Książki, które czyta moja córka Marysia to niebywale różnorodny wachlarz tytułów. Z zaciekawieniem podglądam, jakie kolejne pozycje Marysia wybiera i bardzo lubię, kiedy o nich opowiada. Jeśli chcecie wiedzieć, jakie książki warto podsunąć dzieciom w wieku 8-10 lat, to jej książkowe wybory i opinie są najlepszą i najbardziej wiarygodną rekomendacją. Dlatego recenzje piszemy razem. Dziś nasza trzecia wspólna recenzja i trzy książki, które ostatnio wciągnęły i zachwyciły Marysię. Każda z nich jest z nieco innego „podwórka”, coś jednak je łączy – wszystkie trzy pochodzą z Wydawnictwa RM, które już nie pierwszy raz doskonale trafia w czytelniczy gust Marysi.

Niki i Tesla czyli tajemnice i inżynierskie eksperymenty dla nieletnich

– Mamo, możemy pojechać do sklepu budowlanego? – pyta Marysia znad książki. – Będą mi potrzebne rurki, kolanka i taki specjalny klej. Bo wiertarkę to mamy, prawda?

Prawda. W naszym domu od wakacji panuje kroczący, czy raczej pełzający remont, który dokonuje się stopniowo moimi rękami, przy mocnym wsparciu reszty rodziny. Przy tej okazji wyszły na jaw nowe zainteresowania Marysi – dekorowanie wnętrz, architektura itd. Nie zdziwiło mnie więc zapotrzebowanie na wizytę w markecie budowlanym, jednak lista planowanych zakupów wydała mi się dość niecodzienna. Czyżby hydraulika rownież okazała się fascynująca dla mojej dziewięciolatki? Najwyraźniej inspiracja do zakupu rurek i kolanek pochodzi z czytanej właśnie przez Marysię książki. Kiedy do niej zajrzałam, wszystko stało się jasne.

Laboratorium pod napięciem to jedna z książek z serii Niki i Tesla. Łączy przygodową powieść pełną tajemnic z poradnikiem małoletniego naukowca-eksperymentatora. Serię stworzyło dwóch autorów: Steve Hockensmith jest autorem opowieści kryminalnych, zaś „Science Bob” Pflugfelder to niezwykły i ceniony w Stanach popularyzator nauki. Połączenie ich talentów zaowocowało fascynującą serią książek dla młodych czytelników. Przygody dwójki rodzeństwa o nieprzypadkowo naukowych imionach to niezwykle wciągająca opowieść, która poza tym, że świetnie się czyta, jest też pretekstem do wykonania kilku eksperymentów i pokazuje, że nauka jest fascynująca.

Tesla to śmiała niezwykle inteligentna jedenastolatka, Niki – jej młodszy brat – jest bardziej ostrożny, ale przenikliwy i spostrzegawczy. Ich rodzice, naukowcy, wyjeżdżają do środkowej Azji, żeby zbadać nowe, szokujące techniki irygacji upraw soi. Rodzeństwo spędza więc wakacje u wujka Newta, zwariowanego wynalazcy. Jego dom rządzi się specyficznymi prawami – najważniejszym miejscem jest laboratorium w piwnicy, pełne najrozmaitszych przyrządów, materiałów, konstrukcji i wszystkiego, co tylko może się przydać w naukowych poszukiwaniach, na przykład podczas opracowywania formuły ubrań w sprayu. Zupełnie pusta jest natomiast lodówka, nie licząc jednego owocu w stanie rozkładu, przeterminowanego mleka czekoladowego i kilku tajemniczych pojemników z ostrzegawczymi etykietami. Dobrze, że wujek potrafi zamówić pizzę.

Opieka wujka Newta nad dziećmi jest raczej symboliczna i incydentalna. Niki i Tesla mają dużo swobody, a wujek zachęca ich, by korzystali z jego laboratorium, co też chętnie czynią. Pasję do eksperymentów mają wszak w genach. Co wyniknie, jeśli dodamy do siebie dwójkę bystrych dzieci (miłośników gadżetów, wynalazków i urządzeń wydających z siebie „ping”), laboratorium szalonego  naukowca i sporo swobody? Niektórzy mówią, że kłopoty (na przykład taksówkarz, który wiózł dzieci z lotniska), ale Marysia i ja wolimy określenie: przygody.

Zaczyna się od tego, że dzieci konstruują prostą rakietę. Każdy może sobie taką zrobić w domu, a dokładna instrukcja znajduje się w książce (już wiadomo, skąd prośba Marysi o wyprawę po rurki do marketu budowlanego). Próba wystrzelenia rakiety, jaką przeprowadzają Niki i Tesla kończy się jej niespodziewanym lądowaniem za płotem tajemniczej rezydencji. Próbując odzyskać rakietę (oraz przyczepiony do niej wisiorek, który Tesla dostała od rodziców), dzieci muszą pokonać pewne trudności, by dostać się na teren posiadłości. Pomagają im kolejne konstrukcje, które wspólnie wymyślają i budują w laboratorium wujka – robokoty. Kiedy udaje im się sforsować płot, co prawda rakiety nigdzie nie widać, za to widać dziewczynkę w oknie, która wyraźnie i gorączkowo próbuje ich przed czymś ostrzec. Przygoda i tajemnica zaczynają się na dobre…

I nie tylko przygoda rodzeństwa chcącego odzyskać wisiorek oraz rozwikłać zagadkę dziewczynki z rezydencji, ale także przygoda czytelnika z eksperymentowaniem. Jeśli tylko jesteście gotowi trochę poasystować juniorom w inżynierskich wyzwaniach, możecie naprawdę świetnie się bawić. A kto wie, może i zapoczątkować pasję, która poprowadzi małolata ku karierze naukowca lub inżyniera. W książce znajdują się dokładne instrukcje wykonania kilku bardzo ciekawych urządzeń. Oprócz niezbyt zaawansowanej (wręcz banalnej) butelkowej rakiety w wyrzutnią oraz robokota napędzanego mentosami i coca-colą jest też półniewidzialne urządzenie do nocnego tropienia vanów (które możecie wykorzystać też do tropienia czegoś innego), system alarmowy „Już po świętach” oraz elektromagnes i podnośnik domowej roboty. Urządzenia są proste w wykonaniu, a potrzebne części i narzędzia łatwo dostępne. W konstruowaniu przyda się pomoc dorosłych, o czym jest mowa w instrukcjach. Oprócz względów bezpieczeństwa, udział dorosłego ma też inne znaczenie – takie wspólne konstruowanie może okazać się wielką frajdą nie tylko dla juniora.

Niki i Tesla to seria książek – jak dotąd sześciotomowa. Bardzo nas to cieszy i już wpisujemy kolejne tomy na listę „do przeczytania wkrótce”.

Adela – jednorożec, który nie wierzy w magię, czyli co to znaczy mieć szczęście

– O czy jest ta książka? – pytam Marysię patrząc, jak moja córka czytając to się uśmiecha, to zamyśla.

– O szczęściu – odpowiada filozoficznie moja dziewięciolatka. – I o jednorożcu, który nie wierzy w jednorożce. Ma na imię Adela i uważa, że jest koniem, bo przecież jednorożce nie istnieją.

Adela ma piękną sierść, ogon, kopyta i grzywę. Jak to koń. Ma też jednak pozłacany róg, puszcza cekinowe bąki a dla uspokojenia jada babeczki. Czy jest jednorożcem? Wielu tak właśnie by ją określiło, ale Adela wcale tak nie uważa. Jest po prostu koniem nieco innym niż wszystkie. I w ogóle nie wierzy w żadną magię.

Adela mieszka w gospodarstwie pana Norberta Dobromiłego, razem z nim, jego córką Julią i stadem różnych zwierzaków, dla których zagroda jest idealnym, pełnym akceptacji i szczęścia domem. O właśnie! Jeśli już jesteśmy przy szczęściu – to temat, który szczególnie nurtuje Adelę. Co to właściwie znaczy mieć szczęście – rozważa jednorożec (o, przepraszam, koń z rogiem) w książce Adela, jednorożec mimo wszystko. Czy szczęście to znajdowanie starożytnych monet, biżuterii i mnóstwa podków podczas niedzielnych przechadzek? Czy szczęście jest wtedy, kiedy nad zagrodą widnieją trzy tęcze, podczas gdy w pozostałej części doliny pada ponury deszcz? Albo wtedy, kiedy wygrywa się główną nagrodę na loterii? A może mieć szczęście to pozwolić, aby przytrafiało się coś dobrego, coś takiego jak wtedy, gdy zostaje trochę babeczek Julii, która nie jest już głodna, albo wtedy, gdy można w pięknym słońcu iść zbierać poziomki z Norbertem i jego córką?

Adela. Jednorożec mimo wszystko skłania do zastanowienia się nad pojęciem szczęścia, albo lepiej – do porozmawiania na ten temat na przykład przy rodzinnym stole. (Adela z pewnością doceniłaby obecność pysznych babeczek przy takiej rozmowie). Refleksje Adeli na temat szczęścia ujmują w książce prostolinijnością i wnikliwością. Są w sam raz dla młodego czytelnika – by go zainspirować do pytań i własnych rozważań. Co nazywamy szczęściem? Kiedy czujemy się szczęśliwi? Co to znaczy mieć szczęście?

Ale to nie tylko książka o szczęściu. Równie ważnym wątkiem przewijającym się przez całą opowieść jest odmienność i akceptacja oraz stereotypy i etykietowanie, do których niepostrzeżenie przywykamy. Czy koń z rogiem musi być jednorożcem? I czy to ma znaczenie, jak go nazwiemy? W zagrodzie Dobromiłych wszystkie zwierzęta są w jakiś sposób oryginalne – Adela ma pozłacany róg, świnka tańczy, żółw jeździ na wózku. I wszystkie są w pełni akceptowane takie, jakimi są. Jednak czy takie szczęście może trwać niezależnie od reszty świata? Co się stanie, kiedy owa reszta świata dowie się o Adeli?

Bardzo spodobała nam się ta książka – i Marysi i mnie. Zabawna historia z nutą filozoficznych rozważań, trochę zaskakujących przygód i poczucie humoru. Każdy, kto kiedykolwiek czuł się inny niż wszyscy znajdzie w niej mądrość i moc.

Frigiel i Fluffy, czyli trochę Dantego w świecie Minecrafta

Frigiel i Fluffy to dwójka bohaterów, którą Marysia poznała i polubiła już jakiś czas temu, czytając Powrót Smoka Kresu – pierwszy tom serii. Dlatego, kiedy zobaczyła kolejną część ich przygód od razu zagłębiła się w lekturze. (O Powrocie Smoka Kresu przeczytajcie tu: https://www.juniorowo.pl/co-czyta-marysia-trzy-ksiazki-w-sam-raz-na-wakacje/)

W drugim tomie serii zatytułowanym Więźniowie Netheru Frigiel i Fluffy kontynuują swoją wyprawę w świecie Minecrafta. Tym razem wędrują po Netherze.

– Czym jest Nether? – pytam Marysię.

– Nether to piekło – wyjaśnia krótko i wraca do czytania, bo trudno ją oderwać od tej książki. A zostaję z nieco absurdalnym skojarzeniem z Dantem i jego piekielnymi kręgami.

Podczas wędrówki Frigiela i Fluffy’ego oraz ich przyjaciół po Netherze nie brak niebezpieczeństw i pokus. Na próbę zostaje wystawiona przyjaźń, bohaterowie opowieści mierzą się z niełatwymi decyzjami i spotykają na swojej drodze całą galerię przeróżnych postaci – przyjaznych i pomocnych ale także potwornych. Dokładnie tak, jak to się dzieje, gdy grasz w Minecrafta – zauważa Marysia. Czytelnik tej książki może poczuć się, jakby prowadził wyjątkowo barwną i ciekawą sesję gry w Minecrafta. Być może rzeczywiście ta powieść jest zapisem gry, a z pewnością jest inspirowana minecraftowymi kampaniami, jakie przeprowadził jej autor i jednocześnie jej główny bohater – Frigiel. Frigiel to francuski youtuber, który na swoim kanale relacjonuje swoje przygody w grze Minecraft. Jego kanał śledzą ponad dwa miliony fanów. W pracy nad książką Frigielowi towarzyszyli: Nicolas Digard – scenarzysta filmów animowanych i również miłośnik Minecrafta oraz Thomas Frick – grafik, który stworzył ilustracje do powieści.

Marysia zwróciła mi uwagę na pewną cechę serii książek Frigiel i Fluffy, która sprawia, że nawet początkujący miłośnicy Minecrafta dobrze orientują się w tym dość skomplikowanym i bogatym świecie. To przypisy oraz wstęp. Na samym początku Więźniów Netheru znajduje się spis bohaterów opowieści wraz z krótką charakterystyką każdego z nich. Już wiemy więc, z kto jest kim. Następnie mamy krótkie streszczenie pierwszego tomu serii, dzięki czemu przypominamy sobie, skąd, po co, dlaczego i dokąd wyruszyli Frigiel i Fluffy. Czytając powieść od czasu do czasu natrafiamy na przypisy, w których znajdują się dodatkowe informacje o uniwersum Minecrafta i postaciach w nim występujących. Przypisów nie jest wiele, więc nie wytrącają czytelnika z lektury. Marysia uważa, że znajdują się w nich bardzo cenne informacje. Polegam na jej zdaniu – w końcu to ona tworzy w Minecrafcie niesamowite konstrukcje, a nie ja.

Seria Frigiel i Fluffy ma 4 tomy. Skończywszy drugi – Więźniów Netheru – Marysia od razu zapowiedziała, że czeka już na kolejny. Patrząc na roziskrzone oczy mojej córki nie dziwię się, że seria stała się francuskim bestsellerem.

 

Niki i Tesla. Laboratorium pod napięciem

„Science Bob” Pflugfelder i Steve Hockensmith

Wydawnictwo RM

informacje o całej serii znajdziecie TUTAJ

wszystkie książki serii dostępne są także w formie e-booków

 

 

Adela. Jednorożec mimo wszystko

Ludivine Irolla

Ilustracje: Marie de Monti

Wydawnictwo RM (BoNoBo)

książka dostępna także jako e-book

 

 

Frigiel i Fluffy. Więźniowie Netheru

Frigiel, Nicolas Digard

Ilustracje: Thomas Frick

Wydawnictwo RM (BoNoBo)

książka dostępna także jako e-book