Co robić z dziećmi, kiedy pogoda i restrykcje związane z epidemią trzymają nas w domach? Co robić, by wyciągnąć dzieciaki z komputerowych światów, pobyć razem i dobrze się bawić? Grać w planszówki i budować z klocków! Oto kilka wyjątkowych propozycji, które gorąco polecam nie tylko dla dzieci.

Cardblocks – wyjątkowe kartonowe klocki (6+)

Moja prawie-jedenastoletnia córka na widok Cardblocks aż zapiszczała z radości. Choć wydawało mi się, że już wyrosła z zabaw klockami – ulubione niegdyś Lego i Playmobil leżą od miesięcy nie używane. Klocki konstrukcyjne Cardblocks od razu podbiły jej serce, są bowiem wyjątkowe już od samego otwarcia pudełka.

W opakowaniu nie ma gotowych klockowych brył, lecz płaskie kartonowe formy starannie wycięte i przygotowane do samodzielnego złożenia. Zabawa zaczyna się więc od tego, że sami budujemy nasze klocki. To niezwykle relaksujące doświadczenie – klocki wykonane są z bardzo dobrej jakości kartonu, który jest przyjemny w dotyku i miło szeleści podczas składania. Tekturowe elementy są tak przygotowane, by nawet sześciolatek bez trudu mógł w odpowiednim miejscu je zgiąć i złożyć w gotową bryłę. Nie potrzeba do tego kleju, nożyczek, ani żadnych innych przyborów. Dołączona instrukcja daje potrzebne wskazówki, można też obejrzeć krótki instruktażowy filmik – wystarczy zeskanować dołączony kod QR. 

Cardblocks to duże klocki, co również stanowi o ich wyjątkowości. Bazowy zestaw zawiera 50 prostopadłościanów o wymiarach 6x6x12 cm plus łączniki. W zestawach dodatkowych są klocki innych kształtów, pozwalające na złożenie nie tylko prostopadłościennych, ale też łukowatych konstrukcji. Można z nich budować naprawdę imponujące dzieła! „Mogłabym sobie nawet skonstruować meble do pokoju!” – orzekła Marysia – „Albo budę dla Meli!” Na początek stanęło na budzie dla Meli, która w miarę tworzenia zaczęła przypominać watykańską Bazylikę św. Piotra. Poniosła nas wyobraźnia i wspomnienia zeszłorocznych wakacji. Bo też Cardblocks to świetne pole do popisu dla wyobraźni i kreatywności! Nie ma tu gotowych zadań, choć można inspirować się przykładowymi konstrukcjami zaprezentowanymi w katalogu dołączonym do zestawu i na stronie internetowej (link: http://www.cardblocks.com/modele-01.html). Idea jest jednak taka, że składasz klocki, a potem możesz z nich budować zupełnie dowolnie. Przy okazji rozwija się zmysł techniczny i umiejętność planowania, bo trzeba pokombinować, jak połączyć ze sobą poszczególne kształty, by uzyskać pożądany efekt. Gotową konstrukcję, albo poszczególne klocki można pokolorować. 

Kiedy nacieszymy się już gotowym dziełem, możemy je rozmontować i zacząć zabawę od nowa, budując coś zupełnie innego. Można też połączyć zabawę klockami z nowoczesną technologią – instalując na smartfonie aplikację Cardblock AR. Dostępne są w niej cztery gry wykorzystujące technologię tzw. rzeczywistości rozszerzonej, czyli połączenia świata wirtualnego z realnym. Każda gra dotyczy konkretnej budowli, którą najpierw konstruujemy z klocków. Potem służy nam ona do wirtualnej rozgrywki. Więcej informacji znajdziecie tu: http://www.cardblocks.com/of-ar.html

Producent poleca Cardblocks dla dzieci od 6 lat. Od siebie dodam, że świetnie się nimi bawi prawie-jedenastolatka, a i mama z przyjemnością w tych architektonicznych wyczynach uczestniczy. Bardzo cenię takie zabawki i gry, które łączą pokolenia i Cardblocks do nich zdecydowanie należą.

Książkowe escape roomy (12+)

Seria Escape Quest to książki które są jednocześnie grami. Każda z nich opowiada pewną historię, w którą angażuje czytelnika tak, że czytelnik staje się bohaterem opowieści. Aktywnie w niej uczestniczy, rozwiązując zagadki, łamiąc szyfry, szukając wskazówek. Tych książek nie czyta się standardowo – od pierwszej strony, przez kolejne aż po ostatnią. Kolejność czytania dyktują wskazówki, które czytelnik odkrywa rozwiązują rozmaite zadania. Jest ich w każdej książce około 30-40. Gimnastykują umysł, rozwijają logiczne myślenie, ćwiczą spostrzegawczość i kreatywność w rozwiązywaniu problemów. 

W książko-gry Escape Quest można grać solo, albo rodzinnie czy grupą przyjaciół połączyć siły i talenty w rozwiązywaniu zagadek. Mój syn Tymon preferuje samodzielne zmagania, ale kiedy utknie na jakimś zadaniu, „wrzuca je do wspólnej rokminki”. Ja bardzo lubię granie zespołowe – przy tego typu wyzwaniach jak Escape Quest świetnie widać, jakie zasoby i umiejętności wnosi każdy z członków drużyny, jak się one nawzajem uzupełniają i wspierają. Można przy okazji odkryć nie doceniane dotąd talenty własne, małżonka czy dzieci. Ktoś może okazać się niezwykle spostrzegawczy i wyławiać z obrazków potrzebne szczegóły, albo nagle objawi się w rodzinie specjalista od łamania szyfrów.

Gdyby któraś zagadka okazała się zbyt dużym wyzwaniem, można zajrzeć do podpowiedzi umieszczonych w każdej książce. Są one zapieczętowane, żeby gracz nie trafił na nie przez przypadek, ale można z nich korzystać i to żadna ujma na honorze, bo zadania w tych książkach to nie jest wcale bułka z masłem.

Escape Quest to nie są łatwe ani banalne zagadki. Oczywiście w każdej z książek są prostsze i bardziej skomplikowane zadania, ale generalnie to rozrywka dla bystrej młodzieży w wieku 12+. Wypróbowaliśmy dwie książki z serii Escape Quest: „Sam w Salem” i „Świat wirtualny”. Ta pierwsza wydaje nam się nieco łatwiejsza, więc jeśli dopiero zaczynacie przygodę z tego typu grami, polecam tę właśnie na początek. „Świat wurtualny” to super zabawa dla bardziej zaawansowanych. Po tych dwóch na pewno sięgniemy po inne z tej serii.

Alicja w krainie słów (10+)

Świetną zabawę i gimnastykę umysłu zapewni też gra Alicja w krainie słów. Jest przeznaczona dla 3-8 graczy i może być znakomitą rozrywką dla całej rodziny. Tu liczy się refleks, koncentracja, zasób słów, umiejętność skojarzeń. 

Zasady gry są bardzo proste: gracze po kolei wypowiadają słowa związane z wcześniej wylosowanym tematem (np. ssaki, pociągi, kino czy muzyka klasyczna). Muszą szukać słów szybko, czas odmierza stojący na środku imbryk, który jest fajnym, dodającym grze atrakcyjności gadżetem – wszak to herbatka u Królowej Kier. A ponieważ królowa jest władczynią absolutną i lubiącą wydawać rozkazy, utrudnia zadanie zabraniając używania niektórych liter. Zakazane litery, podobnie jak temat, losuje się na początku każdej rundy. Np. zadanie w danej rundzie może polegać na znajdowaniu słów związanych z tematem „kosmos”, ale nie mogą one zawierać liter „k” i „a”. Gracz, który wypowie słowo zawierające zakazaną literę , albo nie poda słowa w wyznaczonym muzyką imbryka czasie, odpada z rundy. 

Tematy zostały tak pomyślane, by każdy miał szansę znać kojarzące się z nimi słowa. Do gry z dziećmi warto wybrać karty tematów ze specjalnym oznaczeniem, aby wyrównać szanse między młodszymi i starszymi graczami.

Gra ma wersję podstawową i dla bardziej zaawansowanych – można więc podnieść nieco poprzeczkę, ale gwarantuję, że już wersja podstawowa będzie ciekawym wyzwaniem dla całej rodziny (dla dorosłych też).

Papua (8+)

Gry, w których buduje się ścieżki, drogi, trasy czy ulice miasta należą do ulubionych w mojej rodzinie. Choć ich idea jest podobna, każda z tego typu gier, w jakie graliśmy ma swój indywidualny charakter i mechanikę. Kiedy więc odpakowaliśmy Papuę, od razu wiedzieliśmy, że to będzie świetna zabawa, a jednocześnie z ekscytacją wydłubywaliśmy z wytłoczek kolorowe elementy, oglądaliśmy karty zadań, żetony wulkanów, kartoniki mostów, cieszyliśmy się oryginalną czterościenną kostką. Papua polega na budowaniu mostów łączących wyspy. Każdy z graczy ma swoją kartę-mapę, na której znajdują się wyspy. Wszyscy gracze równocześnie budują na swoich kartach mosty tak, by połączyć nimi jak najwięcej wysp. Gracz, który jako pierwszy połączy wszystkie cztery wyspy na swojej karcie, woła „Papua” i tym radosnym okrzykiem kończy rundę. 

Każda karta gry ma dwie strony – trudniejszą i łatwiejszą, można więc dopasować rozgrywkę do poziomu graczy. Na przykład dorośli mogą grać stroną trudniejszą, dzieci łatwiejszą. W instrukcji jest też opisany dodatkowy łatwy wariant rozgrywki. 

Proste zasady gry sprawiają, że Papua jest idealna dla graczy, którzy dopiero rozpoczynają swoją planszówkową przygodę. Jednocześnie oryginalny pomysł, dopracowanie szczegółów i staranne wykonanie ucieszą graczy bardziej zaawansowanych. 

Nogi stonogi (4+)

A teraz coś dla najmłodszych graczy, choć nie tylko dla nich. Nogi stonogi to gra, w którą można wciągnąć już 4-5 latki, ale jest tak fajna, że i starsze dzieci oraz dorośli będą mieć frajdę z rozgrywek. Zasady są proste: trzeba z dostępnych elementów zbudować jak najdłuższą stonogę. Rzucamy kostkami, każdy gracz ma w swojej kolejce trzy rzuty, z których „komponuje” najkorzystniejszy dla siebie wynik. Wynik na kostkach wskazuje, jaki element spośród dostępnych na stole możemy wziąć do swojej stonogi. Elementy mają różną liczbę stonogowych nóg obutych w różne typy butów, więc aby dobrać np. klocek z trzema nogami w zielonych trampkach, musimy na kostkach wyrzucić przynajmniej trzy symbole zielonego trampka (złote słoneczka na kostkach zastępują dowolny but).

Rozgrywka jest niedługa i dynamiczna. Wymaga trochę kombinowania, uwagi i strategicznego myślenia, ale małolaty dadzą radę! Wszystkie elementy gry są bardzo ładne i miłe w dotyku – jako doświadczony gracz z wieloletnim stażem w planszówkach, zwracam na to uwagę, bo estetyka i staranność wykonania to dodatkowa przyjemność rozgrywki. Stonogi są przesympatyczne, a gra tak przyjemna, że choć jest sklasyfikowana jako 4+, to moja córka z przyjemnością schodzi z dumnych wyżyn swego prawie-nastoletniego wieku, by w nią pograć.

Używam słowa „planszówki”, żeby od razu było wiadomo, że mowa jest o grach niekomputerowych. Jednak świat „planszówek” jest bardzo różnorodny. Jak widzicie są tu i książki-escape roomy, i gry z rozmaitymi rekwizytami – kartami, planszami, żetonami. Każda inna. Są wspaniałym sposobem spędzenia czasu całą rodziną, albo z przyjaciółmi, w różnych konfiguracjach wiekowych. Taki wspólny czas wokół ciekawego wyzwania, z dala od komputera, to coś, czego potrzeba nam wszystkim – podczas pandemii i związanych z nią ograniczeń szczególnie, ale nie tylko. Bliskość i zabawa, która łączy wszystkich członków rodziny to coś, co jest ważne każdego dnia. Miejcie więc na nią czas. I sięgajcie po planszówki!

gry poleca: Elżbieta Manthey – założycielka Juniorowa, blogerka, dziennikarka, mama Marysi i Tymona. Propaguje wychowanie i edukację oparte na szacunku dla dzieci. Pasjonatka dobrej edukacji – tropi nowinki i nowoczesne pomysły edukacyjne, angażuje się w różnorodne działania na rzecz lepszej edukacji. Miłośniczka książek, również tych dla dzieci i młodzieży. Najlepiej odpoczywa odwiedzając ciekawe miejsca i doświadczając świata wspólnie z mężem i dziećmi.