Podróż rowerem dookoła świata, piesza włóczęga przez kontynenty, jazda autostopem przez kolejne kraje – takie sposoby podróżowania przestały być już określane mianem ekstremalnych i nie budzą większej ekscytacji. Oczywiście podziwiamy podróżników za ich determinację, odwagę i fizyczną odporność, ale nie zamieramy ze zdumienia na wieść o kolejnej takiej podróży. To trochę tak, jak z dziesiątą misją na Księżyc. Ta pierwsza była światową sensacją, druga również trafiła na czołówki gazet, ale potem ludzie przywykli i tyle. Dominikowi Wieczorkiewiczowi udało się nas zaskoczyć. I to z dwóch co najmniej powodów. Raz – zdecydował się na podróż przez kraje arabskie, obecnie kojarzone niestety z islamskim fanatyzmem raczej niż z gościnnymi oazami. A dwa – przemierzył te kraje hulajnogą. Swoją podróż opisał w książce „Hulajnogą przez Szczęśliwą Arabię”.

Hulajnogą!? Ten sympatyczny środek transportu kojarzy się raczej z dziecięcymi swawolami w parku, ewentualnie z hipsterskim sposobem na miejskie korki, ale żeby pokonywać nią dziesiątki, setki kilometrów? Z bagażem na plecach? W dodatku w niemiłosiernym upale i palącym słońcu jednego z najgorętszych rejonów świata? Wow!

Co więcej, hulajnoga Dominika Wieczorkiewicza wcale nie wygląda na horrendalnie drogi sprzęt z tytanu i magnezu. Ot, zwykła, mocno wysłużona hulajnoga, jakich wiele widać na polskich ścieżkach. Poza tym psuje się raz na jakiś czas. Zwłaszcza dętki odmawiają posłuszeństwa w ekstremalnych warunkach.

A może to lokalni psotnicy spuścili powietrze z kół? Po wspinaczce na szczególnie atrakcyjny punkt widokowy Wieczorkiewicz zastał swój pojazd bez powietrza w obu kołach. Wizyta w lokalnym serwisie rowerowym dowiodła, że dętki są w porządku, bez przebić czy przetarć. A więc ktoś ani chybi odkręcił wentyle. Pięknie, nie ma co…

To nie jedyna przygoda, którą Wieczorkiewicz przeżył w czasie podróży przez Arabię Saudyjską, Bahrajn, Oman i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Zdarzyło mu się również zabłądzić w skalnym labiryncie i spotkać szalonego kierowcę, który najpierw wziął go na stopa, a potem zachowywał się tak, jakby był niespełna rozumu: krzyczał, wygrażał i nie chciał się zatrzymać. Terrorysta? – przemknęło Wieczorkiewiczowi przez myśl… Do dziś nie wiadomo, bo w pewnej chwili udało mu się zwiać z feralnego auta i więcej jego właściciela nie spotkał.

Ale terroryzm, który siłą rzeczy wciska nam się w mózg, gdy myślimy o krajach arabskich, nie zaczernia tej sielskiej opowieści. Wręcz przeciwnie, jedyny raz, gdy się pojawia, ma raczej humorystyczne zabarwienie, gdy podróżnik staje nagle na odludnej drodze przed czarnym autem bez tablic rejestracyjnych blokującym mu drogę. Jego kierowca patrzy na Wieczorkiewicza wrogim wzrokiem i tak mierzą się przez chwilę, a pan Dominik już wyobraża sobie siebie w skrępowanego w bagażniku podążającego do tajnej siedziby ekstremistów. Tymczasem zaczynają rozmawiać i szybko okazuje się, że kierowca wziął Wieczorkiewicza za… terrorystę! Bo kto inny podróżowałby po odludziu z plecakiem i na hulajnodze? Panowie szybko się dogadują, dzień kończy się noclegiem w gościnnym domu kierowcy.

I taka jest cała Arabia opisana przez Wieczorkiewicza. Zagrożeniem jest upał i niegościnna chwilami przyroda, a napotkani po drodze ludzie oferując serdeczną gościnę kojarzą się z ulgą i odpoczynkiem po wielogodzinnych maratonach.

Opowieść Dominika Wieczorkiewicza przypomina, że tak naprawdę niewiele nas ogranicza poza naszym własnym umysłem. Jeśli przełamiemy uprzedzenia i obawy, możemy zwiedzić cały świat chociażby na hulajnodze i wszędzie spotkać ludzi, którzy otworzą przed nami drzwi na oścież. Świat jest bardziej przyjazny, niż nam się wydaje. W każdym razie tak go postrzega Dominik Wieczorkiewicz, a ja bardzo bym chciał, żeby miał rację.


Wojciech Musiał – z wykształcenia jestem nauczycielem języka angielskiego, Od lat pracuję jako dziennikarz radiowy, m.in. w Radiu Kraków, RMF Classic i Złotych Przebojach. Jestem ojcem Stasia i Zosi. Lubię tematy związane ze zdrowiem, rodzinnym podróżowaniem, a szczególnie bliski jest mi temat stymulowania dziecięcej samodzielności. Poza tym lubię jazz, jogę i święty spokój. Nie znoszę braku poczucia humoru, hałasu a także specyficznego  zapachu, który powstaje z połączenia wystygłej herbaty z ogryzkiem od jabłka.

.

Hulajnogą przez Szczęśliwą Arabię

Autor: Dominik Wieczorkiewicz

Ilustracje: Zofia Zabrzeska

Wydawnictwo Skrzat

 

 

Możesz ocenić ten artykuł