Krztusiec powraca – czy są powody do niepokoju?

Nasz junior zaczyna kaszleć i smarkać. Myślimy – pewnie się przeziębił, być może to zwykły katar. Niewielka gorączka nas specjalnie nie niepokoi, zwłaszcza że lekarz uspokoił, że po standardowym zestawie leków na przeziębienie choroba powinna szybko ustąpić. A jeśli kaszel zamiast ustąpić, nasila się? Jeśli dziecko nie może spać, nie może normalnie funkcjonować, jest coraz bardziej osłabione? To może być krztusiec, choroba, o której większość z nas zdążyła już dawno zapomnieć.

W ciągu ostatnich dziesięciu lat w Polsce nastąpił duży wzrost zachorowalności na krztusiec. O ile w latach 60., 70. i 80. ubiegłego wieku rocznie odnotowywano kilkaset przypadków zachorowań na tę chorobę, o tyle od roku 1997 statystyki pokazują już tysiące przypadków rocznie:

w 1997 w Polsce na krztusiec zachorowało 2097 osób,

w 2004 roku 2954 osoby,

w 2012 roku 4684 osoby,

w 2016 roku 6855 osób.

Skąd ten nagły wzrost zachorowań na chorobę, która dzięki programowi powszechnych, obowiązkowych szczepień została w Polsce praktycznie zmarginalizowana? I dlaczego krztusiec jest groźny?

Co to jest krztusiec?

Krztusiec jest chorobą dróg oddechowych wywoływaną przez bakterie zwane pałeczkami krztuśca (Bordatella pertusis), która przenosi się drogą kropelkową. Jego najczęstszym objawem jest uporczywy, długotrwały kaszel, któremu w początkowej fazie może towarzyszyć katar, zapalenie spojówek i gorączka. Z tego powodu często mylony jest ze zwykłym przeziębieniem. Dopiero w drugiej fazie pojawiają się objawy, które jednoznacznie kojarzymy z tą chorobą, przede wszystkim charakterystyczne „pianie”, czyli głośny wydech, a także wymioty lub bezdech. Ta faza trwa od dwóch do czterech tygodni, po czym następuje okres zdrowienia, któremu towarzyszy już tylko kaszel. Taki przebieg charakterystyczny jest dla niemowląt, u starszych dzieci druga faza choroby nie musi być silnie wyrażona i przede wszystkim dominuje uporczywy, trudny do opanowania kaszel.

– Bakteriami krztuśca można się zarazić w każdym wieku – mówi prof. Przemko Kwinta, kierownik Katedry Pediatrii i Kliniki Chorób Dzieci Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego – Ale szczególnie niebezpieczny jest dla dzieci najmłodszych, do trzeciego miesiąca życia, u których może prowadzić do powikłań takich jak zatrzymanie oddechu powodujące niedotlenienie mózgu czy też zapalenie płuc. To dwie najczęstsze przyczyny zgonów wśród niemowlaków. Drugą grupą mocno narażoną na powikłania spowodowane krztuścem są osoby starsze, po 70. roku życia. Trzecią – osoby w każdym wieku o obniżonej odporności organizmu spowodowanej np. innymi, ciężkimi chorobami.

Szybko rozpoznany krztusiec można stosunkowo łatwo wyleczyć odpowiednim antybiotykiem. Problem polega na tym, że trudno jest postawić właściwą diagnozę, zwłaszcza w początkowej fazie choroby, gdy objawy przypominają przeziębienie. – Lekarz musi najpierw świadomie pomyśleć o krztuścu – mówi prof. Kwinta – a następnie zlecić specjalistyczne badanie. Niestety nie ma badań ogólnych, które mogą wykryć krztusiec niejako przy okazji.

Skąd wzrost zachorowań?

Uważa się, że wzrost zapadalności na krztusiec w ostatnich latach ma trzy główne przyczyny: mutację bakterii Bordatella pertusis, wprowadzenie tzw. bezkomórkowych szczepionek oraz zwiększenie liczby osób odmawiających szczepienia.

Mutacje wśród bakterii występują bez przerwy. Jednak, jak czytamy w portalu Medycyna Praktyczna: „W wyniku mutacji genetycznych wśród krążących w populacji pałeczek krztuśca pojawiła się większa liczba szczepów wykazujących brak ekspresji jednego lub więcej antygenów wchodzących w skład stosowanych obecnie szczepionek, co prawdopodobnie prowadzi do zmniejszenia ich skuteczności”. Innymi słowy bakterie uodparniają się na stosowane obecnie szczepionki.

Jednak sama mutacja nie wystarczy, żeby spowodować wzrost zachorowań. Drugą jego przyczyną jest wprowadzenie tzw. bezkomórkowych szczepionek przeciwko krztuścowi. Co to znaczy?

W Polsce stosuje się szczepionki przeciwko krztuścowi skojarzone ze szczepionką przeciw błonicy i tężcowi (DTP), mówiąc potocznie: trzy w jednym. W skład takiej mieszanki może wejść całokomórkowa szczepionka przeciwko krztuścowi, zawierająca, jak nazwa wskazuje, całe komórki bakterii Bordatella pertusis (DtwP) lub bezkomórkowa szczepionka (DtaP), w której antygenem jest m.in. toksyna oraz tylko wybrane części tych bakterii. Skąd ta zmiana?

– Chodzi o zmniejszenie ryzyka powikłań poszczepiennych – wyjaśnia prof. Kwinta – Szczepionki pełnokomórkowe rzeczywiście są nieco skuteczniejsze, ale też reakcja obronna organizmu może być silniejsza. Dlatego dostępne są również szczepionki bezkomórkowe, które są dużo bezpieczniejsze, choć są nieco mniej skuteczne. Trzeba jednak podkreślić, że różnice są nieznaczne, a w skali całej populacji wręcz niezauważalne. Ale warunkiem ich poprawnego działania jest zaszczepienie całej populacji.

Reakcja obronna organizmu jest pewnym kosztem, na który musimy się zgodzić, ale który jest pod całkowitą kontrolą lekarza – dodaje prof. Kwinta – Ta reakcja to jest najczęściej zaczerwienienie i obrzęk w miejscu podania szczepionki, czasami towarzyszy im wzrost temperatury trwający dzień, dwa, góra trzy dni. Nie występują jednak żadne konsekwencje długofalowe, a cel został osiągnięty: organizm uodpornił się na chorobę.

I tu dochodzimy do trzeciego powodu wzrostu zachorowania na krztusiec: odmowy szczepień z powodów światopoglądowych. „Chociaż w ciągu ostatnich kilku lat program szczepień przeciwko krztuścowi w okresie wczesnego dzieciństwa zrealizowano u ponad 90% dzieci, a odsetek zaszczepionych pozostaje na stabilnym poziomie, nadal istotny problem stanowi odmowa szczepień – czytamy w portalu Medycyna PraktycznaDzieci nieszczepione z powodu odmowy rodziców, w porównaniu z dziećmi zaszczepionymi, były narażone na 23-krotnie większe ryzyko zakażenia pałeczką krztuśca. Wśród osób w wieku szkolnym nieszczepionych z przyczyn religijnych odsetek zachorowań po kontakcie z krztuścem jest bardzo duży (57,1% u dzieci w wieku przedszkolnym). Odmowa szczepień stanowi jeden z najpoważniejszych problemów, z jakim pediatrzy spotykają się w codziennej praktyce”.

Istnieją również inne przyczyny wzrostu zachorowań na krztusiec. Jest to np. naturalne zanikanie odporności na tę chorobę (szczepionka działa kilka lat, a potem organizm „zapomina”, jak się bronić i szczepienie powinno się powtórzyć), czy brak tzw. kokonu ochronnego wokół niemowląt: dziecko można zaszczepić dopiero dwa miesiące po porodzie, do tego czasu jest ono szczególnie narażone na zarażenie, przede wszystkim od rodziców, opiekunów oraz personelu szpitalnego. – Dlatego przyszli rodzice powinni poddać się szczepieniu jeszcze przed planowaną ciążą – podpowiada prof. Kwinta – podobnie jak personel medyczny w szpitalach, zwłaszcza na oddziałach zajmujących się małymi dziećmi.

Jak się chronić?

Krztusiec to choroba, która została niemal wyeliminowana dzięki programowi powszechnego szczepienia wprowadzonego w Polsce w latach 60. ubiegłego wieku. Przed jego wprowadzeniem zachorowalność na krztusiec liczono w dziesiątkach tysięcy przypadków rocznie. Dlatego pytanie: „Po co szczepić dzieci, skoro nie chorują?” jest chybione. Dzieci nie chorują, bo je szczepimy. Pałeczki krztuśca nie zniknęły (podobnie jak inne bakterie chorobotwórcze) ale dzięki szczepieniom stały się niemal bezsilne. Jeśli jednak przestaniemy się szczepić, ich siła wzrośnie i znów będą nas atakować.

W tworzeniu artykułu korzystałem z informacji zawartych na stronach szczepienia.pzh.gov.pl i mp.pl.

Autor: Wojciech Musiał – Współzałożyciel Juniorowa. Z wykształcenia nauczyciel języka angielskiego, ale niepraktykujący. Dziennikarz radiowy, obecnie pracuje w Radiu Kraków, wcześniej w RMF Classic i w Złotych Przebojach. Ojciec Stasia i Zosi, mąż Anetki. Lubi jazz, jogę i święty spokój. Nie lubi braku poczucia humoru, hałasu i zapachu, który powstaje z połączenia wystygłej herbaty z ogryzkiem od jabłka.

.

Przemko Kwinta – profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, od 2014 r kieruje Katedrą Pediatrii i Kliniką Chorób Dzieci Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, uznany neonatolog i pediatra. Nauczyciel akademicki z wielką pasją dydaktyczną. Od 2016 jest prodziekanem ds. organizacyjnych, programu studiów i kształcenia na kierunku lekarskim w Uniwersytecie Jagiellońskim.

.

.

Zdjęcia: Pixabay, Przemko Kwinta, clappstar

Krztusiec powraca – czy są powody do niepokoju?
4.7 (93.33%) 3 głosów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *