Marysia kocha zwierzęta i przyrodę. Dużo czyta, interesuje się. To ona, moja niespełna dziewięcioletnia córka, jest naszą rodzinną liderką działań na rzecz ochrony zwierząt. To ona wyszła z inicjatywą adopcji wilka poprzez fundację WWF. Przekonała do tego naszą rodzinę – każdy dołożył trochę od siebie, dzieci z kieszonkowego, rodzice z własnych pensji. Zainicjowała też zbiórkę pieniędzy w swojej klasie – certyfikat adopcji wilka już wisi w ich sali. My dziś dostaliśmy nasz. I to Marysia swoją determinacją i świadomością naszego miejsca w przyrodzie zainspirowała mnie do tego wpisu.

Kiedyś mogliśmy o tym nie mówić. Kiedyś mogliśmy wiedzieć mniej. Ale teraz jest teraz. I wiemy. Wiemy, że zatruwamy powietrze i tym zatrutym oddychamy. My i nasze dzieci. Wiemy, że codziennie znika z Ziemi na zawsze ileś gatunków żywych organizmów. Wiemy, że kolejne są zagrożone wyginięciem. Wiemy, że klimat się ociepla i już nie możemy nie zauważać objawów tego ocieplenia. Wiemy też, że to, co robimy dziś w kwestiach środowiska naturalnego będzie miało ogromny wpływ na warunki, w jakich będą żyły nasze dzieci. Oraz my na starość. A skoro już wiemy, to nic nie usprawiedliwia naszej bierności. Każdy może, powinien, musi podjąć działania – na swoją miarę, choćby drobne.

Tak jak nie chcemy zostawiać naszym dzieciom w spadku po nas bankowych kredytów do spłacania, tak nie możemy zostawiać im ogromnego długu wobec natury.

Być może kredytu do spłacenia będą mogły uniknąć jakimś prawnym sposobem, ale dług wobec natury będą płacić na pewno. Chyba że my zaczniemy go spłacać już teraz.

Nie dajcie się zmanipulować twierdzeniem, że działania jednego człowieka nic nie znaczą. Znaczą. I to znaczenie może mieć różne wektory. To pojedynczy ludzie, pojedyncze rodziny palą w piecach czym popadnie. Każdy podejmuje indywidualną decyzję. I co? Nie ma to wpływu na globalną jakość powietrza? Ma. Widzę to codziennie w aplikacji pokazującej jakość powietrza. Bo z tych pojedynczych rodzin robi się cały tłum, kreuje się sposób postępowania – przyzwolenie społeczne. Skoro sąsiad puszcza kominem syf, to ja też mogę. Brudny dym z komina staje się normą, bo „wszyscy tak robią”. Tyle że „wszyscy” składają się z tych pojedynczych rodzin, pojedynczych decyzji.

Spróbujmy więc w drugą stronę – spróbujmy jako pojedynczy ludzie, pojedyncze rodziny kreować społeczny trend o przeciwnym wektorze – trend brania odpowiedzialności za swoje działania wobec środowiska. Bądźmy tym sąsiadem, który nie puszcza śmieci kominem. Przyzwyczajajmy dzieci do takiego właśnie trendu – bądźmy tymi rodzicami, którzy starają się nie marnować jedzenia, którzy angażują się w ochronę zwierząt, którzy wyłączają zbędne żarówki… Co konkretnie można zrobić?

Można adoptować wilka (lub inne zwierzę) wspierając działania fundacji WWF – tak jak my to zrobiliśmy: https://pomagam.wwf.pl/wilk/

Można wymienić żarówki w domu na energooszczędne.

Można segregować śmieci.

Można ograniczyć czas prysznica i zrezygnować z kąpieli w wannie.

Można wyłączać zbędne źródła światła.

Można nie kupować produktów wytwarzanych w sposób dewastujący przyrodę.

Można poszerzać swoją wiedzę i szukać kolejnych sposobów dbania o środowisko. Nawet drobnych. Ziarnko do ziarnka.

Można mieć świadomość. Decydować uważniej.

Uczmy tego nasze dzieci. To bardzo, bardzo ważne. Dziś możemy wychować pokolenie, które za coś oczywistego będzie uważać szacunek dla przyrody i dbanie o środowisko. Tak jak nasze pokolenie i poprzednie za coś oczywistego uważały, że natura ma służyć człowiekowi, a człowiek może z niej czerpać co chce i jak chce. Mamy wpływ. Wykorzystajmy go.

 

Drobne rzeczy, które możemy zrobić, by nauczyć dzieci (i siebie) dbać o środowisko
5 (100%) 3 głosów