Idziesz z pięciolatką do sklepu po bluzkę, kilkanaście minut oglądasz, mieszasz na półkach, w końcu wybierasz i zachwycona/y pokazujesz córce cud miód różową tuniczkę z księżniczkami, na co słyszysz: „Nie, ta mi się nie podoba. Wolę tamtą z piratami.” Próbujesz przekonywać, że ta śliczna, że piraci to dla chłopców, że ta dziewczęca i tyle się naszukałeś/łaś… Nadal słyszysz: „Nie, nie chcę tej. Nie będę jej nosić, bo mi się nie podoba.” Złapałaś/łeś nerwa?

Tworzysz świetny plan na popołudnie. Kiedy nadchodzi ta pora, dumna/y z siebie i podekscytowana/y, że na pewno uszczęśliwisz dziecko atrakcjami, przedstawiasz pomysł swojemu nastolatkowi. Wtedy słyszysz: „Dzięki, ale już się umówiłem z kolegami, więc może następnym razem, ok?” Jest spina?

Albo kiedy babcia prosi Twojego malca: „Daj babci buziaka na pożegnanie”, a ten odpowiada: „Nie chcę.”. Palisz cegłę ze wstydu i wkurzenia?

Ja już nie. „Już”, bo kiedyś w niektórych sytuacjach się to zdarzało. Dziś nie łapię nerwa, kiedy córce nie podoba się wybrane przeze mnie ubranie (chociaż lubię, kiedy podoba nam się to samo). Nie ma spiny, kiedy mój nastoletni syn ma inne plany, chociaż cieszę się, kiedy korzysta z mojego lub taty pomysłu. Nie wstydzę się ani nie denerwuję, kiedy moje dziecko nie chce pocałować czy przytulić się do kogokolwiek. Mimo że sprawia mi przyjemność przytulanie się do moich dzieci, wiem, że moja starsza Córka niezbyt to lubi. Przytula się sama, kiedy ma na to ochotę.

Pozwalam dzieciom na zbyt dużo, bo decydują, co na siebie włożą? No tak. Przecież człowiek do pełnoletniości nie odróżnia kolorów, nie dowidzi wzorów na ubraniach, a do tego nie ma pojęcia, czy podobają mu się zwierzątka czy ciężarówki. Z ubraniami to u niego, jak u krowy z jedzeniem – nieważne co, aby trawa. Na szczęście są wszystkowiedzący rodzice, którzy w każdej sytuacji powiedzą mu, co jest ładne i co się powinno podobać, oni to już wiedzą, bo są dorośli.

Dzieci wchodzą mi na głowę, bo pozwalam im wybrać ich własne plany zamiast tych przygotowanych przeze mnie? Oczywiście, bo nastolatek powinien rzucić natychmiast wszystko, przeprosić kolegów, że nie stawi się na ważnym meczu albo powiedzieć kumplowi, który przyszedł z drugiego końca miasta, żeby wrócił do domu, bo akurat tata już mu zorganizował popołudnie. Brzmi „świetnie”, ”uczy” szacunku dla przyjaźni i „pokazuje” atencję dla zainteresowań własnego dziecka.

photographing-children-735226_640Nie szanują starszych, bo nie przytulają się czy nie całują babci (dziadka, cioci czy kogo tam jeszcze), kiedy nie mają na to ochoty? Jasne. Niech całuje, wskakuje na kolana, bo babcia/dziadek tak sobie życzy (w przeciwnym razie nakrzyczy lub się pogniewa), a „wujek” (który jest na przykład kolegą taty z pracy) niech śmiało wsunie rękę pod spódnicę Twojej córce, każe się pocałować, pogłaszcze ją czule po pośladkach… To wszystko z wielkiej sympatii, a że starszy, to przecież trzeba mu na to pozwolić, bo rodzice mówili, że nie wypada odmówić czułości, kiedy dorosły ma na to ochotę.

Przesada? Masz prawo tak uważać, ale licz się z tym, że jeśli nie zgadzasz się z chociaż jednym z przytoczonych przeze mnie przykładów, jesteś na dobrej drodze do wychowania osoby z ograniczonym bądź żadnym własnym zdaniem, uzależnionej od opinii innych, przekonanej, że sam fakt bycia starszym (wiekiem czy rangą) upoważnia do decydowania za młodszego (niższego rangą), a co najgorsze – kreujesz potencjalną ofiarę mobbingu, molestowania i innych form znęcania się.

Dlaczego takie drobiazgi, jak wybór stroju czy sposobu spędzenia czasu wolnego, mają wpłynąć na to, czy ktoś będąc już dorosłym pozwoli szefowi na opluwanie się czy też „nadmierne czułości”? Oczywiście, składa się na to również wiele innych rzeczy w procesie dorastania, ale mimo pozorów te szczegóły właśnie mają ogromne znaczenie. To one tworzą fundament do tego, aby dziecko stało się asertywnym człowiekiem, osobą akceptującą i szanującą samego siebie. Dla rozwijającego się malca, to rodzice są pierwszymi i przez wiele lat jedynymi autorytetami. Kiedy nie akceptują słowa NIE z ust dziecka, dają mu jasne komunikaty:

– To silniejszy ma zawsze rację.

– Bez względu na to, czy masz na coś ochotę, czy nie, musisz to zrobić, bo ktoś starszy, ważniejszy, mądrzejszy (czyt. babcia, dziadek, ciocia, wujek…) tego oczekuje.

– Twoje zdanie, gust, zainteresowania nie są ważne, musisz z nich zrezygnować, bo ojciec, matka, babcia mają inne, a oni są ponad Tobą, wiedzą lepiej. Zrezygnuj z tego, co wybrałeś/łaś, bo powinno Ci się podobać to, co im.

– Starszych trzeba słuchać i robić, co każą.

Jednocześnie oburzasz się, Drogi Rodzicu, słysząc w telewizji, że dziadek/ojciec wykorzystywał seksualnie dziewczynkę. A przecież najwięcej przypadków przemocy seksualnej to doświadczenia ze strony najbliższych, czyli członków rodziny lub ich dobrych znajomych. Tych, którym dzieci nie mogą odmówić kontaktu fizycznego.

Teraz w każdym z powyższych zdań, zamiast „babcia, dziadek, rodzic” wstaw:

– przełożonego w pracy, który awans Waszej córki chce omawiać w swojej sypialni,

– kumpli z osiedlowej paczki namawiających (lub zmuszających) Waszego syna na fajki, browara, skręta…

– bezczelnego silnego w gębie (lub nie tylko) kolegę Waszej nastoletniej córki, który „zachęca ją do bliższego poznania” w toalecie szkolnej.

Grzeczne dziewczynki nie radzą sobie z trudnościami

Czy teraz macie bardziej czytelny obraz? Jeśli wydaje Wam się, że dziecko będzie posłuszne, grzeczne, całujące i ściskające dziadka na żądanie, a jak podrośnie, to mu WYTŁUMACZYCIE, jak powinno reagować, to naprawdę jesteście w głębokiej mgle. Zapewne dużo wygodniej jest z dzieckiem, które słucha bezkrytycznie swoich rodziców. Ja jednak wolę wybierającą samodzielnie swoje ubrania córkę, niż córkę – ofiarę zboczonego przełożonego. A wychowania asertywnych dzieci nie da się osiągnąć przez wypisanie mu na kartce sposobów postępowania w przypadku kontaktu ze zwyrodnialcem. To nie teoria gra tu rolę, a tylko i wyłącznie to, jak traktujecie swoje dziecko, a przede wszystkim, jak reagujecie na, tak bardzo nie lubiane przez dorosłych, słowo NIE z ust dziecka.

Poczucie niemocy wychowuje cześć dla siły; każdy, już nie tylko dorosły, ale starszy i silniejszy, może brutalnie wyrazić niezadowolenie, siłą poprzeć żądanie i wymóc posłuch: może skrzywdzić bezkarnie. Uczymy własnym przykładem lekceważenia, co słabsze.

J. Korczak

c

creceived_1316953434984695

autorka: Anita Dybowska – mama trójki dzieci. Lektor, metodyk. Pracuje w szkole językowej. Jest EduEkspertem w Fundacji EduTank. Interesuje się psychologią. Bardzo lubi czytać książki i tańczyć.

c

c

c

foto: Amanda Tipton (CC BY-NC-ND 2.0), Pixabay

Gdy dziecko mówi NIE
5 (100%) 3 głosów