Film „Alfabet” jest w pewnym sensie kamieniem węgielnym Juniorowa. To od niego zaczęło się moje głębokie przejęcie edukacją, tym, jaka jest i jaka być powinna. To ten film uświadomił mi, jak wiele spraw ma się do przemyślenia, kiedy jest się rodzicem, jak wiele pytań warto sobie zadać i że trzeba przyglądać się uważnie nawet temu, co wydaje się oczywiste. A może szczególnie temu.

Film pokazując niemal bez komentarza i bez oceniania różne odsłony edukacji na świecie, głęboko porusza i prowokuje do refleksji. Nie tylko o edukacji, ale też o tym, jak żyjemy, co jest prawdziwą wartością, a co przyjmujemy za wartość odruchowo, z rozpędu, bo tak robili nasi rodzice i rodzice naszych rodziców, bo tak robią nasi znajomi, sąsiedzi, koledzy z pracy.

Książka „Alfabet” to uzupełnienie filmu. Reżyser Erwin Wagenhofer opowiada w niej o ludziach, których spotkał podczas dwóch lat pracy nad filmem, o swoich wrażeniach i przemyśleniach. Dzieli się refleksjami i pytaniami, jakie zrodziła w nim praca nad „Alfabetem”. W książce znajdują się też obszerne fragmenty, w których jeden z bohaterów filmu – Andre Stern opisuje dzieciństwo swojego syna Antonina, którego wychowuje podobnie, jak sam był wychowywany – w wolności od schematów i oczekiwań, za to z maksymalną swobodą poznawania świata i rozwijania się we własnym tempie.

Opowieść o współczesnej edukacji i społecznym kontekście, w jakim jest osadzona kontrastuje z tym, czego może doświadczać Antonin, a co jest wynikiem tylko jednego: postawy jego rodziców, którzy zamiast go kształtować według wyobrażonego wzorca, pozwalają mu kształtować SIĘ w naturalny sposób, na ścieżce wyznaczanej potrzebami, inspiracjami, relacjami.

„Alfabet” to nie jest prosty poradnik, co zrobić, żeby było lepiej. To jest skarbiec inspiracji. Bez znieczulenia, rzetelnie pokazuje, jak jest. Bez presji, ze szczodrością pokazuje, jak być może. A co z tym zrobimy, to już zależy od nas.

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Element, możemy zaprezentować fragmenty książki „Alfabet”. Mam nadzieję, że zachęcą Was one do przeczytania całości, którą serdecznie polecam.

Ela Manthey

„Alfabet” – fragmenty książki

Fragment 1 – Gerald Hüther:

Dziecko, które przychodzi na świat, ma te cudowne połączenia w mózgu, dzięki którym może wszystko zdobyć, także całą wiedzę dostępną na tym świecie. Takie dziecko nie ma jeszcze pojęcia, o co chodzi w życiu. Nie jest jeszcze w stanie ocenić, na co istnieje zapotrzebowanie. Co jest ważne.

Na początku wszystko wydaje się w porządku. Mózg doskonale pasuje do ciała. Dziecko zdobywa pierwsze doświadczenia cielesne, potem uczy się pełzać, chwytać oraz wykonywać inne czynności. Coraz lepiej poznaje swoje ciało. Czuje się w nim swojsko i za jego pośrednictwem zdobywa wrażenia, które stanowią podłoże do wykształcenia się autentycznej osobowości. W każdym z nas istnieje dzięki temu ta prawdziwa cząstka nas samych, do powstania której sami się przyczyniliśmy. Nikt nam jej nie przysporzył.

A potem masz do czynienia z rodzicami, później z opiekunami, następnie z przyjaciółmi, a w dalszej kolejności z nauczycielami, którzy nie lubią ciebie takiego, jakim jesteś.

Zawsze chcą, byś był inny. Mają określone wyobrażenie o tym, co jest ważne i co powinien umieć trzylatek, najlepiej jakby dziecko już w wieku dwóch lat rozpoczęło naukę gry na skrzypcach.

W każdym razie w przedszkolu obowiązkowo trzy języki obce, ponieważ neurobiolodzy stwierdzili, że w ośrodku języka ojczystego w mózgu jest dość miejsca na trzy języki. Może zmieści się tam nawet piątka, jeśli zadamy sobie dość trudu. Tylko czego w pierwszym rzędzie doświadcza dziecko, które zostało poddane tego typu rozwijającym zajęciom? Otóż ucząc się w przedszkolu angielskiego, chociaż w życiu w ogóle go nie potrzebuje, uświadamia sobie, że istnieją instytucje, w których trzeba uczyć się niepotrzebnych rzeczy. Na tym polega dobre przygotowanie na przyszłość. Dlatego musimy zastanowić się nad samym sobą i nad tym, co robimy z dziećmi. Jak manipulujemy tymi wspaniałymi procesami samoorganizacji, które zachodzą w mózgu naszych pociech. Jak ukierunkowujemy tego malucha, a w rezultacie sprawiamy, że człowiek, który właściwie dysponuje ogromnym talentem, nie ma odwagi żyć po swojemu.

Fragment 2 – André Stern

Październik 2010

Któregoś dnia bawi się na naszym łóżku, co zdarza się dość często. Leży na wznak i porusza nóżkami i rączkami coraz bardziej świadomie, chociaż bez „widocznego” celu. Mógłby usiąść, sięgnąć po rzeczy, ale rzadko to robi. Gdy się bawi, niezmiernie koncentruje się na swojej umiejętności poruszania kończynami i wydaje przy tym przeróżne dźwięki. Dzisiaj raz zaświstał. Przypadek, myślimy najpierw. Ale to poświstywanie się powtarza. Widać, że Antonin ćwiczy ten dźwięk. Po kilku dniach świstanie jest zamierzonym działaniem, wprzęganym do zabawy. Czasami dodatkowo klepie do taktu rączkami.

Niektórzy ludzie z naszego otoczenia martwią się, bo Antonin nie staje na nóżkach. Jest ciężki i bardzo duży. Naprawdę nie pełza ani nie raczkuje. My się nie martwimy, a przede wszystkim nie robimy żadnej z tych rzeczy, które są nam zalecane, żeby zmotywować go do przemieszczania.

Zacznę się martwić i coś w tym kierunku robić, dopiero gdy spotkam na ulicy dorosłego, który raczkuje, ponieważ jako dziecko nie był motywowany do chodzenia.

Papa i Antonin bawią się razem całymi godzinami. Takie obrazki pamiętam z dzieciństwa: papa bawi się z Eléonore. Nikt bardziej niż on nie wie, jak ważną rolę odgrywają powtórki. Ta sama czynność, tysiąc razy.

Wspólna zabawa to dla dziecka ważne zajęcie, on nie uczestniczy w niej od niechcenia, lecz poświęca jej się cały i jest przy tym bardzo pomysłowy. Uświadamiam sobie, że przez długi czas ciągle byliśmy w drodze i że od kilkudziesięciu lat nie widziałem ojca, jak się bawi. Ale on bez problemu podejmuje zabawę na nowo, z taką samą świeżością i autentycznością jak wtedy. On i dziecko są na tej samej wysokości oczu, dzielą tę samą ponadczasowość. Ich ulubiona zabawka to obecnie swego rodzaju „deska rozdzielcza” wykonana z drewna, wyposażona w różne koła i drzwiczki. Trzeba się trochę napracować, żeby otworzyć dwie pary małych drzwiczek, za którymi znajduje się małe lusterko. Obaj są skoncentrowani i pochyleni nad zabawką, komentują próby na swój własny sposób. Kiedy Antoninowi udaje się wreszcie obiema rękami otworzyć klapki i widzi swoje odbicie, wówczas obaj przeżywają ogromną radość i poczucie wzajemnej przynależności. Bawią się tą zabawką nieraz całą godzinę. Nie męczy ich to. I codziennie Antonin otwiera obie pary drzwiczek z coraz większą precyzją i coraz szybciej.

Fragment 3:

Dla dorosłego człowieka na naszych szerokościach geograficznych i prawdopodobnie we wszystkich tak zwanych społeczeństwach zachodnich idea, że dzieci nie potrzebują naszego nauczania, jest nie do pomyślenia. Żyjemy w przekonaniu, że nauczanie i pobieranie nauk są konieczne. I choć wiemy, a przede wszystkim czujemy, że obrana droga nie zaprowadzi nas daleko, to nadal podążamy w tym kierunku bez względu na koszty i bez zwracania uwagi na straty, jakie ponosimy.

Alfabet od początku był pomyślany jako projekt pozytywny i nie chodzi w nim o to, żeby postrzegać rzeczywistość w ciemnych barwach albo wywoływać ponury nastrój.

Powinniśmy dać sobie czas na zweryfikowanie naszych przekonań.

Wielu z nas żyje dobrowolnie lub pod przymusem według zgubnej zasady: „Czas to pieniądz”. Ale to się kończy, gdy kończą się czas lub pieniądze. Każdy, kto kiedykolwiek siedział na brzegu łóżka ciężko chorego przyjaciela, może powiedzieć, że w takich okolicznościach priorytety nagle się zmieniają i człowiek nadaje swemu życiu zupełnie inny kierunek. Ale czy zawsze sytuacja musi zajść aż tak daleko? Czy musi dojść do katastrofy, byśmy byli gotowi zmienić myślenie?

Aby żyć inaczej, będziemy potrzebowali nowego języka, będziemy musieli wymyślić nowe słowa, niezbędny okaże się nowy alfabet – to właśnie ma sugerować tytuł filmu i książki.

Gdyby słowo „edukacja” zastąpić po prostu słowem „relacja”, wówczas świat nagle zacząłby wyglądać zupełnie inaczej.

Każdy z nas doświadczył tego, że ani szkoła, ani czas poświęcony nauce nie umacniały nas i nie dodawały nam odwagi. Czyniły to bliskie nam osoby, które darzyliśmy zaufaniem i szacunkiem!

Może to był nauczyciel, może babcia albo wujek, może trener w klubie sportowym lub kasjerka w kinie, w każdym razie ludzie, którzy zareagowali na nas pozytywnie i dali nam odczuć: „Dobrze, że jesteś z nami na tym świecie, potrzebujemy cię!”. Ludzie, którzy w duchu zaufania umożliwili nam rozwijanie talentów i doskonalenie umiejętności. Kto doświadczył czegoś takiego, ten jest również w stanie dawać innym coś od siebie.

Moglibyśmy po prostu zacząć od spojrzenia na życie z innej perspektywy, porzucić tę presję pracy, której obłęd od ubiegłego stulecia wciąż jeszcze odbija się echem, skończyć wreszcie te bezsensowne wojny gospodarcze. Życie powstaje bowiem w wyniku współdziałania, nie jest – jak niektórzy sądzą – wynikiem przeciwdziałania.

Nie ma to nic wspólnego z ugodowością i romantyzmem społecznym, nie ma nic wspólnego z regresją, a wręcz przeciwnie – stanowi świadectwo postępu i odnowy.

Mówiąc „my”, mam na myśli nas, ludzi z tak zwanych rozwiniętych społeczeństw zachodnich, nazywanych butnie Pierwszym Światem. To my opracowaliśmy tego rodzaju modele, udoskonaliliśmy je, zreformowaliśmy i wypaczyliśmy, to my ponosimy za nie odpowiedzialność. I możemy je w każdej chwili porzucić, ponieważ zdaliśmy sobie sprawę, że ich przydatność obróciła się w coś przeciwnego.

A kto ma coś takiego zrobić, jeśli nie my?

 

Alfabet

Erwin Wagenhofer, Sabine Kriechbaum, André Stern

tłumaczenie: Barbara Niedźwiecka

Wydawnictwo Element

 

„Alfabet” – pomyśl inaczej o edukacji i wychowaniu
5 (100%) 2 głosów