Wakacje bez rodziców – kiedy dziecko jest na to gotowe?

Każdy rodzic marzy o tym (choć zapewne nie każdy się do tego przyzna), żeby w czasie wakacji ich pociechy wyjechały na kolonie lub obóz i dały rodzicom tydzień lub dwa wytchnienia i odpoczynku od codziennych obowiązków. Niektóre dzieci reagują entuzjastycznie, inne za nic w świecie nie chcą się zgodzić na wakacje bez taty i mamy. Kiedy możemy posłać dziecko na samodzielne wakacje i czy powinniśmy popychać je ku takiej samodzielności? Odpowiada Joanna Jeżak, pedagog i psychoterapeutka, z którą rozmawia Wojciech Musiał.

.

Mam dwójkę dzieci: synka w wieku lat dziesięciu, który w tym roku nie może się doczekać obozu karate oraz siedmioletnią córeczkę, która propozycję wyjazdu na ten sam obóz stanowczo oprotestowała. Może – powiedziała – gdyby pojechała z nią jakaś koleżanka, to tak, ale jeśli ma jechać sama, to woli zostać z rodzicami. Kiedy można dziecko w spokoju sumienia samodzielnie wysłać na wakacje?

Na pewno nie decyduje o tym wiek dziecka, choć pewnie chcielibyśmy, żeby – zerojedynkowo – skończyło ileś tam lat i już, jest gotowe. Tak dobrze nie ma. Chciałabym zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze jest rzeczą naturalną, że dzieci mają momenty, kiedy są bardziej gotowe na rozstania i takie, kiedy bardziej trzymają się rodziców. Może zdarzyć się tak, że dziecko w wieku sześciu lat jest gotowe na rozstanie, a po roku nie puści maminej spódnicy. A po drugie gotowość do rozstania zależy od tego, jakie dziecko ma wcześniejsze doświadczenia, jaki ma charakter, temperament. Niektóre dzieci z racji usposobienia nigdy nie będą chciały samodzielnie spędzać wakacji. To dokładnie tak jak z dorosłymi: jeden pojedzie na imprezowe wakacje z grupą znajomych, drugi zaszyje się z książką na działce. Pamiętajmy więc, że jeśli dziecko nie chce samo wyjechać, to nie znaczy, że dzieje się z nim coś złego. Ale zakładamy, że większość dzieci w pewnym momencie stanie się gotowa do wyjazdu. Jednak ważne, żeby nie przyspieszać tego procesu.

Ale możemy proponować np. noclegi u koleżanki czy u babci?

Oczywiście. Takie wydarzenia usamodzielniają dziecko. Bardzo silnym katalizatorem jest też zielona szkoła. Dziecko zapewne szybciej zdecyduje się na taki wyjazd, bo wyjeżdża z dziećmi, które zna i z panią, którą zna. Ale wrócę jeszcze do przypadku wyjazdu pańskiej córeczki z koleżanką, o której pan wspomniał na początku rozmowy. Ta sytuacja też niesie pewne ryzyko. Jeśli na wyjeździe koleżanka zaprzyjaźni się z kimś innym, naszemu dziecku może być z tego powodu bardzo trudno. Z doświadczenia wiem, że czasem taka sytuacja pomaga, a czasem wręcz przeciwnie. Dlatego, wybierając koleżankę (lub kolegę), trzeba się zastanowić, na ile to jest dobra koleżanka, na ile się przyjaźnią, a na ile kłócą, bo dziewczynki w tym wieku bardzo często popadają w skrajności, najpierw się kochają, a chwilę później nienawidzą, więc ważne, żeby etap „nienawiści” nie przypadł akurat na ich wspólny wyjazd.

A czy możemy delikatnie popychać dziecko ku wakacyjnej samodzielności?

Najlepiej, jeśli przez popychanie rozumiemy stwarzanie takich warunków, żeby dziecko samodzielnie zdecydowało się na krok dalej. Jeśli ograniczamy dziecku samodzielne wyjścia z domu, to nie ma ono szans spróbować, co by było, gdyby zrobiło krok do przodu. Jeśli stworzymy mu wachlarz takich możliwości, dziecko ma szansę się sprawdzić. Wtedy widzi, że dało radę i samo dojdzie do wniosku, że jest gotowe na wyjazd.

A czy brak gotowości to jedyna przyczyna odmowy?

Mogą to być również lęki, które będziemy w stanie rozwiać w czasie zwykłej rozmowy. Na przykład „bo nie będę mógł z tobą rozmawiać” albo „będzie mi tam źle”. Czasem wystarczy zapewnienie, że będziemy codziennie rozmawiać przez telefon lub obietnica, że jeśli dziecku będzie źle, to je stamtąd zabierzemy. Możemy dokładnie opisać rytm dnia i pokazać, co się będzie na wyjeździe działo. Dziecko nie zawsze potrafi nazwać swoje lęki, więc chodzi o to, żeby w trakcie rozmowy dziecko je zwerbalizowało. Pomagamy mu znaleźć słowa opisujące te lęki. Taka rozmowa może okazać się bardzo skuteczna.

A może popchnijmy dziecko na głęboką wodę. Najpierw będzie szok, ale po chwili on minie i dziecko przekona się, że na koloniach jest fajnie i wróci zadowolone…

Ja nie jestem zwolenniczką takiego rozwiązania, zdecydowanie wolę najpierw znaleźć przyczynę odmowy i rozwiązać problem. Dopuszczam jedynie sytuację, gdy dziecko miało nieprzyjemne doświadczenie na jakimś wcześniejszym wyjeździe – wtedy można pchnąć je do przodu, żeby przełamać traumę. Tak jak z upadkiem z konia czy z roweru. Dziecko jest już gotowe do samodzielnego wyjazdu, a nasze popchnięcie pozwoli przełamać lęk wynikły z nieprzyjemnego doświadczenia. W każdym innym przypadku staramy się stworzyć takie warunki, żeby to dziecko powiedziało „tak”.

Udało nam się namówić dziecko na obóz, który okazał się dla niego nie do końca udany. Czym dziecko zapłaci za takie przeżycie?

Najważniejsze jest to, by pomóc dziecku znaleźć emocje, które w nim są – złość, frustrację, smutek, tęsknotę – oraz przyczynę ich pojawienia się. Dzięki temu dziecko o wiele łatwiej poradzi sobie, gdy spotka podobny problem na kolejnym wyjeździe. Bo nieudany obóz jest również doświadczeniem życiowym, które może je czegoś nauczyć. Szkody, o które pan pyta, będą najdotkliwsze, gdy naruszone zostaną granice dziecka lub gdy wychowawca lub rodzic będzie krytykować dziecko za to, że jest mu źle. Wtedy może nastąpić wycofanie, zamknięcie się w sobie, duszenie w sobie emocji, brak otwartości na kolejne doświadczenia.

A co w przypadku, gdy na wyjeździe nie zdarzyło się nic traumatycznego, ale po prostu dziecko nie było jeszcze gotowe, ale zostało zmuszone do wyjazdu?

Tu również wszystko zależy od reakcji rodziców i sposobu, w jaki pozwolą dziecku przeżyć tę trudną dla niego sytuację. Jeśli powiedzą: „widzimy, że to była dla ciebie trudna sytuacja, wysłanie cię samego na obóz to była zła decyzja”, to dziecko będzie w zgodzie z własnymi uczuciami, będzie też świadome tego, że miało prawo źle się czuć. A jeśli powiemy: „weź się w garść, przecież jesteś już duży, przecież inni nie narzekają”, to wtedy dziecko będzie miało poczucie, że to z nim coś jest nie tak. I wtedy mogą zacząć narastać problemy.

Podsumowując – wysłanie dziecka na samodzielne wakacje możliwe jest wtedy, gdy to dziecko oświadczy, że jest na nie gotowe.

A rodzice stworzą ku temu warunki.

.

Joanna Jeżak – pedagog, coach, psychoterapeutka. Właścicielka Centrum Rozwoju Dziecka i Rodzica PESTKA. Od lat towarzyszy w rozwoju dzieciom, rodzicom i nauczycielom prowadząc warsztaty oraz spotkania indywidualne. Mama dorosłego Krzyśka, nastoletniego Stasia i maleńkiej Zosi.

.

.

Wojciech Musiał – współzałożyciel Juniorowa. Z wykształcenia nauczyciel języka angielskiego, ale niepraktykujący. Dziennikarz radiowy, obecnie pracuje w Radiu Kraków, wcześniej w RMF Classic i w Złotych Przebojach. Ojciec Stasia i Zosi, mąż Anetki. Lubi jazz, jogę i święty spokój. Nie lubi braku poczucia humoru, hałasu i zapachu, który powstaje z połączenia wystygłej herbaty z ogryzkiem od jabłka.

.

.

Zdjęcia: Guy Wann, Chris Wangard, Nellie76,

Wakacje bez rodziców – kiedy dziecko jest na to gotowe?
Możesz ocenić ten artykuł

One comment

  • Magda

    Ja osobiście czekałam, aż córka sama powiedziała, że chce:) Potem szukałam bezpiecznego biura i za namową znajomych, którzy już byli po takich wyborach wybrałam biuro kochamwakacje. Naprawdę myślę, że kolonie i obozy dla dziecka to niesamowite wspomnienia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *