W szkole moich dzieci niedawno zniesiono obowiązkowe prace domowe. To duża zmiana, wywołująca różne reakcje wśród nauczycieli i rodziców. Można się było spodziewać, że nauczyciele będą pełni wątpliwości, przynajmniej niektórzy, jednak równie duży, a może nawet większy opór wobec proponowanej zmiany widać wśród rodziców. Wydaje się to zaskakujące i rozczarowujące – jak to, rodzice nie chcą, żeby ich dzieci miały mniej obciążeń? Jednak kiedy się bliżej przyjrzeć, można to zrozumieć. Pomógł mi w tym niebieski storczyk.

Na mapie mojej  świadomości nie ma sztucznych kwiatów. No nie istnieją dla mnie i już.  Kiedy z okazji Dnia Matki dostałam storczyk, owszem przez moment przemknęło mi z tyłu głowy, że jest sztuczny, bo taki był idealny i w dodatku niebieski, jednak skasowałam tę myśl natychmiast. W jej miejsce zaczęłam generować argumenty przemawiające za opcją przeciwną. Po pierwsze mój mąż (który pomagał dzieciom w zakupach na Dzień Matki) wie, że nie uznaję sztucznych kwiatów. On by mi przecież tego nie zrobił. Po drugie doniczka jest ceramiczna (jak by to miało jakikolwiek związek!). Po trzecie to na pewno przez ten celofan takie wrażenie. I po czwarte – jest taki niebieski, bo wykąpany w atramencie. Teraz nie takie rzeczy robią z kwiatami…

Kwiaty nie mają u mnie łatwo. Przetrwać są w stanie tylko te najmniej wymagające. Ale o storczyk z okazji Dnia Matki postanowiłam się zatroszczyć. Poczytałam sobie o nim, postawiłam gdzie lubi i podlewałam czym lubi. Mąż też. Coś jednak nie dawało mi spokoju.  W tak zwanym międzyczasie zdarzyło mi się robić zakupy w jednym z marketów.  Przy wejściu stały storczyki. Dotykałam ich kwiatów i liści, żeby potem porównać z moim storczykiem w domu…

– Dotknij tych kwiatów. Są z materiału. – mówiłam do męża.

– Dotknij tych liści. Są prawdziwe – odpowiadał.

I tak sobie macaliśmy ten storczyk aż do wakacji.

 W lipcu, jak co roku, pojechałam z dziećmi do naszego domku nad morzem. Zdarzało mi się wpadać na chwilę do domu. Za każdym razem zastanawiałam się, dlaczego wszystkie kwiaty takie „zmęczone” a TEN (storczyk) stoi.  Widać mąż wziął sobie do serca, że ma o niego dbać podczas mojej nieobecności – znalazłam sobie racjonalne wytłumaczenie.

W sierpniu malowaliśmy dzieciom pokój. Za każdym razem niezmiennie zadziwia mnie fakt, ile zabawek, książek i nie wiadomo czego wszystkiego tam się mieści. Zaczęliśmy to wszystko wynosić i układać gdzie się dało. Na parapetach też.  Obok storczyka też.  I wtedy przypadkiem zahaczyłam go. Storczyk przewrócił się, a na mnie… wylała się cała woda, którą go podlewałam, a która nie zdążyła odparować z tej ceramicznej doniczki. Wtedy też zobaczyłam zielone, brzydkie, nie wykończone, plastikowe koszyczki płatków… Pokazałam je mężowi. Teraz nie było już wątpliwości. Reakcja mojego męża – bezcenna:  „Jak ja to powiem mojej mamie!”. Teściowa bowiem też została obdarowana storczykiem z okazji Dnia Matki. I też, jak ja, skrupulatnie go podlewała.

Szkoła moich dzieci zniosła (na razie na próbę) obowiązek pisemnych zadań domowych. Kibicuję temu projektowi bardziej niż Lewandowskiemu, ponieważ uważam, że jest to odważna próba zmierzenia się z jednym z największych szkolnych stereotypów i widzę w tym duży krok na drodze w rozwoju szkoły. Próba trwa a opór wśród rodziców rośnie. Dlatego zaproponowałam Dyrekcji wsparcie w przekonaniu tych rodziców, którzy mają wątpliwości. Przygotowuję więc debatę i od pewnego czasu zbieram argumenty ZA i PRZECIW. Te ZA są dla mnie oczywiste. Potwierdzają je badania i zwykła codzienna obserwacja. Na argumenty PRZECIW robiłam coraz większe oczy. I wtedy przypomniała mi się moja historia ze storczykiem. Skoro mogłam zlekceważyć intuicję, zaprzeczać własnym zmysłom, używać mózgu tylko w ustawieniu „autopilot” i przez trzy miesiące podlewać sztuczny kwiat…, to czego mogę oczekiwać od ludzi, którzy właśnie mierzą się ze swoim widzeniem szkoły, z tym, co było zawsze, ze swoimi przekonaniami i lękami o przyszłość własnych dzieci? Zmiana ich myślenia na pewno potrwa dłużej niż trzy miesiące. Dlatego trzeba dać czasowi czas.

Ilu z nas rodziców jest jeszcze w fazie zaprzeczenia? A ilu dotyka już storczyki w okolicznych marketach? Ilu szykuje się do malowania i nawet nie przypuszcza, co się za chwilę stanie? Tego nie wiem. Ale wiem, że kombinuję dalej, jak znaleźć w szkole wszystkie sztuczne kwiaty i zacząć podlewać tylko te prawdziwe…

c

autorka: Dorota Trynks – właściciel i metodyk Akademii Nauki w Szczecinie, germanistka, trener efektywnego uczenia się, certyfikowany trener kadr systemu oświaty, wspiera szkoły w rozwoju, w odejściu od kultury nauczania na rzecz kultury uczenia się i rozwoju potencjału. Mama dwójki dzieci w wieku szkolnym.

O podlewaniu sztucznego storczyka, czyli zmiany w szkole i opór rodziców
4 (80%) 6 głosów