Wiecie, co to są clickbaity? To takie chwytliwe tytuły artykułów wabiące czytelników sensacyjną treścią. Kliknij, na pewno się zaciekawisz. A że sama treść dotyczy czegoś zupełnie innego i rozczarowuje, to nie ważne. Ważne że czytelnik dał się nabrać i kliknął – kolejny punkt do statystyki odsłon.

Tytuł książki Joanny Rudniańskiej„Kotka Brygidy” – jest trochę takim clickbaitem. Wszyscy lubimy historie o kotach, prawda? W końcu internet wynaleziono po to, żeby oglądać śmieszne koty! Jednak gdy zaczynamy zagłębiać się w tę historię, okazuje się, że jest ona o czymś zupełnie innym, niż się spodziewamy.

Podejrzewam, że Joanna Rudniańska użyła tej techniki świadomie, ale nie dlatego, żeby nas oszukać, ale żeby zwabić do historii, którą wielu z nas by ominęło. Jest to bowiem historia bolesna i głęboko poruszająca. To wojna widziana oczami dziecka – Helenki, która we wrześniu 1939 roku ma sześć lat. Która początkowo jest przekonana że wojna polega na walce z samolotami zrzucającymi bomby zapalające. Która Niemców kojarzy z sympatycznym wujkiem Erykiem mieszkającym w Berlinie i wysyłającym jej przepyszne czekoladowe bombonierki. Która lubi wspinać się na morwę rosnącą na podwórzu ich domu i obserwować wieże trzech pobliskich, sąsiadujących ze sobą świątyń: kościoła, cerkwi i synagogi. Która jest przekonana, że Trójca Święta to trzej Bogowie, do których modlą się katolicy, prawosławni i Żydzi.

Helena obserwuje. Jak na ramionach znajomych jej rodziców pojawiają się dziwne opaski z niebieską gwiazdą. „To magiczna opaska, kto ją nosi, widzi to, czego inni nie widzą” – tłumaczy jej Tomek, sympatyczny chłopak z sąsiedztwa, który chce się z nią kiedyś ożenić. Helena wkłada opaskę i obserwuje, jak wzrok ludzi twardnieje a twarze tężeją w grymasie niechęci.

Helena pyta rodziców o opaski, a także o wujka Eryka, który zjawił się w domu rodziców wkrótce po kapitulacji. O to, czym jest volkslista, o której rozmawiali i dlaczego tata wyprosił wujka z domu. Ale rodzice odpowiadają niechętnie. Może są przytłoczeni wojną, może uważają, że to zbyt poważne sprawy dla sześcioletniego dziecka?

Kotka Brygidy zjawia się w życiu Helenki, gdy Brygida odchodzi do getta. W getcie nie ma miejsca dla kotów. Dla ludzi zresztą też – gnieżdżą się w kilka, kilkanaście osób w każdym pokoju. Brakuje jedzenia, lekarstw, brakuje wszystkiego. Niektórzy stamtąd uciekają. W domu Helenki pojawiają się dorośli i dzieci, którymi zajmują się jej rodzice. Starają zmienić wygląd, uczą paciorków i wysyłają gdzieś dalej. A potem zjawia się pan Kamil, były pracownik ojca, który najpierw mieszka u nich na strychu, a gdy rośnie obawa, że sąsiedzi doniosą, w wykopanej w ziemi norze, w której może tylko leżeć i z której wychodzi nocami. Pan Kamil przetrwa wojnę, ale do końca życia nie będzie już mógł spać w zamkniętych pomieszczeniach. Brygida jest siostrą pana Kamila. Gdy Helenka jedzie tramwajem przez getto, kotka, która podróżuje z nią w tornistrze, wyskakuje i biegnie jej szukać. „Muszę ją uratować” – mówi do Helenki, bo kotka Brygidy potrafi mówić. Ale tylko do Helenki.

A potem getto płonie, a rok później w Warszawie wybucha powstanie, co Helenka obserwuje z prawego brzegu Wisły, bo ich dom mieści się na Pradze. A potem pan Kamil wypełza ze swej nory. A potem mija wiele wiele lat i nie wiadomo kiedy Helenka jest już starą, samotną kobietą. Nigdy nie wyszła za mąż – w końcu obiecała wyjść za Tomka, ale on zginął w getcie i nie zwolnił jej z przyrzeczenia. Mieszka sama z siedmioma kotami i nie stać ją na czynsz. Aż nagle w jej życiu znów pojawia się kotka Brygidy i znów zaczyna do niej mówić. A potem…

To dobrze, że „Kotka Brygity” ma tytuł sugerujący zupełnie inną historię. Nie mam pewności, czy gdybym wiedział, o czym opowiada, to bym się zdecydował ją przeczytać. Jest zbyt bolesna, zbyt przejmująca, zbyt… prawdziwa. Ale przeczytałem ją i ani trochę tego nie żałuję, bo już dawno lektura nie poruszyła mnie tak głęboko. Pytanie, czy jest to książka dla dzieci? Na okładce widnieje sugestia, że przeznaczona jest dla czytelnika w wieku od 13 lat. Jeśli więc kiedyś będziecie chcieli wytłumaczyć dzieciom, czym jest wojna, podsuńcie im „Kotkę Brygidy” zamiast „Czterech pancernych i psa”. Ale przede wszystkim sięgnijcie po nią sami. Warto, żeby dorośli czasami przejrzeli półki z literaturą dziecięcą – dla siebie.


Wojciech Musiał – z wykształcenia jestem nauczycielem języka angielskiego, Od lat pracuję jako dziennikarz radiowy, m.in. w Radiu Kraków, RMF Classic i Złotych Przebojach. Jestem ojcem Stasia i Zosi. Lubię tematy związane ze zdrowiem, rodzinnym podróżowaniem, a szczególnie bliski jest mi temat stymulowania dziecięcej samodzielności. Poza tym lubię jazz, jogę i święty spokój. Nie znoszę braku poczucia humoru, hałasu a także specyficznego  zapachu, który powstaje z połączenia wystygłej herbaty z ogryzkiem od jabłka.

 

Kotka Brygidy

Autor: Joanna Rudniańska

Ilustracje: Ewa Mędrek

Wydawnictwo Muchomor

 

„Kotka Brygidy” – wojna widziana oczami dziecka
4.7 (93.33%) 3 głosów