Motywacja. Napęd do działania. Powód, dla którego podejmujemy wysiłek, mierzymy się z tym, co trudne, dążymy do tego, co atrakcyjne. O motywacji w życiu dorosłych napisano mnóstwo książek. Motywacja jest jedną z głównych trosk menedżerów, odpowiadających za pracę podległych im ludzi. Bez niej niemożliwy jest jakikolwiek sukces, rozwój. Od niej zaczyna się każde działanie. Wiadomo już więc bez wątpliwości, że motywacja ma kluczowe znaczenie w dorosłym życiu. A w życiu dzieci?

Dzieciaki nie różnią się od dorosłych tak bardzo, jak może przyzwyczailiśmy się myśleć. One też potrzebują prawdziwej motywacji do działania, rozwoju, mierzenia się z trudnościami, nauki… Nie wystarczy nakazać dziecku coś zrobić, nie wystarczy wydać polecenie. Choć to łatwe i szybkie – użyć przewagi dorosłego i huknąć „Odrób lekcje!”, jednak nie stąd pochodzi dziecięca motywacja. Przeciwnie – nakazy, suche polecenia, presja to zabójcy motywacji. Owszem mogą dawać pożądany efekt, ale tylko na chwilę i powierzchownie. Równocześnie zabijają tę prawdziwą, głęboką i trwałą motywację wewnętrzną, dzięki której dziecko, podobnie jak dorosły, podejmuje trud z własnej woli, z chęci lub poczucia odpowiedzialności.

Stosując pseudomotywacyjne strategie, niszczymy rzeczywistą motywację dziecka. Długofalowy efekt jest przeciwny do zamierzonego: zamiast juniora samodzielnie dbającego o dopełnienie obowiązków, świetnie się rozwijającego, chętnie podejmującego wyzwania, mamy dziecko, któremu nic się nie chce. „Jak nad nim nie stoję i nie pilnuję, to nie odrobi lekcji” – narzekają rodzice. „Zdolny ale leniwy” – mówią nauczyciele. „Wszystko olewa”, „nie ma ambicji”, „zachowuje się jak dwulatek” – martwią się wszyscy dookoła.

„Jak motywować dzieci?” – to najczęściej zadawane mi pytanie – pisze Lisa Nalbone, amerykańska edukatorka wspierająca rodziny unschoolingowe. – „Wcale” – odpowiadam. Możesz jedynie zachęcać i wspierać dzieci, by odkrywały własną, wewnętrzną motywację. I trzymać się z daleka od wszelkich działań, które tę wewnętrzną motywację spychają tam, gdzie nie jest już dostępna.

Dzieci są naturalnie ciekawe świata. Ich motywacja do nauki, podejmowania wyzwań, zdobywania wiedzy i umiejętności wypływa między innymi z tej ciekawości. Akceptacja, swoboda, szacunek wspierają i rozwijają motywację. Problem w tym, że to, co zabija motywację jest często brane za sposób jej wzmocnienia – zwraca uwagę Lisa Nalbone. Przyjrzyjmy się więc największym zabójcom motywacji, żebyśmy nie mylili ich ze wsparciem, czy zachętą, nawet jeśli są (pozornie) efektywne.

Zabójcy motywacji

Nagrody. Tak, nagrody to zabójcy motywacji wewnętrznej. „Jeśli zrobisz te zadania z matematyki, dostaniesz 10 zł ekstra kieszonkowego”. Taka strategia prowadzi do tego, że dziecko zaczyna podejmować działania tylko, albo przede wszystkim dla nagrody. To jak praca wyłącznie dla pieniędzy. Nie mylmy jednak nagradzania z docenianiem. Szacunek i podziw za wysiłek, jaki dziecko wkłada w realizację zadania jest jak najbardziej wskazany.

Kary. Demotywują tak samo, jak nagrody. Sprawiają, że dziecko zaczyna działać głównie po to, by uniknąć kary, a jego wewnętrzna motywacja zanika. Nie mylmy jednak kary z konsekwencjami. Czasem trudno je odróżnić, jednak to istotna różnica. Konsekwencja to bezpośredni skutek działania (lub jego braku). „Jeśli nie odrobisz lekcji, nie dostaniesz lodów” – to kara. „Jeśli nie odrobisz lekcji, pójdziesz do szkoły nieprzygotowany” – to konsekwencja.

Groźby i szantaż – działają podobnie jak kary – budzą lęk, który zajmuje miejsce motywacji.

Budzenie poczucia winy, które często mylimy z poczuciem odpowiedzialności. Poczucie winy demotywuje, bo nic się z nim nie da zrobić, jest emocjonalną karą. Odpowiedzialność jest narzędziem do działania, świadomością konsekwencji.

Brak sensu i celu. Dzieci podobnie jak dorośli nie lubią wykonywać tego, w czym nie widzą sensu. Zmuszeni do takich działań (np. przepisywanie danych z jednego programu komputerowego do innego) mamy głębokie poczucie marnowania czasu, wzbiera w nas złość i frustracja. Szef wie, że to „przeklepanie” danych jest niezbędne, bo program numer 1 nie ma możliwości wyeksportowania ich, a tylko program numer 2 pozwoli na ich analizę niezbędną do dalszych strategicznych działań firmy. Szef o tym wie, ale pracownik często nie, bo dostaje tylko suche polecenie. Jakże inaczej potraktowałby to niewdzięczne i żmudne zadanie, gdyby wiedział, czemu ono służy i jak wielkie ma znaczenie dla dalszych losów całej firmy. Dzieci chętnie podejmują wysiłek, jeśli wiedzą, czemu on służy. Rolą dorosłego jest pokazanie sensu zadania. Przy czym „ucz się angielskiego, bo bez tego nie nie dostaniesz żadnej pracy” dla dziecka jest żadnym sensem, bo nie ogarnia ono tak dalekiej perspektywy czasowej. „Ucz się angielskiego, żebyś mógł przeczytać instrukcję do tej nowej gry komputerowej, którą przysłała ciotka z Londynu” – to jest cel i sens na miarę juniora.

Niezrozumiałe zadanie. Jak mogę zrobić coś, jeśli nie wiem, co mam zrobić? Zrozumienie zadnia jest podstawowym krokiem w jego wykonaniu i to my – dorośli – powinniśmy o to zadbać.

Postępowanie nie fair wobec dziecka. Np. stosowanie podwójnych standardów – dorosły może być zmęczony, mieć zły dzień, czy po prostu czasem sobie odpuścić, podczas gdy od dziecka wymaga zawsze dobrej formy i niezawodności. Nie fair jest też niedotrzymywanie słowa.

Presja. Ma wiele twarzy, a każda z nich działa demotywująco. Pośpiech, przymuszanie, groźby, szantaż, rywalizacja… Kary i nagrody są także rodzajem presji.

Niszczenie poczucia własnej wartości. Np. porównywanie z innymi, wyśmiewanie, lekceważenie problemów czy zainteresowań dziecka, czy negatywna ocena dziecka, jako człowieka. „Jesteś leniwy”, „Jasiek robi to lepiej” i inne tego typu ocenne komunikaty odbierają chęć do wysiłku i wiarę, że mogę sprostać wyzwaniu. Równie destrukcyjnie działa stawianie świata dorosłych ponad światem dziecka, pokazywanie, że sprawy dorosłych są ważne, a sprawy dziecka nie, lekceważenie tego, co dla dziecka ważne.

Wyręczanie i pobłażanie. To zawoalowani niszczyciele poczucia własnej wartości. Takie postępowanie z jednej strony „rozleniwia”, zdejmuje z dziecka wszelką odpowiedzialność, ale też jest niewerbalnym komunikatem „nie dasz sobie rady, jesteś kiepski, to cię przerasta”. Lęk przed porażką i niewiara we własne siły to najsilniejsze kotwice trzymające nas w miejscu i nie pozwalające ruszyć naprzód.

Brak zrozumienia i empatii. Dzieci, tak jak dorośli, mają swoje słabości i ograniczenia. Ich niechęć do jakiegoś działania często brana jest za lenistwo, czy lekceważenie, tymczasem może być wynikiem np. złego samopoczucia, choroby, stresu…

Instrukcja skrócona

Jak w codziennym życiu uniknąć wszystkich tych raf? Warto je znać i być świadomym ich istnienia, jednak nie sposób każdego naszego działania wobec dziecka sprawdzać z powyższą listą. Czy można prościej? Można. Podstawą jest empatia. Unikajmy takiego postępowania wobec dzieci, jakiego sami nie chcielibyśmy doświadczyć. „Nie rób dziecku, co tobie niemiłe”. A jeśli już się rozpędzisz i popełnisz błąd – po prostu przeproś i porozmawiaj. Swoje poczucie winy zastąp odpowiedzialnością.

 

c

konsultacja merytoryczna: Krzysztof Manthey

inspiracja: Lisa Nalbone 12 Motivation Killers

foto: wodleywonderworks

Zabójcy motywacji – jak (nie) motywować dzieci
3.9 (78.33%) 12 głosów