„To jest cudoooowneee”. Kiedy dziesięciolatka tak mówi o książce, to jest chyba najlepsza recenzja. „Chłopiec z Wyspy” zachwycił moją córkę i opowieścią, i stylem, i grafiką. Na czym polega jego fenomen?

„To jest fajna historia i są w niej narwale. Jest bardzo ładnie narysowana, tak realistycznie. Do czytania jest nie za mało i nie za dużo. Tak w sam raz, żeby się nie zmęczyć. Ale ja lubię czytać, więc za mało też nie może być, kiedy historia jest taka ciekawa. Tu jest akurat”.

Rozwinę nieco tę zwięzłą recenzję dziesięciolatki.

Fajna historia – to znaczy, że wciąga, że jest bliska młodemu czytelnikowi, w jakiś sposób go dotyczy i budzi emocje. Fajna historia to taka, która trochę mówi o nas samych, ale niekoniecznie wprost. W której odnajdujemy nasze własne marzenia, myśli, troski, doświadczenia – ich całkiem wyraźne ślady, lub tylko delikatne echa, które sprawiają, że historia jest trochę i o nas. „Chłopiec z wyspy” jest taką właśnie opowieścią.

Pewnego wieczora Tymek i jego starsza siostra zostają w domu sami. To nic nadzwyczajnego – Tymek już wcześniej zostawał pod opieką Filipiny, gdy rodzicom zdarzało się wyjść. Ale kiedyś brat i siostra spędzali czas na wspólnych zabawach, a teraz… Teraz Filipina jest nastolatką, w dodatku zakochaną i nie interesuje się zabawami z młodszym bratem. Tymek próbuje zwrócić na siebie jej uwagę, ale bezskutecznie. Czuje się samotny i opuszczony. W gniewie przypadkiem zdziera ze ściany kawałek tapety i odkrywa pod nią malowidło. Kamienie, drzewa, mewy, morze w oddali. Obraz jest tak kuszący i przyjemny, stanowi tak miłą alternatywę dla samotnego wieczoru w pokoju, że Tymek wchodzi w świat z obrazu. Po drugiej stronie znajduje się niewielka skalista wyspa oraz latarnia morska. Tymek spotyka tam chłopca, który szybko stanie się jego przyjacielem. Morgan opowiada Tymkowi o swoim życiu i o tym, dlaczego znalazł się na wyspie. O świętych zwierzętach – narwalach, o prawości, miłości, harmonii z naturą ale też o pokusie, konflikcie, trudnych wyborach i wyzwaniach. Tymek poruszony historią Morgana postanawia pomóc nowemu przyjacielowi wrócić do domu. Chłopcy zaczynają wspólne przedsięwzięcie umacniając jednocześnie więź między sobą. W ich niedługiej, lecz intensywnej przygodzie jest wszystko, co potrzebne, by mocno zaangażować młodego czytelnika: emocje, wyzwanie, trudności, wiara, nadzieja, przyjaźń i potwór.

„Chłopiec z wyspy” to historia opowiedziana prosto, ale zawierająca w sobie wiele ważnych wątków. Są tu relacje bratersko-siostrzane, jest kwestia przyjaźni, zaufania i współpracy. Są problemy i poszukiwanie rozwiązań, w których każdy może wnieść coś wartościowego. Jest wątek stosunku człowieka do przyrody. Jest magia mitu, walka dobra ze złem i motyw podróży. Znajdziemy w tej opowieści moc wyobraźni i przenikanie się jej świata z rzeczywistością. Do tego znakomite, sugestywne ilustracje. Autorem książki jest Max Ducos – francuski artysta, malarz i ilustrator znany polskim czytelnikom z książki „Noc w leśnej szkole”.

Marysia zwróciła uwagę na ilość tekstu. Dla młodych czytelników odpowiednie proporcje tekstu do grafiki mają znaczenie. Nie za dużo tekstu oznacza tyle, żeby małolat nie zmęczył się czytaniem. Nie za mało, czyli tyle, żeby nasycić się ciekawą opowieścią. W „Chłopcu z wyspy” jest – jak sama Marysia podkreśliła – w sam raz. W sam raz dla juniora czytającego już samodzielnie i dość sprawnie, albo w sam raz dla nieco młodszego, któremu tę piękną historię przeczyta mama albo tata. Jestem wielką zwolenniczką czytania na głos z dziećmi i uprawiam je od lat. „Chłopiec z wyspy” należy do takich książek, które w głośnym czytaniu lubię najbardziej – są ciekawe dla dzieci, ale czytający dorosły też się nie nudzi i odkrywa czytaną historię z równą przyjemnością, co dziecko. To takie książki, które mają w sobie coś nieuchwytnego, co sprawia, że dzieci przywiązują się do nich, a dorośli czytając przypominają sobie, że kiedyś sami byli dziećmi.

Myślę, że „Chłopiec z Wyspy” może w wielu rodzinach stać się jedną z tych książek, które czyta się po wielokroć, z czasem zna na pamięć, których kartki miękną od częstego przewracania i które zachowuje się dla przyszłych pokoleń.

Chłopiec z Wyspy

Max Ducos

Wydawnictwo Polarny Lis

Książkę opisały i polecają:

Marysia Manthey – lat 10, uwielbia przyrodę i zwierzęta, szczególną sympatią darzy wilki, konie i psy, lubi czytać, grać w Minecrafta, jeździć na rolkach i rowerze oraz spędzać czas na rozmaitych twórczych aktywnościach, dzięki czemu jej pokój pełen jest niezwykłych dzieł.

Elżbieta Manthey – założycielka Juniorowa, blogerka, dziennikarka, mama Marysi i Tymona. Pasjonatka dobrej edukacji – tropi nowinki i nowoczesne pomysły edukacyjne, angażuje się w różnorodne działania na rzecz lepszej edukacji. Propaguje wychowanie i edukację oparte na szacunku dla dzieci. Miłośniczka książek, również tych dla dzieci i młodzieży. Najlepiej odpoczywa odwiedzając ciekawe miejsca z rodziną i doświadczając świata wspólnie z mężem i dziećmi.