Wypadek, uraz, ból – jak pomóc dziecku i… sobie

crying-513164_1280

Junior to istota żywa, wręcz żywiołowa, tak zwane żywe srebro. Nie trudno o wypadek, skaleczenie, oparzenie czy inny uraz, nawet pod czujnym okiem rodzica. Wypadki się zdarzają i to najczęściej gdy dzieci są pod opieką dorosłych. Czego, poza oczywiście pomocą medyczną potrzebuje Junior?

Nie kłam

Kiedy maluch uczący się chodzić przewróci się na prostej drodze a potem się rozpłacze, wielu dorosłych bez specjalnej refleksji woła „nic się nie stało, wstawaj!”. Ten sam schemat powielany jest u starszaków, czy to rozbite kolano, czy zdarty łokieć. Ale jak to nic się nie stało?! Ból, mały czy duży nie jest wcale przyjemnym uczuciem, niezależnie czy Junior ma lat 1,5 czy 12. A do tego emocje: strach czy skrępowanie przed ludźmi, którzy widzieli upadek. Oczywiście, warto szukać plusów „całe szczęście że to tylko dziura w kolanie a nie złamana noga”, ale to też na pewno boli. Nie udawaj, że nic się nie stało, gdy widzisz, że właśnie się stało.

wound-106374_640Bądź

Rozbite kolano na podwórku dla starszego Juniora niekoniecznie będzie problemem, być może otrzepie się tylko i popędzi do dalszej zabawy, nawet nie przyjdzie po plaster. Młodsze dzieci mogą potrzebować specjalnego opatrunku, magii i mocnego przytulenia. To naprawdę nie rozpieszcza, ani nie wychowuje na mięczaków, nie robi krzywdy. Wsparcie rodzica daje poczucie bezpieczeństwa, dzięki czemu niedługo nie będzie potrzebny już plasterek z misiem, a o wszystkich zadrapaniach mama dowie się (lub nie) dopiero po skończonej zabawie.

Gdy wkracza medycyna

Jednak kiedy mamy do czynienia z poważnym urazem pojawia się nie tylko ból ale i lęk: co dalej? Gdy w grę wchodzą służby medyczne, karetka, czasem pośpiech, u każdego pojawia się reakcja stresowa, a co dopiero u małoletniego, obolałego i zapewne przerażonego Juniora. Rodzicom bardzo ciężko jest patrzeć na cierpiące własne dziecko, a niektóre zabiegi medyczne, choć ratują, mogą być bardzo bolesne. Naturalną reakcją jest bunt, brak zgody, krzyk i płacz dziecka. Co można wtedy zrobić? Być, trzymać za rękę, wspierać słowem i dotykiem. Nie mów „nie histeryzuj” albo „chłopaki nie płaczą” to nie pomaga! Pokaż, że widzisz jego cierpienie, a twoje opanowanie i siła spokoju mogą zdziałać cuda. Jeśli wiesz, że pomoc będzie wiązała się z dodatkowymi nieprzyjemnościami, nie mów „to nie będzie bolało”. Lepiej uprzedzić, że będzie trudno i zapewnić, że przejdziecie przez to razem. Nie zawsze jest czas na tłumaczenia co kto będzie robić i dlaczego. To trudne, gdy czasem trzeba zrobić coś „na siłę”, tym bardziej nie umniejszaj tego co czuje dziecko. Po wszystkim przyjdzie czas na spokojną rozmowę i wyjaśnienia.

emergency-780313_640Warto wiedzieć

Zgodnie z Ustawą z dnia 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta,

Art. 21.

1. Przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych może być obecna osoba bliska.

2. Osoba wykonująca zawód medyczny udzielająca świadczeń zdrowotnych pacjentowi może odmówić obecności osoby bliskiej przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych, w przypadku istnienia prawdopodobieństwa wystąpienia zagrożenia epidemicznego lub ze względu na bezpieczeństwo zdrowotne pacjenta. Odmowę odnotowuje się w dokumentacji medycznej.

A zatem rodzic ma prawo towarzyszyć dziecku przy wszystkich zabiegach! A jeśli lekarz/ratownik odmówi rodzicowi prawa do przebywania z dzieckiem musi to uzasadnić i odnotować w dokumentacji medycznej. Powoływanie się na enigmatyczne przepisy lub procedury to za mało. Ponadto Kodeks rodzinny i opiekuńczy wskazuje w art. 92, że rodzicom przysługuje władza rodzicielska do uzyskania pełnoletności przez dziecko, natomiast art. 95. wskazuje, że władza rodzicielska to m.in.: piecza nad dzieckiem. To pozwala przyjąć, iż w ramach opieki nad dzieckiem, możliwy jest również transport sanitarny dziecka wraz z rodzicem, chyba że zachodzą przesłanki uniemożliwiające (np. brak miejsca w karetce).  (źródło: http://www.zdrowie.abc.com.pl/artykuly/matka-moze-przebywac-z-chorym-dzieckiem-podczas-jego-transportu,9812.html)

Rodzic też człowiek

Gdy najmłodsi ulegają wypadkom cierpią też ich rodzice. Czasem trudno jest zachować zimną krew i nie wpadać w panikę. I choć przy dziecku często trzymamy fason, dobrze jest znaleźć swój wentyl bezpieczeństwa. Może być to rozmowa z kimś bliskim, kto pozwoli wygadać się czy wypłakać, bez dobrych rad, osądów i wpędzania w poczucie winy. Nikt nie jest ze skały, a wspólnie przeżyte trudności mogą wzmocnić zarówno więź między rodzicami-partnerami jak i całą rodzinę.teddy-562960_640

„Uważaj bo spadniesz!”

Dzieciństwo to między innymi podrapane kolana i rozbite łokcie. Żeby nauczyć się jeździć na rowerze czy na nartach trzeba przejść czasem bolesną szkołę. Chodzenie po drzewach czy krawężnikach nie raz kończy się skaleczeniem, podobnie jak struganie łódek z kory. Oczywiście jako dorośli jesteśmy odpowiedzialni za bezpieczeństwo naszych dzieci, zakładamy im kaski gdy chcą jeździć na rowerze, ochraniacze, gdy wybierają się na rolki. A przewrócić się można i na prostej drodze, potknąć o własne nogi i przeciąć źdźbłem trawy. Mimo potencjalnych urazów nie chowajmy dzieci pod kloszem, nie dajmy się zawładnąć nadopiekuńczości. Bo jak klasyk powiedział:

„Żeby kózka nie skakała,
 toby nóżki nie złamała”.
 Prawda!

 Ale gdyby nie skakała,
 toby smutne życie miała. 
Prawda?”

c

Kinga Pukowskac

autorka: Kinga Pukowska – z wykształcenia specjalistka w zakresie żywienia człowieka, z zamiłowania doula i doradca chustowy, z powołania żona i mama trójki dzieci, obecnie edukowanych domowo. Swoje doświadczenia edukacji domowej opisuje na blogu Pozytywy Edukacji Entuzjastka Rodzicielstwa Bliskości oraz Slow Parenting. Od lat wspiera młodych rodziców na początku ich nowej drogi. Prezes Fundacji Polekont – Istota Przywiązania.

c

Konsultacja merytoryczna: Agnieszka Ostapczuk – psycholog

c

c

foto: Pixabay
Możesz ocenić ten artykuł

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *