Już za chwilę moi uczniowie rozpoczną pisanie. Mają kwadrans na stworzenie czegoś w dowolnym stylu. Przygotowałam temat z „The Creativity Project” (książka autorstwa Colby Sharpa z pomysłami i inspiracjami dla artystów i nauczycieli – przyp. tłum.), zaostrzyłam ołówek, otworzyłam notatnik, ustawiłam rzutnik. I wtedy poczułam, że w uczniach narasta… zwątpienie. Namacalne poczucie, że będzie ciężko i nic z tego nie wyjdzie. W powietrzu wisiało pytanie, czy zamiast pisać nie moglibyśmy trochę poczytać. Tyle lat już ich uczę i chwalę za to, co stworzyli, a mimo to moi uczniowie wciąż nie wierzą, że pisanie jest fajne i że mogą być w nim świetni.

Na ścianie w naszej klasie wisi spis praw, które stworzyliśmy wspólnie na początku roku szkolnego. Praw, które określają naszą pisarską wspólnotę. Wśród nich – zdałam sobie sprawę – dramatycznie zabrakło jeszcze jednego.

Dopisałam je natychmiast.

Mamy prawo pisać „słabo”.

A potem im wyjaśniłam moim uczniom, że pisanie wcale nie musi być idealne. Ani nawet całkiem niezłe. Dzieci mają prawo do kiepskich wypracowań. Do wierszy, których nigdy nikomu nie pokażą. Do zdań tak złych, że trudno uwierzyć, że sami je napisali. Mają prawo w dowolnej chwili przelać na papier dowolną myśl, która przyszła im do głowy i w każdej chwili przerwać jej zapisywanie. Mają prawo pisać, bo nie chodzi o to, chodzi żeby tworzyli arcydzieła, ale żeby po prostu pisali.

A potem przeczytałam im to, co sama napisałam na pierwszej lekcji tego dnia. Historię przepełnioną banałami, niepotrzebnymi zwrotami akcji i zbyt zawiłymi zdaniami – historię, którą tworzyłam będąc zmęczoną i rozproszoną. Czytałam im i śmiałam się głośno z własnej nieporadności. Z początku byli sceptyczni – pani Ripp, przecież to wcale nie jest takie niedobre – ale w końcu przy najbardziej żenujących momentach śmiali się ze mną. Zamknęłam notatnik z trzaskiem oświadczając, że moja pisanina nadaje się tylko do kosza.

Ktoś wykrzyknął: Pani Ripp, ale przecież pani pisze książki! Jak może pani pisać tak kiepsko?

Ostatnią książkę szlifowałam przez cały rok – odpowiedziałam zgodnie z prawdą – piszę wolno i mnóstwo rzeczy ląduje w koszu.

Wróciliśmy do wypracowania. Poradziłam im, żeby spróbowali zanurzyć się w pisaniu. Niech zaczną stawiać pierwsze litery. Mogą pisać na zadany temat albo czymkolwiek innym, ale niech zapiszą pierwsze zdanie, a potem na pewno już pójdzie. Tylko niech spróbują. Pamiętając, że w pisaniu nie zawsze chodzi o to, żeby stworzyć arcydzieło. Czasami wyjdzie nam zwykły gniot, ale to też jest w porządku.

 

Pernille Ripp – amerykańska nauczycielka, która dokonała wielkiej zmiany w swoim sposobie uczenia (pisaliśmy o niej tu). Swoje doświadczenia i refleksje opisuje na swojej stronie Pernille Ripp. Jest też autorką książki Uczyć (się) z pasją. Jak sprawić, by uczenie (się) było fascynującą podróżą.

 

Tłumaczenie: Wojciech Musiał

Foto: created by Freepik

Moi uczniowie nie muszą pisać świetnie
5 (100%) 1 głosów