Klaps wymierzony dziecku, które nie chciało zjeść obiadu. To nie jest tylko przemoc fizyczna. Klaps jest jak eksplozja – swoją siłą rażenia sięga szeroko: rani psychikę dziecka, ale i ojca, który go wymierzył, rani matkę, która była jego świadkiem i wszystkich, których dotknęła lub dotknie uwolniona tym czynem negatywna energia. Jego konsekwencje będą rozchodziły się jak echo – teraz i w przyszłości.

Na polu namiotowym, na którym spędziliśmy tegoroczne wakacje, był bar serwujący ciepłe posiłki. Na zewnątrz kilkanaście stołów, przy jednym z nich rodzina: tata i mama oraz dziecko, na oko trzy- czteroletnie. Na talerzach obiad: kotlet, frytki, zestaw surówek. Chłopiec grymasi: nie chce kotleta, nie chce surówek, frytek też nie chce. Mama usiłuje go przekonać, że musi zjeść obiadek, żeby miał siły do zabawy i podtyka jedzenie pod nos. Dziecko wykręca głowę i zaczyna płakać. Tata siedzi z kamienną twarzą, tylko szczęki mu drgają. Chłopiec płacze coraz mocniej. Nagle tata podrywa się z miejsca, chwyta malca, przekłada przez kolano i wymierza trzy mocne klapsy. „Teraz masz powód do płaczu!” – wykrzykuje i odstawia syna na ławkę. Chłopiec wyje, matka skamieniała, ojciec rzuca widelcem o stół i odchodzi szybkim krokiem.

Dziecko płacze jeszcze kilka minut, w końcu powoli się uspokaja i zaczyna zjadać porcje podsuwane przez mamę. Wtedy wraca tata. Bierze syna na kolana, przytula i całuje po głowie. „No widzisz, teraz tata cię kocha” – mówi. Koniec sceny.

Chłopiec albo nie był głodny, albo nie miał ochoty na jedzenie, które próbowano mu wmusić. Może był zmęczony, może przeciwnie – podekscytowany, może niedawno zjadł loda – jak to dziecko, jak to na wakacjach. Powiedział „nie” zupełnie jak osoba dorosła, która w takiej sytuacji zwykle mówi: nie jestem głodny, nie będę jadł, dziękuję. W przypadku dorosłego to kończy sprawę. Jednak od dziecka rodzice nie przyjęli odmowy do wiadomości i zaczęli wmuszać w malca jedzenie. Efekt? Dziecko zaczęło się bronić w jedyny znany sobie sposób: płaczem. I w tym momencie zostało uderzone. 

Klaps boli fizycznie, ale wywołuje też poważne i długofalowe skutki psychiczne. 

Negacja uczuć. Chłopiec został uderzony, bo jego ojcu nie spodobało się to, co odczuwał. A to oznacza, że w dziecku rodzi się przekonanie, że jego odczucia są złe. Przecież ukarał go największy autorytet na świecie, człowiek, który wie wszystko i zawsze ma rację. „A więc – myśli chłopiec – to ze mną jest coś nie tak. To ja sam jestem zły”. Poczucie własnej wartości dziecka maleje, rosną za to kompleksy. Wkrótce chłopiec przestanie zdradzać się z tym, co naprawdę czuje, zamiast tego będzie starał się zachować tak, żeby zaspokoić oczekiwania ojca. Pęknięcie wywołane klapsem będzie się powiększać.

Utrata zaufania. Dziecko zostało uderzone przez najbliższą sobie osobę: własnego rodzica. Człowieka, który powinien chronić go przed niebezpieczeństwami i uczyć reguł rządzących światem. Człowieka, który w założeniu powinien być opoką. Tymczasem najbardziej zaufana osoba na świecie powoduje ból i strach. Wkrótce dziecko przestaje traktować dom jak bezpieczną przystań, a rodziców jak przyjaciół. Akceptacji poszuka gdzie indziej. 

Powielanie wzorca. Dzieci uczą się świata przez naśladowanie. Jeśli więc zobaczą, że problemy można rozwiązać przemocą, będą zachowywać się tak samo: uderzą towarzysza zabaw w piaskownicy, żeby zdobyć jego łopatkę. Kopną psa, który ciągnie smycz. Wrzasną na kolegę, który zdradził się, że woli inną muzykę. Aż w końcu, po latach, dadzą klapsa własnym dzieciom, gdy te odmówią kotleta i zestawu surówek. I tak to się ciągnie z pokolenia na pokolenie. 

Przemoc fizyczna nie jest żadnym rozwiązaniem. Żadnym. Jest wyłącznie oznaką frustracji rodziców. Eksplozją złej energii raniącą dziecko i wszystkich wokół. Również samych rodziców, bo gdy emocje opadną, pojawi się nieznośne poczucie winy. Wakacje, które miały być dla tej rodziny czasem relaksu i okazją do naładowania akumulatorów, przyniosły napięcie i frustrację. Ci ludzie najprawdopodobniej wrócą do domu sfrustrowani i zmęczeni. I podatni na kolejne wybuchy złej energii…

Siedziałem przy sąsiednim stoliku i skamieniały obserwowałem tę scenę znad własnego talerza. Chciałem wstać i zapytać porywczego ojca: Czy innych też bijesz, gdy pojawia się problem? Czy walisz po twarzach swoich kolegów z pracy? A może upierdliwemu klientowi wymierzasz cios w brzuch? Nie? Więc dlaczego bijesz własnego syna, zamiast rozwiązać problem na spokojnie?

Nie wstałem, nie podszedłem, nie zapytałem. Przestraszyłem się kłótni z nabuzowanym złą energią facetem. Zabrakło mi odwagi. Mam wyrzuty sumienia. Stałem się, podobnie jak inni świadkowie, ofiarą, która oberwała rykoszetem, choć rzecz jasna moja rana to nic w porównaniu z tym, co spotkało tego chłopczyka. To jedynie przykład, że zła energia dosięga wszystkich i oblepia brudem jak błoto. Klaps ma większą siłę rażenia, niż nam się wydaje.

 

foto: flickr

Klaps i jego siła rażenia
5 (100%) 3 głosów