Świat Labiryntów Bliziny znany jest przede wszystkim z ogromnego labiryntu tworzonego co roku na polu kukurydzy. Ale to miejsce obfituje w inne niespodzianki, dzięki którym napracują się i nogi i głowa.

Zatrzymujemy się przed kolejnym rozwidleniem. Drewniane ściany wokół nas są zbyt wysokie, żeby podpatrzeć, dokąd iść dalej. Skonfundowani zastanawiamy się, jak trafić do wyjścia. Wydaje nam się, że już w tym miejscu byliśmy, ale może to tylko złudzenie? Tak czy siak, trzeba iść dalej…

Labirynt, w którym utkwiliśmy, to pole wielkości niewielkiego boiska, na którym ustawiono drewniane ściany. Utworzone w ten sposób korytarze tworzą plątaninę dróg wiodących do czterech narożnych wież, kilku mostków oraz górującej nad całością najwyższej wieży obserwacyjnej. Naszym zadaniem jest odnaleźć przytwierdzone gdzieś do ścian tabliczki zawierające opisy mitycznych zwierząt. Nasza „Trasa Czarusia” to jeden z czterech sposobów przejścia drewnianego labiryntu. Każdy z nich ma inny stopień trudności. Ambitni rozwiążą wszystkie cztery, nam wystarczył jeden, by poczuć autentyczne zmęczenie odnajdywaniem się w plątaninie drewnianych korytarzy. Po odnalezieniu wszystkich tabliczek próbujemy dotrzeć do wyjścia. Już raz przy nim byliśmy, ale cofnęliśmy się, żeby skompletować zadanie. Teraz nie możemy go odnaleźć. W końcu, już autentycznie zmęczeni, docieramy do… wejścia. Trudno, wychodzimy wejściem, w końcu zadanie udało nam się rozwiązać. Uff…

Drewniany labirynt nas zaskoczył. Wkraczając do Świata Labiryntów Bliziny byliśmy przekonani, że to pole kukurydzy (3 hektary powierzchni) okaże się największym wyzwaniem. Zanim jednak zapuścimy się w kukurydziane ścieżki, musimy pokonać „Labirynt wiecznych mgieł” – na rozgrzewkę, jak mówi pani z obsługi, oraz rozwiązać kilka zadań matematyczno-ruchowych: dotrzeć do środka placu skacząc po ponumerowanych płytkach, aby zgadzał się wynik równania czy przepleść się przez plątaninę lin, do których jesteśmy przypięci wspinaczkowym karabińczykiem. Dopiero po rozwiązaniu tych zadań otrzymujemy tajne hasło, które upoważnia nas do wkroczenia na pole kukurydzy.

Każdej wiosny na polu powstaje labirynt o niepowtarzalnym wzorze. Najpierw pole obsiewa się kukurydzą, potem wkracza na nie geodeta i precyzyjnie wytycza ścieżki. Labirynty tworzy Adrian Fisher, Anglik, którego słynne dzieła można znaleźć na całym świecie. Kukurydza rośnie całą wiosnę aż osiągnie odpowiednią wysokość. Zwykle dzieje się to na początku lipca, choć dopiero w sierpniu urośnie do swego maksimum.

Na pole wkraczamy z mapą labiryntu w dłoni oraz długą chorągiewką. Gdybyśmy zabłądzili, trzeba nią energicznie pomachać, żeby obsługa mogła pokazać nam drogę do wyjścia. Naszym zadaniem jest przejść cały labirynt i odnaleźć miejsca, które… nie do końca zgadzają się z mapą. Co takiego!? – gdy usłyszeliśmy o tym, że mapa bywa nieprecyzyjna, brwi podniosły nam się w zdumieniu. Ale – zapewnia pani z obsługi – nie taki straszny diabeł, jak go malują. No dobrze, idziemy!

Na początku jest dość łatwo, jednak „im dalej w kukurydzę, tym więcej kaczanów”. Ścieżki wiją się, plączą, przecinają, kukurydza chwilami zupełnie zasłania widok. Całą uwagę skupiamy na mapie próbując skręcić we właściwy korytarz. Po drodze mylą nas wspomniane nieścisłości mapy, które zaznaczamy ołówkiem. W końcu udaje nam się znaleźć wyjście, radośnie uderzamy w zawieszony na mostku dzwon obwieszczający koniec wędrówki.

Czeka na nas jeszcze wspomniany wyżej labirynt z drewna, ale zanim tam wkroczymy, posilamy się pysznym ciastem rabarbarowym. Na tych, którzy potrzebują jeszcze więcej energii, czeka kiełbaska, którą można samemu upiec na ognisku oraz inne specjały. Posileni, ale już lekko zmęczeni wkraczamy do drewnianego labiryntu nie wiedząc, że okaże się największym wyzwaniem dnia.

Świat Labiryntów Bliziny opuszczamy po kilku godzinach zmęczeni, ale bardzo, bardzo szczęśliwi. Było naprawdę super!

Informacje praktyczne:

Świat Labiryntów Bliziny znajduje się w niewielkiej wiosce Bliziny przy drodze nr 233 pomiędzy Pruszczem Gdańskim a Kościerzyną.

WAŻNE – z powodu słabego zasięgu GSM płacić można wyłącznie gotówką.

Na miejscu jest kawiarnia z napojami i czymś do zjedzenia, ale warto mieć coś do picia w plecakach – na polu kukurydzy słońce chwilami praży naprawdę ostro. Z tego samego względu przydadzą się nakrycia głowy i okulary przeciwsłoneczne. W przypadku niepogody trzeba się przygotować na błoto, w końcu spacerujemy po prawdziwym polu uprawnym.

Wszystkie szczegóły znajdziecie TUTAJ.

This slideshow requires JavaScript.

foto: Wojciech i Aneta Musiał