„Nie ma rodziców doskonałych” Isabelle Filliozat powinno być lekturą obowiązkową dla wszystkich obecnych i przyszłych rodziców, zwłaszcza tych, którzy mają ambicję bycia rodzicami doskonałymi. Dlaczego? Bo udowadnia, że rodzice doskonali nie istnieją. Każdy z nas popełnia błędy i miewa gorsze dni. Każdemu z nas zdarza się zdenerwować na dzieci, co skutkuje krzykiem, awanturą, a czasami nawet klapsem. Isabelle Filliozat, autorka książki, nie pochwala ani awantur i krzyków, ani tym bardziej klapsów. Ale jednocześnie pokazuje nam, że mamy prawo do własnych uczuć a co najważniejsze – pokazuje, w jaki sposób budować i odbudowywać relacje z dziećmi, żeby chwil słabości było jak najmniej.

 

Gdy jako świeżo upieczony mąż wyobrażałem sobie, jak to będzie, gdy urodzą się dzieci, pojawiała się wizja sielanki. Będę się nimi opiekował, przewijał je i pieścił, tulił do snu, kołysał i karmił. Potem nauczę je chodzić, jeździć na rowerze, będę z nimi rozmawiać, bawić się, pokazywać świat. Wszystko z uśmiechem na ustach i niczym niezmąconą radością super ojca najfajniejszych dzieci na świecie. Wizja jak z telewizyjnych reklam, w których maluchy są zawsze słodkie i miłe, a rodzice uśmiechnięci i promieniujący szczęściem.

Rzeczywistość okazała się diametralnie inna. Owszem, narodzinom naszego pierwszego dziecka towarzyszyła euforia. Pamiętam, że gdy podążałem do szpitala z ogromnym bukietem w ręku (z którym nie wpuścili mnie zresztą na oddział), to nie szedłem, ale frunąłem nad chodnikiem – taki byłem szczęśliwy. Ale gdy mama z dzieckiem pojawili się w domu, euforia szybko zaczęła ustępować miejsca narastającemu zmęczeniu. Pojawiło się chroniczne niewyspanie – do karmienia wstawała mama, ale budziliśmy się oboje i usypialiśmy Stasia oboje. Dręczyło bezustanne napięcie spowodowane niepewnością, kiedy trzeba będzie obsłużyć kolejne potrzeby syna. Przytłaczała całkowita utrata niezależności – koniec ze spontanicznymi wypadami, każde wyjście trzeba zaplanować uwzględniając wszystkie bagaże dziecka (wózek, pieluchy, butelki itd.) oraz rytm jego drzemek. Pierwsze miesiące mojego ojcostwa nie miały nic wspólnego z sielanką, którą sobie wyobrażałem.

Jednocześnie narastało we mnie poczucie winy. Zastanawiałem się, dlaczego do cholery jasnej posiadanie dziecka mnie frustruje. Przecież kocham je nad życie, przecież wyczekiwałem go niecierpliwie, przecież wypełniał mnie zapał, aby stać się najlepszym tatą świata! Dlaczego więc jego nocne koncerty doprowadzają mnie do czarnej rozpaczy? Dlaczego z rozrzewnieniem wspominam czasy, gdy Stasia nie było jeszcze na świecie? Dlaczego, skoro uwielbiam go nad życie, mam ochotę – jak to określili Pythoni w „Sensie życia” – „oddać dziecko na eksperymenty medyczne”. Czy ja jestem wyrodnym ojcem?

Podobne uczucia towarzyszą mi do dziś, choć mój ojcowski staż to już naście lat. Do dziś miewam chwile, gdy moje dzieci (dwa lata po Stasiu pojawiła się Zosia) doprowadzają mnie do szewskiej pasji. I zawsze, gdy zdarzy mi się na nie nakrzyczeć, pojawia się przejmujące poczucie winy. Kiedyś wymyśliłem, że rodzicielstwo to nieustanna wędrówka po sinusoidzie rozpiętej pomiędzy euforycznym szczęściem, a żądzą mordu z zimną krwią.

Znacie to?

Odpowiedzi na moje dylematy przyniosła książka „Nie ma rodziców doskonałych”. Żałuję, że nie wpadła mi w ręce, gdy przymierzałem się do ojcostwa, a jednocześnie ogromnie się cieszę, że przeczytałem ją teraz. Wciąż nie jest za późno żeby wyzwolić się z poczucia winy i żeby rozpocząć pracę nad sobą. Stać się lepszym rodzicem. Nie doskonałym, bo takich nie ma. Po prostu lepszym.

Doskonałych rodziców nie ma – tę tezę francuska psychoterapeutka stawia już w tytule swej książki. I tłumaczy: każdy z nas jest tylko człowiekiem i dlatego ma prawo do całej gamy uczuć, również tych negatywnych. Mamy prawo być zmęczeni, sfrustrowani, rozeźleni, zniecierpliwieni. Mamy prawo złościć się na nasze dzieci. Mamy prawo nie być rodzicami doskonałymi. Zrozumienie tego faktu jest pierwszym krokiem w autoterapii.

Właśnie – autoterapii. To kolejna kluczowa sprawa. Isabelle Filliozat zwraca uwagę na fakt, który mało kto z nas sobie uświadamia. Gdy krzyczymy na dziecko, to tak naprawdę nie dlatego, że ono było niegrzeczne, ale dlatego, że krzykiem zagłuszamy nasze własne frustracje, nasze własne niepokoje, stresy, problemy. Dowód? Każdy z nas zna go z własnego doświadczenia. Jednego dnia na przewinienie dziecka, powiedzmy na bałagan w pokoju, reagujemy zupełnie spokojnie, innego ta sama przewina doprowadza nas do szewskiej pasji. Bo jednego dnia jesteśmy wypoczęci i w dobrym nastroju, a kiedy indziej zestresowani np. problemami w pracy. A więc to nie bałagan w pokoju dziecka jest przyczyną naszego wybuchu, ale nasz własny stan psychiczny. Nasze własne napięcie. A stąd prosty wniosek: im lepiej radzimy sobie ze stresem, tym bardziej poprawiają się nasze stosunki z dziećmi.

To tylko jeden z wielu aspektów niedoskonałego rodzicielstwa przytoczony przez Isabelle Filliozat. Równie ważne, że autorka książki „Nie ma rodziców doskonałych” nie tylko stawia diagnozę, ale też podaje konkretne sposoby na poprawę relacji rodziców z dziećmi.

To bardzo krzepiąca książka. Przypomina rzecz niby oczywistą, ale często zapominaną: jesteśmy tylko ludźmi i mamy prawo do błędów i chwil słabości. A także obowiązek nieustannej pracy nad sobą.

 

“Nie ma rodziców doskonałych”

Autor: Isabelle Filliozat

Tłumaczenie: Adriana Celińska

Wydawnictwo Esprit

 

 

 

 

Foto: Created by Freepick