Wszystkie nasze rodzicielskie starania zmierzają ku temu, by nasze dzieci były szczęśliwe. Teraz i jako dorośli. Co prawda szczęście każdy z nas pojmuje z pewnością nieco inaczej, różne są też dzieci, dlatego też nie ma jednej uniwersalnej ścieżki wychowania, która by to szczęście gwarantowała. Są jednak takie elementy, które dla wychowania szczęśliwych dzieci na szczęśliwych dorosłych są wspólne wszystkim i niezbędne.

O nich opowiadał Wojciech Eichelberger podczas spotkania z cyklu Loża Ekspertów organizowanych przez Fundację Primus.

Zacząć od siebie

Trochę się znamy na życiu. Trochę już przeżyliśmy, powyciągaliśmy wnioski, mamy jakąś wiedzę i tak zwaną życiową mądrość. I chcemy naszym dzieciom przekazać to wszystko, żeby nie musiały wyważać drzwi, które my zdążyliśmy już otworzyć, żeby nie musiały popełniać błędów, które my popełniliśmy. I żeby mogły skorzystać ze ścieżek, które sprawdziliśmy na własnej skórze i które okazały się prowadzić do szczęścia, czy choćby satysfakcji i zadowolenia.

A co na to dzieci? Czy skwapliwie piją z tej krynicy mądrości, jaką wydają się być ich rodzice? Niekoniecznie.

Chcemy, by dzieci nas słuchały, kiedy im doradzamy, dzielimy się z nimi naszym doświadczeniem, ostrzegamy, zachęcamy… I dzieci chętnie będą czerpały z naszych doświadczeń i rad, jeśli… sami jesteśmy szczęśliwi. Jak bowiem dzieci miałyby chcieć korzystać z naszych podpowiedzi, widząc, że nasz sposób na życie wcale nie doprowadził nas do szczęścia?

Dlatego ważne jest, żebyśmy jako rodzice zadbali o nasze szczęście. Nasze własne.

Dzieci uczą się przede wszystkim obserwując nas, a nie korzystając z naszych wskazówek. Jeśli jesteśmy dobrym wzorcem, to nasze dzieci widzą dobrą ścieżkę, dobry przykład, za którym mogą podążać.

Nie wymagajmy jednak od siebie bycia ideałem. Ani od dzieci, że będą kopią nas samych. Rodzice, którzy uważają się za idealnych są wielkim niebezpieczeństwem dla dzieci. Taki rodzic wysyła przekaz: „Popatrz, jestem idealny, postępuję idealnie”. Wtedy dziecko czuje się zobowiązane, by także być idealnym. A to jest wielkie obciążenie i ograniczenie dla dziecka.

50% wymagań, 50% miłości

Wymagania, czyli zasady i miłość czyli akceptacja. Jedno bez drugiego nie może istnieć. Jeśli nie mamy bezwarunkowej miłości i akceptacji dla dziecka, to wymagania, jakie mu stawiamy nie spełnią swojej funkcji wychowawczej. Bezwarunkowa miłość rodziców do dziecka jest fundamentem, na którym opierają się wszelkie zasady, jakie chcemy wpoić dziecku – nie odwrotnie. Zasady, wymagania, wyzwania, jakie stawiamy dzieciom pobudzają je do rozwoju, kiedy są oparte na relacji, na bliskim związku rodziców z dziećmi.

Jeśli dziecko nie spełnia naszych oczekiwań, jeśli mamy problem z tzw. dyscypliną, wskazuje on na problem właściwy, czyli problem z miłością i akceptacją. Najpierw więc powinniśmy przyjrzeć się temu, czy dziecko ma wystarczająco dużo miłości, a nie podkręcać śrubę wymagań. Nadmiar dyscypliny sprawia, że dziecko traci wewnętrzną motywację i wewnątrzsterowność. Jeśli dziecko nie spełnia naszych wymagań, trzeba je… bardziej kochać.

Nie oczekuj od dziecka tego, czego sam nie jesteś w stanie zrobić. 

Nie wymagaj od dziecka więcej, niż od siebie. 

Jeśli chcesz, żeby dziecko oderwało się od komputera, sam nie siedź z nosem w ekranie. Bo wtedy jesteśmy niewiarygodni.

Tylko co to znaczy bardziej kochać?

Czas i uwaga

Największym darem, jaki dzieci mogą od nas dostać to nasz czas i uwaga. Ci, których kochamy są dla nas najważniejsi – ważniejsi od pracy, samochodu, pieniędzy, hobby, kariery, majątku, pasji. Nie znaczy to, że te inne elementy życia mamy lekceważyć. Chodzi o to, jak dzielimy swój czas i uwagę pomiędzy wszystko, co jest dla nas bardziej lub mniej ważne.

Najważniejsze doświadczenia, które budują poczucie wartości dziecka to sytuacje, kiedy któreś z rodziców zrezygnowało z czegoś ważnego dla siebie, by spełnić potrzebę dziecka. Nie chodzi tu o poświęcanie się, okupione poczuciem straty, lecz o dokonanie wyboru, w którym dziecko jest najważniejsze, wyboru pełnego miłości i radości dawania.

Chwile spędzane wspólnie z rodzicami są dla dzieci jednymi z ważniejszych w życiu. Nie chodzi tu jednak o wspólne oglądanie meczu – przed telewizorem tak naprawdę każdy jest sam na sam z akcją na ekranie. Chodzi o wspólne tworzenie, wspólne poznawanie, osiąganie jakiegoś celu. Kiedy razem budujemy karmnik dla ptaków, ubieramy choinkę, rozmawiamy o tym, co dla nas ważne, razem gotujemy posypując mąką podłogę w kuchni, albo razem rozkręcamy budzik, żeby sprawdzić, co jest w środku. Razem. Z równym zaangażowaniem i udziałem.

Nasz czas i uwaga, jakie dajemy dzieciom mówią im, ile są warte. Stąd dzieci dowiadują się nie tylko tego, ile warte są dla nas, ale też ile warte są w ogóle – jako ludzie, dla świata. Nasz czas i uwaga dla dzieci są fundamentem ich poczucia własnej wartości.

Rób coś razem z dzieckiem, miej z nim jakieś wspólne tematy, wspólne zainteresowania. 

Nie: „A może byś poszedł pograć w piłkę” tylko „Choć, pograjmy w piłkę”.

Szczęśliwe dziecko na każdym etapie rozwoju

Każda faza rozwoju dziecka ma tzw. dominantę rozwojową – coś co jest najważniejsze i co najbardziej rozwija dziecko. W pierwszym okresie od urodzenia do dojrzewania (0-12) dominantą rozwojową jest zabawa i ruch. Kiedy dziecko się rodzi, nie ma żadnej władzy nad swoim ciałem, nie potrafi wykonać żadnego celowego ruchu. Pierwszym więc życiowym zadaniem jest poradzenie sobie z własnym ciałem. Pierwsze ważne wyzwanie to dosięgnąć do zawieszonej nad głową grzechotki. A to wymaga kilku tygodni ćwiczeń, setek nieudanych prób, które dziecko powtarza znowu i znowu, aż do skutku. Wyciągnąć rękę w odpowiednim kierunku, dosięgnąć wystarczająco daleko, trafić dłonią w zabawkę, w odpowiedniej chwili zamknąć dłoń i zacisnąć palce na zabawce i – nie rozluźniając uścisku – pociągnąć. W tym czasie w mózgu powstaje trwały ślad, połączenie neuronalne, z którego dziecko będzie mogło później korzystać za każdym razem, kiedy będzie po coś sięgać.

Zanim dzieci będą się uczyć tabliczki mnożenia, muszą sobie najpierw zbudować mózg. A mózg buduje się poprzez ruch. Ruch jest także dominantą z natury. Ruch jest warunkiem przetrwania. Z punktu widzenia ewolucji i natury ruch jest w oczywisty sposób ważniejszy niż cała wiedza szkolna, czy znajomość osiągnięć cywilizacji. Najważniejsze w tym okresie jest więc budowanie kompetencji motorycznych. Jeśli dzieciom zostawi się swobodę działania, w naturalny sposób będą szukały możliwości ruchu. Swobodne zabawy dzieci, takie których nie inicjują, nie określają dorośli, to przede wszystkim zabawy ruchowe. jeśli chcemy wychowywać szczęśliwe dzieci, powinniśmy pozostawić im czas i wystarczająco dużo swobody na takie zabawy.

Szkoła jest źródłem dużego stresu, szczególnie dla dzieci do okresu dojrzewania, kiedy jeszcze ich dominantą rozwojową jest ruch. W dużym stresie organizm mobilizuje energię. To pierwotny mechanizm – nasi przodkowie w sytuacji stresowej potrzebowali energii by walczyć lub uciekać. Tę energię trzeba gdzieś rozładować. Bez możliwości ekspresji następuje implozja tej zgromadzonej energii. Taka implozja odbiera nam siły, powoduje tzw. zmęczenie implozyjne. Przypomina to sytuację, kiedy odbezpieczamy granat, ale zamiast go odrzucić, siadamy na nim. Dzieci muszą mieć możliwość odreagowania ruchem – podczas przerw między lekcjami, a przede wszystkim po szkole.

W okresie dojrzewania płciowego od około 12 do około 21 roku życia dominantą rozwojową są relacje z ludźmi. Dzieci zaczynają tworzyć sieć powiązań z ludźmi z ich pokolenia, która ma dawać im poczucie bezpieczeństwa przez całe życie (również kiedy zabraknie już rodziców) i wykształcić kompetencje zwane inteligencją emocjonalną. Nie możemy więc ograniczać dziecku kontaktów z rówieśnikami. Powinniśmy wspierać dziecko w budowaniu jego relacji z ludźmi, którzy będą przy nim, kiedy nas już nie będzie.

Około 21. roku życia – dziecko, a właściwie już młody człowiek, zaczyna zadawać sobie pytanie, co chciałby robić w życiu, co mógłby robić. To jest właściwy czas na pojawienie się tego pytania. Nie powinniśmy wcześniej nakłaniać dzieci, żeby w jakikolwiek sposób profilowały swoją przyszłość. Wcześniej jest czas na próbowanie, poznawanie, badanie swoich zainteresowań i rezygnowanie. Nie przywiązujmy się więc do pomysłów dziecka i nie oczekujmy od dziecka konsekwencji. Nie wymagajmy też od dzieci, żeby były świetne we wszystkim, żeby miały same dobre oceny. To jest niezgodne z praktyką życia. Nikt z nas nie jest świetny we wszystkim.

Główne przykazania szczęśliwego dzieciństwa

Podsumujmy więc – w punktach, by łatwiej było nam zapamiętać. Jak wychowywać szczęśliwe dzieci?

  • Zadbać o własne szczęście, poczucie zadowolenia. Wtedy będziemy dla dzieci dobrym wzorcem.
  • Najpierw dajmy miłość i akceptację, potem stawiajmy wymagania i określajmy zasady. Nie odwrotnie.
  • Dawajmy dzieciom nasz czas i uwagę. Róbmy coś wspólnie. Interesujmy się ich sprawami.
  • Zapewnijmy dzieciom swobodę i czas na ruch i wolną aktywność.
  • Wspierajmy nastolatki w budowaniu relacji z rówieśnikami.
  • Nie wymagajmy od dzieci więcej niż od siebie.

IMG_2533c

autorka: Elżbieta Manthey – pomysłodawczyni i założycielka Juniorowa, dziennikarka, mama Tymona i Marysi, żona Krzysztofa. Współpracowała między innymi z miesięcznikiem GaGa, kwartalnikiem Twój Junior oraz z Gazetą Wyborczą.

c

c

Organizatorem spotkania z Wojciechem Eichelbergerem była Fundacja Primus. Fundacja prowadzi Niepubliczną Szkołę Podstawową nr 47 oraz Niepubliczne Liceum z oddziałami gimnazjalnymiktóre mają własny, nowoczesny i ekologiczny budynek z pełnowymiarową halą sportową, boiskiem i pracowniami przedmiotowymi, w doskonałej lokalizacji tuż przy stacji metra Kabaty. Szkoły promują aktywność i kreatywność, zapewniają znakomite warunki sportowe oraz kształtują kompetencje z dziedziny IT. Więcej na: www.primus.com.pl

foto: Pixabay

Jak wychować szczęśliwe dzieci? – podpowiada Wojciech Eichelberger
3.3 (66.67%) 3 głosów