Zwiedzanie – to słowo może oznaczać ciekawe, niezwykłe przeżycia w nowo odkrywanych miejscach, a jednak na rodzicielskie hasło „jedziemy pozwiedzać” dziesięcio-jedenastolatek jęknie i przewróci oczami, o starszych nastolatkach nie wspominając. Rodzice chcieliby pokazać dzieciom świat, ciekawe miejsca, historię, geografię i biologię na żywo, wszak podróże kształcą. Małolaty natomiast kojarzą zwiedzanie z nudą. Czego więc trzeba, by turystyczne wycieczki i spacery stanowiły atrakcję dla wszystkich członków rodziny? O tym, jak zwiedzać z dziećmi, żeby było ciekawie, rozmawiam z Anną Olej-Kobus, podróżniczką, autorką przewodnika „Polska naj… Księga miejsc wyjątkowych”, jednego z najfajniejszych przewodników rodzinnego zwiedzania, jakie widziałam.

Jak zachęcić małolaty do zwiedzania? Nie używać tego słowa? Omijać architekturę sakralną i muzea szerokim łukiem? Masz jakieś swoje sposoby, żeby zwiedzanie było dla dzieciaków obietnicą świetnie spędzonego czasu?

Przede wszystkim musimy zdać sobie sprawę z tego, że nas dorosłych interesuje zwykle zupełnie co innego niż interesuje dzieci. Nie znam dziecka, które stanęłoby przed zabytkową fasadą i powiedziało „och, mamo, zobacz jaka piękna secesja!”. Architektura, dziedzictwo narodowe, zamki królewskie i pałace, gdzie chodzi się w filcowych kapciach i niczego nie można dotknąć, muzea pełne dokumentów i obrazów — to wszystko jest dla dzieci nudne. 

Jednak w twoim przewodniku, który napisałaś dla rodzin, są i muzea, i zamki. Więc chyba da się pokazać dzieciom te „standardowe” obiekty turystyczne w sposób, który je zainteresuje?

Da się. Z dziećmi rewelacyjnie sprawdza się zwiedzanie z fabułą. Kiedy byliśmy w Toruniu, dzieci dostały plastikowe hełmy i miecze oraz krzyżackie peleryny, a po mieście oprowadzał nas krzyżacki brat-przewodnik. Zwiedzanie miasta pełne było ciekawostek typu rzeźba kota na dachu, posąg żaby, czy flisak przy ratuszu oraz opowieści z nimi związanych. To te historie, opowiadane w ciekawy sposób sprawiały, że cała ta miejska wędrówka była ekscytującą przygodą. Nie padały słowa takie jak „gotyk”, „zabytek”, „przebudowa”, bo nie to jest istotne dla młodego człowieka.

Czyli nie chodzi o to, żeby omijać te kościoły i zamki, tylko żeby o nich odpowiednio opowiedzieć?

Tam, gdzie mamy przygodę, interesującą opowieść i trasy przygotowane specjalnie dla młodszych zwiedzających – tam jest duża szansa, że będzie ciekawie. Na przykład w Wieliczce jest trasa po Solilandii, która przebiega oczywiście przez te najbardziej znane miejsca jak kaplica świętej Kingi, ale młodych turystów oprowadza Soliludek, który zadaje po drodze mnóstwo zagadek, opowiada zabawne anegdoty i ciekawostki, na trasie spotyka się skarbnika. To dla małolatów jest super przygoda i w dodatku jesteśmy pod ziemią, wszystko jest słone i mieszkają tu solizaury, które składają solijaja.

W „Polsce naj…” pokazujesz, że nawet Panorama Racławicka może zafascynować dzieci, jeśli pokażemy ją w dopasowany do ich percepcji sposób, a na drzwi gnieźnieńskie można popatrzeć jak na… komiks.

Panorama Racławicka to obraz jak telewizja. Kiedyś przecież nie było telewizji, ale ludzie chcieli wiedzieć, jak wygląda życie i świat, chcieli dowiadywać się o ważnych wydarzeniach. Powstawały więc wielkie obrazy-panoramy, które obwożono po różnych miejscach, rozwieszano i wszyscy przychodzili je obejrzeć. Stosowano też pewne triki, żeby obraz nabrał charakteru 3D! Rozkładano przed obrazem dekoracje z elementów związanych z tym, co obraz przedstawiał, tak że zacierano granicę między obrazem a rzeczywistością. To, że pomysł na 3D istniał jeszcze zanim pojawiły się pierwsze telewizory – to jest coś, co dla dzieci może być ciekawe i wciągnie je w opowieść o Panoramie Racławickiej.

A co najbardziej zniechęca dzieci do zwiedzania?

Najgorszą rzeczą, jaką możemy zrobić to zabrać dzieci na wycieczkę dla dorosłych. Podczas takiej wycieczki przewodnik może mówić nawet bardzo ciekawe rzeczy, ale one będą ciekawe dla starszych. Współczuję szkolnym czy przedszkolnym grupom, kiedy widzę, jak przewodnik wygłasza przygotowany wcześniej standardowy skrypt, zupełnie nie dostosowany do tej grupy docelowej. Trudno mieć pretensje do tych dzieci, że się co chwila rozpraszają, wygłupiają. Zwiedzanie z dziećmi wymaga nieco przygotowania i kreatywności. 

Żeby się przygotować warto sięgać po przewodniki, czy książki, które wychodzą poza suche fakty i podpowiedzą, jak opowiadać o miejcach, które chcemy odwiedzić. „Polska naj” to właśnie taki przewodnik. Przy czym „naj” nie oznacza tu rankingu miejsc najlepszych, lecz…

„Polska naj…” to Polska wyjątkowa pod różnymi względami. Pokazujemy w niej miejsca w Polsce, które są absolutnie wyjątkowe, rekordowe, zaskakujące i często jedyne na całym świecie. Tylko w Polsce można popłynąć statkiem po trawie, wyjątkowa jest parowozownia, gdzie codziennie parowozy wyjeżdżają do pracy, to w Polsce powstała galeria rzeźb ze złomu – ogromnych postaci z kreskówek wykonanych w całości z metalowych śrub, nakrętek, zębatek. Albo niewidzialna wystawa, na której nic nie można zobaczyć i zwiedza się ją za pomocą innych zmysłów niż wzrok. Albo najwęższy dom na świecie. Mamy w Polsce miejsca, które są zupełnie niezwykłe. 

Bardzo nam zależało, by w tej książce nie iść turystycznym kanonem, ale pokazać miejsca, które mogą być ciekawe dla dzieci – pokazać, że w Polsce można zobaczyć rafę koralową, albo kawałek Afryki, że w Hydropolis można odkryć niezwykłe tajemnice wody, a w Muzeum Ognia poznać sekrety ognia. W Muzeum Mydła i Historii Brudu dowiemy się, że kiedyś prysznic przepisywał lekarz na receptę. Przy okazji zobaczymy, że muzeum wcale nie musi być zestawem gablot, wśród których sunie się w filcowych kapciach uważając, by czegoś nie dotknąć, bo mamy coraz więcej muzeów, które wyglądają zupełnie inaczej i zapraszają zwiedzających do zupełnie innego rodzaju doświadczania ekspozycji. 

Ale w waszym przewodniku są też miejsca z tak zwanego kanonu. Na przykład Pałac Kultury i Nauki, czy Malbork. Tyle że pokazane z nieco bardziej niecodziennej perspektywy.

Malbork, zwany przez złośliwców największą kupą cegieł w Polsce, jest największym zamkiem i to bardzo ciekawym. Wiąże się z nim wiele różnych historii i można to zamczysko zwiedzać tropem baśniowo-przygodowym. Zamiast przyswajać dane statystyczne o grubości murów, można dowiedzieć się, w jaki sposób zapewniano w zamku ciepło. Zamiast brnąć przez obco brzmiące nazwy elementów architektonicznych można skupić się na historii o kolumnie, jedynej podpierającej całe sklepienie i o tym, jak oblegające zamek wojska próbowały trafić w tę kolumnę z armaty z drugiego brzegu rzeki. I już się zaczyna opowieść, pasja i przygoda. 

W książce nie chcieliśmy wcale uciekać od tych bardzo znanych miejsc, raczej przemieszać je z tymi mało znanymi. Chcieliśmy, żeby to była taka książka, że ktokolwiek wybierze się z nią w podróż po Polsce, będzie miał szansę odkryć coś interesującego dla siebie. To może być zupełnie nowe miejsce, albo takie, o którym wszem i wobec wiadomo, ale tu opowiedziane jest w nowy sposób. 

Dzieci lubią też, żeby zwiedzanie było interaktywne. „Polska naj…” jest właściwie interaktywnym przewodnikiem.

Chcieliśmy, żeby była to książka osobista, stąd jest w niej miejsce na własną twórczość młodych czytelników – na rysowanie, doklejanie. Taka książka może być więc niepowtarzalną kroniką podróży. Umieściliśmy w niej też zwariowane zagadki, tak zwane zagadki lateralne, które – mówiąc w skrócie – wpuszczają w maliny nasz mózg i prowokują do nieszablonowego myślenia. Jestem bardzo ciekawa, czy spodobają się czytelnikom i kto sobie z nimi lepiej poradzi – dzieci, czy dorośli. Jest też w książce zabawa z nazwami miejscowości, a mamy w Polsce sporo dziwnych, zwariowanych, zabawnych i ciekawych nazw. 

Podróżujesz od lat z całą rodziną – mężem Krzysztofem (którego „Poradnik młodego podróżnika” niebawem również trafi do księgarń) oraz z dwoma synami. Macie swoje rodzinnie ulubione miejsce w Polsce?

Jednym z takich miejsc jest dla nas Beskid Niski. Bardzo lubimy jeździć nad nasze polskie morze, szczególnie poza sezonem – jest tam masa różnych ciekawych miejsc. Ale tak naprawdę my w ogoóle lubimy się włóczyć po Polsce i wciąż odkrywamy też nowe ciekawe miejsca. Polska bardzo się zmienia. Jeśli ktoś podróżował po Polsce 10 lat temu, to teraz na pewno odkryje wiele nowych wartych uwagi miejsc. Choćby parki morskich stworzeń – zaczęły powstawać zaledwie kilka lat temu. Niewiele wcześniej powstał mikrokosmos z ekspozycją owadów w wielkiej skali. Parki iluzji, centra nauki… Gdzie nie pojedziemy, zawsze możemy odkryć coś nowego i ciekawego.

Anna Olej-Kobus – Kobieta pracująca, która żadnej pracy się nie boi. Pilotka wypraw, podróżniczka i opowiadaczka historii. Autorka licznych książek podróżniczych (m.in. „Namibia. Przez pustynię i busz”), w tym serii „Podróżowników” będących połączeniem twórczych przewodników i pamiętników dla dzieci. Mama dwóch juniorów, dzięki którym każdy dzień to nowe wyzwanie. Aktywistka w Dzielnicy Włochy, gdzie zajmuje się pozytywistycznym działaniem w szkole juniorów. Miłośniczka Namibii, Kena Robinsona, budżetu partycypacyjnego i pozytywnego podejścia do życia. Prowadzi Portal Małego Podróżnika oraz Travelnamibia.pl 

Zdjęcia i grafiki pochodzą z książki „Polska naj…”

Polska naj… Księga miejsc wyjątkowych

Anna Olej-Kobus

Wydawnictwo Dwukropek