Gry, w które grają dzieci i nastolatki to wirtualny świat, ale w tym wirtualnym świecie małolaty mogą wydawać całkiem prawdziwe pieniądze. Nie tylko na zakup gry, bo ta często jest darmowa. Kieszonkowe juniora zwykle pochłaniają tzw. mikropłatności, często nazywane mikrotransakcjami czy też mikrozakupami. I nie dajmy się zwieść słowu ‚mikro’; internet jest bowiem pełen historii, w których te niewinnie brzmiące opłaty poważnie nadwyrężyły domowy budżet rodziców młodego gracza. Czym zatem są mikropłatności, oraz jak sprawdzić, czy korzysta z nich nasze dziecko?

Według niektórych amerykańskich badań, ponad 73% mieszkańców USA, wliczając w to już dwulatki, spędza wolny czas, grając w gry komputerowe i mobilne. Według Newzoo, w Polsce już w 2012 roku liczba osób regularnie grających osiągnęła prawie 12 milionów, tym razem jednak za dolny pułap wzięto 10 latków. W świecie, w którym co trzeci najmłodszy domownik ma swój własny sprzęt do zabawy, nikogo nie powinien dziwić tak duży odsetek nieletnich graczy. Jednak nie zawsze sięgają oni po tytuły odpowiednie do swojego wieku — zarówno pod względem fabularnym, jak i… ekonomicznym. Wielu rodziców stara się odwieść dzieci od gier nasiąkniętych przemocą, wulgarnym językiem, czy nagością, jednak rzadko kiedy myślimy o pieniądzach, które latorośl może przeznaczać na zakupy bezpośrednio w aplikacji. No właśnie, bezpośrednio w aplikacji. Przecież nasz junior mówił nam, że wybrana gra jest darmowa — jak wygląda to w praktyce? Candy Crush, znana również dorosłym gra mobilna, którą można pobrać bezpłatnie, przyniosła swojemu wydawcy ponad 4 miliardy dolarów zysku. Fortnite, umiłowana przez najmłodszych gra na komputery i konsole — prawie 2 miliardy w samym tylko 2019. Wszystko dzięki reklamom… i mikropłatnościom.

Free-To-Play, czyli gry darmowe wcale nie darmowe

Choć na rynku gier nie brakuje kompletnych, płatnych tytułów (popularny wśród młodszych graczy Minecraft, czy też przeznaczone dla starszej publiczności God of War), dzieci szczególnie chętnie sięgają po popularne gry Free-To-Play. Są to gry, które dziecko może ściągnąć na komputer czy telefon zupełnie za darmo. Jak jednak pokazują kwoty zysku producentów gier, to, że gra jest darmowa, nie oznacza, że nie zarabia na siebie. Zazwyczaj bowiem twórcy udostępniają do darmowego pobrania jedynie podstawowe wersje swoich gier, zaś ogromne profity czerpią z mikropłatności, które pozwalają dokupić za prawdziwe pieniądze dodatkowe ulepszenia, mające wpływ na przebieg rozgrywki.

O jakich ulepszeniach mowa? Z jednej strony, gracz może przeznaczać pieniądze na przedmioty (z angielskiego zwane często itemami) zmieniające grę pod względem wizualnym. Idealnym przykładem takiego zakupu są np. skiny (nazywane też skórkami). Skin to wirtualny przedmiot zmieniający wygląd postaci, używanej przez nią broni lub innego rodzaju przedmiotów w sposób, który najbardziej odpowiada graczowi. Przykładowo wybierając w grze League of Legends Sonę — długowłosą bohaterkę, wspierającą członków drużyny przy pomocy specjalnego panelu — możemy dokupić skórkę, która zmieni jej standardowe ubranie na futurystyczną, imprezową suknię, a panel w konsolę DJ’a, umożliwiającą graczowi puszczanie innym uczestnikom rozgrywki wybranych piosenek. Tego rodzaju nakładki nie są konieczne, by grać, jednak dzięki nim gracz może poczuć się bardziej prestiżowo i wyróżnić się na tle innych – oczywiście, jeśli zdecyduje się na zakup.

Z drugiej strony mamy przedmioty wpływające na jakość gry. Boostery to ogólna nazwa produktów, które wzmacniają dany aspekt rozgrywki — dzięki ich użyciu postać może być silniejsza, wytrzymalsza, czy też szybciej zdobywać doświadczenie i nowe poziomy. Wep — skrót od weapon — to inaczej broń, której lepsza wersja może być dostępna za dodatkową opłatą. Równie ważnym dla wielu graczy aspektem są pety — czyli wirtualni towarzysze, zazwyczaj zwierzęta pomagające w rozgrywce. Wiele z nich gracz może zdobyć po prostu grając w grę, jednak najbardziej potężne i elitarne, wymagają najczęściej zakupienia za prawdziwe pieniądze.

Ilość pieniędzy, jaką użytkownik może wydać na dany przedmiot, różni się w zależności od gry. W World of Warcraft wydatek na peta to 10$. Za skin do gry Apex Legends, określany jako “ekskluzywny” zapłacimy za to od 6500 do 10500 Apex coins, czyli od 60 do 100$. W popularnej grze World of Tanks możemy bez problemu zakupić specjalne, mocniejsze wersje dostępnych za darmo czołgów, które znacznie ułatwią nam rozgrywkę – wystarczy zainwestować około 200 zł by cieszyć się jedną mocniejszą maszyną.

Zwykłe zakupy, czy hazard?

Chociaż powyższe kwoty mogą przyprawić o ból głowy, ciężko jest winić same mikropłatności. W większości przypadków, są one po prostu dodatkową możliwością dla graczy, z której przecież nie trzeba korzystać. Nie jest to jednak reguła.

Ponieważ mikropłatności to dla większości deweloperów ogromny zysk, nic dziwnego, że niektórzy posuwają się do manipulacji, których celem jest zmotywowanie użytkownika do kolejnych zakupów. Od wszelkiego rodzaju promocji, bonusów i gratisów, po działania zbliżające gracza do… hazardzisty.

Jednym z częstych sposobów promowania dodatkowych zakupów jest sztuczne utrudnianie gry, szczególnie widoczne w produkcjach na telefony. Z początku łatwa, szybka i przyjemna, gra staje się z czasem powolna i trudna. Jednocześnie gracz jest regularnie bombardowany wyskakującymi na ekranie informacjami zachwalającymi mikropłatności, które mają stanowić remedium na całe to utrudnienie. Bo przecież po co męczyć się, próbując dziesiąty raz pokonać potężnego przeciwnika, gdy wystarczy udać się do wirtualnego sklepu, zakupić lepszy ekwipunek, i wygrać walkę z łatwością? Na ten model promowania mikropłatności szczególnie podatni są młodsi gracze, którzy, skuszeni przez kolorowe wiadomości, kakofonię wesołych dźwięków, oraz perspektywę lepszej zabawy mogą łatwo przepuścić swoje kieszonkowe lub sięgnąć po portfele rodziców.

Niektórzy twórcy poszli w inną stronę, oferując swoim graczom zakup loot boxów — wirtualnych „pudełek”, w których zawarty jest losowy przedmiot (np. ekskluzywna skórka). Ponieważ kupujący nie wie, czy uda mu się zdobyć interesujący go item, prowadzi to do większej potrzeby kupowania kolejnych skrzynek. Z uwagi na swoją losowość, oraz uzależniający sposób kupowania, loot boxy zostały przyrównane do jednorękich bandytów, zaś ich idea nabrała znamion hazardu. 

Sprawa stała się na tyle poważna, że rządy części krajów europejskich postanowiły zabronić sprzedawania przez deweloperów tego rodzaju przedmiotów, a część twórców ugięła się pod nieprzychylnymi opiniami. Wspomniany wcześniej Fortnite zapowiedział, że zawartość tajemniczych dotychczas loot boxów będzie można sprawdzić przed zakupem. Równie duże kontrowersje spotkały osadzonego w uniwersum Gwiezdnych Wojen Battlefronta II — finalnie wydawcy zamienili płatne lootboxy na darmowe, nie zawierające przedmiotów wpływających na rozgrywkę. Grą, w której cały czas odnajdziemy system loot boxów, jest m.in. Hearthstone — gracz kupujący talię kart nie zna jej zawartości.

Jak sprawdzić, czy dziecko korzysta z mikropłatności?

Według przeprowadzonych badań prawie 20% młodych graczy kupiło przynajmniej raz przedmiot, nie zdając sobie sprawy, że robią to za prawdziwe pieniądze. Dlatego tak ważne jest zweryfikowanie danego tytułu przed rozpoczęciem rozgrywki. Dzięki instytucji PEGI możemy sprawdzić, czy wybierana przez nasze dziecko gra zawiera element wirtualnych zakupów. Wystarczy, że na pudełku znajdziemy poniższą ikonę.

Dodatkowo, jako rodzice możemy sprawdzić, czy gra posiada wirtualny sklep, zwyczajnie logując się do niej. Większość tytułów umożliwia sprawdzenie historii zakupów w aplikacji (zazwyczaj należy wejść w opcje konta), są również takie, które pozwalają sprawdzić to, logując się przez przeglądarkę. Posiadając dane konta dziecka, możemy też za pomocą wiadomości e-mail zwrócić się do działu pomocy o przesłanie bilingów. 

Jeśli natomiast wiemy, że nasz junior gra w gry umożliwiające wewnętrzne zakupy, zwracajmy baczną uwagę na rachunki. Większość mikrotransakcji dziecko może dokonać za pomocą telefonu – wtedy wydana kwota doliczana jest do rachunku na koniec miesiąca, albo za pomocą podpiętej karty bankowej. W przypadku telefonów – regularnie sprawdzajmy rachunki i rozmawiajmy z dzieckiem gdy tylko zobaczymy znacznie zawyżone kwoty. W przypadku kart bankowych – przede wszystkim trzymajmy je bezpieczne z dala od naszych pociech, tak aby uniemożliwić im samodzielne podpięcie. Jeśli to możliwe, starajmy się sami płacić za mikrotransakcje, wcześniej omawiając każdy zakup. 

Być może najważniejsza jest szczera rozmowa z dzieckiem, podczas której uczulimy je na niebezpieczeństwa związane z mikropłatnościami. Warto też zwyczajnie przysiąść się do juniora i pooglądać, jak gra. Świadomi niebezpieczeństw, możemy wyłapać transakcje zanim te dojdą do skutku. Dzięki temu zmniejszymy ryzyko wystąpienia jednej z wielu, opisywanych w internecie historii — kiedy to małoletni gracz nieświadomie przeznaczył setki, czy nawet tysiące złotych na wirtualne zakupy.

 

Autor: Konrad Bielawski – informatyk, od lat związany z branżą IT. Aktualnie pisze dla DATA Lab odzyskiwanie danych – grupy ekspertów przywracających utracone dane z komputerów i telefonów. Prywatnie wielki fan sportów oraz gier komputerowych.