Nie ma edukacji bez relacji. Edukacja dzieje się pomiędzy ludźmi, a tam, gdzie spotykają się ludzie zawsze są jakieś relacje. Szkoła jest przestrzenią przepełnioną relacjami. I to od ich jakości zależy cała reszta – efektywność nauki, rozwój uczniów, komfort pracy nauczycieli, skuteczność zarządzania dyrektora, współpraca z rodzicami i ich zaufanie do zespołu pedagogicznego, radzenie sobie z problemami. Lepiej więc, żeby te relacje były dobre. Tylko co to znaczy? I jak je budować? A może budują się same i nie bardzo od nas zależą?

Pisze o tym w książce „Dobre relacje w szkole” Natalia Boszczyk – nauczycielka, tutorka, mediatorka, trenerka i mentorka oraz autorka bloga Szkoła Dobrej Relacji. Książka jest „przewodnikiem po zagadnieniach dotyczących budowania dobrych relacji w szkole, napisanym przez praktyka dla praktyków”. Znajdziecie w niej wiele refleksji, spostrzeżeń a przede wszystkim podpowiedzi i pomysłów na to, jak budować dobre relacje w szkole. Zacznijmy jednak od tego, co teraz wiemy i myślimy o relacjach – jakie mamy przekonania, jakim mitom ulegamy. O prawdach i mitach na temat budowania relacji w szkole Natalia Boszczyk pisze w jednym z pierwszych rozdziałów książki. Zgodziła się, byśmy ten fragment przedrukowali. Oto i on:


W społecznej świadomości pojawia się wiele fałszywych przekonań dotyczących relacji. Nauczyciele także nie są od nich wolni. Musimy być ich świadomi, bo w przeciwnym razie będą one skutecznie „podkopywały” nasze wysiłki w kierunku budowania relacji. Jedne z podstawowych z nich mówią, że:

„Relacje nie zależą od nas, relacje nam się przytrafiają” – z moich rozmów z nauczycielami wynika, że często mamy tendencję do nadużywania określenia „udało mi się”. „Udała się” młodzież, „trafił się” sensowny dyrektor, „zdarzyli się” mili rodzice. Rzadko kiedy potrafimy docenić, że to dzięki naszym działaniom mamy dobre relacje z innymi ludźmi w szkole. Myślę, że najlepszym potwierdzeniem tych słów jest fakt, że ta sama klasa, która ma ogromne problemy z jednym z nauczycieli, potrafi świetnie się dogadać z drugim. Nie dlatego, że temu drugiemu „udaje się”, ale dlatego, że ten ostatni ma większe kompetencje w budowaniu relacji. 

To nasza samoświadomość, wyczucie, otwartość, nastawienie na kontakt, umiejętności komunikacyjne, a także życzliwość i serdeczność sprawiają, że mamy dobre relacje z innymi. Warto przyjrzeć się naszym działaniom i dostrzec swoje mocne strony w zakresie budowania relacji. Jeśli ich u siebie nie dostrzegamy – nie ma powodu do obaw: wszystkie wymienione kompetencje są możliwe do wykształcenia na drodze samorozwoju. To prawda, że nauczycieli nikt w tym zakresie nie szkoli (albo programy studiów nie kładą nacisku na te umiejętności), ale nie przekreśla to możliwości pracy nad tym samemu – tym bardziej, że efekty pojawią się nie tylko w kontakcie z uczniami i rodzicami, ale też najbliższymi.

„Zawsze ktoś musi wygrać, a ktoś inny przegrać – nie ma rozwiązań dobrych dla wszystkich” – w tym przekonaniu jest pewnie sporo racji; wszyscy wiemy, że „zgniły kompromis” to żaden kompromis. Z drugiej strony – wiele będzie zależało od naszego nastawienia. Jeśli priorytetem jest sama relacja i zachowanie pozytywnych więzi, wtedy dużo łatwiej dotrzeć nam do rozwiązań typu „wygrany – wygrany”. Takie nastawienie na relację pozwala nam przede wszystkim zdystansować się od samego przedmiotu sporu, problemu, konfliktu i spojrzeć na niego z pewnej perspektywy. Wtedy bardzo często spontanicznie dochodzimy do rozwiązań satysfakcjonujących obie strony. Pytanie brzmi też, czy zawsze jest tak, że musimy ustalać, kto ma rację – a może warto skupić się szukaniu rozwiązań, które pomogą wszystkim i zaspokoją potrzeby wszystkich, bez ustalania, kto ma rację, ale z poszanowaniem tego, jak kto widzi daną sytuację…

„W relacjach trzeba być szczerym do bólu” – w relacjach trzeba być autentycznym, co nie jest równoznaczne z „waleniem prawdy między oczy”. Dobre relacje są dla nas rozwojowe, a nie każdy komunikat taki musi być. Warto zastanawiać się nad tym, co w relacji z uczniem, kolegą/ koleżanką z grona pedagogicznego czy rodzicem będzie komunikatami wspierającymi.

„Dyscyplina i budowanie nauczycielskiego autorytetu wykluczają bycie empatycznym i relacyjnym” – uczniowie definiują autorytet jako kogoś, kto jest autentyczny, kto ma charyzmę, kto kocha to, co robi, i poświęca czas ich problemom. Żadna z tych cech nie wyklucza budowania relacji. Bycie empatycznym nie oznacza też bycia uległym i dawania przyzwolenia na „wchodzenie sobie na głowę” – w dobrych relacjach ludzie dają sobie prawo do stawiania granic i jasnego określania tego, co dla nich ważne.

„Dobrym relacjom szkodzą kłótnie i konflikty” – zdrowe, dobre relacje nie są idealne, konflikty są naturalną częścią naszego życia i naszych relacji; wszędzie tam, gdzie ludzie mają odwagę mówić szczerze o swoich emocjach i dbać o własne potrzeby – tam pojawią się różnice zdań. To raczej sposób radzenia sobie z tymi różnicami i sposób rozwiązywania konfliktów wpływają na jakość naszych relacji. Dlatego dobre relacje nie powstają wtedy, gdy ludzie się na wszystko zgadzają, tylko wtedy, gdy są autentyczni i w sposób nieagresywny realizują swoje potrzeby; ani uczeń, ani nauczyciel, ani rodzic nie musi zgadzać się na wszystko; przeciwnie: prawdziwy kontakt i relacje budują się poprzez przyjazne wyrażanie własnych potrzeb i emocji.

„Najlepsze rozwiązania to takie, które przynoszą szybkie efekty” – nie wszystko, co szybkie, jest lepsze. W relacjach nie chodzi o to, by druga osoba (uczeń, inny nauczyciel czy rodzic) wykonywała szybko, bez szemrania nasze polecenia albo żeby zgadzała się od razu na każde zaproponowane przez nas rozwiązanie. Dialog, ustalanie wspólnych sensów wymagają czasu, ale rozwiązania wypracowane tą drogą są dużo trwalsze i efektywniejsze.

„Problemem są ludzie” – takie przekonanie bardzo silnie wpływa na nasze relacje z innymi. Jeśli wychodzimy od niego, skazujemy się na samotność (co najmniej psychiczną), bo nie ma w nas nastawienia na poznanie drugiego człowieka, jego motywacji, potrzeb, wartości, jest za to szybka ocena, etykietka. Warto zamieniać to podejście na nastawienie „problemem są problemy” – wtedy możemy wspólnie się z nimi zmagać.

„Z niektórymi po prostu się nie da” – nastawienie na budowanie relacji jest dla mnie samej priorytetem i w wielu sytuacjach, gdy przychodzi mi do głowy, że z kimś „się po prostu nie da” – wkładam specjalny wysiłek, by zrozumieć drugiego człowieka, zobaczyć go z jego problemami, ograniczeniami, jego własnym spojrzeniem na świat. Wierzę, że każdy człowiek ma mi coś ważnego do przekazania o sobie. Ten dodatkowy wysiłek zazwyczaj opłaca się. Ale stąpam też twardo po ziemi – wiem, że to nierealne, by z absolutnie każdym mieć świetne relacje… Rozumiem też ludzkie ograniczenia – wiele osób nie ma ani kompetencji interpersonalnych (a czasem terapeutycznych), ani cierpliwości, by z troską pochylać się nad każdym. Wtedy sukcesem wydaje się utrzymywanie „bezkolizyjnego status quo”. Pytanie tylko, czy wszystkie nasze relacje nie stają się takimi „relacjami na przeczekanie, na dystans”? Wtedy powinna nam się zapalić „czerwona lampka”.

To nie jest łatwe!

Czy budowanie relacji jest proste? Czy to się może dziać samo? Jak już wspomniałam, mamy nierealistyczne przekonanie, że ktoś po prostu ma z kimś fajną relację, że ma jakiś ukryty talent albo że „udaje mu się” – najczęściej jest to tak naprawdę bardzo trudna praca i codzienny wysiłek. Oczywiście, z jednej strony każdy z nas ma kompetencje do nawiązywania kontaktu, ale nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, co to znaczy skupiać się na budowaniu relacji. Co dla mnie znaczy, że skupiam się na relacji z uczniem? Z własnym dzieckiem? Ze współpracownikami? Z szefem?

„Robienie” relacji z pewnością wiąże się z poniesieniem pewnych kosztów. Po pierwsze dlatego, że gdy angażujemy się w jakikolwiek związek – także z naszymi uczniami czy współpracownikami – musimy zrezygnować z pełnej kontroli sytuacji. Dla wielu nauczycieli jest to bardzo trudne – wolą opierać się na merytoryce, na sztywnych zasadach, zarządzeniach, ustaleniach, bo to bezpieczne, stabilne i przewidywalne. W budowaniu relacji musimy w dużym stopniu zrezygnować z takiego podejścia, ponieważ budowanie więzi polega na otwarciu się na drugiego człowieka, na poleganiu bardziej na własnej intuicji. Czasem wymaga od nas rezygnacji z kawałka naszej prywatności i otwarcia się. Wystawiamy się wtedy na „nieprzewidywalne”, a czasem także na przykrości. Łatwiej iść przez życie (przez edukację) z nastawieniem „sam sobie dam radę, nikogo nie potrzebuję”, ale wtedy nie mamy szansy na pełne i głębokie zaangażowanie.

Relacje wymagają od nas także ciągłego samorozwoju, postawy zaangażowania w poznawanie własnych wartości i potrzeb. Gdy otwieramy się na drugiego człowieka, zaczynamy inaczej patrzeć na siebie; okazuje się, że coś jest dla nas niezrozumiałe, czasem coś nas zaskakuje, czasem nie rozumiemy własnych reakcji. Wtedy jest czas na zatrzymanie się, na autorefleksję, a może na podjęcie kroków w kierunku wypracowania nowych umiejętności (np. komunikacyjnych). Tych wszystkich kosztów nie ponosimy, gdy egzystujemy w oderwaniu od innych – budujemy sobie gruby pancerz i nic nie jest w stanie wytrącić nas z równowagi czy dotknąć. Tyle że w takim pancerzu bardzo trudno dotrzeć do drugiego człowieka.

Parę prostych prawd…

Jeśli zależy nam na budowaniu relacji w edukacji, bo wierzymy, że są one podstawą efektywnego nauczania i wychowania – powinniśmy w każdej sytuacji pamiętać o pewnych zasadniczych kwestiach, bez względu na to, czy mówimy o budowaniu relacji z uczniem, rodzicem, czy innym nauczycielem.

Gdy chcę budować trwałe relacje z ludźmi:

  • chcę poświęcić im swój czas,
  • chcę dać im swoją uważność
  • chcę zaoferować im swoją pomoc i wsparcie.

Czas: jest wiele sytuacji, gdy więzi możemy tworzyć przy okazji, jednak to dopiero spokojne przebywanie razem, niespieszne rozmowy i towarzyszenie w rozwoju – zwłaszcza młodym ludziom – najsilniej buduje relacje. Dlatego tak ważne jest,

by zostawić taką niezaplanowaną ćwiczeniami, metodami, materiałami, harmonogramami przestrzeń na kontakt – zarówno z uczniami, jak i z innymi nauczycielami czy rodzicami. Bo relacje są często tym, co tworzy się „pomiędzy”, a co wymaga sporych nakładów czasu.

Uważność: jeśli relacja (z uczniem, z drugim nauczycielem, z rodzicem) coś dla nas znaczy, przestajemy koncentrować się na udowodnieniu swojej racji, a skupiamy się na budowaniu kontaktu – do tego potrzebne jest pełne skupienie na drugiej osobie. Najlepiej z wyzbyciem się ocen i etykietek, a z nastawieniem na uważne słuchanie. Nazywam ten stan „trybem ciekawości drugiej osoby”. Tryb ten można scharakteryzować słowami: akceptacja, empatia, szacunek. W wielu sytuacjach wkładam szczególny wysiłek w to, by zrozumieć – co drugi człowiek ma w środku, co czuje, co go motywuje do takiego, a nie innego działania.

Pomoc i wsparcie: pamiętam, że szczególne relacje w moim życiu dawały mi nie tylko poczucie bycia w pełni akceptowaną, ale też poczucie nadziei, że istnieje rozwiązanie moich problemów, jeśli takie się pojawiały. Myślę zatem, że budowanie relacji polega też czasem na pokazywaniu kierunku albo mądrym prowadzeniu. Zarówno uczeń, jak i nauczyciel czy rodzic potrzebuje czasem propozycji, co dalej robić, co wypróbować; wtedy naszą rolą jest podanie propozycji i stworzenie przestrzeni do próbowania i eksperymentowania z różnymi rozwiązaniami. Nie mówię tu o dyrektywnym narzucaniu swoich pomysłów, tylko raczej o dawaniu energii i wskazywaniu nowej perspektywy.

Tworzenia pozytywnych więzi uczymy się przez całe życie, ale jeśli uznamy, że jest to także nasze zadanie zawodowe, wtedy konieczna jest profesjonalna refleksja nad tym, jak stać się mistrzem w tej dziedzinie. I ważne jest, że już sam proces dojścia do stanu mistrzostwa jest nagrodą – bo „robienie dobrych relacji” w edukacji może być zarówno naszym codziennym wyzwaniem, jak i źródłem największej satysfakcji zawodowej (i życiowej).


Powyższy fragment pochodzi z książki Natalii Boszczyk „Dobre relacje w szkole” wydanej przez Wolters Kluwer w 2020 roku. Polecamy lekturę całości – poniżej informacje, gdzie można książkę kupić.

Zobacz zapis wideo rozmowy Juniorowa z Natalią Boszczyk: