Pewnego pierwszego dnia nowego roku szkolnego szóstoklasiści spotkali swoją nową wychowawczynię. Obie strony pełne były niepewności – jak to będzie, czy się dogadają, jaką ona będzie nauczycielką, jakimi oni będą uczniami? Od czego zaczęli swoje pierwsze spotkanie po wakacjach? Od rozmowy. O oczekiwaniach i obawach. O tym, czego potrzebują, czego chcą i co są gotowi robić. O planach i pomysłach. Tego dnia szóstoklasiści wrócili do domów z niecierpliwością oczekując na kolejny dzień i lekcję ze swoją nową wychowawczynią. “W tym roku chyba będzie fajniej” – mówili rodzicom.
Czy stało się coś szczególnego? Właściwie nie. To była normalna rozmowa, taka, jaka zdarza się pomiędzy ludźmi zaczynającymi jakieś wspólne przedsięwzięcie. Taka rozmowa nie powinna nikogo dziwić. A jednak w szkole często bywa czymś niezwykłym. Bo rok szkolny często zaczyna się tak:
Córka jest w IV klasie więc wszystko dla niej było nowe. I taki smutek po powrocie. W każdym zeszycie wklejone zasady obowiązujące na danym przedmiocie + system oceniania i obowiązki ucznia. Drobniutkim druczkiem gęsto zadrukowana kartka, co wolno, czego nie wolno, za co piątka, za co jedynka. I to pewnie też jest ważne, by dzieci miały jasność, co je czeka. Ale ŻADEN (naprawdę żaden) nauczyciel nie zapytał nawet dzieci, jak mają na imię!!!!!
Mój syn zapamiętał jedynie “wprowadzić sztandar”, “wyprowadzić sztandar” i że dyrektor powiedział, że “wakacje się skończyły”…
Moje dziecko, w klasie V, usłyszało, że wkrótce będą mieć wielki sprawdzian z IV klasy… Żeby sprawdzić co pamiętają...
W wielu szkołach pierwszy dzień nowego roku szkolnego wypełniają regulaminy, zasady przeprowadzania “karnych” kartkówek, systemy przeliczania uśmiechniętych buziek na nagrody i smutnych na uwagi w dzienniku, ostrzeżenia, że każda aktywność na lekcji skutkuje plusem lub minusem, zapowiedzi rychłych sprawdzianów “z całego zeszłego roku”. Ale są też – i tu także mogę użyć sformułowania “w wielu szkołach” – całkiem inne początki: gry planszowe, rajdy, wycieczki i rozmowy, dużo, dużo rozmów:
Dzisiaj w każdej klasie mówiliśmy o tym, jakie mamy potrzeby, jeśli chodzi o pracę na zajęciach – czego ma być więcej, a z czego najlepiej zrezygnować w ogóle. Dużo negocjowaliśmy, a i czas na nowe odkrycia w, wydawałoby się, znanych zespołach też się znalazł. Było fajowo!
A ja dzisiaj pierwszakom (LO) czytałam (Poczytaj mi, nauczycielu) “Buszującego w zbożu”, na zasady na pewno znajdę czas.
Dzień spędziłam na poznawaniu uczniów, dominuje uwielbienie dla hulajnogi i minecrafta
ale nie tylko – są wielbiciele szynszyli, jazdy konnej, podróży, Jasiek nie lubi zwierząt, podczas gdy Wiktoria z mocą podkreśla, że ona owszem
po zabawach zapoznawczych młodsi uczniowie zrobili “okulary filozoficzne” do innego patrzenia na świat niż do tej pory, a starsi w grupie wykonali plakat z konturów swoich dłoni i własnych odpowiedzi, czym jest mądrość.
Ja od zawsze, tj. od 22 lat, zaczynam zajęcia od “poznawania się” sama mówię co lubię czytać, oglądać, słuchać, czy mam zwierzęta, ile mam rodzeństwa. Bo jestem człowiekiem i pracuję z ludźmi.
A w “mojej” szkole? 1 września to spotkanie całej społeczności – przychodzą dzieci, rodzice, kadra szkolna, często wpadają absolwenci. W piknikowej atmosferze, wśród powitań i uścisków przekazujemy najważniejsze informacje o planach na najbliższy rok, miesiąc tydzień. Szkolna codzienność zaczyna się od integracji, stopniowego zbliżania się do siebie po dwóch miesiącach bycia osobno, poznawania tego, co w każdym z nas nowe, uważnego wprowadzania w szkolną przestrzeń – tę fizyczną i tę społeczną – nowych dzieci. Co to oznacza w praktyce? Dużo rozmów i zabaw. Kilkudniowe wyjazdy starszych dzieci.
Tak, wiem, to mała szkoła, w dodatku demokratyczna. Ale w skali klasy w szkole systemowej, dużej podstawowej, czy średniej – to się da zrobić!
Kilka dni przed początkiem roku 2025/2026 zapytałam dwie znajome nauczycielki, jak planują rozpocząć zajęcia ze swoimi klasami. Oczywiście wybrałam je tendencyjnie, wiedząc, że nie należą do tych, którzy startują od regulaminów i zapowiedzi sprawdzianów. Chciałam konkretnych przykładów tego, że da się rozpocząć rok szkolny dodając uczniom wiatru w żagle.
Mariola Kędzierska (Nieidealna Polonistka): Pierwsze zajęcia to zwykle rozmowy o wakacjach – ostatnio była to filiżanka wspomnień. W pierwszym tygodniu wybieramy hasło przewodnie roku oraz cele/ wartości – zawsze na podstawie książki, którą wspólnie czytamy. Stawiam na budowanie relacji – lektury i wymagania edukacyjne później.
Ela Magiełda (O Sile Relacji): Robimy piknik z arbuzem i owocami, rozmawiamy, opowiadamy, cieszymy się sobą. Pracujemy z kartami Słowa Wsparcia, które już wiszą w klasie. Zapewne będzie chwila na ćwiczenia i zabawy uważnościowe. Wyskoczymy na lody. Będzie swobodna zabawa na boisku i podwórku szkolnym. Dużo przytulasów.
Każdy początek jest ważny. Każdy nauczyciel na początku roku szkolnego może dać swoim uczniom rozpęd i zapał, który poniesie ich przez cały rok. Może też od razu podciąć skrzydła. Wierzę i mam nadzieję, że z każdym kolejnym rokiem coraz więcej dzieci po powrocie ze szkoły pierwszego września będzie mówiło rodzicom: “W tym roku chyba będzie fajniej”.

autorka: Elżbieta Manthey – założycielka Juniorowa, blogerka, popularyzatorka wiedzy o edukacji i rozwoju dzieci i młodzieży, mama dwójki nastolatków. Propaguje wychowanie i edukację oparte na szacunku. Popularyzuje nowoczesne pomysły edukacyjne, angażuje się w działania na rzecz lepszej edukacji. Miłośniczka książek, również tych dla dzieci i młodzieży.
Odkryj więcej z Juniorowo
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Twój komentarz może być pierwszy