– Mamo, co trzeba zrobić, żeby spełnić swoje marzenie? – zapytała dziesięciolatka przyglądając się, jak wtykam świeczki w urodzinowy tort taty. – Bo w to ze zdmuchiwaniem świeczek i myśleniem życzenia to wiesz, ja już nie wierzę.

– To chyba zależy od tego, jakie to jest marzenie. Jeśli na przykład marzysz o kolejnym pluszaku, wystarczy trochę cierpliwości i odkładania kieszonkowego.

– Ale ja pytam o takie prawdziwe marzenie. Takie… życiowe.

Urodzinowe rytuały taty – tort, świeczki i „Sto lat” – przerwały nam tę rozmowę. Pytanie jednak, jak się okazało, pozostało w naszych myślach i niespodziewanie wróciło kilka dni później. W kinie.

„Nasze miejsce na ziemi” postanowiliśmy zobaczyć, bo ja lubię filmy dokumentalne, a te rzadko goszczą w szerokiej kinowej dystrybucji, więc uznałam, że to gratka dla fanki dokumentów, Marysia zaś kocha wszystko, co dotyczy przyrody, natury, zwierząt. A o tym właśnie jest ten film. Między innymi. „Obsypany nagrodami na kilkunastu festiwalach filmowych niezwykły film dokumentalny, który ogląda się jak najlepszą fabułę” – mówiły zwiastuny. Zapowiadał się więc przyjemny seans filmowy. Nie spodziewałyśmy się jednak, że ten film odpowie na zadane nad tortem taty pytanie. I że odpowiedź będzie tak poruszająca dla nas obu.

Marzeniem Molly jest mieć farmę, na której wszystko działałoby zgodnie z prawami natury. Taki raj na ziemi. To marzenie mieszka sobie w głowie Molly, aż pewnego dnia, pewien zbieg okoliczności sprawia, że staje się jedną z opcji na życie. Bo Molly i jej mąż John adoptują psa i obiecują mu, że zostanie z nimi na zawsze. A potem szczekanie Todda tak bardzo przeszkadza sąsiadom, że Chesterowie muszą się wynieść z mieszkania. A skoro muszą się wynieść, to… może wynieść się na własną farmę?

Nie bój się korzystać z okazji – to pierwsza odpowiedź na pytanie o to, jak spełniać swoje marzenia. Ale okazja to nie wszystko. Chesterowie, oprócz szczekającego psa i nakazu eksmisji, nie mają niczego, co pomogłoby im urzeczywistnić marzenie o farmie. Ale podejmują kroki, by zdobyć to, co potrzebne. Angażują przyjaciół, zdobywają wiedzę, znajdują inwestora. I kupują farmę. 80 hektarów martwej, spalonej suszą ziemi w Kalifornii. Od twardych grud ziemi zaczyna się projekt ich życia, którego efektem będą tysiące drzew, roślin, gatunków zwierząt żyjących w harmonii ze sobą i z naturą.

Ale po drodze od spalonej słońcem ziemi do niemal rajskiego ogrodu będzie różnie. Okazuje się, że oprócz korzystania z okazji, wsparcia przyjaciół, wiedzy i pieniędzy, do spełnienia marzenia potrzebne jest coś jeszcze – niezłomny wysiłek, wytrwałość i determinacja. „Nasze miejsce na ziemi” pokazuje to w niezwykle poruszający sposób – wprost, prawdziwie, bez melodramatyzowania i bez upiększania. W końcu to kino dokumentalne. Patrzymy więc, w pełni pochłonięte niesamowitymi zdjęciami i urzeczone historią Chesterów, jak ich farma rok za rokiem się rozwija i jak wciąż spotykają ich nowe trudności. Kiedy drzewa obradzają wspaniałymi słodkimi owocami, przylatują ptaki, które rozsmakowują się w ich czystym miąższu (czytaj: zżerają większość owoców). Kiedy sprowadzone na farmę kury zaczynają znosić jajka, a te cieszą się uznaniem klientów na miejscowym targu, na farmie pojawiają się kojoty, które są w stanie sforsować każde zabezpieczenie, by dostać się do kur. Przychodzą ślimaki, susza, gryzonie, pożary… Właściwie cała historia opowiedziana w tym filmie jest pasmem problemów (porażek?). I jednocześnie pasmem sukcesów. John i Molly przekonują się, że każdy problem, jaki pojawia się na farmie, na farmie też znajduje rozwiązanie. Trzeba tylko czasu, starań, prób i nieco szczęścia, by je dostrzec. Inwazję ślimaków w końcu opanowują kaczki, psy zaczynają chronić kury przed kojotami, które przenoszą swoje krwiożercze zainteresowania na gryzonie tym samym regulując ich populację na farmie.

Spodziewałam się, że „Nasze miejsce na ziemi” będzie ciekawym dokumentem przyrodniczym i tak jest. Ale oglądając go, dostałam znacznie więcej. To film o spełnianiu marzenia. Film o naturze i miejscu człowieka w jej funkcjonowaniu. Film rozważający nasz wpływ na środowisko. Film o więzi wszystkich elementów przyrody – z człowiekiem włącznie lub bez niego. Film o niesamowitym przedsięwzięciu. W dodatku pięknie sfotografowany.

Dlatego myślę, że warto ten film obejrzeć całą rodziną – może być wspaniałym przeżyciem kinowym, estetycznym ale i pretekstem do ważnych rozmów. Warto też wybrać się na niego z klasą szkolną, bo tematyka filmu doskonale wpisuje się w zagadnienia z zakresu biologii, przyrody, geografii, etyki czy wiedzy o społeczeństwie. Na stronie dystrybutora można pobrać materiały edukacyjne, w których dokładnie opisane są cele podstawy programowej jakie można zrealizować w oparciu o film, nauczyciele znajdą tam też scenariusze zajęć i odnośniki do różnorodnych źródeł pomocniczych, materiały do wydruku, grafiki.

Jestem pewna, że film zostanie we mnie na długo. I że długo jeszcze będzie wracał w moich rozmowach z Marysią. Już wiem, córeczko, jak Ci odpowiedzieć na pytanie o marzenia. Wiesz, że nie jest to tak proste, jak zdmuchnięcie świeczek na torcie. Wiesz to między innymi dzięki historii Chesterów i ich farmy, którą wspólnie obejrzałyśmy. Żeby spełnić marzenie, trzeba naprawdę chcieć. Umieć dostrzec okazję, albo ją stworzyć. Warto mieć przyjaciół. Przydają się też pieniądze, a na pewno umiejętność ich zdobycia. Cenna jest wiedza, informacje i umiejętność ich szukania. Gotowość do uczenia się. I do wysiłku. Wytrwałość. Optymizm. Determinacja. Wiara. Upór. Pasja. Kreatywność… Masz więc niemal wszystko, czego potrzebujesz. Wierzę, że kiedy odkryjesz swoje marzenie, będziesz umiała je spełnić.

Nasze miejsce na ziemi

na ekranach kin w Polsce od 24 stycznia 2020

do obejrzenia online na cineman.pl

Sprawdź też na Platformie Canal+ w usłudze VOD+, Player+, UPC, Orange, Vectra VOD

film poleca: Elżbieta Manthey – założycielka Juniorowa, blogerka, dziennikarka, mama Marysi i Tymona. Pasjonatka dobrej edukacji – tropi edukacyjne nowinki i nowoczesne pomysły, pisze o tym, co można zrobić, by edukacja dorosła do wyzwań XXI wieku, angażuje się w różnorodne działania na rzecz lepszej edukacji. Propaguje wychowanie i edukację oparte na szacunku dla dzieci. Najlepiej odpoczywa odwiedzając ciekawe miejsca z rodziną i doświadczając świata wspólnie z mężem i dziećmi.