Dlaczego dzieci spędzają coraz więcej czasu w internecie i co zrobić, by uchronić je przed uzależnieniem? Za to, w jaki sposób dzieci korzystają z mediów cyfrowych odpowiedzialni są rodzice. I ta odpowiedzialność nie polega na zakazach i nakazach, lecz zaczyna się od dbania o jakość domowych relacji i od uporządkowania obecności urządzeń cyfrowych w domowej przestrzeni. O rodzicach i dzieciach w cyfrowym świecie rozmawiam z Maciejem Dębskim z Fundacji Dbam o mój Z@sięg.

Od czego powinnam zacząć, jeśli chcę, żeby moje dzieci nie uzależniły się od smartfonów i internetu, żeby nie uciekały w cyfrowy świat, tylko rozsądnie z niego korzystały?

Od przyjrzenia się, jaką masz kulturę używania cyfrowych dobrodziejstw w domu. Wejdź do domu, stań w progu i zobacz czy w twoim domu panuje porządek, w zakresie mediów cyfrowych, czy chaos. Czy z telefonów korzystają wszyscy wszędzie i odkładają je gdzie popadnie? Gdzie pracujesz na laptopie – przy stole, w łóżku, w toalecie? Czy ładowarki są cały czas w kontaktach? Czy potykasz się o jakieś kable? To jest chaos. W wielu domach jest chaos, a najgorsze jest to, że w ogóle zdajemy się go nie zauważać. 

A teraz zastanów się, w jakich przestrzeniach w domu nawiązujesz relacje? Są przynamniej dwie przestrzenie, które odzwierciedlają jakość panujących w domu relacji pomiędzy dziećmi i partnerami. Są nimi przestrzeń wspólnego stołu oraz sypialnia. Sprawdź, co masz w łóżku i na stole? Jest tam telefon, albo laptop? Odpowiedz sobie na pytanie: czy ci zależy na budowaniu relacji w domu, czy nie? Bo jeśli tak, to musi być na nie miejsce. Relacji nie zbuduje się pomiędzy kablami i elektroniką. Musisz zaprowadzić porządek.

Taki fizyczny, w przestrzeni?

Od tego trzeba zacząć. Tam powerbank, tu tablet, tam laptop, tu komputer, tam radio, telewizja i plątanina kabli. Jak tu nawiązywać relacje, kiedy w każdym miejscu i o każdej porze miga jakiś ekran albo dźwięczy jakieś kolejne powiadomienie? Trzeba ustalić w domu jedno miejsce, gdzie wszyscy odkładają telefony. I jedno miejsce, w którym stoi laptop czy komputer, na którym pracujesz, grasz, piszesz. Ja wiem, że czasem jest fajnie pisać na łóżku. Ale jeśli już to robisz, to kiedy skończysz, wynieś go tam, gdzie jest jego stałe miejsce. Kable też. 

Chaos polega też na tym, że wszyscy korzystają z mediów cyfrowych od rana do wieczora, że nie ma rodzinnych zasad, rytuałów. Na przykład takich, że podczas posiłków nie sięgamy po telefon, ani komputer. Albo że po dwudziestej odkładamy media cyfrowe i w ogóle z nich nie korzystamy. Uporządkowanie przestrzeni polega między innymi na fizycznym zwiększeniu odległości między użytkownikiem a urządzeniem. Szczególnie jeśli podejrzewasz siebie, partnera lub dziecko o uzależnienie od smartfona. Tymczasem czesto przebywając i odpoczywając w domu, robimy to mając cyfrowe urządzenie w kieszeni.

Rzeczywiście, jeżeli jemy kolację, a na stole stoi otwarty laptop, to cały czas przyciąga uwagę. Nawet jeśli toczy się fajna rodzinna rozmowa, to ten cyfrowy świat wciąż się wtrąca. Syn zapyta o to, po co były kartki na mięso w komunizmie – już szukasz w internecie fotki, żeby mu pokazać, jak wyglądały. Córka zapyta o angielskie słówko – już sięgasz do internetu, żeby sprawdzić. Rozmawiacie o ulubionej muzyce – dlaczego od razu nie puścić czegoś z Youtube’a? Obmyślacie wspólne plany na wakacje – sięgasz do portali turtystycznych. Internet staje się dodatkowym gościem przy stole. Bardzo rozmownym.

To jest nawyk, niestety dość mocno szkodliwy. Nawyk przebywania cały czas w przestrzeni internetu. Część z nas jest gotowa do podjęcia kontaktu natychmiast, po otrzymaniu powiadomienia. Jakby pewne mniej istotne kwestie nie mogły poczekać, zanim wspólnie zjemy obiad.

Nasze dzieci to już stuprocentowo cyfrowe pokolenie?

Badania prowadzone przez Uniwersytet Gdański i Fundację Dbam o Mój Z@sięg pokazują, że dzieci zaczynają korzystać z własnego telefonu komórkowego średnio w wieku 10 lat, w dużych miastach jest to 7-8 lat, a w Warszawie nawet 5-6 lat – w takim wieku dajemy dziecku telefon z nieograniczonym dostępem do internetu.

Świat nastolatków, ich życie, to co jest dla nich ważne dzieje się w obrębie swoistego cyfrowego trójkąta, którego wierzchołki wyznaczają trzy ważne dla nich pojęcia: Internet, Aplikacja, Mobliność. Jako rodzice musimy to przyjąć do wiadomości, tak po prostu jest i specjalnie nie jesteśmy w stanie tego zmienić. Od czasu pojawienia się Internetu (w Polsce w połowie lat 90-tych) wszyscy my – rodzice i nasze dzieci – żyjemy w społeczeństwie cyfrowym. I jeśli chcemy coś z tym zrobić, to przestańmy z sentymentem patrzeć na trzepaki, bo potrzebujemy rozwiązań nie sprzed pięciu dekad, tylko nowych, na miarę obecnej rzeczywistości.

To znaczy jakich?

Po pierwsze musimy uznać, że życie może przebiegać niejako równolegle manifestując się zarówno online, jak i offline. Po drugie powinniśmy położyć nacisk na budowanie drugiego trójkąta, który ja nazywam 3xR. To trójkąt, którego wierzchołki wyznaczają zgoła odmienne pojęcia, a są nimi Relacje, Rytuały oraz Rama (zasady). Ów trójkąt budować możemy zarówno w domu, jak również w środowisku szkolnym. Osobiście uważam, że odpowiedzialność cyfrowa budowana jest w oparciu o wspólne występowanie owych trójkątów. Najkrócej rzecz ujmując można powiedzieć, że w świecie cyfrowym najistotniejsze pozostaje dbanie o dobre relacje i więź.

Trójkąt 3R – relacje, rytuały, rama. Dlaczego akurat tak?

Po pierwsze – relacje. Najlepszym czynnikiem chroniącym przed wejściem w uzależnienie jest dobrze zbudowana relacja. I to nie dotyczy tylko e-uzależnień, o którym rozmawiamy, ale generalnie można powiedzieć, że poprawna więź jest czynnikiem hamującym wchodzenie w jakikolwiek problem. To nie jest tak (jak wielu by chciało uważać), że media cyfrowe niszczą więzi. Te więzi już wcześniej zostały nadszarpnięte bądź ich wcale nie było, a to z kolei stwarza przestrzeń na to, żeby dziecko nadużywało życia w świecie cyfrowym. A za więzi, za relacje z dziećmi zawsze odpowiedzialni są rodzice. Gdyby młodzież uzależnioną od mediów cyfrowych posłać na terapię, to jestem święcie przekonany, że problemem nie okazałby się smartfon, czy kompulsywne granie w gry, lecz niska jakość więzi. Prowadzę sporo warsztatów i spotkań z młodzieżą. Widzę, jak bardzo dzisiaj dzieciom brakuje takiej zwykłej bliskości, obecności rodziców. Patrzenia w oczy. Ostatnio prowadziłem zajęcia – siódma klasa, szkoła podstawowa w Gdańsku. Rozmawiamy o relacjach, o wartościach, o tym, że fajnie być blisko siebie, a dziewczyna mówi: „wie Pan co? moja mama odzwyczaiła się mnie przytulać”. 

Ja pytam: „A potrzebujesz tego?’’. 

„A Pan tego nie potrzebuje?”. 

Wszyscy potrzebujemy przytulania. W Warszawie powstał nawet gabinet profesjonalnego przytulania. Gdyby nie było takiej potrzeby, to nikt by nie budował modelu biznesowego w oparciu o przytulanie.

A co jest nie tak z relacjami w czasach cyfrowych?

Wydaje mi się, że łatwiej było być bliżej dziecka w świecie bez Internetu. Kiedy on się pojawił, wszystko przyspieszyło, ale też stworzyła się nowa dodatkowa przestrzeń, w której możemy być – przestrzeń online. Jeżeli rodzic nie jest online, jest poza siecią, a dziecko jest w sieci, to de facto żyją w dwóch różnych przestrzeniach. A nawet jeśli dzieci i rodzice są online, to zwykle osobno, bo ty i ja poszukujemy w internecie czegoś innego niż nasze dzieci. Należy pamiętać, że pojawieniu się internetu w Polsce towarzyszą gwałtowne przemiany gospodarcze, polityczne, ale również te w zakresie wartości i religijności. Wydaje mi się, że po prostu jesteśmy dzisiaj dalej od siebie, a za tę sytuację osobiście winię nasze nieumiejętne używanie cyfrowych dobrodziejstw.

Ale skoro część życia spędzamy online, to możemy też wykorzystać ten cyfrowy świat do budowania relacji z dziećmi, prawda? Bo relacja trwa cały czas, buduje się ją cały czas. Niezależnie od tego, co się robi, czy się akurat gra razem w grę online, czy gotuje wspólnie obiad.

Dokładnie tak. Wyobraź sobie, że stoisz na peronie. I to nie jest peron w super dużym mieście, to jest peron obszarpany, jak z lat 70-tych, pada śnieg, jest jakaś lampa, która nie dość, że daje kiepskie światło to jeszcze brzęczy. Stoisz na tym peronie i czekasz, a Twoje dziecko jedzie pociągiem. Takim superszybkim, 680km/h. Peron polski, pociąg chiński. Jedzie, słyszysz, że jedzie i w pewnym momencie pociąg się zatrzymuje, uchylają się drzwi, widzisz tam swoje dziecko. I masz dwie możliwości: albo wskakujesz, drzwi się zamykają i jedziesz z dzieckiem, albo stoisz na peronie, a dziecko odjeżdża i ty mu machasz na pożegnanie. Ta druga sytuacja zachodzi wówczas, gdy mówisz swojemu dziecku „masz tutaj telefon i nieograniczony dostęp do Internetu, nie mam za bardzo czasu aby być koło ciebie, nie znam się na nowych technologiach, opłacę ci abonament, bo cię kocham, bo chcę żebyś miał lepiej niż ja miałem/miałam w Twoim wieku. I sobie jedź”.  I sobie dziecko jedzie. Wychodzi na to, że w przestrzeni internetu nasze dziecko może znaleźć sobie miłość, przynależność, poczucie bezpieczeństwa, sposób na życie, to jak się ubierze, towarzystwo, moralność, religijność. Wszystko sobie znajdzie w necie. Bez naszego udziału. Pytanie czy nam nie będzie przykro, czy w którymś momencie nie poczujemy, że jednak coś przegapiliśmy, w czymś zawiedliśmy. 

A druga sytuacja jest taka, że cokolwiek się nie dzieje, ty po prostu wskakujesz do tego pociągu. Drzwi się zamykają i jedziesz z dzieckiem. Mówisz dziecku „naucz mnie Snapchata, Instagrama, naucz mnie swojego świata cyfrowego, chcę poznać twój cyfrowy trójkąt”. Nawet, jeżeli jako rodzice nie nauczymy się doskonale używać nowych technologii, to będziemy blisko siebie. I jeżeli dziecko popełni jakąś gafę w sieci (bo kto z nas nie popełnia błędów), to jest o wiele większe prawdopodobieństwo, że twoje dziecko powie właśnie tobie o tym, bo będziesz blisko, bo wie, że zrozumiesz. Nie będzie musiało krzyczeć przez pół Polski, a Ty będziesz stała na tym peronie cały czas z tą brzęczącą latarnią. 

Dziś rodzic musi dbać o relacje w realu, ale też musi być bardziej rodzicem cyfrowym. Nawet jeżeli uważa, że jest cyfrowo zapóźniony. Rodzice powinni wiedzieć, co dzieci robią w internecie. Nie dlatego, żeby kontrolować, tylko po to, by uczestniczyć w czymś, co jest ważne dla młodego człowieka. Również po to, żeby budować relacje.

Pierwsze R to relacje, które są najważniejsze i dużo już o nich powiedzieliśmy. A co z pozostałymi dwoma R – rytuałami i ramą?

Rama to są zasady związane z używaniem mediów cyfrowych. Np. nie korzystamy z nich w toalecie, przy posiłku, odkładamy smartfony w jedno miejsce w domu, robimy rodzinne cyfrowe detoxy. Stawiam tezę dość ostro mówiąc, że nie ma odpowiedzialnego używania mediów cyfrowych przez kogokolwiek, bez ustalenia zasad używania komputera, internetu czy smartfona. 

Rytuał, jako coś, co jest ciągle powtarzane, daje poczucie bezpieczeństwa. Dziecko wie, czego spodziewać się w ciągu dnia i wtedy czuje się bezpiecznie. Nie dotyczą one tylko mycia zębów, oglądania bajki o ustalonej porze, wspólnego czytanie książki, odwiedzanie dziadka co sobotę, sprzątania w każdy piątek. Rytuały mogą dotyczyć też naszego bycia z mediami.

Model 3xR zakłada, że podstawą są relacje. Jak relacje i rytuały będą zadbane, to rama, czyli zasady, powstanie bezkonfliktowo.

Dla dzieci i młodzieży ten trójkąt pierwszy, cyfrowy jest w zasadzie czymś naturalnym, ich środowiskiem życia. Oni nawet nie zdają sobie z tego sprawy – oni w tym żyją. Jak im pokazać, że ten drugi trójkąt 3R ma sens, jest atrakcyjny, jest wartościowy?

Poprzez wdrożenie, tu niema co tłumaczyć. To jest nasza rodzicielska odpowiedzialność, nasze zadanie. Dzieci powinny w tym po prostu uczestniczyć. I nasza odpowiedzialność za zbudowanie tego trójkąta 3xR zaczyna się nie wtedy, kiedy pojawia się problem „moje dziecko chyba się uzależniło od internetu”, tylko znacznie wcześniej. Prowadzę na ten temat wykłady już w szkołach rodzenia. Bo to jest ten czas, kiedy musimy zacząć budować naszą świadomość i naszą odpowiedzialność. W szkołach rodzenia rodzice bardzo dużo uwagi przykładają do brzucha – głaszczą go, puszczają muzykę, dbają. A jak się dziecko urodzi to dają mu tablet. I ono często już tak z tym tabletem zostaje. 

Według badań przeprowadzonych przez Fundację Dbam o Mój Z@sięg w 60% domów nie ma żadnych zasad używania mediów cyfrowych, 30% dzieci mówi, że rodzice w ogóle z nimi nie rozmawiają na temat nałogowego używania mediów cyfrowych i jego skutków.

 

dr Maciej Dębski – założyciel i lider Fundacji DBAM O MÓJ Z@SIĘG, socjolog problemów społecznych, wykładowca akademicki, edukator społeczny, ekspert w realizacji badań naukowych, ekspert Najwyższej Izby Kontroli, Rzecznika Praw Obywatelskich, autor/współautor publikacji naukowych z zakresu problemów społecznych (bezdomność, przemoc w rodzinie, uzależnienia od substancji psychoaktywnych, uzależnienia behawioralne), autor/współautor dokumentów strategicznych, programów lokalnych, pomysłodawca ogólnopolskich badań z zakresu fonoholizmu i problemu cyberprzemocy zrealizowanych wśród 22.000 uczniów oraz 4.000 nauczycieli. W roku 2016 wdrożył pierwszy w Europie eksperyment społeczny odcięcia 100 osób na 72 godziny od wszelkich urządzeń elektronicznych (telefonów komórkowych, tabletów, internetu, gier on-line playstation, telewizji).

3xR – sposób na zabezpieczenie dzieci przed uzależnieniem od internetu i smartfona
5 (100%) 3 głosów