Któregoś dnia Staszek wrócił ze szkoły z miną pozornie obojętną, ale doświadczone oko ojca od razu spostrzegło, że coś jest na rzeczy. Nie zdradziłem się jednak, że coś podejrzewam. Wolę, gdy moje dzieci same przyjdą z problemem. Staszek faktycznie przyszedł – widać było, że coś mu ciąży.

– Wiesz, tata…

– No co tam, synku?

– Dzisiaj… – dłuższa chwila walki z samym sobą – dzisiaj w szkole zbiłem szybę.

Ha! Czekałem na ten moment. Od kiedy urodził mi się syn, zastanawiałem się, kiedy trzaśnie pierwsza szyba. Sam byłem żywym dzieckiem i też mam na sumieniu podobną sprawkę: dokonaną piłeczką kauczukową w okienku piwnicznym na osiedlu, na którym się wychowałem. Gdy Staszek przyznał się do wybicia szyby, wewnętrznie uśmiechnąłem się od ucha do ucha – syn poszedł w ślady ojca. To zdecydowanie niepedagogiczna myśl, ale prawdziwa, a ja jestem szczery wobec moich czytelników. Natomiast na zewnątrz, w rozmowie ze Staszkiem, zachowałem kamienne oblicze.

– No pięknie – wracam do rozmowy ze Staszkiem – Jak to się stało?

– Bo w toalecie są takie drzwi, którymi za mocno trzasnąłem. No i szyba wyleciała…

– I się zbiła?

– I się zbiła. Posprzątaliśmy z chłopakami, jak się dało.

– I?

– I… poszliśmy sobie.

– Tak po prostu?

– No, nikt nas nie widział.

Tu się zafrasowałem. Co ja mam mu teraz powiedzieć? Że nic się nie stało? Bzdura, stało się, szyba się zbiła. Że dobrze, że nikt go nie złapał? To by było bardzo niepedagogiczne i po prostu nieetyczne.

– Wiesz, synu, myślę, że powinieneś pójść do pani dyrektor i się przyznać…

– Tata!!! Nie chcę!!!! Ja tego nie zrobię!

– Boisz się?

– No tak! Ona mnie ukarze!

– Ale szyba się zbiła, prawda?

– No prawda…

– A sama się nie zbiła, nie?

– No nie, to ja ją zbiłem. Ale nie specjalnie!

– Wiem, że nie specjalnie. Nie mam do ciebie pretensji. Ale w życiu tak to już jest, że trzeba ponieść konsekwencje swoich czynów. Nawet, jeśli coś wyszło przypadkiem.

– A nie możemy po prostu nic nie robić? Woźny wstawi nową szybę i po kłopocie.

– Niby tak, ale to by było jak kradzież.

– Dlaczego?

– Bo za szybę szkoła będzie musiała zapłacić. Więc to jest tak, jakbyś sam gwizdnął te pieniądze ze szkolnej kasy i się nie przyznał.

Syn zamilkł, widać, że argument do niego trafił.

– Ale tato, pani dyrektor mnie ochrzani…

– Myślę, że przede wszystkim pochwali cię za odwagę.

– Ale pewnie będę musiał zapłacić za szybę. Z kieszonkowego.

– Pewnie tak. Na szczęście szyba nie jest droga.

– Ile?

– Myślę, że kilkadziesiąt złotych maks. Jeśli chcesz, pójdę tam z tobą.

– Nie! Wolę sam. Ale dzięki za pomoc.

Przez resztę dnia Staszek chodził jak struty. Widać było, że perspektywa stawienia się przed obliczem pani dyrektor i przyznania do winy wzbudza w nim ogromną tremę. W oczach dostrzegałem walkę: iść czy odpuścić licząc, że się nie wyda. Tego dnia nie wróciliśmy już do tematu.

Następnego dnia, gdy Staszek wrócił ze szkoły, w salonie aż pojaśniało. Nie musiałem o nic pytać, syn sam zaczął:

– Tata, byłem u pani dyrektor!

– I?

– I mnie pochwaliła!!! Powiedziała, że bardzo rzadko ktoś sam się przyznaje. I że pan woźny wstawi nową szybę, i że jak będzie wiedziała, ile kosztuje, to mi powie.

– Bardzo się bałeś tej rozmowy?

– No, ale się przełamałem. Ale mi ulżyło!

– Ja też się cieszę, synku. I jestem z ciebie bardzo, bardzo dumny.

Po tych słowach Staszek w jednej chwili urósł o dobre dziesięć centymetrów.

 

Z tej historii możemy wyciągnąć kilka wniosków i refleksji – co możemy zrobić, kiedy nasz junior nabroi:

Przede wszystkim – empatia. Wczujmy się w położenie dziecka. A jeszcze lepiej przypomnijmy sobie własne dzieciństwo i reakcje naszych rodziców, gdy coś zbroiliśmy. Czy nakrzyczeli na nas? A może skończyło się laniem? Jak się poczuliśmy, gdy zamiast wsparcia były krzyki i klapsy? Czy nie był to początek końca więzi z rodzicami? Czy nie zaczęliśmy ukrywać przed nimi naszych spraw i uczuć? Bez względu na to, co dziecko zrobiło – rozmawiajmy, a nie krzyczmy.

Wsparcie nie oznacza, że dziecko nie poniesie konsekwencji. To dla niego bardzo ważna lekcja – każdy jest odpowiedzialny za swoje działania. Jeśli coś zniszczy, musi to naprawić. A ja, rodzic, zawsze ci w tym pomogę, choć nie zrobię tego za ciebie. Staszek zapłaci za szybę z własnego kieszonkowego, ale wspólnie zastanowimy się, jak wyrównać stratę.

Nie negujmy uczuć dziecka. Jeśli widzimy, że jest zmartwione – okażmy to. Jeśli boi się przyznać do winy – wykażmy zrozumienie. Nie ma nic gorszego niż słowa „Nie przesadzaj, nic się nie stało”, gdy dziecko czuje, że owszem, stało się coś poważnego. Myślę, że Staszek odważył się pójść do dyrektorki właśnie dlatego, że nie zanegowałem jego obaw. Usłyszał ode mnie: rozumiem, że się boisz, spróbuj się przemóc.

Dziecko nie jest głupsze, a jedynie mniej doświadczone – mawiał Janusz Korczak. A to oznacza, że powinniśmy traktować je poważnie, a rzeczy nazywać po imieniu.

Nagrodą za takie traktowanie dziecka będzie chwila triumfu, gdy przyjdzie do nas i zwierzy się z kłopotów, problemów, rozterek. Gdy usłyszałem „Wiesz, tata, zbiłem szybę”, był to jeden z najjaśniejszych momentów mojego rodzicielstwa. Potwierdzenie, że mimo wszystkich moich wad, mimo błędów, które popełniłem, mimo chwil rodzicielskiej słabości – jestem dobrym ojcem. Bo moje dziecko ma do mnie zaufanie i wie, że gdy nadejdą kłopoty, znajdzie u mnie wsparcie. Trwaj chwilo, jesteś piękna!

 

Foto: Pixabay

Zbita szyba, czyli jak zareagować, gdy dziecko nabroi
5 (100%) 6 głosów