Fobia szkolna to nie jest zwykła niechęć, czy nielubienie szkoły, nie jest lenistwem, ani przejawem buntu. Jest lękiem dziecka, który musimy zrozumieć. Rozmawiałam o tym z psycholożką Kamilą Olgą Stępień-Rejszel, która dokładnie wyjaśnia zjawisko fobii szkolnej i – szerzej – zaburzeń lękowych u dzieci oraz podpowiada, jak sobie z nimi poradzić.
(nagranie wideo całej rozmowy znajdziesz pod artykułem)
„Mamo, ja nie mogę iść do szkoły. Nie jestem w stanie, nie wytrzymam tam”. To nie jest zdanie o „nie chce mi się” ani o tym, że dziecko nie przygotowało się do lekcji i próbuje uniknąć odpowiedzialności. W pierwszej chwili pewnie chcielibyśmy tak myśleć – że to tylko wymówka, bo wtedy wystarczyłaby perswazja, presja, krótka rozmowa, negocjacje – rodzice stosują różne strategie, by szybko postawić dziecko na z góry ustalonych torach, aby machina precyzyjnie zaplanowanego dnia, tygodnia toczyła się dalej. Stosujemy je odruchowo, rozpędzeni, wykonując kolejne zadania niemal automatycznie – mycie, ubieranie, śniadanie, wyrzucić śmieci po drodze, samochód, ta sama co zwykle trasa do pracy… Ten stały rytm jest jak stukot kół pociągu – nieco hipnotyzujący, sprawiający, że odpływamy myślami z tu i teraz. „Nie wytrzymam w szkole, nie mogę tam iść” wypowiedziane przez dziecko jest jak pociągnięcie za hamulec. A przynajmniej powinno być. Bo jest sygnałem, że dziecko potrzebuje naszej pomocy.
Czym jest fobia szkolna?
Powtórzę raz jeszcze, bo to ogromnie ważne: fobia szkolna to nie jest „niechęć do szkoły” ani „lenistwo”. To intensywny lęk, który sprawia, że dziecko fizycznie i psychicznie nie jest w stanie przekroczyć progu szkoły.
Kamila Olga Stępień-Rejszel wyjaśnia, że u młodszych dzieci, tych sześcio-, siedmioletnich, główną przyczyną fobii szkolnej są obawy związane z rozstaniem z rodzicami – lęk separacyjny. Dziecko boi się, że mama nie wróci, że coś złego się wydarzy, gdy będzie daleko od domu, z dala od rodziców nie czuje się bezpiecznie. To przerażenie rozstania z bezpieczną przystanią, jaką są rodzice. Natomiast u starszych dzieci i nastolatków pod fobią szkolną kryje się lęk społeczny – przed oceną rówieśników i nauczycieli, przed ośmieszeniem, odrzuceniem, niedopasowaniem do grupy. To paradoksalny i dla nastolatka szczególnie bolesny stan: z jednej strony pragnienie bycia z innymi i przynależności do grupy rówieśników jest jedną z głównych sił rządzących okresem dojrzewania; z drugiej – nastolatek czuje gigantyczną, paraliżującą wręcz obawę przed wejściem w grupę. To emocjonalne rozdwojenie może być nie do zniesienia i może przepalić nerwowe bezpieczniki.
Bardzo jasno opisują fobię szkolną Stefano Vicari i Maria Pontillo w książce “Jutro zostaję w domu”. To nieduża, ale ogromnie ważna książka, w której znalazłam wszystko, czego potrzebuje rodzic, by zrozumieć fobię szkolną.
Jak rozpoznać fobię szkolną? Ciało mówi prawdę
Objawy fobii szkolnej są charakterystyczne, a co najważniejsze – autentyczne. Przed wejściem do szkoły może pojawiać się narastający lęk wraz z towarzyszącymi mu objawami z ciała, aż do napadu paniki. Dzieci zgłaszają ból brzucha, pleców, mięśni, stawów czy ból gardła oraz ból w klatce piersiowej, a także kołatanie serca, pocenie się, drżenie, suchość w ustach, trudności z oddychaniem, nudności, zawroty głowy. Te objawy są prawdziwe i – co może budzić frustrację rodziców – mijają, gdy dziecko zostaje w domu. Ale właśnie to jest specyfika lęku: ciało reaguje na postrzegane zagrożenie, a gdy ono mija, objawy ustępują. To nie jest symulowanie. To nie jest lenistwo. To reakcja organizmu, której nie da się „po prostu przełamać”, ani poddać sile woli.
Początkowo młody człowiek zaczyna narzekać na szkołę, nauczycieli, kolegów i koleżanki. Później przejawia coraz wyraźniejszą niechęć do chodzenia do szkoły, a w końcu stanowczo odmawia pójścia do niej. Dziecko może być płaczliwe, agresywne lub wycofane. Objawy często nasilają się wieczorem, gdy dziecko myśli o kolejnym dniu w szkole, sama myśl o kontakcie ze szkołą potrafi zrujnować wieczór.
W szkole dziecko bywa nieufne, izoluje się, nie podejmuje aktywności. Pojawia się niepokój, napięcie, strach przed oceną, poczucie samotności, niska samoocena. Nie chodzi o to, że dziecko nie chce się uczyć, ono po prostu nie może normalnie funkcjonować w warunkach ciągłego zagrożenia.
Skąd się bierze fobia szkolna? O czym tak naprawdę mówi dziecko
Fobia szkolna to nie jest tylko problem z tym, co dzieje się w szkole, choć oczywiście nauczyciele, czy rówieśnicy oraz szkolne doświadczenia mogą być częścią problemu. Gdy dziecko mówi „nie mogę iść do szkoły, nie dam rady, nie wytrzymam tam”, komunikuje coś głębszego: że jego układ nerwowy już sobie nie radzi z wymaganiami, że nie jest w stanie funkcjonować w takim trybie, jak dotychczas.
Przyczyny są zazwyczaj złożone i wielowarstwowe. Według najnowszych badań PISA z 2023 roku polskie dzieci sygnalizują, że nie czują się bezpieczne w szkole. Nie chodzi tu o bezpieczeństwo fizyczne, lecz o coś znacznie subtelniejszego i równie ważnego: czy mogą być sobą, czy mogą ujawnić swoje myśli i uczucia bez strachu przed oceną lub ośmieszeniem, czy czują się akceptowani takimi, jakimi są.
Do tego dochodzi samotność – ponad 25% dzieci ujawnia, że czują się samotne, nie mają przyjaciół ani kontaktu z zaufanym rówieśnikiem. Wyobraźcie sobie ich sytuację: rodzice często nie wiedzą, co się dzieje w życiu dziecka, czego ono doświadcza, jakich emocji i myśli (dzieci często nie mówią nam o swoich problemach – z różnych powodów, między innymi dlatego, że chcą nas chronić lub boją się naszej reakcji), nauczyciele są pochłonięci realizacją programu i biurokracją, nie mają czasu zauważyć potrzeb dziecka, a rówieśnicy nie są responsywni.
Dziecko zostaje samo ze swoim lękiem, a nie ma jeszcze wypracowanych sposobów radzenia sobie z nim. Lęk więc rośnie, karmiony kolejnymi sytuacjami: hejt, bullying, bycie kozłem ofiarnym, upokorzenie w klasie, ośmieszenie – to wszystko może być przyczyną lub nasilać istniejący już lęk. Niemiły komentarz nauczyciela, który dorosłemu wyda się niewiele znaczący, dla nastolatka jest jak cios prosto w serce. Czasami lęk karmi się samymi wyobrażeniami i interpretacjami „Zosia spojrzała na mnie dziś tak dziwnie, na pewno mnie nienawidzi”, albo „mama tak długo nie przychodzi, na pewno coś strasznego jej się stało”.
Problem sięga jeszcze dalej – sygnalizuje Kamila Olga – wpływa na naukę, koncentrację, ogranicza możliwości poznawcze. Wiadomo, że uczymy się tylko w bezpiecznym środowisku. Dziecko jest w stanie nauczyć się tabliczki mnożenia, chemii, fizyki tylko wtedy, kiedy ma poczucie, że nie stanie mu się nic złego. „A jak może mieć to poczucie, jeśli nie widzi bezpiecznych osób wokół siebie? Jeśli się boi, to nie może się nauczyć, przypomnieć sobie, zapamiętać. Każda kartkówka może być dla niego bardzo dużym obciążeniem” – tłumaczy Kamila Olga Stępień-Rejszel.
Nikt nie lubi się bać, ale…
Zanim przejdziemy do tego, jak pomóc, zatrzymajmy się na chwilę przy samym lęku. Często wydaje nam się, że to on jest problemem – ta nieprzyjemna, niechciana emocja. Chcemy więc go wyeliminować, zwalczyć, pokonać. I jeśli skupiamy się tylko na tym, by nie czuć lęku, to nasze wysiłki są jak dodawanie gazu na śliskiej nawierzchni, gdy koła kręca się coraz szybciej, ale samochód nie rusza do przodu. Bo lęk nie jest problemem, lecz sygnałem.
Kamila Olga wyjaśnia, że lęk nie jest zagrożeniem, lecz informuje nas o potencjalnym zagrożeniu. To sygnał, że coś jest dla nas ważne. „Nasze dzieci potrzebują nauczyć się „bać się mądrze”. To znaczy rozumieć, że lęk jest informacją, którą trzeba zrozumieć. Że można mieć narzędzia do radzenia sobie z objawami fizycznymi lęku. I że można działać mimo strachu. Odwaga nie polega na tym, że nic nie czuję. Odwaga polega na tym, że wiem ile to może kosztować, wiem jaki to jest wysiłek, wiem jakie są konsekwencje, ale i tak coś robię, bo mi zależy, bo widzę w tym wartość. Odwaga to: boję się i działam”.
Jak pomóc dziecku?
Po pierwsze – wysłuchać. Ale tak naprawdę wysłuchać. Gdy dziecko mówi: „Nie mogę iść do szkoły”, pierwszą naszą reakcją jest często panika i próba racjonalizacji: „Co ty, to tylko szkoła”, „Narobisz sobie zaległości”, „A co z maturą?”. Uruchamiają się nasze własne lęki. Ale my, dorośli, mamy już (a przynajmniej powinniśmy mieć) strategie radzenia sobie z nimi. Więc zamiast „nie przesadzaj”, „wszyscy muszą chodzić do szkoły”, „jesteś po prostu zmęczony”, popatrz uważnie na swoje dziecko, odłóż wszystkie inne sprawy i zachęć młodego człowieka, by powiedział ci o tym, co czuje i czego doświadcza. „powiedz mi o tym więcej”. Ty tylko słuchaj. Bez komentowania, bez oceniania, bez dawania rad.
Po drugie – nie zmuszać do pójścia do szkoły. Jeśli dziecko mówi „nie dam rady”, pozwól mu złapać oddech. Ale czas, który spędzi w domu przeznaczcie na szukanie możliwych rozwiązań. Pozwolenie dziecku, by zostało w domu „aż samo przejdzie” to bardzo niebezpieczny pomysł. Bo nie przejdzie. Lęk sam nie minie. Trzeba dotrzeć do jego źródła.
Po trzecie – szukać wsparcia. U psychologa szkolnego, pedagoga, wychowawcy. U terapeuty, na konsultacji psychologicznej. „Leczenie fobii szkolnej średnio trwa od kilku miesięcy do nawet roku, w zależności od wielu czynników indywidualnych. Im szybciej zareagujemy, tym lepiej” – podkreśla Kamila Olga Stępień-Rejszel. Warto też sięgnąć po książki, które dadzą wsparcie i wiedzę: wspomniana już “Jutro zostaję w domu. O fobii szkolnej dzieci i młodzieży” to duże wsparcie dla rodziców, a “Oswoić lęk” Debry Kissen, Grace Cusack, Meeny Dugatkin to książka z ćwiczeniami dla dzieci, która pomoże zrozumieć lęk i nauczyć dzieci radzić sobie z nim).
Po czwarte – współpraca ze szkołą. Czasem konieczna jest zmiana klasy lub szkoły, jeśli przyczyną lęku jest zachowanie nauczyciela czy rówieśników. Ale często najlepszym rozwiązaniem jest wspólna praca wszystkich zainteresowanych stron nad rozwiązaniem problemu. Potrzebne jest zaangażowanie wychowawcy, nauczycieli, pedagoga, psychologa, dostosowanie wymagań edukacyjnych do możliwości dziecka.
I jeszcze jedno: nie demonizujmy pozostania na drugi rok w tej samej klasie. To nie jest koniec świata ani powód do wstydu. To narzędzie do wykorzystania, sposób na danie dziecku więcej czasu na uporanie się z trudnościami. W wielu przypadkach to rozwiązanie, które bardzo dzieciom służy – jeśli jest podejmowane wspólnie, z szacunkiem dla potrzeb młodego człowieka, i jeśli szkoła przyjmuje tę decyzję ze zrozumieniem.
Nauczmy się mądrze bać
Stworzenie dla dzieci świata bez strachu nie jest możliwe. Naszym prawdziwym zadaniem jest wyposażenie ich w narzędzia, wiarę w siebie i mądrość, które pozwolą im dobrze radzić sobie w świecie, w którym lęk jest naturalną częścią życia. Nauczmy więc dzieci „bać się mądrze” – nie bać się lęku, umieć odczytać informacje, jakie niesie, radzić sobie z jego objawami. Nie chodzi o to, by się nie bać, lecz by móc działać czując lęk i biorąc pod uwagę jego przesłanie.
Nasze dzieci potrzebują nas jako tych, którzy rozwiążą wszystkie problemy, ale jako tych, którzy będą przy nich, gdy będą się z nimi mierzyć. Odwaga rośnie w bezpiecznej relacji.
Obejrzyj, posłuchaj – cała Rozmowa Juniorowa z Kamilą Olgą Stępień-Rejszel dostępna na YouTube

autorka: Elżbieta Manthey – założycielka Juniorowa, blogerka, popularyzatorka wiedzy o edukacji i rozwoju dzieci i młodzieży, mama dwójki nastolatków. Propaguje wychowanie i edukację oparte na szacunku dla dzieci. Popularyzuje nowoczesne pomysły edukacyjne, angażuje się w działania na rzecz lepszej edukacji. Miłośniczka książek, również tych dla dzieci i młodzieży.
Artykuł powstał we współpracy z Gdańskim Wydawnictwem Psychologicznym.
Odkryj więcej z Juniorowo
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Twój komentarz może być pierwszy