Nowy rok, nowa szkoła, w której przyszło mi nauczać. Jedno z trójmiejskich techników, o którym życzliwi przyjaciele naopowiadali mi niestworzonych historii, jak okropna uczy się tam młodzież. W pokoju nauczycielskim jako „ten nowy” usłyszałem wiele rad od kolegów przed moją pierwszą lekcją w tej szkole – przede wszystkim często powtarzane „trzymaj ich krótko”. 

Poniższy tekst stanowi miks obserwacji i wniosków po zaledwie 3 dniach pracy w szkole z wieloma różnymi klasami. Wyłoni się z niego, niestety, obraz polskiej szkoły, w której uwięzieni w swoich wyobrażeniach o dzieciach i młodzieży nauczyciele często nie dostrzegają ich prawdziwych potrzeb. Chcę podkreślić, że w rozmowach moi uczniowie odnosili się do wszystkich lat swojej edukacji, a więc nie są to, broń Boże, zarzuty kierowane w stronę konkretnej szkoły, lecz wnioski dotyczące edukacji w ogóle.

Sztuczne pozycje, klasowy kontrakt i własne zdanie

Schemat pierwszej lekcji zawsze jest podobny. Wchodzę do klasy, mówię kilka słów o sobie. Patrząc na uczniów od razu przypominam sobie godziny spędzone w szkolnej ławce w niewygodnej, jak dla mnie, pozycji i układzie, przy którym o współpracy klasowej nie może być mowy. Mówię o tym wprost na głos i proponuję moim dzieciakom (dla mnie zawsze będą dziećmi), by zaaranżowali klasę do warunków dla nich optymalnych. Po początkowym szoku i nieśmiałości każda klasa wykonuje to zadanie po swojemu: jedna siada w okręgu, inna przy wspólnym stole, jeszcze inna na podłodze. Chcę, aby każde kolejne spotkanie ze mną zaczynało się właśnie od przemeblowania klasy według potrzeb uczniów.

W takich warunkach możemy rozpocząć rozmowę. 

– Spiszmy klasowy kontrakt – proponuję, a w oczach moich uczniów dostrzegam rysujące się słowo „nuda”. – Chciałbym, żebyście zastanowili się nad tym, co w szkole lubicie oraz nad tym, co chcecie zmienić. Pomyślcie, jak wyglądałaby według was szkoła idealna, taka z waszych marzeń i właśnie te wnioski wyznaczą nam zasady naszej współpracy.

Zapada grobowa cisza. Niektórzy uczniowie chcieliby coś powiedzieć, ale się… wstydzą? A może nie wierzą, że szkoła idealna jest możliwa? Po kilku zachętach słyszę zdanie, które pojawi się jeszcze w kilku innych oddziałach.

– To my możemy mieć własne zdanie? – pyta jedna z uczennic.

Zasady, układ, gra

Klasowy kontrakt spisujemy wspólnie na tablicy.

Pierwszy punkt zawsze jest „mój” – to szacunek.

– Chcę, byście szanowali się wewnątrz grupy, jak również nie pozwolę sobie na brak szacunku wobec mojej osoby. Ale to oznacza, że i wy musicie wymagać ode mnie tego, abym was szanował – wyjaśniam. Pękają pierwsze lody, idziemy dalej.

– Chcemy zrozumieć, po co tu jesteśmy – rzuca ktoś. 

– A dotychczas? – pytam

– Od zawsze jest tak, że przychodzi się na lekcje, bo trzeba. Co z tego, że, w przypadku języka rosyjskiego, wiemy, że w czasownikach dokonanych z przedrostkiem wy- akcent pada na pierwszą sylabę, skoro na ulicy Rosjaninowi nie odpowiedzielibyśmy nawet jednym słowem na pytanie? Ale tak jest wszędzie…

– Jesteśmy ludźmi! – nagle ktoś wykrzykuje – Czasem robimy błędy, ale to nie dlatego, że jesteśmy źli. Po prostu czegoś nie wiemy, a wtedy najczęściej spotyka nas za to kara… Chcemy móc też być samodzielni, a nie jak roboty powtarzać słowa nauczyciela.

– Luźna atmosfera – dodaje inny uczeń. – I nie chodzi nam o to, żeby nic nie robić. Proszę pana, my chcemy się uczyć, ale chyba nikt jeszcze nie dał nam na to szansy, a nie jesteśmy w stanie tego robić, gdy wszyscy się na siebie denerwują.

Po chwili pojawiają się głosy innych uczniów, nawet tych, o których słyszałem, że to „głąby i obiboki” (tymi dokładnie słowami). Zaczynają wierzyć w to, że być może coś, przynajmniej na jednej lekcji, odmieni się…

– Może pan dostosować poziom do nas? – zadaje mi ktoś pytanie – Często jest tak, że nauczyciele „lecą” z kolejnymi tematami, nie pytając nawet nas, czy rozumiemy… A jak nawet powiemy, że nie, to się na nas złoszczą.

– Musi być pan cierpliwy i pokorny! Nie wszystko od razu rozumiemy, ale też nie dla każdego pana przedmiot będzie najważniejszy. Chcemy nauczyć się rosyjskiego, ale nie chcemy, byśmy musieli traktować pana jak boga. 

– Chcemy wszyscy zdać…

– Boicie się jedynek? – dopytuję

– Bardzo często słyszymy na lekcjach, że dostaniemy jedynkę, jak nie będziemy robić tego, co każe nauczyciel – słyszę w odpowiedzi. – Jak mamy się czegoś nauczyć w takim stresie?

– Nie chcemy siedzieć tu jak za karę – wtrąca się jakiś głos.

– A co ze sprawdzianami i kartkówkami? Mogą być proste…? – słyszę pytanie.

– A co by było ze sprawdzianami w szkole idealnej? – podpytuję i słyszę nieśmiałą odpowiedź.

– Nie byłoby…

– Zapiszmy więc i ten punkt na tablicy – mówię z uśmiechem.

Młodzi ludzie, ta „swołocz, tałatajstwo, głąby i lenie” zaproponowali bardzo rozsądne postulaty. Dlaczego tak się stało?

– Jest pan pierwszym, który faktycznie chciał nas wysłuchać. My chcemy jak najwięcej czerpać z lekcji, ale gdy czujemy, że ktoś nie szanuje nas, my też nie będziemy szanować tej osoby. Niektórym (nauczycielom) się wydaje, że to dla nich przychodzimy. Nie mają w sobie ani trochę pokory i zrozumienia – słyszę w odpowiedzi od zbuntowanej i okropnej młodzieży.

Ćwiczenie na rozumienie ze słuchu

W drugiej części lekcji proponuję ćwiczenie na rozumienie ze słuchu. 

– Puszczę wam rosyjską piosenkę. Wysłuchajcie jej i zapiszcie po polsku wszystko, co uda wam się zrozumieć – tłumaczę, a po paru minutach okazuje się, że kartki wielu uczniów pozostają puste, na innych pojawiają się 2-3 słowa. Tylko kilka osób ze wszystkich klas łącznie wypisuje więcej fraz.

– Wiecie, czemu poszło wam tak źle? – pytam – Z co najmniej trzech powodów. Po pierwsze, gdy jadę pociągiem, to na dworcu często nie rozumiem połowy wygłaszanego komunikatu, choć to mój język ojczysty. Nie zawsze rozumiemy wszystko w języku polskim, więc tym bardziej nie możemy się nastawiać na to, że zrozumiemy wszystko w języku obcym. Po drugie, jesteście przyzwyczajeni do tego, że zadanie wykonane dobrze, to takie, które jest wypełnione w 100% poprawnie. Nie fiksujcie się na błędach! Ryzykujcie, popełniajcie błędy – tylko tak będziecie w stanie się czegoś nauczyć. Po trzecie, strasznie się spięliście. Wrzućcie na luz, przyjmijcie wygodne pozycje, wyłączcie skupienie „na spinie”. Pozwólcie, aby słowa z piosenki płynęły same. 

Przy drugim odtworzeniu piosenki kartki zapełniły się notatkami. Na ich podstawie każda klasa opowiedziała, o czym jest piosenka.

– Widzicie, chciałem udowodnić wam jedną rzecz. Nie musicie rozumieć wszystkiego, żeby być w stanie się dogadać. Nie rozumieliście każdego słowa, a jednak wiecie, o czym śpiewa piosenkarka. A po drugie… patrzcie, jak ważne jest to, by zwyczajnie wyluzować. Powiedzcie, jak byście zareagowali, gdybym na „dzień dobry” poprosił was, byście wyciągnęli zeszyty, a ja puszczę piosenkę i macie ją zrozumieć?

– Wyśmialibyśmy pana – przyznają uczniowie.

Kończy się mój kolejny dzień w szkole. Kolejni uczniowie podchodzą i pytają o możliwość zwiększenia ilości godzin z języka rosyjskiego.

– Ja nienawidziłem rosyjskiego, ale teraz to będzie mój ulubiony przedmiot! – słyszę nie raz, gdy młodzież podchodzi do mnie podczas dyżuru.

– Czemu? – pytam z uśmiechem.

– Bo czujemy się tam bezpiecznie i wiemy, że czegoś się nauczymy, bo pan nas rozumie.

A co z zachowaniem klas na lekcjach? Zawsze powtarzałem, że jeśli nauczyciel będzie autentyczny w stosunku do uczniów i oprze swoją relację z nimi na szczerości i rozmowie, to uczniowie nigdy tej szansy nie zmarnują. Oni naprawdę chcą się uczyć. Na kolejnych lekcjach moje grupy, które jeszcze przed chwilą nie umiały wykrztusić słowa, pisały piękne wypowiedzi po rosyjsku. Wystarczyło, że przestali się bać błędów i wiedzieli, że stoi przy nich lider, a nie dyktator. 

Nauczyciel – lider czy dyktator?

 

autor: Przemysław Kleniewski – dydaktyk, metodyk nauczania, rusycysta. Organizator szkoleń z zakresu tzw. świadomej edukacji dla rodziców oraz nauczycieli. Aktywnie działa na rzecz zmian w polskiej szkole, współpracując przy tym z wieloma organizacjami oraz nauczycielami i rodzicami. Szczególnie interesuje się budowaniem relacji nauczyciel-uczeń. Prywatnie wielki miłośnik kolei (z racji tradycji rodzinnych).

https://www.facebook.com/pkleniewski

 

To my możemy mieć własne zdanie? – czyli o tym co się stało, kiedy pozwoliłem uczniom mówić
4.3 (85.38%) 26 głosów