Uprzedzenia czy tolerancja – czego uczymy dzieci?

1185040426_1f6a528862_b

W jednym z olsztyńskich przedszkoli przez 15 lat prowadzono eksperyment, w którym badano otwartość dzieci na osoby pochodzące z innych kultur i narodowości, a także  „inne” z powodu niepełnosprawności. Okazało się, że już 4-5 letnie dzieci wykazują pierwsze oznaki postawy otwartości bądź uprzedzeń wobec odmienności. Eksperyment wykazał też, że najlepszym i najskuteczniejszym sposobem kształtowania postawy otwartości i tolerancji jest kontakt z „innym”. Wspólna zabawa, rozmowa, bezpośredni i swobodny kontakt z ludźmi innych kultur i narodowości, z osobami niepełnosprawnymi sprawia, że dzieci traktują różnorodność wśród ludzi jako coś naturalnego, codziennego. Bo tak przecież jest. Nawet w obrębie jednej rodziny każdy jest inny – różnimy się wyglądem, upodobaniami, charakterem, sposobem reagowania. I codziennie uczymy dzieci, że te różnice trzeba uszanować. Świat jest różnorodny po prostu w nieco większym stopniu. Ale postawa szacunku, otwartości, tolerancji wobec ludzi jest tak samo ważna w rodzinie, jak i w szkole, grupie społecznej, a potem w dorosłym życiu.


Olsztyn: zbadano otwartość dzieci na inne kultury


Kilka dni temu przeczytałam na Facebooku wpis mamy Wiktora, chłopca z zespołem Downa (ZD). Padły słowa pełne goryczy o reakcjach na chęć nawiązania kontaktu z innymi dziećmi przez małego chłopca, który po prostu chciał się z nimi pobawić. Ten tekst nie daje mi spokoju. Nie chodzi o reakcje dzieci – to naturalne, że obserwują, pytają 
i dziwią się, że ktoś wygląda i zachowuje się inaczej niż one. Chodzi o to, dlaczego my – dorośli – mamy taki duży problem z odmiennością? Nie wiemy co zrobić, boimy się?

Moje pierwsze „spotkanie” z zespołem Downa… Gdy uczyłam się w szkole podstawowej, często można było usłyszeć na przerwach wyzwisko „ty Downie”. Minęło już sporo czasu a ja przechodząc obok szkół lub placów zabaw nadal często to słyszę.

Zd_dziewczynkaGdy kończyłam studia w Akademii Muzycznej, spotkałam na przystanku tramwajowym kobietę 
z dzieckiem z zespołem Downa. Wtedy pomyślałam, że będę pracować w szkole specjalnej – do dziś nie potrafię racjonalnie wytłumaczyć tej sytuacji.

Dzisiaj, po wielu latach pracy w szkołach, przedszkolach i własnej firmie, mam za sobą mnóstwo doświadczeń związanych z dziećmi z zespołem Downa. Pamiętam, jak ręce opadały mi z bezsilności gdy Kuba przez cały rok, na każdych zajęciach czekał na chwilę, gdy pracowałam z innym dzieckiem i chował do kieszeni najmniejsze klocki i fasolki. Tej konsekwencji, umiejętności planowania i obserwacji można było się od niego uczyć… Pamiętam szalone biegi w pościgu za Edytką, która testowała moją kondycję przemieszczając się po sali z prędkością światła i rozlewając do drodze niesioną wodę. A Bartek? Tego dnia miałam poważniejszą niż zwykle minę; Bartuś podszedł, pogłaskał mnie po policzku 
i uśmiechnął się przyjaźnie. Odwzajemniłam uśmiech i od tej pory chłopiec powtarzał ten rytuał na początku każdego zajęcia (bez względu na mój nastrój).

Mogę tak wspominać bez końca.

Czy gdybym nie napisała na początku, że chodzi o dzieci z zespołem Downa –  można by się tego domyślić?

Każdy rodzic chce, żeby jego dziecko było najmądrzejsze, najpiękniejsze, naj, naj, naj. I każde takie jest – na swój własny, jedyny, niepowtarzalny, a czasami trudny sposób. Wyobrażam sobie co czułabym, gdyby ktoś komentował zachowanie mojego dziecka lub nie chciałby, żeby moja córka bawiła się 
z innymi.

Nie wiem jak to jest być mamą dziecka z zespołem Downa. Pomimo całego bagażu doświadczeń nie wiem czy (i jak), zmierzyłabym się z taką sytuacją w życiu. Staram się nie oceniać. Jeżeli mogę cokolwiek doradzić, to powiem tylko tyle: nie bójmy się powiedzieć „nie wiem co mam w tym momencie zrobić”.

Dziękuję Kubie, Edycie, Bartkowi, Ani, Marcie, Szymkowi, Mikołajowi, Oli, Madzi, Nicoli, Ismenie, Julce, Łukaszowi, Filipowi, Kornelii i wszystkim dzieciom, których świat wygląda nieco inaczej niż nasz, że zechcieli mnie do tego swojego świata zaprosić. W ubiegłym roku prowadziłam  podczas Polskich Dni Montessori warsztaty, które nazwałam: „Integracja i wolny wybór. Każdy z nas jest inny, każdy 
z nas jest ważny.” Nie wymyślę lepszego zakończenia…

Dzieci w wielokulturowym świecie

c

c

12443098_1288172707879170_838181477_nautorka: Ewa Nikołajew-Wieczorowska – nauczyciel Montessori z dyplomem Association Montessori Internationale, pedagog, wykładowca, muzyk. Z pedagogiką Montessori związana od ponad dwudziestu lat. W 2004 roku stworzyła Centrum Uśmiechu Dziecka-Montessori – pierwszą w Polsce prywatną firmę edukacyjną wspierającą dzieci zdrowe i niepełnosprawne w optymalnym wykorzystaniu ich potencjału rozwojowego w oparciu o pedagogikę Montessori oraz skorelowane z nią terapie. Prowadzi integracyjne zajęcia grupowe i terapię CUD_logoindywidualną, propaguje pedagogikę Montessori podczas autorskich warsztatów kierowanych do nauczycieli i rodziców.

Jest konsultantem w żłobkach i przedszkolach Montessori – hospituje zajęcia, koordynuje działania związane z wdrażaniem pedagogiki Montessori. Prowadzi kursy i szkolenia Montessori. Prywatnie lubi podróże i zwiedzanie zabytków. Jej największą pasją jest genealogia rodzinna.

c

foto: Allen County (IN) Public Library (CC BY-NC-ND 2.0), Ewa Nikołajew-Wieczorowska.
Uprzedzenia czy tolerancja – czego uczymy dzieci?
5 (100%) 3 głosów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *