Nie ma silniejszej i skuteczniejszej metody zachęcenia dzieci do aktywności, jak wzbudzenie w nich wewnętrznej motywacji. Przymus na dłuższą metę jest zupełnie nieskuteczny. Jednak gdy dzieci same chcą, to potrafią zdobyć się na zdumiewający wysiłek.

Szałas jeszcze nie jest gotowy, ale już jest imponujący. Właściwie nie szałas, a domek – wysoki na prawie dwa metry, zbudowany z wkopanych w ziemię żerdzi, wzmocniony dodatkowymi kijami mocno związanymi sznurkiem. Jedną ze ścian zaczyna pokrywać glina zmieszana z trawą. Roboty przy nim wciąż jest mnóstwo, ale chłopcy zupełnie się tym nie zniechęcają. Codziennie po lekcjach przychodzą i spędzają na jego wykańczaniu całe popołudnia, aż zupełnie się ściemni. Co ich napędza? Wewnętrzna motywacja. Sami wpadli na pomysł, sami zaplanowali, sami budują. Bo chcą. Trzej jedenastolatkowie: Staszek, Krzysiek i Bronisz.

Wewnętrzna motywacja to najskuteczniejszy sposób na działanie. Nie tylko u dzieci, u nas wszystkich. Natomiast przymus zabija chęć do jakiejkolwiek aktywności, w tym do nauki. Niestety w polskich szkołach przymus jest normą. Dzieci muszą opanować zadany materiał, muszą udowodnić w czasie sprawdzianów i odpytywań przy tablicy, że go opanowali, muszą przeczytać lektury, muszą odrobić zadania domowe. Nie mają żadnego udziału w planowaniu tego, czym będą się zajmowali przez dziesięć miesięcy roku szkolnego, nie są traktowani po partnersku. Nauczyciel każe, dzieci robią, jak w wojsku. Efekt? Z roku na rok, z klasy na klasę narasta niechęć do szkoły i nauki, a maleje naturalna u dzieci ciekawość świata.

Zabójcy motywacji – jak (nie) motywować dzieci

Mam okazję obserwować chłopaków przy pracy. Im bardziej budowla nabierała kształtów, tym bardziej intrygował mnie ich zapał. W końcu postanowiłem z nimi porozmawiać:

Chłopaki, jak długo budujecie już ten szałas?

Już prawie dwa tygodnie.

I chce wam się?

Pewnie!

A dlaczego wam się chce?

Ja na przykład nie lubię po szkole siedzieć przy komputerze i grać. Wolę się ruszać na świeżym powietrzu.

Ale to jest przecież bardzo ciężka robota. Najpierw musieliście zaplanować ten szałas, potem wykombinować, skąd wziąć materiały, zwieźć kije, deski i sznurek. Musieliście pomyśleć, jak to powiązać ze sobą, żeby się trzymało…

To wyszło w trakcie. Na początku zbudowaliśmy sobie gliniany piecyk, żeby coś w nim sobie wypalić. I pomysł się rozkręcił. Byliśmy w lesie i zobaczyliśmy, że ktoś rozwalił Bronisza domek na drzewie. Stwierdziliśmy, że zrobimy drugi tu, na działce.

I jak długo jeszcze będziecie go robić?

Aż zrobimy! Chcemy skończyć przed zimą.

A co potem?

Chcemy w nim nocować.

W zimie!?

No! Ubierzemy się ciepło, rozpalimy ogień w piecyku i będzie dobrze.

A ktoś z dorosłych pomagał wam w budowie?

Nie, to wszystko nasz pomysł i nasza robota.

A skąd mieliście wiedzę, jak zrobić taki szałas?

Trochę oglądaliśmy na YouTube, trochę wymyśliliśmy sami a trochę rodzice nam podpowiedzieli.

Słuchajcie, strasznie mnie ciekawi jedna rzecz. Poświęciliście na budowę szałasu mnóstwo czasu i wysiłku i nadal chcecie to robić. A gdy przychodzi do odrabiania zadań domowych, które są przecież o wiele mniej czaso- i pracochłonne, to są z tym straszne problemy. Jak to jest?

Ten domek to jest nasza pasja, sprawia nam to radość. A w zadaniach domowych jest taka nudna, ciągła rutyna. Codziennie muszę zrobić pięć zadań z matematyki i tak dalej. To jest nudne i w ogóle mnie nie ciekawi. Jakby matematyka była ciekawa, to bym robił, ale nie jest.

A gdyby w szkole zadali wam zbudowanie szałasu?

To byśmy zrobili, pewnie że tak!

A co najbardziej lubicie robić?

Uprawiać sporty, ruszać się, budować. Tylko to nie może być przymus. Jak ktoś nam każe coś zrobić, to nie ma pomysłów. A jak robimy, bo chcemy, to pomysły co chwila wpadają nam do głowy. Ulepszenia różne i takie tam.

Kiedyś pani od polskiego dała nam taki projekt, żeby zaplanować wycieczkę po okolicy. Mieliśmy na to dwa tygodnie i to było bardzo fajne. Mogliśmy pójść po lekcjach porobić zdjęcia, zebrać informacje. To było jak zabawa, bardzo fajne.

Czyli gdyby pani wam powiedziała: zastanówmy się wspólnie, co możemy zrobić, to byłoby w porządku tak?

No…

To co zrobicie następne, jak szałas już będzie gotowy?

Wiosną coś się wymyśli. Może pogłębimy ziemiankę, może dobudujemy drugi szałas, albo ten powiększymy. Może dostawimy budkę dla kota, się zobaczy!

 


Posłuchajcie rozmowy Wojtka z chłopakami:


 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Foto: Wojciech Musiał