W dyskusji wokół serialu „Squid Game” rodzicielska społeczność podzieliła się na dwa obozy. Jeden to rodzice zaniepokojeni, alarmujący, pełni obaw. Drugi obóz to rodzice, którzy uważają, że nie ma żadnego zagrożenia, mówią „eee tam, my też bawiliśmy się w czterech pancernych i wyrośliśmy na porządnych ludzi”, albo „w Star Warsach też jest przemoc i nikt z tego powodu nie robi rabanu”. Kto ma rację? Czy jest się czym martwić? Czy wystarczy zakazać dzieciom oglądania serialu i zabaw nim inspirowanych, by poradzić sobie z problemem?

Serial „Squid Game” jest oznaczony kategorią wiekową 16+. Z pewnością nie jest to film odpowiedni dla siedmio- czy dziesięciolatków, a jednak dotarł do dzieci i stał się wśród nich przebojem tej jesieni. Młodzi widzowie go oglądają – czasem w całości, czasem we fragmentach dostępnych już nie tylko na platformie Netflixa, który serial wyprodukował, ale w TikToku, YouTube i w wielu innych zakątkach cyfrowego świata, które z wielką wprawą eksplorują nasze dzieci. Warto się więc zastanowić, czy i w jaki sposób może być zagrażający dla dzieci oraz co powinniśmy w związku z tym zrobić. Czy faktycznie jest powód do alarmu, czy może nieco przesadzamy a nasz niepokój jest wynikiem medialnego szumu wokół filmu? Zaprosiłam do rozmowy na ten temat dwoje ekspertów: Sylwię Wojtysiak – psychoterapeutkę, która w terapii wykorzystuje autorską metodę pracy z filmem oraz Marka Troszyńskiego – socjologa, uważnie obserwującego cyfrowy świat.

Skąd tak wielka popularność „Squid Game”?

Ten serial jest wszędzie – w TikToku, YouTube, jego elementy zaimplementowano do popularnych gier jak Minecraft czy Roblox, stroje i gadżety Squid Game były przebojem tegorocznego Halloween. Dlaczego akurat ten serial zyskał tak „zalewającą” popularność i dlaczego „chwycił” wśród dzieci?

Marek Troszyński: W filmie wykorzystano wiele popularnych elementów popkultury i świata gier, np. kółko, trójkąt i kwadrat to symbole, które każde dziecko zna z konsoli do gier. Ich prostota i możliwość własnoręcznego odtworzenia sprzyja przenoszeniu elementów serialu do świata rzeczywistego. Wizytówkę z kółkiem, trójkątem i kwadratem można łatwo zrobić samemu i już mamy gadżet, który może funkcjonować w realnym świecie. Proste są też gry i zabawy wykorzystane w filmie – dzieci są w stanie bez trudu je odtworzyć, nie potrzeba do tego szczególnych umiejętności ani rekwizytów. To wzmacnia potencjał viralowy tej produkcji – moda na „Squid Game” rozchodzi się błyskawicznie jak wirus.

Prostota (symboli użytych w serialu, gadżetów, zasad gier), dostępność (maskę strażnika czy głównego kreatora gry z serialu można kupić za 30 zł), wirusowy marketing (Squid Game podchwyciło wielu YouTuberów popularnych również wśród dzieci i nastolatków) plus atrakcyjny koncept połączenia świata realnego ze światem komputerowej gry – to wszystko sprawia, że serial ma gromną siłę wpływu na dzieci – z łatwością wlewa się do ich świata.

Prawdziwy problem, czy medialny szum?

Dzieci zaczęły „przynosić serial do domu”. Kolega oglądał i polecał, w szkole ktoś zaproponował zabawę z serialu, „a na Halloween to chcę maskę ze Squid Game, mamo”. W internecie pojawiły się ostrzegawcze wypowiedzi skierowane do rodziców. Serialem i jego popularnością wśród dzieci zainteresowały się media i organizacje działające na rzecz dzieci, nawet minister edukacji zapowiedział, że przyjrzy się tej sprawie.

Sylwia Wojtysiak: Ja mam dylemat – z jednej strony myślę, że nie powinniśmy tak roztrząsać tego serialu, bo włączamy się tym samym w nakręcanie jego popularności i zachęcamy dzieci do oglądania. Ale z drugiej strony powinniśmy o tym mówić, bo ta popularność jest faktem, to się dzieje i wpływa na dzieci. Rozmowa o tym, czy ten serial powinny oglądać dzieci w ogóle nie powinna mieć miejsca, bo to jest oczywiste, że nie, to nie jest serial dla dzieci. Jeśli się nad tym zastanawiamy, relatywizujemy ten fakt. Ale przy okazji tej dyskusji okazuje się, że są dorośli, którzy nie widzą problemu w tym, że ten serial oglądają dzieci. Być może nie widzą w tym serialu tego, co dostrzegają ci, których ten serial niepokoi, mają inną wrażliwość. A być może jest to kwestia braku empatii wobec dzieci, niebrania pod uwagę tego, jak czuje się i jak odbiera ten serial dziecko.

Nauczyciele w szkołach zakazują dzieciom zabaw związanych z serialem, przynoszenia gadżetów nawiązujących do serialu, czy przebierania się w serialowe stroje. Takie zakazy nie rozwiązują jednak żadnego problemu, a jedynie dają nam złudne poczucie, że coś zrobiliśmy w sprawie i że wydając zakaz uchronimy dzieci przed złem. Dzieci nadal interesują się serialem, oglądają go lub szukają w sieci związanych z nim wątków.

W internetowych dyskusjach wiele osób pisze, że ten cały szum to przesada, że przemoc w tym serialu to żadna nowość, że oglądaliśmy już gorsze rzeczy, że dzieci też miały już do czynienia z obrazami przemocy w filmach i że skoro w końcu bawią się w podwórkowe zabawy, powinniśmy się cieszyć. Czy na pewno?

Przemoc przemocy nierówna

Były już inne filmy i seriale, w których krew się lała i przemoc kwitła i – jak piszą rodzice na Facebooku – „dzieciom nic się nie stało”. Czy przemoc w serialu „Squid Game” różni się czymś od tej w ”Star Wars” czy „Władcy pierścieni”? A co z baśniami i bajkami, na których się wychowaliśmy i które od wczesnego dzieciństwa opowiadamy naszym dzieciom? W Czerwonym Kapturku też jest masakra – pożarta babcia i wnuczka, rozpruty wilk, baśnie braci Grimm są okrutne i nieetyczne. Co do nich jednak nie mamy tak szarpiących wątpliwości, jak wobec „Squid Game”.

Marek Troszyński: W kulturze elementy okrucieństwa, przemocy i zachowań nieetycznych są obecne od setek lat. Sam serial „Squid Game” nie przekracza żadnych granic – sceny przemocy nie różnią się od tych, jakie stosuje w swoich produkcjach np. Quentin Tarantino. Bez trudu mogę przywołać kilka innych filmów, które pod względem przemocy są dużo „mocniejsze” niż „Squid Game”. Co możemy zarzucić twórcom tego serialu to to, że pod pozorem zabawy pokazują zachowania, które są okrutne lub niewspółgrające z naszymi normami społecznymi, bo opierające się na zasadzie „zabij, zniszcz, bo inaczej sam zginiesz”. Przemoc w „Squid Game” wywołuje u nas mocniejsze reakcje, ponieważ jest zestawiona z niewinnymi zabawami dziecięcymi i odwołuje się do wspomnień z dzieciństwa. Mimo, że na ekranie widzimy dorosłych ludzi, to kontekst podsuwa nam skojarzenie z bawiącymi się dziećmi, dlatego kiedy w zabawie pojawia się brutalna przemoc jest to szczególnie wstrząsające.

Sylwia Wojtysiak: Koreańskie filmy pokazują specyficzne podejście do przemocy. One kipią przemocą i są tworzone po to, by tę przemoc pokazywać. Squid Game jest kwintesencją tego, co robią Koreańczycy. Oni się bawią przemocą.

Sceny przemocy są obecne w bardzo wielu filmach produkcji amerykańskiej czy europejskiej, również tych dla młodych widzów. Jednak jest różnica między filmem, gdzie przemoc stanowi ilustrację jakiejś myśli, idei czy historii, jest rodzajem rekwizytu, środka wyrazu, a filmem jak „Squid Game”, gdzie przemoc jest głównym, pierwszoplanowym bohaterem. Więc jednak Squid Game to nie to samo co bajka o Czerwonym Kapturku i nie to samo, co „Star Wars” czy nawet „Władca pierścieni”.

Podwórkowe zabawy wróciły do łask, ale…

Proste podwórkowe zabawy za sprawą serialu przeżywają swój renesans. Dzieci w szkołach bawią się w podpatrzone w serialu gry. Właściwie powinno nas to cieszyć, chyba lepiej, żeby bawiły się w „Raz, dwa, trzy baba Jaga patrzy” niż siedziały z nosami w smartfonach? A jednak te zabawy niepokoją, bo w serialu są zrośnięte ze scenami przemocy. I nie wiemy, czy w głowach naszych dzieci te zabawy są tylko zabawami, czy też stanowią furtkę do zachowań przemocowych. Nie wiemy, czy Staś i Zosia bawiąc się w taką zabawę nie uznają, że jej oczywistym elementem jest skopanie tyłka koledze, który przegrywa. Nie wiemy, czy potrafią rozdzielić samą zabawę od elementów, których w niej być nie powinno – jak przemoc, czy upokarzanie przegranych.

Sylwia Wojtysiak: Większość dzieci wie, że taki film jak „Squid Game” jest „na niby” – że to nie jest prawdziwa krew, że to, co się tam dzieje nie jest naprawdę. Ale ja chroniłabym dzieci przed tym serialem dlatego, by nie odbierać im zabaw. W filmie wykorzystano zabawy, które należą do świata dzieci. Obraz takiej zabawy zestawionej z przemocą pozostanie w pamięci i kiedy potem dzieci będą się bawiły w te zabawy, będą miały flashbacki właśnie z serialu. Wyobraźmy sobie, że główny bohater serialu po wszystkich swoich doświadczeniach, jakie przeżył w grze, cofa się w czasie do dzieciństwa, tylko ze świadomością dorosłego. I próbuje się bawić. Te zabawy przecież nie będą już dla niego niewinne, będą się kojarzyły ze śmiercią, przemocą, traumą, którą przeżył. Dzieci, które znają serial choćby we fragmentach, choćby od kolegów, bawią się w „Raz, dwa trzy baba Jaga patrzy” i kojarzą tę zabawę z kontekstem w jakim była pokazana w serialu. Żaden nauczyciel już nie wykorzysta tych zabaw podczas zajęć, bo już nie jest możliwe zagrać w nie bez skojarzenia z serialem.

Przemoc, która powinna pozostać elementem świata dorosłych (jeśli już musi istnieć), a najlepiej, żeby nie wykraczała poza świat wyobraźni i fantazji, tu przenika do realnego świata dzieciństwa i zawłaszcza jego niewinność. Być może to właśnie ten serial powinien nam uświadomić: że dzieciństwo i przemoc wcale nie są od siebie z definicji odseparowane. Że musimy wykonać pewien wysiłek, potrzebne są nasze działania, by doświadczenie przemocy trzymać od dzieci z daleka. Tak długo, jak to tylko możliwe. Jeśli dzieciństwo ma być beztroskie i szczęśliwe, to my musimy je takim uczynić. Tylko czy chcemy, czy uważamy to za ważne?

Sylwia Wojtysiak: Dzieci w ogóle nie powinny być wystawione na przemoc. One się dopiero rozwijają, ich wrażliwość się rozwija i każde doświadczenie ma na ten rozwój jakiś wpływ. Pozwalając, by dzieci w jakiś sposób obcowały z przemocą możemy je znieczulić na pewne wątki, przez co wyrosną na ludzi, którzy nie będą empatyczni. Albo osiągniemy odwrotny efekt – nadwrażliwości. My, dorośli jesteśmy od tego, żeby chronić dzieci przed przemocą. Dzieci nie rozumieją, dlaczego nie powinny bawić się w zabijanie, czy w strzelanie do siebie. To my musimy im to wyjaśnić. Przede wszystkim jest to zadanie rodziców. Jednak w przypadku Squid Game, to nie rodzice zareagowali. Wielu rodziców dopiero z mediów dowiedziało się, że dzieci oglądają serial pełen przemocy i odtwarzają pokazane w nim zabawy. Albo – jak w Wielkiej Brytanii – to władze zwróciły uwagę rodziców na tę sprawę i wręcz nakazały, by rodzice podjęli temat i zainteresowali się nim w rozmowach z dziećmi.

My też się tak bawiliśmy i wyrośliśmy na ludzi

Niektórzy rodzice dowiedziawszy się o tym, jak serial wkracza w życie dzieci, rzeczywiście się tym przejęli i zaniepokoili. Inni uważają, że ten alarm to przesada. Mówią: my w dzieciństwie oglądaliśmy „Czterech pancernych”, radzieckie filmy wojenne – tam też była przemoc. Potem bawiliśmy się w wojnę na podwórkach – tak jak teraz dzieci bawią się w gry ze „Squid Game”. I – piszą niektórzy rodzice – przecież nic nam się nie stało, wyrośliśmy na ludzi, nie biegamy teraz z karabinami i nie robimy masakry na ulicy. Poza tym, jak twierdzą niektórzy, lepiej niech się dzieci oswajają z tym, co je spotka w prawdziwym życiu.

Sylwia Wojtysiak: No właśnie! My sobie nie zdajemy sprawy z tego, że jesteśmy od pokoleń wychowywani w przemocy. Jesteśmy bardzo przemocowym społeczeństwem. Od życia domowego po życie polityczne jesteśmy przesiąknięci przemocą. Więc kiedy ktoś mówi, że wychował się na zabawach w wojnę, czy na wspomnieniach wojennych i wyszedł na ludzi, to nawet sobie nie zdaje sprawy z tego, co mówi. To jest właśnie dowód na to, że przwemoc wywarła na niego taki wpływ, że już tego nie widzi. My relatywizujemy zło – zamiast mówić, że druga wojna światowa była złem, bawimy się w czterech pancernych. Nie konfrontujemy się z tym, czym tak naprawdę jest przemoc i czym tak naprawdę jest zabawa w wojnę – powielaniem przemocy. To jest właśnie efekt odwrażliwienia i braku empatii, o którym wspomniałam wcześniej, który prowadzi do tego,że dalej powielamy i odtwarzamy przemoc. To nie jest tak, że pobawiliśmy się w czterech pancernych, skończyliśmy się bawić i już. To, co dziś widzimy na ulicach – nacjonalizm, faszyzm, antysemityzm, homofobia – to ciąg dalszy, to jest wciąż ta sama przemoc powielana z pokolenia na pokolenie, dzielenie świata na ofiary i katów. A w normalnym świecie powinno być miejsce na znacznie więcej. Mamy w Polsce tendencję do wchodzenia w rolę ofiary lub kata, a nie mamy miejsca na przyjęcie odpowiedzialności za to, czego doświadczyliśmy. Nie konfrontujemy się z tym. Zwróćmy uwagę na to, że rozmawiamy o Squid Game, a nie rozmawiamy o przemocy w realnym życiu – na przykład o sytuacji na granicy polsko-białoruskiej. A przecież nasze dzieci to widzą, są świadkami tej przemocy, która tam się dzieje. Nie rozmawiamy o przemocy, która dzieje się w realnym życiu, a rozdmuchujemy coś, z czym zresztą też nie umiemy sobie poradzić.

Koreańczycy mają w swoich filmach specyficzny stosunek do przemocy – bawią się nią, co doskonale widać w Squid Game. My też – jak widać – mamy swój specyficzny stosunek do przemocy – udajemy, że jej nie ma, bo nie umiemy wziąć za nią odpowiedzialności, rozmawiać o niej, zmierzyć się z nią i sobie z nią poradzić. Może dlatego ten serial wywołuje tyle emocji i może na tym polega jego wartość, że nas zmusza do zmierzenia się z tym, co trudne – z tematem przemocy. 

Rywalizacja, nie współpraca

Jest jeszcze drugi, obok przemocy, ważny wątek, który w serialu powiązano z dziecięcymi zabawami i na który powinniśmy zwrócić uwagę. To wątek rywalizacji.

Marek Troszyński: Istotnym elementem gier w serialu jest to, że pula wygranej rośnie wraz z każdą śmiercią kolejnego uczestnika a życie i śmierć są wprost przeliczane na pieniądze. Śmierć innych jest moją wygraną. Mój zysk jest jednocześnie stratą innych. Nie ma współpracy, jest tylko rywalizacja. Nawet jeśli gdzieś po drodze zawierane są jakieś sojusze, okazuje się, że to nie współpraca prowadzi do wygranej i żeby przeżyć trzeba grać tylko na siebie, bo żebym ja mógł wygrać, wszyscy inni muszą przegrać. Zasady gry zostały precyzyjnie przemyślane, aby nie pozostawić miejsca na żadną kooperację. Na przykład kiedy w jednej z gier uczestnicy mają połączyć się w pary, dobierają się z tymi, których najbardziej lubią, a potem każe się im między sobą wybrać zwycięzcę, czyli de facto wybrać, kto zginie.

Taka rywalizacja na śmierć i życie była też w „Igrzyskach śmierci”, a dylematy kogo poświęcić, kogo ocalić możemy spotkać w wielu filmach wojennych. Tyle że siedmio- i ośmiolatki nie oglądają filmów o powstaniu warszawskim, a „Igrzyska śmierci” też nie zyskały szczególnej popularności w tej grupie wiekowej nie miały też tak mocnego marketingu wirusowego. Problem polega tu na tym, że w „Squid Game” ta skrajna rywalizacja,  rywalizacja o życie przenika do dziecinnych, prostych zabaw. I kiedy dzieci odtwarzają te zabawy na szkolnym podwórku, ten kontekst już z nimi pozostaje.

Marek Troszyński: Dziś nie chcemy promować takiej rywalizacji, wyścigu szczurów, nie chcemy uczyć dzieci, że warto po trupach dążyć do celu. Pokazanie tej ideologii, że trzeba zniszczyć wszystkich innych, by osiągnąć zwycięstwo, budzi mocne zastrzeżenia. W szczególności, kiedy taka ideologia podszywa się pod niewinne dziecięce zabawy. Co prawda w serialu ostatecznie zwycięzca w sensie moralnym czy emocjonalnym nie wygrywa, jest zdruzgotany i nieszczęśliwy, więc wydźwięk tej historii jest taki, że ta rywalizacja i przemoc, uwikłanie w grę nie prowadzą do szczęścia.

Trzeba się jednak zastanowić, czy ta część przekazu trafia do dzieci i jaki ostatecznie obraz świata pozostaje w ich głowach po obejrzeniu serialu w całości, albo tylko we fragmentach.

Sylwia Wojtysiak: Dzieci odbierają serial obrazami. Nie odczytają tego, co między wierszami, nie odczytają przekazu z drugiego dna, ani specyficznego kontekstu. Zapamiętają obraz zabawy, która kończy się masakrą. Nie zobaczą w tym filmie krytyki kapitalizmu czy socjalizmu, ostrzeżenia przed uwikłaniem w hazard, czy gry pozorów doprowadzającej do bankructwa. Nie zastanowią się głębiej nad tym czym jest sukces i osiąganie go za wszelką cenę i co jest wszelką ceną. Nie wyciąganą wniosków na temat przyjaźni i lojalności. Ten obraz przysłoni im to, co dorosły mógłby wyselekcjonować. Myślę, że również wielu dorosłych będzie miało problem z odczytaniem tego przekazu ukrytego w głębszych warstwach. 

Co mamy z tym zrobić? Zabronić?

Nauczyciele w szkołach zabraniają dzieciom bawić się w zabawy znane z serialu. Rodzice również stosują zakazy jako sposób na uchronienie dzieci przed kontaktem z serialem i zawartą w nim przemocą. To jednak nie wystarczy. Po pierwsze dlatego, że dzieci zaintrygowane modą na Squid Game nawet jeśli nie obejrzą zakazanego serialu w całości, to natkną się na poszczególne sceny czy wątki na TikToku, YouTube, w Minecrafcie, w Robloxie, a to kolega pokaże na smartfonie, a to ulubiony youtuber wspomni. Możliwe też, że dzieci nie oprą się ciekawości podsycanej przez wszechobecność serialowych motywów – w zabawach, rozmowach rówieśników, mediach społecznościowych. Zabraniając dzieciom zabaw związanych z serialem czy oglądania go jedyne co osiągniemy, to złudne poczucie, że coś zrobiliśmy w sprawie, które sprawi, że nasza czujność i uważność znacznie się zmniejszy. Zresztą wiele dzieci już widziało serial lub jego kawałki. Nie odzobaczą tego. To, co naprawdę powinniśmy zrobić wymaga nieco więcej wysiłku, uwagi i czasu niż powiedzenie „nie wolno”, czy „szlaban na komputer”.

Sylwia Wojtysiak: Na pewno nie powinniśmy poprzestać na zakazach, bo wtedy dopiero wpędzimy się w tarapaty – dzieci i tak będą ten serial oglądać, a my nie będziemy wiedzieli, co z tym zrobić. Z pewnością rodzice dzieci, które widziały serial powinni obowiązkowo go obejrzeć. A potem rozmawiać z dziećmi o wszystkich wątkach, które zobaczyły w serialu, w jego fragmentach, czy w zabawach zapożyczonych z filmu. Ale wcale nie o przemocy, bo jeśli wciąż będziemy wracać i mielić tylko ten temat, to ta przemoc będzie się dzieciom utrwalać w pamięci i w psychice. Myślę, że trzeba przenieść punkt ciężkości tych rozmów w inne miejece, zdjąć przemoc z frontu sceny, pokazać za to kontekst. Rozmawiałabym o postaci córki głównego bohatera, o przyjaźni, o lojalności, o emocjach głównego bohatera i jego motywacjach, o różnych innych wątkach, które się tam pojawiają. Wtedy ta przemoc traci siłę wyrazu, wchodzi w tło, a my dajemy większą wagę czemuś innemu. To od nas zależy, czemu nadamy wartość w rozmowach z dziećmi. Pojawia mi się też taka refleksja, czy naprawdę jesteśmy w stanie chronić dzieci przed przemocą, czy raczej powinniśmy uczyć je jak sobie z nią radzić. To ważna kwestia która wzięłabym pod uwagę w rozmowach z dziećmi.

To, jak my jesteśmy wrażliwi, w jaki sposób opowiadamy i pokazujemy dzieciom świat, jak z nimi rozmawiamy wpływa na to, jakimi ludźmi nasze dzieci się stają. Nasza postawa wobec „Squid Game” ma wpływ na to, jaką postawę wobec wątków pokazanych w serialu przyjmą dzieci. One patrzą na nas i idą za naszym przykładem. Słuchają tego, co mówimy. Jeśli nie robimy nic, nie reagujemy, nie rozmawiamy, to zostawiamy dzieci samym sobie. Jeśli ograniczamy się do wydania zakazu, czy zrobienia afery „co ty tam oglądasz?!” i „masz szlaban na smartfona!” – to właściwie też zostawiamy je bez wsparcia. Skoro już się ten serial wydarzył, wykorzystajmy tę okazję, by zainteresować się tym co fascynuje dzieci, by porozmawiać z nimi o tym, co ważne, by zauczestniczyć w ich życiu i w procesie ich rozwoju. A także żeby zmierzyć się z obecnością przemocy w naszym doświadczeniu i w rzeczywistości, w jakiej żyją i jakiej doświadczają nasze dzieci.

Sylwia Wojtysiak – certyfikowana psychoterapeutka, specjalistka terapii uzależnień, seksuolożka, autorka metody wykorzystania filmu w psychoterapii (psychokinoterapia)

dr Marek Troszyński – Socjolog, kierownik Obserwatorium Cywilizacji Cyfrowej w Collegium Civitas, zajmuje się badaniem wpływu technologii na życie społeczne.

autorka:  Elżbieta Manthey – założycielka Juniorowa, współzałożycielka Fundacji Rozwoju przez Całe Życie, blogerka, dziennikarka, mama Marysi i Tymona. Propaguje wychowanie i edukację oparte na szacunku dla dzieci. Pasjonatka dobrej edukacji – tropi nowinki i nowoczesne pomysły edukacyjne, angażuje się w różnorodne działania na rzecz lepszej edukacji.