„Męczyło mnie to wieczne czekanie na coś. (…) Dlaczego życie nie mogłoby się dziać tu i teraz?” – pyta Stella, bohaterka jednej z książek, do których lektury chciałabym zachęcić. Będą to opowieści o dziecięcej samotności, zagubieniu, stałym i dojmującym poczuciu braku… O pewnym zawieszeniu w czasie, byciu nie na miejscu i nie u siebie, a w końcu o poszukiwaniu. Można o tym mówić nawiązując do faktów, jak zrobił to Rafał Witek lub tworząc historię baśniową i magiczną, jak Mårten Sandén. W obu przypadkach jest poruszająco i ciekawie.

Wspomniany Rafał Witek jest autorem Chłopca z Lampedusy – książki, która dotrzymuje kroku pozostałym publikacjom serii: Wojny Dorosłych – Historie Dzieci wydawnictwa Literatura. Opowieść została oparta na prawdziwej historii, która miała miejsce w lutym 2015 r., gdy do włoskiej wyspy Lampedusa samotnie przypłynął z Erytrei dziesięcioletni chłopiec. Przypadkiem odnajduje go Andżelika – dziewczynka z Polski, która we Włoszech przebywa od jakiegoś czasu, wciąż jeszcze czuje się tam trochę obco (jej mama to emigrantka zarobkowa). W pomoc chłopcu angażuje się niespodziewanie na pozór niesympatyczna signora Ragusa, u której mieszkają Andżelika i jej mama, oraz burmistrz, pan Pallaferi. Wraz z żoną zobowiązuje się on do opieki nad chłopcem do czasu, gdy wyjaśni się jego sytuacja. Tymczasowo mały uchodźca jest bezpieczny, ale jak zauważa Andżelika: „Wydawało się, że dorośli grają w jakąś skomplikowaną grę, w której Tandżin jest tylko pionkiem zależnym od tego, jak upadnie kostka rzucona przez tego czy innego urzędnika”. Jak potoczą się jego losy?

Książkę wspaniale zilustrowała Joanna Rusinek (być może niektórzy już czytali i oglądali jej i Jarosława Mikołajewskiego Wędrówkę Nabu). Pięknie i wiarygodnie oddane zostały trudne, zmieniające się emocje dziewczynki względem Tandżina – od niechęci i niezrozumienia do współczucia i przyjaźni. Warto zatrzymać się przy rysunku morza, które odbija się w lornetce jak w oczach Andżeliki: „Było w morzu coś takiego, co nie pozwalało jej poczuć się zwyczajnie. Obecność tej masy wody wokół – jej zapach i szum – sprawiała, że codzienne życie nabierało innego koloru, oblekało się lśniąca otoczką tajemnicy, obietnicy, oczekiwania…”. Jaką tajemnicę skrywa Tandżin i kim jest? Policjant nazywa go nielegalnym uchodźcą, ale dla Andżeliki to puste słowa, bo przecież chłopiec po prostu „wziął się… z morza”. A dzięki przyjaźni z nim brudne pudełko po jogurcie z niezwykłym nasionkiem z jego ojczyzny stało się skarbem – „U nas taka palma to życie. Ty uratowałaś moje życie, więc nasionko należy do ciebie”. Chłopiec z Lampedusy to kolejna książka na temat uchodźców w wieku szkolnym, którzy nie rozumieją całego kontekstu sytuacji, w której się znaleźli – wiedzą tylko, że po przyjściu do ich domu żołnierzy muszą uciekać.

Na ucieczkę decydują się również bohaterowie Świąt dzieci z dachów. Stella, Mago i Issa uciekają z domu dziecka, żeby spotkać się z tatą jednego z nich i razem z nim zamieszkać. Ich samotność rzuca się w oczy zagadkowej Piranii („ – Skąd wiesz, że jesteśmy z domu dziecka? (…) To się widzi po oczach (…) Jeśli się wie, czego szukać”) i jej bratu Rustanowi, przywódcy dzieci z dachów. Jak się okazuje, zanim pomogą sobie, wezmą udział w ratowaniu kogoś bardzo ważnego dla wszystkich dzieci na świecie. Mårten Sandén stworzył tajemniczą zimową opowieść zamkniętą w 24 rozdziałach, z których każdy wnosi nowe szczegóły. Jej akcja rozpoczyna się, gdy uciekinierzy z sierocińca docierają do Dworca Centralnego w Sztokholmie. Stella, której imię znaczy gwiazda, czarodziejska Mago oraz niezwykły Issa dowiadują się, że nieprzypadkowo pojawili się tam właśnie w tym miejscu i czasie…

Dzieci zamieszkują tymczasowo u Miriam, która zdaje się czuwać nad wszystkim i z którą tak łatwo się rozmawia. Poznany na dworcu bezdomny Niklasson potrzebuje pomocy – wszystko zapomniał, a dzieci niczym detektywi szukają śladów jego pamięci. Ktoś, kto nie ma rodziców ani nikogo bliskiego, jak Stella, doskonale rozumie, jak to jest czuć się pozbawionym własnej historii i tożsamości: „Ja też nie miałam w pamięci żadnego innego życia – od zawsze mieszkałam w domu dziecka”. W opowieści, w której magia przeplata się z rzeczywistością, obok Niklassona pojawiają się kolejne postaci – napowietrzni bieguni i niebezpieczny Von Stump. Wychodzą na jaw kolejne szczegóły, a od rozwiązania zagadka bardzo dużo zależy…

Jak się okazuje nawet ten, kto pozornie nic nie posiada, może pomóc innym i dać coś od siebie. Wtedy zaczynają działać czary i magia, uruchamia się wiara w cuda. W ten baśniowy klimat wpisują się niezwykłe ilustracje Liny Bodén. To rysunki pozbawione ostrych kresek, na których przeważa szarość; cieniowane i rozmazane kontury potęgują wrażenie nierzeczywistości. Z kolei kolorowe elementy podkreślają kontrast między samotnością dzieci i panującą wokół radością ze Świąt. Ich czy są poważne i smutne. To wszystko tworzy aurę tęsknoty i nostalgii, ale ta opowieść jest również kojąca. „Zabawa rodziną z domku zawsze mi pomagała” – zwierza się Stella, która dostanie na Święta coś, w co chyba przestała wierzyć…

c

Chłopiec z Lampedusy

Rafał Witek

ilustracje: Joanna Rusinek

Wydawnictwo Literatura

kategoria wiekowa: 7+

Książka pod patronatem medialnym Juniorowa

c

Święta dzieci z dachów

Mårten Sandén

ilustracje: Lina Bodén

Wydawnictwo Zakamarki

kategoria wiekowa: 6+

c

Joanna Maj-Kirsz

recenzuje: Joanna Maj-Kirsz – absolwentka polonistyki i filozofii, nauczycielka. Jest przekonana, że dobra literatura dedykowana dzieciom może przynieść wiele korzyści również dorosłym. Pisanie o niej sprawia jej satysfakcję i przyjemność. Lubi kawę, LP3 i poznawanie nowych miejsc. Spełnia się rodzinnie.

Polecamy książki dla juniorów – dwie historie bardzo międzyludzkie
Możesz ocenić ten artykuł