O planowanej reformie edukacji wiele już napisano. Czuję jednak potrzebę, żeby dołożyć do opublikowanych wypowiedzi swoje pięć groszy. Jestem nauczycielką, pracuję już prawie dwadzieścia lat, ale nie o tym zamierzam pisać. Jestem przede wszystkim matką szóstoklasisty.

Mój syn stał się ofiarą kolejnych reform edukacji. Urodził się w 2005 roku. Gdy miał sześć lat, rząd Platformy Obywatelskiej postanowił obniżyć wiek szkolny. To był ostatni rok, gdy rodzice mieli mieć wybór, bo od następnego wszystkie sześciolatki miały obowiązkowo iść do szkoły. Nie przewidziałam, że rząd się wycofa z wprowadzenia tej reformy (mój błąd) i posłałam go wcześniej do szkoły. Rok później miała nastąpić kumulacja i prawie dwa roczniki miały rozpocząć edukację.

Co było fatalne przy wprowadzaniu tej reformy? Po pierwsze, żeby przekonać rodziców do posłania sześciolatków do szkoły, zmieniono podstawę programową w przedszkolu. Rodzice mieli dojść do wniosku, że dzieci w przedszkolu się nie rozwijają i nie uczą i wybrać szkołę. Trudno wymyślić coś bardziej szkodliwego dla dzieci. Trafiały do szkoły gorzej przygotowane do podjęcia nauki, nie dlatego, że były młodsze, ale dlatego, że rządzący jak zwykle przedobrzyli. Drugi błąd to przedłużanie chaosu. Wbrew temu, co wydaje się wielu rodzicom i co dominuje w dyskusji na ten temat, mniejszym problemem jest to, czy do szkół trafią sześcio- czy siedmiolatki. Najważniejsze jest to, żeby dzieci uczyły się z rówieśnikami. Tymczasem rządzący zrobili najgorszą możliwą rzecz, przedłużyli okres chaosu, wydłużając czas wprowadzania reformy. To łączenie uczniów w różnym wieku w jednej klasie powoduje najwięcej problemów dzieci młodszych. Często nie pojawiają się one na początku, czasem dopiero w klasie czwartej albo piątej okazuje się, że część młodszych dzieci jest słabsza manualnie, sportowo, a przede wszystkim mniej dojrzała emocjonalnie.

student-1666118_640Moje dziecko, jak wspomniałam, poszło do szkoły rok wcześniej. Rozpoczęło naukę w klasie dla sześciolatków, ale dzięki nieodpowiedzialnej decyzji dyrektora szkoły w czwartej klasie przestała ona istnieć i została uzupełniona o dzieci rok starsze. Intelektualnie sobie radzi, ale pod wieloma względami nie jest dla niego korzystne dzielenie klasy z dziećmi starszymi.

Teraz natomiast mój syn ma stać się ofiarą kolejnego eksperymentu edukacyjnego. Jako matka-nauczycielka nie mogę sobie wyobrazić dla niego niczego gorszego niż nauka w siódmej i ósmej klasie. I tak, marzę, żeby ta reforma odwlekła się choć o rok i żeby mój syn trafił do gimnazjum. Dlaczego? Nawet zwolennicy powrotu do ośmioletniej podstawówki muszą zauważyć, że obecne klasy 4-6 będą na straconej pozycji. Dla nich do siódmej i ósmej klasy trzeba napisać specjalny przejściowy program.

Nauka musi stanowić pewną całość. Dla przykładu, w obecnej szóstej klasie historia kończy się na współczesności. Klasa pierwsza nowego LO ma zacząć się od starożytności. Czego dzieci będą się uczyły przez te dwa lata? Gdy wejdzie nowa ośmioletnia podstawówka, historia w klasach 4-8 będzie stanowiła zamknięty cykl, który w LO będzie się powtarzał w sposób pogłębiony. Dla dzieci, które obecnie uczą się według programu sześcioletniej podstawówki, trzeba będzie coś dosztukować.

Język polski. W LO zarówno trzy, jak i czteroletnim uczymy głównie historii literatury (od starożytności do współczesności). Nie robi się tego w podstawówce i gimnazjum. Natomiast treści, które się pojawiają w tych szkołach, będą w LO potrzebne. Wniosek? W dwa lata (w siódmą i ósmą klasę)  trzeba będzie włożyć materiał trzyletniego gimnazjum, który uczniowie muszą opanować. Tak sytuacja wygląda ze wszystkich przedmiotów. Nasze dzieci cały materiał gimnazjum będą musiały opanować w dwa lata. Przedłużenie nauki w liceum służyć ma dokładniejszemu opanowaniu treści, których obecnie uczy się w tej szkole, a nie treściom z poprzednich etapów edukacji.

Dla tych trzech roczników powstanie tymczasowa podstawa programowa, tymczasowy program, tymczasowe podręczniki. Przygotowane pod presją czasu, ze świadomością, że po trzech latach nie będą do niczego potrzebne. Ktoś wierzy, że zostaną przygotowane dobrze? Gdyby rząd PiS miał na uwadze dobro dzieci i wierzyłby szczerze w konieczność reformowania oświaty w Polsce, to wprowadzałby zmiany dla obecnych klas trzecich, żeby nauczanie przedmiotowe rozpoczęły według nowej koncepcji, zaś klasom 4-6 pozwoliłby spokojnie dokończyć edukację w takim systemie, w jakim ją rozpoczęły.

Marzę o tym, żeby moje dziecko poszło w przyszłym roku do gimnazjum. Uczyło się według sprawdzonych programów i z dobrze napisanych podręczników. Żeby mogło zmienić szkołę, bo większość gimnazjów to świetne placówki, twórcze, kreatywne, z zaangażowaną, kompetentną kadrą. Nie chcę, żeby było ofiarą kolejnych eksperymentów. Nie chcę, żeby konkurowało o miejsce w LO z dziećmi z roczników 2003 i 2004, jest młodsze, będzie mu trudniej. Jeśli my, rodzice, nie ujmiemy się za naszymi dziećmi, to nikt inny tego nie zrobi. Dlatego rodzice szóstoklasistów łączcie się! A rodzice piąto- i czwartoklasistów pomóżcie! Waszych dzieci to też dotyczy.

c

z c cvautorka: Weronika Szelęgiewicz – od 18 lat nauczycielka języka polskiego, przez wiele lat związana z XXXVI LO w Krakowie, gdzie pracowała również według autorskiego programu wiedza o wybranym regionie, ucząc kultury Azji. Uczyła również w Gimnazjum nr 40 (w tym samym zespole szkół), a obecnie – w Zespole Szkół Salezjańskich w Krakowie. Działa również w lokalnym samorządzie, gdzie w Radzie Dzielnicy XIV zajmuje się m.in. kwestiami edukacyjnymi. Angażuje się w akcje ratujące szkoły przed likwidacją, jest zwolenniczką istnienia gimnazjów, uważa, że podstawą edukacji powinna być dobra szkoła samorządowa.

Reforma edukacji – klasy 4-6 na straconej pozycji?
5 (100%) 8 głosów