Kolejny raz zasiadam do czytania i przeglądania książek oraz pisania recenzji razem z moją córką Marysią. Marysia ma 9 lat („Prawie dziesięć!” – poprawia mnie moja córka zerkając mi przez ramię na ekran laptopa), uwielbia pluszaki i książki. A ja myślę, że jeśli chodzi o książki dla dzieci, to najbardziej wiarygodną rekomendacją będzie właśnie taka od młodego czytelnika. Dlatego od czasu do czasu zaglądam, co tam akurat czyta moja córka i zapraszam ją do wspólnego polecania dobrych książek dla dzieci.

Tym razem mojej prawie-dziesięciolatce spodobała się już sama nazwa i logo wydawnictwa – Polarny Lis. Marysia jest wielbicielką przyrody i zwierząt, więc ten lisek na trzech książkach od razu zwrócił jej uwagę.

„Psy i koty pod lupą naukowców”

Pierwsza z książek, w których moja córka ostatnio się zaczytała jest właśnie o zwierzętach – „Psy i koty pod lupą naukowców” napisana przez Antonio Fischettiego – badacza i dziennikarza popularyzującego naukę. Pierwsza część książki poświęcona jest psom, druga połowa – kotom. Młodzi miłośnicy tych zwierząt, ale też ci całkiem dorośli, mogą tu znaleźć wiele ciekawych i przydatnych informacji o swoich ulubionych zwierzętach. Na przykład, że psy nigdy nie szczekają bez powodu, dlaczego psom zdarza się wyć i co to wycie oznacza, jak rozumieć psie merdanie ogonem i że ono nie zawsze wyraża radość. Jak się tworzy psie rasy i czy pies może być za bardzo rasowy. Jest tu co nieco o psiej mądrości, o czułym psim węchu i jak my ludzie go wykorzystujemy, i o tym, jak rozumieć psie spojrzenie typu „przepraszam, ale ta parówka prosiła, żebym ją zjadł”. O kotach dowiemy się między innymi: dlaczego kocia kuweta powinna stać w spokojnym ustronnym miejscu (wcale nie ze względu na zapachy, przynajmniej nie to jest najważniejsze z punktu widzenia kota), które koty nie mruczą i jak właściwie głaskać kota. Książka jest pięknie ilustrowana, a ilustracje Sebastiena Mourraina dodają jej humoru i fantazji, co na pewno docenią i młodsi i starsi czytelnicy.

Razem z Marysią polecamy tę książkę wszystkim, którzy lubią psy i koty i chcieliby wiedzieć o nich więcej. Oraz tym, którzy mają czworonożnego przyjaciela i chcą go lepiej zrozumieć. Marysię ta lektura zainspirowała do uważnego przyjrzenia się naszej suczce Meli i przeanalizowania jej zachowań.

To godna docenienia umiejętność – napisać książkę tak, by zrozumiało ją dziecko, ale też, by była interesująca dla dorosłego. Antoniowi Fischettemu się to udało, więc „Psy i koty pod lupą naukowców” będą świetną lekturą do wspólnego czytania dzieci z rodzicami. „Ale osobno też ją mogą czytać” – podkreśla Marysia.

„Złodziej kanapek”

„Złodziej kanapek” to ujęta w niecodzienną formę opowieść o chłopcu, któremu giną kanapki ze szkolnej śniadaniówki. Marcel uwielbia kanapki, które przygotowuje mu mama, więc kiedy nie znajduje ich tam, gdzie powinny być, jest nie tylko rozczarowany, ale i wściekły. Próbuje więc wyśledzić i złapać złodzieja kanapek, no bo przecież musi tu działać jakiś złodziej, kanapki nie mogą tak znikać same z siebie. Czy śledztwo zakończy się sukcesem? Tego nie zdradzimy, bo warto tę książkę przeczytać samemu.

– Tę książkę czyta się bardzo łatwo – mówi Marysia. – I przyjemnie. Jest w niej bardzo dużo obrazków, jest trochę jak komiks, a trochę jak normalna książka. Dzięki temu jest bardzo wygodna w czytaniu.

Bardzo cenię książki, które ułatwiają dzieciom wejście w świat literatury. Czytanie wcale nie jest łatwe i wielu rodziców martwi się, że ich dzieci nie sięgają po książki i zastanawiają się, jak je do tego zachęcić. Książki, których autorzy opowiadają historie zarówno tekstem, jak i obrazkami, są taką zachętą. Dzieci postrzegają je jako łatwe, bo tekst jest podzielony na niewielkie fragmenty rozproszone w bogactwie grafiki. Poza tym nawet jeśli młody czytelnik nie doczyta jakiegoś słowa czy dwóch, to i tak zrozumie sens całości dzięki ilustracjom. Przeczytawszy taką książkę ma poczucie sukcesu i zaczyna wierzyć w swoje czytelnicze umiejętności. Uważam, że tego typu książki są niezwykle pomocne w rozwijaniu umiejętności czytania i zamiłowania do literatury.

„Złodzieja kanapek” stworzył duet kanadyjskich twórców. Andre Marois, który napisał tę wciągającą opowieść to ceniony w Quebecu autor powieści kryminalnych, natomiast za graficzną stronę odpowiada Patrick Doyon, ilustrator i twórca animacji, który ma wśród swych osiągnięć między innymi nominację do Oscara za animowany film „Niedziela”.

Marysia zwróciła uwagę na znajdujący się na wewnętrznej okładce przepis na kanapkę z domowym majonezem, pastą jajeczną i kolorowymi dodatkami. Autorem przepisu jest Grzegorz Łapanowski, znany i lubiany kucharz, założyciel fundacji Szkoła na Widelcu. – Fajnie byłoby zrobić sobie taki majonez! – zasugerowała moja córka, więc już wiem, jakie mamy plany na weekend. Cieszę się, kiedy książki inspirują do działań w rzeczywistości.

„Wyprawa po serce Overworldu”

Trzecia książka (z Polarnym Lisem, a jakże), którą ostatnio dostrzegłam w rękach mojej córki to „Wyprawa po serce Overworldu” wykorzystująca rzeczywistość popularnej gry Minecraft. Marysia jako miłośniczka Minecrafta chętnie sięga po książki nawiązujące do gry, ale ta wydaje mi się szczególna i sama z zainteresowaniem do niej zajrzałam. To dzięki autorce – Marine Carteron znam bowiem z jej wcześniejszych „Podpalaczy książek” – znakomitej, wciągającej, mądrej i świetnie napisanej powieści dla młodzieży, którą czytałam wcześniej razem z moim starszym synem Tymonem. Zachwyciłam się wrażliwością autorki, sposobem narracji i budowania opowieści, niebanalnymi pomysłami. Kiedy więc zobaczyłam, że wzięła na warsztat temat Minecrafta, podejrzewałam, że to nie będzie zwykła historia o tym, że się wpada do gry.

W tej książce świat realny i świat gry przenikają się. Nie chodzi w niej tylko o osadzenie przygodowej akcji w wirtualnym świecie. Przeżycia bohaterów, ich przygody, spostrzeżenia, emocje to refleksja nad znaczeniem cyfrowej rzeczywistości w naszym realnym życiu. Dlaczego jest tak atrakcyjny, dlaczego do niego uciekamy, co nam daje i… co odbiera. Oczywiście Marysia nie mówi o tym w taki sposób, ale ta lektura skłoniła ją do zadania kilku ważnych pytań, które dały początek ciekawym rozmowom między nami, których sens tak właśnie można streścić.

Czy „Wyprawa po serce Overworldu” to książka tylko dla znawców Minecrafta? „Każdy ją może przeczytać – odpowiada moja córka. – Nawet ktoś, kto nigdy nie grał, bo wszystko tu jest wytłumaczone. Nawet jak ktoś nie wie na przykład, kto to jest Enderman albo jak działa diamentowa zbroja to się dowie z książki”.

Faktycznie, rzeczywistość gry jest wprowadzona i opisana w taki sposób, że nawet czytelnik nie znający Minecrafta doskonale się w niej odnajdzie. A historia dotyczy spraw uniwersalnych – zranionych uczuć i  tego, jak próbujemy sobie z nimi radzić, relacji między dziećmi i rodzicami, popełnianych błędów i prób ich naprawienia.

Polarny Lis, którego logo spodobało się Marysi od pierwszego wejrzenia i zachęciło do sięgnięcia po te książki, mnie urzekł jakością zarówno treści jak i strony graficznej książek. Katalog lisowych tytułów jest bardzo różnorodny i my już wiemy, że będziemy sięgać do niego po kolejne pozycje do czytania, co i Wam polecamy.

 

https://polarnylis.pl/