Co nastolatek ma w głowie? Siano? Kisiel? Piksele Minecrafta? Nie dajcie się zwieść pozorom! W młodych głowach rodzi się mnóstwo myśli. Niektóre są przelotne i płochliwe, inne rozbłyskują kreatywnymi pomysłami, jeszcze inne dopiero bulgoczą i nie wiadomo, co z nich wyniknie. A niektóre są jak rzepy – wczepiają się nie wiadomo kiedy i uwierają. Z czasem mogą zajmować coraz więcej miejsca, wczepiać się coraz mocniej, aż w końcu tak mocno się integrują, że stają się częścią przekonań i postaw młodego człowieka. Jakie to myśli i co zrobić, żeby unieszkodliwić te, które są niepomocne zanim na dobre się zadomowią – o tym pisze Artur Gębka, psycholog, psychoterapeuta, w swojej książce dla 9-13-latków pt. „Na tropie podejrzanych myśli”.

Nie za wcześnie na poważne problemy?

Książka „Na tropie podejrzanych myśli” skierowana jest do 9-13-latków. Może nam się wydawać, że w tak młodych głowach żadne destrukcyjne, obciążające myśli się nie pojawiają. Przecież to jeszcze dzieci! Jednak Artur Gębka nieprzypadkowo napisał książkę właśnie dla tej grupy wiekowej.

Bo ta grupa trochę umyka naszej uwadze. 9-13-latki są „pomiędzy”. Pomiędzy dzieciństwem, kiedy rodzice uważnie przyglądają się i troszczą, czy dziecko dobrze się rozwija, a wiekiem „nastoletnim zaawansowanym”, kiedy młodzi ludzie intensywnie dojrzewają i stawiają przed nami sporo niełatwych rodzicielskich wyzwań testując granice, domagając się samodzielności, podważając nasz autorytet oraz doświadczając poważnych kryzysów z depresją, samookaleczeniami i myślami samobójczymi włącznie. Czas między 9. a 13. rokiem życia wydaje się momentem wytchnienia, przynajmniej dla rodziców. Bo to już nie początek szkoły, kiedy trzeba było mocno wspierać dziecko w adaptacji do nowych wymagań. Taki 9-13-latek już się sam sobą zajmuje, sam ogarnia swoje podstawowe potrzeby, pakuje plecak do szkoły, odrabia lekcje, śniadanie sobie zrobi, psa wyprowadzi. Ma jakieś swoje sprawy, ale jeszcze nie wydają nam się one zagrażające jego zdrowiu czy bezpieczeństwu. I nie wyobrażamy też sobie, żeby taki młody człowiek miał jakieś poważne problemy.

Duże problemy wcale-nie-takich-małych ludzi

Jednak w tej chwili rodzicielskiego spokoju i satysfakcji z efektu wysiłków wychowawczych, kiedy jeszcze przez chwilę nie musimy stawać oko w oko z buntem nastolatka, możemy coś przegapić. Coś ważnego. Co?

Ten wiek „pomiędzy” to początek dojrzewania. I wcale nie jest wolny od problemów i wyzwań. „Pisząc książkę bardzo chciałem ją stworzyć właśnie dla tej grupy wiekowej – mówi Artur Gębka. – Obserwuję, że dzieci w tym wieku rzadziej pojawiają się w gabinecie psychologów czy terapeutów, a niekoniecznie mniej tego potrzebują. Tylko ich trudności są mniej widoczne dla otoczenia. Natomiast to jest czas bardzo trudny, ponieważ niektórzy rodzice czy nauczyciele zaczynają więcej wymagać i robią to mniej lub bardziej umiejętnie. Może się pojawić więcej przemocy rówieśniczej, nowe jej formy. Te dzieci mierzą się z różnymi trudnymi doświadczeniami, zmienia się także ich myślenie. I to, co dzieje się w głowie 9-13-latka może podążyć w bardzo różnych kierunkach”. 

Przyjrzyjmy się więc myślom które mogą pojawiać się w głowie takiego młodego człowieka i które są niesprzyjające, niepomocne.

Podejrzane myśli, czyli jakie?

W książce „Na tropie podejrzanych myśli” młody czytelnik tropi myśli, które są obciążające, niesprzyjające, mogą prowadzić do ukształtowania destrukcyjnych schematów myślenia i postaw. Artur Gębka wymienia kilka rodzajów takich myśli, które często pojawiają się w głowach 9-13-latków:

  • Myśli krytykujące – obraźliwe, czasem wulgarne, które dotyczą nas samych, ganią za błędy, krytykują to, co robimy, jak robimy, kim i jacy jesteśmy. “Jestem gruba”, “Jestem głupia”, “Nic nie potrafię”, “Nic mi nie wychodzi” itp. „To są myśli bardzo niebezpieczne, bo one mogą w przyszłości nas prowadzić do różnego rodzaju przekonań: o niekompetencji, o nieważności, o byciu niewartym miłości. To są też myśli, które w przyszlości mogą doprowadzić do samookaleczeń lub do agresji skierowanej na zewnątrz” – wyjaśnia autor książki. 
  • Myśli wymagające – czyli taki wewnętrzny głos wymagającego dorosłego, który mówi: “Musisz robić to dobrze”, “Musisz robić to poprawnie”, “Znowu się mylisz”, “Tu popraw”, “Ośmieszysz się”, “Nie rób tak, rób tak”. Może nam się wydawać, że właśnie taki wewnętrzny głos rozwija w dziecku sprawczość, motywację do działania, doskonali charakter. Ale tak nie jest. „Takie wymagające myśli mogą być blokujące, mogą prowadzić do zaburzeń lękowych, destrukcyjnego perfekcjonizmu, unikania pewnych działań”. Dzieci doświadczające takich wymagających myśli mogą mieć w sobie dużo lęku, albo przesadnie, ponad miarę się starać. Sprawczość i wolę działania kształtują raczej myśli życzliwe („powolutku i do przodu”).
  • Ruminowanie, czyli myśli o przeszłości – rozpamiętywanie przeszłości, co było kiedyś, czego nie ma teraz. Takie myśli są charakterystyczne np. w depresji. 
  • Zamartwianie się – obawa o przyszłość charakterystyczna dla trudności związanych z lękiem.
  • Myśli nieakceptujące – brak akceptacji siebie i swojego prawa do bycia takim, jaki jestem. 
  • Gniewny sposób myślenia – myśli podobne do krytykujących, lecz zwrócone nie na siebie, ale ku światu zewnętrznemu, prowadzące do atakowania, zrywania relacji, reagowania w trudnych sytuacjach w niepomocny sposób.

Skąd się biorą takie myśli?

Obciążające myśli mogą pojawić się u każdego dziecka. Nawet u tych, które są otoczone rodzicielską miłością i troską, mają bezpieczny dom, dobre relacje. Destrukcyjne myśli mogą bowiem mieć źródło zewnętrzne. „Nawet jeśli dziecko ma troskliwy dobry dom, to gdzieś w dalszym otoczeniu może być ktoś, kto takie myśli zaszczepia w młodym umyśle. To może być babcia, wujek, trener, nauczyciel, kolega, mama koleżanki… Każdy, z kim dziecko ma częsty kontakt – bo pojedynczy przekaz nie ma takieg wpływu” – wyjaśnia Artur Gębka. Również trudne sytuacje mogą wywoływać takie niepomocne myśli. Np. znaczące zmiany w życiu rodziny, poważne zmartwienia rodziców, trudne doświadczenia w szkole… 

Takich myśli nie da się zupełnie wyeliminować z życia. Każdy człowiek ich doświadcza. „Zdrowie psychiczne nie polega na tym, żeby nie mieć danego rodzaju myśli, tylko żeby mieć do nich pewnego rodzaju dystans oraz żeby myślenie było elastyczne i szerokie. Czyli to, że czasem dziecko ma jakieś gniewne myśli, czy czasem ma jakieś myśli krytykujące, to jest powód bardziej do przyjrzenia się niż do jakiegoś wielkiego niepokoju. Bardziej nas niepokoi jeżeli sposób myślenia jest zawężony”. Czyli jeśli dziecko się czymś martwi, ale po „pomartwieniu się” wraca do aktywności i jego obawy rozpraszają się, to raczej nie ma powodu do niepokoju. Natomiast warto bliżej przyjrzeć się wtedy, kiedy myśli dziecka wywołują i niego subiektywne cierpienie, przeszkadzają mu w codziennym funkcjonowaniu, trwają dłużej w czasie, wpływają na jego zachowanie.

Co zrobić, gdy się pojawią?

Młodsze nastolatki nie zawsze potrafią nazwać to, co je dręczy. Wiedzą, że coś czują, ale nie wiedzą, co. Warto z dziećmi rozmawiać, próbując znaleźć odpowiednie słowa, by nazwać ich emocje, ale też warto zwracać uwagę na to, co w ogóle mówią o sobie, o świecie, jak postrzegają siebie i innych. Dobrze też przyglądać się ich zachowaniu i zwracać uwagę na zmiany, jakie w nich zachodzą: czy dziecko się nie wycofuje, czy nie rezygnuje z czegoś, co dotąd lubiło. Każda zmiana w zachowaniu to sygnał, by się dziecku uważniej przyjrzeć, by z nim porozmawiać.

„Często obserwuję, że dzieci w tym wieku „pomiędzy” nie bardzo lubią mówić o sobie. Zwłaszcza o rzeczach trudnych. Często, jak mają mówić  o swoich problemach, czy o problemach z rodzicami, to się wycofują, czy nie mówią, albo mówią “nie wiem”. I to jest naturalne” – mówi Artur Gębka. I tu pomocna może być książka „Na tropie podejrzanych myśli”, bo w niej młody czytelnik obserwuje przeżycia bohaterów, z którymi może się identyfikować. Rozmawiając o nich, czy sięgając do ćwiczeń z książki nie odnosi się wprost do siebie. Taka formuła jest dla dziecka mniej obciążająca i ułatwia zidentyfikowanie i nazwanie jego własnych emocji i myśli.

Jeśli zaś młody człowiek jest skłonny do rozmowy i opowiedzenia o tym, co go martwi, niepokoi, pamiętajmy, że to nie jest dla nas koniecznie wezwanie do działania. Najpierw warto uważnie, życzliwie, nieoceniająco wysłuchać. „Co jest ważne, to przyjąć to co dziecko mówi. Nie negować, nie podważać, ale też nie potwierdzać „tak, tak jest”. Po prostu przyjąć, mówiąc np. „widzę, że jest ci trudno”. Czyli młodemu człowiekowi który mówi “jestem brzydki” albo “jestem niezgrabna” –  nie mówimy “no coś ty, jesteś śliczna, masz bardzo zgrabne nogi!”, tylko pozwalamy, żeby jego myśl wypowiadana wybrzmiała. My dorośli często czujemy się zobowiązani, żeby na każdy temat mieć jakieś zdanie i jakąś odpowiedź. Najlepiej od razu. Często rozwiązujemy problem zanim jeszcze dobrze go usłyszymy. I zaraz potem chcemy działać, żeby jak najszybciej uwolnić nasze dziecko od cierpienia, trudności, nieprzyjemności. Tymczasem ważną umiejętnością rodzicielską jest umiejętność milczenia, zaniechania działania. Umiejętność wytrzymania jego emocji. Bo często młody człowiek wcale nie po to do nas przychodzi, żebyśmy rozwiązali jego problem, tylko po to, żebyśmy go wysłuchali, może przytulili, a nawet tylko w milczeniu z nim pobyli. Jeśli więc dziecko przychodzi do nas opowiedzieć swoje myśli, zacznijmy od wysłuchania, od przyjrzenia się im bez pośpiechu.

Tu kupisz książkę:

Obejrzyj Rozmowę Juniorowa z Arturem Gębką:

autorka: Elżbieta Manthey – założycielka Juniorowa, blogerka, popularyzatorka wiedzy o edukacji i rozwoju dzieci i młodzieży, prezeska Fundacji Rozwoju przez Całe Życie, mama dwójki nastolatków. Propaguje wychowanie i edukację oparte na szacunku dla dzieci. Popularyzuje nowoczesne pomysły edukacyjne, angażuje się w działania na rzecz lepszej edukacji. Miłośniczka książek, również tych dla dzieci i młodzieży. Najlepiej odpoczywa odwiedzając ciekawe miejsca i doświadczając świata wspólnie z mężem i dziećmi.

Artykuł powstał w ramach płatnej współpracy.