Niezwykle widowiskowy, malowniczo położony i o bardzo ciekawej historii – rezydencja rodziny Tiele-Wincklerów w Mosznej to jeden z najbardziej efektownych zamków w Polsce. Jego wygląd to tylko jedna z jego wartości. Zamek w Mosznej ma również znaczenie symboliczne.

Domu nie stawia się na dziesięć – dwadzieścia lat, prawda? Ani nawet na pięćdziesiąt czy sto. Gdy decydujemy się na budowę domu, zakładamy, że będzie służył kolejnym pokoleniom naszej rodziny. A na jak długo stawia się zamek? Ogromną, kosztującą fortunę rezydencję z setkami pokoi i wielohektarowym parkiem? Na setki lat? Może nawet na milenium? Zamek w Mosznej miał być rodową siedzibą Tiele-Wincklerów po wsze czasy. Mieszkali w nim… niecałe osiemdziesiąt lat.

Na początku zamek w Mosznej wcale nie wyglądał, jak zamek. W 1866 roku Hubert von Tiele kupił nieduży, urokliwy, barokowy pałacyk zbudowany w połowie XVIII wieku. Pałacyk bez większych zmian służył rodzinie równo trzy dekady, aż do pożaru w 1896 roku. Dla ówczesnej głowy rodu, Franza-Huberta Tiele-Wincklera była to doskonała okazja, żeby to i owo w nim pozmieniać. Stać go było, Tiele-Wincklerowie byli potentatami przemysłowymi, należeli do dziesiątki najbogatszych niemieckich rodów. Najpierw powstało skrzydło wschodnie, a w latach 1911-13 skrzydło zachodnie. To drugie specjalnie na wizytę cesarza Niemiec. Niewielki pałacyk zmienił się w ogromny zamek.

Mieści się w nim trzysta sześćdziesiąt pięć pomieszczeń. Zdobi go dziewięćdziesiąt dziewięć strzelistych wież i wieżyczek oraz niezliczone kolumienki, balustradki, płaskorzeźby, rodowe herby i inne kamienne ornamenty.

Część środkowa to oryginalny barokowy pałacyk. Skrzydło wschodnie to neogotyk, zachodnie – neorenesans. Wokół stuhektarowy park z podłużną kamienną sadzawką leżącą na osi zamku. Zadziwia nie tylko wizualne bogactwo zamku, ale i spójność, w jaką połączono jego trzy style. Tyle, że jest to spójność w stylu „disneyowskim”. Gdyby bajkowe imperium chciało wybudować w Polsce swój kolejny Disney Park, to zamek już jest, wystarczy dostawić karuzele.

Czy Franz-Hubert Tiele-Winckler był człowiekiem pysznym? – zastanawiałem się wędrując po imponujących komnatach jego rezydencji – czy może gmach, który wzniósł, był koniecznym symbolem jego statusu społecznego? Niewątpliwie był nuworyszem. Podwaliny pod fortunę ułożył jego dziadek, zwykły górnik w kopalni srebra „Fryderyk” w Tarnowskich Górach, który piął się po szczeblach zawodowej drabiny, aż w końcu ożenił z wdową po właścicielu kopalni. Wraz z kopalnią otrzymał również tytuł szlachecki. Czy rodzina Tiele-Wincklerów miała wstęp na „stare” niemieckie salony? Czy może traktowano ich z uprzejmą wyższością, tolerując ich pieniądze, ale dając do zrozumienia, że nigdy nie staną się częścią ich świata? Jakie motywy kierują człowiekiem, który każe urządzić sobie gabinet do pracy o powierzchni kilkuset metrów kwadratowych?

Przemierzając zamkowe komnaty dręczyło mnie jeszcze jedno pytanie: co czuli Wincklerowie w 1945-tym, gdy pakowali najniezbędniejsze rzeczy w pospiesznej ucieczce przed Armią Czerwoną? O czym myśleli zostawiając swą pyszną siedzibę na pastwę żołnierzy, którzy wkrótce odarli ją z wszelkiego majątku, buciorami poniszczyli parkiety, a w salonach urządzili stajnię dla koni?

Zamek w Mosznej nosi liczne ślady swojej burzliwej historii. Wzniesiony z miodowo-karmelowego piaskowca, pokryty jest szaroburą patyną. Tylko dwie wieże wschodniego skrzydła doczekały się częściowego odnowienia i świecą czystością w kontraście do zaniedbanej reszty. Z wyposażenia ruchomego ostały się resztki: nieliczne szafy i fotele, pojedyncze wazy i półmiski. Plus potrzaskane końskimi podkowami marmurowe schody i ukruszone zębem czasu kamienne zdobienia fasady.

Do 2013 roku w zamku mieściło się Centrum Terapii Nerwic, które obecnie zajmuje położony nieopodal nowy gmach. Teraz zamek jest własnością Samorządu Województwa Opolskiego, które systematycznie odnawia kolejne pomieszczenia i uzupełnia ich wyposażenie.

Z początku pomyślałem, że dobrze by było odnowić go jak najszybciej, ale potem przyszła refleksja. Zamek w Mosznej – pokryty brudem, z pokruszonymi tynkami i rozgrabionym wyposażeniem – właśnie w takim stanie jest autentycznym świadectwem historii a jednocześnie swoistym „memento” dla wszystkich, którym rozdmuchane ego każe snuć plany sięgające gwiazd.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

INFORMACJE PRAKTYCZNE

Moszna leży 35 km na południowy zachód od Opola. Najwygodniejszy dojazd zapewnia autostrada A4, zjazd na węźle Opole-Południe (od Wrocławia) lub Gogolin (od Katowic) i potem drogami lokalnymi.

Przy zamku znajdują się dwa duże parkingi, jeden naprzeciwko kościoła w Mosznej (5 zł bez limitu czasu), drugi po przeciwnej stronie parku, tuż obok nowo wybudowanego Centrum Terapii Nerwic.

Za wstęp płacimy dwukrotnie: najpierw na teren parku (bilet rodzinny 2+2 kosztuje 19 zł) a potem za zwiedzanie zamku (z obowiązkowym przewodnikiem, cena biletu rodzinnego to 32 zł). Osobno płaci się za wejście na wieże (również z przewodnikiem).

Zwiedzanie zamku trwa ok. 45-60 minut. To optymalny czas dla juniorów, którzy nie znudzą się nadmiarem informacji i nie zmęczą wędrowaniem po niekończących się komnatach i korytarzach. W zamku mieści się hotel, który zajmuje znaczną część pomieszczeń, stąd taki krótki czas wycieczki.

Zwiedzający mogą posilić się w restauracji serwującej dania kuchni śląskiej, jest też kawiarnia mieszcząca się w efektownym westybulu z ogromnym kamiennym kominkiem i sufitem ozdobionym kasetonami z drzewa sandałowego.

Wokół zamku rozpościera się stuhektarowy park – idealny do spacerów i pikników.

www.moszna-zamek.pl

Zdjęcia: archiwum autora

Rodzinne wyprawy: Zamek w Mosznej
5 (100%) 2 głosów