Gdybym miała powiedzieć jednym zdaniem, co było dla mnie najważniejsze w szkole (wtedy kiedy byłam uczennicą), powiedziałabym: to, co działo się na przerwach. Oczywiście podczas lekcji nauczyłam się sporo – czytać Prousta, rozwiązywać równania z jedną i dwiema niewiadomymi, rozumieć co nieco po francusku, orientować się na mapie Polski, a nawet całego świata, dostrzegać powiązania między faktami historycznymi… Wiedza ma znaczenie – pasła mój rozwijający się intelekt i pozwalała mi zadomowić się w świecie. Ale kiedy myślę o tym, co mnie ukształtowało jako człowieka, to byli to przede wszystkim ludzie – nauczyciele, koleżanki, koledzy, przyjaciele – oraz to, co mogłam robić oprócz zdobywania wiedzy.

Nie spotkałam w swoim szkolnym życiu idealnego nauczyciela. Spotkałam kilku inspirujących i ciekawych, ale nie byli idealni. Ci, od których dostałam najwięcej, mieli też i największe słabości. Wędrówki z plecakiem po górach, które na wiele lat stały się moją pasją dostałam od geografa-alkoholika, popijającego na przerwach w kantorku z mapami. Pasję pisania, myślenia i niezgody na szablony dostałam od polonisty, który nie szczędził złośliwości i pogardliwych uwag. Śmiałość do majsterkowania, młotka i śrubokrętów oraz upodobanie do szydełkowania i haftu zakiełkowały we mnie podczas zajęć z najsztywniejszą i najbardziej oschłą nauczycielką w szkole. Nie, to nie byli mili i „łatwi” ludzie, ale to właśnie zderzanie się z nimi mnie kształtowało. Oczywiście miłych też spotkałam. Tworzyli przyjazną atmosferę, w której mogłam czuć się akceptowana, ceniona i bezpieczna. Byli jak lina asekuracyjna kiedy siłowałam się z wyzwaniami. Byli też tacy, którzy wnieśli w moje życie wyłącznie frustrację i złość, jak pan od francuskiego, nazywając „plagiacikiem” potężny referat, który pisałam (samodzielnie i z głowy) przez kilkanaście godzin, bo podeszłam do tematu twórczo i ambitnie. Więcej nie podchodziłam do języka francuskiego ani twórczo, ani ambitnie.

Szkoła była miejscem nauki, ale to, co naprawdę istotne działo się pomiędzy lekcjami. Tworzenie radiowęzła, robienie szkolnej gazety, wojowanie o uczniowskie prawa w samorządzie, niezwykle twórcze pomysły, które realizowaliśmy wspólnie, zespołowo, bez nauczycielskiego nadzoru czy choćby przewodnictwa. Wymyślaliśmy coś i tylko pytaliśmy dyrektora, albo któregoś z nauczycieli, czy możemy zrealizować to w szkole. Zwykle mogliśmy. Sprawczość, inicjatywa, planowanie, zdobywanie środków, wyznaczanie celu i dążenie do niego – tego wszystkiego nauczyłam się w szkolnej przestrzeni.

Nie chodziłam do wyjątkowych szkół, ani nie miałam wyjątkowych nauczycieli. Bywało nudno, trudno, znojnie, niesprawiedliwie, bezsilnie, gorzko, słabo… Kolejne lata wędrowania przez dorosłość okazały się jednak sitem, które odcedziło cały ten szlam. Zostało na nim to, co było naprawdę istotne – jak bryłki złota: kilka większych, sporo mniejszych i wiele całkiem maleńkich drobin. Doświadczenia, które zostawiły ślad, inspiracje, które prowokowały do rozwoju, okazje, które wykorzystałam, relacje, które wzmacniały, ludzie, którzy we mnie wierzyli, kierunki, które zostały mi podpowiedziane, wyzwania, które wyzwoliły talenty i pasje. Reszta się nie liczy.

Czy to znaczy, że możemy zgodzić się na szkolną bylejakość, bo nasze dzieci i tak coś tam dobrego ze szkolnych lat wyniosą? Nie! Zróbmy co w naszej mocy, by na ich sicie grudek złota było jak najwięcej, żeby szkolne doświadczenia były dla nich wartościowym zasobem na całe życie. Kiedy myślę o swoich szkolnych latach, przyjmuję z wdzięcznością to, co mi dały. Ale też gdzieś w kącie głowy snuje się myśl, kim mogłabym być, gdyby moje szkolne doświadczenia były inne, bardziej budujące, bardziej wspierające, bardziej wypełnione akceptacją. Jak wielkie mogłyby mi urosnąć skrzydła? Może nie miałabym tylu wątpliwości, czy to, co robię jest wartościowe? Może nie spędziłabym kilkunastu lat w korporacji, próbując wpasować się w obowiązujący mainstream? Może zamiast tego od razu odważnie poszłabym ścieżką, która najbardziej mnie wołała? Może nie budowałabym przez lata poczucia własnej wartości na opiniach innych? Może byłabym w dorosłym życiu odważniejsza? Może pewne ważne procesy dojrzewania przebiegłyby szybciej, łatwiej, albo lepiej?

Więc nie, nie zgadzajmy się na szkolę jaka jest, jeśli czujemy i widzimy, że nie jest taka, jak być powinna. Doceniajmy to, co dobre, ale nie wahajmy się zmieniać tego, co niewystarczające.

A czego Ciebie nauczyła szkoła? Jak wspominasz tamten czas? Co było ważne, a co zupełnie nie? Co w Tobie zostało? Jest okazja, by się temu uważnie przyjrzeć – konkurs „Szkoła życia” organizowany przez Fundację na rzecz Wielkich Historii, którego partnerem jest Juniorowo. Opowiedz w nim swoją szkolną historię.

Organizując Szkołę życia stawiamy otwarte pytanie o to, gdzie i czego nauczyliśmy się, gdy dojrzewaliśmy, co miało na nas największy wpływ. Co się wydarzyło, co przeżyliśmy, kto sprawił, że dziś jesteśmy tym, kim jesteśmy. Jakie lekcje życia pobraliśmy jako nastolatkowie? Gdzie w tym wszystkim było/ jest miejsce szkoły? – mówi Maciej Piwowarczuk – prezes Fundacji.

Konkurs jest projektem, do którego Fundacja zaprasza mieszkańców całej Polski. Starszych i młodszych, tych, którzy są w szkole i tych, którzy ten okres mają już za sobą. Fundacja zachęca do opisania i podzielenia się historiami z okresu dojrzewania. Na najbardziej inspirujące czekają atrakcyjne nagrody finansowe oraz publikacja w formie książkowej.

Prace przyjmowane są do 30 września 2021r. w 3 kategoriach – Wawer (prace związane z jedną z dzielnic Warszawy), Debiut – prace autorów niepublikowanych wcześniej oraz w kategorii Otwartej. W konkursie mogą brać udział osoby, które ukończyły 14 lat. Prace konkursowe należy przesłać do 30.09.2021 roku na adres: murowanka@wielkiehistorie.pl.

Prace konkursowe będą oceniane przez czteroosobowe Jury, w skład którego wchodzą Justyna Suchecka – dziennikarka, laureatka nagrody Grand Press, autorka książki „Young power! 30 historii o tym, jak młodzi zmieniają świat”; Paweł Goźliński (przewodniczący) – redaktor naczelny wydawnictwa Agora, współtwórca Instytutu Reportażu, redaktor i autor powieści; Norbert Szczepański – burmistrz dzielnicy Wawer oraz Maciej Piwowarczuk – prezes Fundacji na rzecz Wielkich Historii.

Organizatorem Szkoły życia – konkursu literackiego jest Fundacja na rzecz Wielkich Historii. Fundacja prowadzi programy edukacyjne, w których uczy historii przez jej doświadczenie. W codziennej pracy sięga po nowe technologie i angażujące narzędzia, odkrywając przeszłość na nowo. Konkurs jest współfinansowany przez Urząd m. st. Warszawy Dzielnica Wawer.

Więcej informacji i regulamin konkursu znajdziecie na szkola.zycia.org.pl

No więc? Jak opowiesz o swojej „Szkole życia”?