Każde dziecko jest inne. Często to powtarzamy, ale czy coś z tego wynika? Każde dziecko jest inne, a jednak wszystkie próbujemy uczyć tego samego, w tym samym czasie i w ten sam sposób. Każde dziecko jest inne, a jednak wszystkie poddajemy tym samym testom, w dodatku dając każdemu ściśle określoną, tę samą ilość czasu na rozwiązanie zadań.

Wygląda na to, że choć przeczuwamy prawdę tego zdania, to nie zdajemy sobie sprawy z jej znaczenia. A jeśli myślimy o dobrej edukacji, to powinniśmy wiedzieć, jak głęboko sięga to zróżnicowanie i jaki ma wpływ na rozwój każdego dziecka i na codzienne jego działania. Powinniśmy to zrozumieć zanim zaczniemy „podciągać” dzieci do normy. Pisze o tym Marek Kaczmarzyk w swojej książce Unikat. Biologia wyjątkowości wydanej przez Wydawnictwo Dobra Literatura.

Czym jest „norma”?

Każdy człowiek jest inny. Każdy. I wśród kilku miliardów ludzi na świecie żaden nie stanowi idealnego wzorca człowieka. Taki wzorzec nigdy nie istniał. To, co przyjmujemy za normę, jest jedynie wynikiem statystyk – przyjęliśmy, że jeśli jakaś cecha czy zachowanie występuje u większości, to jest ok. Taki statystyczny obraz rzeczywistości bywa bardzo użyteczny – pomaga planować, projektować, staje się punktem odniesienia. Niebezpiecznie zaczyna być, kiedy pójdziemy o krok dalej i uznamy, że tylko to, co mieści się w normie jest dobre. I jeszcze dalej – że wszyscy powinniśmy dążyć do normy. Dzieci, które nie mieszczą się w normie, są kłopotem, powodem do zmartwień. I to jest bardzo poważny błąd, który popełniamy w edukacji i wychowaniu. Dlaczego? Pomyślmy przez chwilę: gdyby cała ludzkość jakimś cudem spełniła postulat mieszczenia się w normie, bylibyśmy wszyscy do siebie bardzo podobni, nie byłoby jednostek wybitnych i prawdopodobnie rozwój naszej cywilizacji bardzo by spowolnił, ale co więcej i na co zwraca uwagę Marek Kaczmarzyk – stan, kiedy wszyscy mieścilibyśmy się w średniej stanowiłby zagrożenie dla przetrwania naszego gatunku! Różnorodność jest nam więc potrzebna równie bardzo, jak norma, choć każda z nich zaspokaja zupełnie inne potrzeby naszego społeczeństwa.

Po co nam różnorodność?

Kochamy normy i ideały, ponieważ dają nam one poczucie wpływu i kontroli nad naszym życiem, nad rzeczywistością. Ale nasze dążenie do ideału z punktu widzenia biologii i ewolucji jest absurdalne. Zresztą z wielu innych punktów widzenia także. Absurdalne i szkodliwe. Środowisko, w jakim żyjemy, zmienia się, zmieniają się jego wymagania, a przetrwanie oraz wartości, do jakich dążymy: komfort życia, szczęście, zdrowie, spełnienie – zależą od umiejętności odnalezienia się w środowisku.

Ideał, jaki tworzymy i do jakiego staramy się dopasować nasze dzieci to abstrakcyjny twór, powstały na podstawie naszych przeszłych doświadczeń i statystyki.

Jednak przyszłości nie da się przewidzieć. To, co wiemy na pewno, to że będzie inna niż teraźniejszość i przeszłość. Oraz to – co podkreśla Marek Kaczmarzyk – że to nasza różnorodność zapewni nam bezpieczeństwo. Bardzo prawdopodobne, że w zmieniającym się środowisku część z nas nie podoła niektórym wyzwaniom, ale inni tak. A że jesteśmy gatunkiem społecznym i uczymy się od siebie nawzajem, to ci którzy poradzą sobie lepiej, opracują rozwiązania dla reszty.

Gdybyśmy wszyscy byli tacy sami, nie mielibyśmy sobie nawzajem nic do zaoferowania, a przecież wzajemna wymiana, nasze wzajemne uzupełnianie się, to podstawa relacji społecznych.

Jak bardzo różni jesteśmy?

Bardzo. Każdy z nas to niepowtarzalny zestaw genów. Plus niepowtarzalna historia oddziaływań środowiska. I jeszcze kilka aspektów, o których pisze Marek Kaczmarzyk w Unikacie. W różny sposób postrzegamy świat, w różny sposób odbieramy bodźce i różnie na nie reagujemy. Mało tego – kady z nas na ten sam bodziec za każdym razem reaguje nieco inaczej, bo za każdym razem jesteśmy już inni, bogatsi o poprzednie reakcje i ukształtowane przez nie połączenia nerwowe.

„Już na poziomie komórek fotoreceptywnych w populacji ludzi istnieje spore zróżnicowanie w zakresie i możliwości odbioru bodźców świetlnych. Dwie osoby stojące obok siebie mogą w różny sposób odebrać obraz tego samego przedmiotu, i to już na etapie pierwszych reakcji fotoreceptorów”.

Nawet jednojajowe bliźnięta, choć mają identyczne geny, są zaskakująco różne. Dlaczego? O tym właśnie jest Unikat. Nie, nie o bliźniętach, tylko o tym, jak kształtuje się nasza różnorodność, skąd się bierze i dlaczego. Im lepiej zrozumiemy źródła, przyczyny i sens naszej różnorodności, tym lepiej będziemy mogli wspierać dzieci w ich rozwoju. Dzięki temu i dzieci wyrosną na szczęśliwszych dorosłych, i jak społeczeństwo mamy szansę na wykorzystanie znacznie większego potencjału tkwiącego w poszczególnych jednostkach.

Różnorodność w edukacji i wychowaniu dzieci

Przyjrzyjmy się na przykład umiejętności czytania i dysleksji. Umiejętność czytania jest kluczowa we współczesnej edukacji. Marek Kaczmarzyk pisze: Okazuje się, że aż u 80% dzieci z problemami w nauce podłożem są kłopoty z czytaniem. Oznacza to, że ich niskie oceny szkolne nie są związane z niskim poziomem poszczególnych zdolności poznawczych, czy też ogólną wartością czynnika g. (Czynnik g to IQ – iloraz inteligencji) Skupiając się na problemach z czytaniem, próbując za wszelką cenę „dociągnąć” dzieci do normy w tej dziedzinie, pomijamy ogromną część ich potencjału. Dysleksji towarzyszą inne cechy, które powinniśmy dostrzec, zrozumieć i wykorzystać.

Typowy dyslektyk jest kreatywny, słabiej przetwarza dane zmysłowe, jest zdolny do realistycznego przeżywania własnych myśli, co daje ogromne możliwości dla jego ponadprzeciętnej wyobraźni. Niestety często zanim dyslektyczne dziecko ma szansę docenić własne możliwości, niepowodzenia szkolne determinują jego przyszłość. Jako społeczności prawdopodobnie tracimy wtedy część naszego potencjału, i to niemałą, biorąc pod uwagę, że dyslektykami byli prawdopodobnie m.in. Leonardo da Vinci, Albert Einstein, Hans Christian Andersen, Winston Churchill, Henry Ford, Alexander Graham Bell, William Butler Yeats…

Próbując kształtować dzieci według jednego, wymyślonego przez nas wzorca, tracimy wiele ich talentów i potencjału. Oczywiście żyjąc w społeczeństwie potrzebujemy pewnych norm, które zapewnią nam bezpieczeństwo w grupie. Powinniśmy więc uczyć dzieci przestrzegania zasad życia społecznego, rozwijać umiejętności współpracy w grupie, kształtować w nich postawy szacunku wobec innych. Ale nie mylmy tego z ograniczaniem ich myślenia i z usilnymi próbami wymuszenia na dzieciach identycznych zachowań, reakcji i tempa rozwoju. Dla życia społecznego nie ma znaczenia, że Staś nauczy się czytać dwa lata poźniej niż Zosia i czy jego charakter pisma będzie równie kształtny jak jej. Zosia świetnie czyta i pisze, za to Staś może znakomicie liczyć, albo ma świetną wyobraźnię przestrzenną.  Ma natomiast znaczenie, czy będą umieli ze sobą współdziałać w zadaniach, czy będą umieli wykorzystywać w ich rozwiązywaniu indywidualne umiejętności, różne u każdego z nich.

– Gdybyśmy wszyscy byli tacy sami, to nie moglibyśmy nic przed sobą ukryć – stwierdziła moja 8-letnia córka.

Przez chwilę wyobraziłam sobie, jak by to było: 7 miliardów takich samych osób na świecie. To tak, jakbym żyła na Ziemi tylko z sobą samą. To byłby chyba najgłębszy wymiar samotności.

Właściwie zrozumiane zjawisko ludzkiej wyjątkowości nie jest przeszkodą w budowaniu bezpiecznych i sprawnie działających zbiorowości. Przeciwnie, jest szansą, tym, co pozwoliło nam przetrwać w odległej przeszłości, i tym, co jest najlepszą z inwestycji w przyszłość.

Myślę, że Marek Kaczmarzyk właśnie po to napisał Unikat, żebyśmy lepiej zrozumieli naszą różnorodność i wyjątkowość, i umieli tę wiedzę wykorzystać między innymi w edukacji i wychowaniu dzieci.

 

c

Unikat. Biologia wyjątkowości

Marek Kaczmarzyk

Wydawnictwo Dobra Literatura

Seria Kontrasty i Kontrowersje

c

 

Każde dziecko jest inne – indywidualność a edukacja w grupie
5 (100%) 2 głosów