieka – poprzez świetnie opowiedzianą fascynującą historię, bez prawienia morałów, w kontakcie z czytelnikiem traktowanym poważnie. Może to właśnie jest siła Brandona Mulla – że w swoich książkach zwracając się do młodych czytelników nie udziecinnia ich, lecz szanuje, nie upraszcza rzeczywistości, lecz opowiada o jej zawiłościach w sposób zrozumiały dla małolatów i atrakcyjny.

„Smocza Straż” – nowe wyzwania

W „Smoczej Straży” bohaterowie zmagają się z kolejnymi poważnymi dylematami, z którymi prawdopodobnie każdy młody czytelnik sam się kiedyś zetknie. Ile można zaryzykować dla wypełnienia obowiązku, czy lepiej być neutralnym, czy zaangażowanym, kogo i przed kim chronią granice magicznego azylu i czy jest to azyl, czy więzienie, jak istotna jest dla nas tożsamość i czym tak naprawdę jest. Pragnienie wolności okazuje się wcale niekoniecznie godne chwały, te same rzeczy bywają skrajnie różnie postrzegane przez różne stworzenia i niełatwo jest znaleźć obiektywną miarę dobra lub zła.

Smoki pragną wolności, choć przecież w smoczych azylach mają wszystko, czego im potrzeba. A może to nie jest pragnienie wolności, tylko władzy? Są sprytne, przebiegłe i inteligentne. Ich argumentom nie można odmówić słuszności. Jednak smocze azyle zostały stworzone nie bez powodu – smoki mają w swojej historii współdzielenia świata z ludźmi sporo ciemnych kart. No ale przecież pomogły ludziom w decydującym momencie walki o przyszłość i bezpieczeństwo świata. Czy te zasługi równoważą wcześniejsze przewinienia? A czy bohaterskie wyczyny Setha, jego odwaga i zdecydowanie stają się usprawiedliwieniem dla błędów, jakie popełnia gnany pragnieniem przygód i nastolatkową lekkomyślnością?

Jedno jest pewne – smoki chcą zmiany i świat musi się zmienić. Seth jest odważny i lekkomyślny, ale dojrzewa. Jaką cenę zapłaci za swoją dojrzałość? Czy świat zmieni się tak, jak tego pragną magiczne stworzenia? Jak mogą zareagować ludzie? I czy byłoby łatwiej, gdyby nastoletni chłopcy nie byli tak lekkomyślni? Zagłębiam się w lekturę i choć jeszcze zostało mi kilka rozdziałów do końca trzeciego tomu „Smoczej Straży”, już czuję niedosyt i z niecierpliwością czekam na kolejną część.

A dla Was mam na spróbowanie trzy fragmenty:

Trzeci tom „Smoczej Straży” – premiera 20 maja 20202

Wcześniejsze tomy „Smoczej Straży”

Elżbieta Manthey – założycielka Juniorowa, blogerka, dziennikarka, mama Marysi i Tymona. Pasjonatka dobrej edukacji – tropi nowinki i nowoczesne pomysły edukacyjne, angażuje się w różnorodne działania na rzecz lepszej edukacji. Propaguje wychowanie i edukację oparte na szacunku dla dzieci. Miłośniczka książek, również tych dla dzieci i młodzieży. Najlepiej odpoczywa odwiedzając ciekawe miejsca z rodziną i doświadczając świata wspólnie z mężem i dziećmi.