Szkoły budzą się do zmiany

Oto szkoła, w której nie ma dzwonków, zamiast tego są zegary i każdy jest odpowiedzialny za swoją punktualność. Decyzję o wyłączeniu dzwonków podjęli wspólnie uczniowie i nauczyciele. Nie ma ocen niedostatecznych – tradycyjne „jedynki” zastąpiono oceną „jeszcze nie”. Prawda, że to zupełnie inaczej brzmi? Motywuje i daje szansę zamiast piętnować i zniechęcać. Nauczyciele nie poprawiają prac uczniów czerwonym długopisem, lecz podkreślają zielonym to, co uczeń wykonał świetnie. Błędy uczniów są dla nauczycieli wskazówką, czemu powinni poświęcić kolejne zajęcia, co jeszcze wyjaśnić, w czym pomóc. W szkole oprócz pokoju nauczycielskiego jest też pokój rodzicielski – bo przecież rodzice są współuczestnikami tej przestrzeni, nie petentami czekającymi na audiencję u nauczyciela. A kiedy rekrutuje się nowego nauczyciela, o jego przyjęciu decydują wspólnie – dyrektor, nauczyciele, uczniowie i rodzice.

To sen? Nie. To polskie Budzące się Szkoły.

Pierwsza szkoła obudzona

budzaca-sie-szkola-b-iext28878123Ruch Budzących się szkół powstał w 2007 roku w Niemczech, zainicjowany przez troje niezwykłych ludzi. Wiedzę o szkole i szkolne doświadczenia wniosła do projektu Margaret Rasfeld – dyrektorka jednego z berlińskich gimnazjów. Gerald Huther to neurobiolog, czyli specjalista od ludzkiego mózgu. Od dawna przekonuje, że mózg jest naturalnie stworzony do nauki, mózg dziecka zaś jest niebywale chłonny i głodny wiedzy i doświadczeń. Proces nauki realizowany przez dzisiejszy system szkolny zupełnie nie odpowiada temu, jak działa nasz mózg. Zbiór wyuczonych na pamięć informacji nie jest wiedzą. Nasz mózg rozwija się i uczy nie przez wtłaczanie do niego wielkich partii tzw. przerabianego materiału. Przerabiany materiał to papka bez żadnych wartości odżywczych dla umysłu. Stephan Breidenbach – profesor prawa na Uniwersytecie Europejskim Viadrina to trzeci z inicjatorów ruchu Budząca się Szkoła i współautor książki pod tym samym tytułem. Wszyscy troje są zgodni co do tego, że w dzisiejszym świecie nie jest problemem brak wiedzy, lecz nieumiejętność korzystania z niej oraz deficyt kompetencji. Nauczyciele, którzy próbują wtłoczyć dzieciom do głów informacje podając je zza swych biurek wykonują syzyfową pracę, której najtrwalszym skutkiem jest niechęć dzieci do nauki i zanik ich naturalnej i pięknej ciekawości świata. Troje reformatorów postanowiło stworzyć model szkoły uwzględniającej potrzeby społeczeństwa XXI wieku – szkoły, w której każdy z uczniów będzie mógł rozwinąć swój potencjał, szkoły, która swoich uczniów przygotuje do życia w dzisiejszym świecie. Jak postanowili, tak zrobili.

6401330071_10fc1e877e_zZmiany rozpoczęto oczywiście od gimnazjum zarządzanego przez Margaret Rasfeld. Doświadczenie szybko pokazało, że to dobry kierunek. Dziś Margaret, a także uczniowie jej gimnazjum, jeżdżą po całym kraju ucząc dyrektorów i nauczycieli, jak wprowadzić zmiany, od czego zacząć. Zrodzona w Niemczech idea zaczyna też swoją wędrówkę przez Europę – jest już w Austrii, Szwajcarii, interesują się nią Holendrzy a nawet słynący ze znakomitego systemu edukacji Finowie. Od grudnia 2014 rozwija się także w Polsce.

Ministerstwo nie wystarczy

Budząca się Szkoła jest zaproszeniem do stworzenia sieci szkół, które będą oddolnie zmieniać edukację. Ale najpierw musimy uwierzyć, że to my: nauczyciele, uczniowie, dyrektorzy i rodzice możemy decydować o tym, jak będą wyglądać i funkcjonować nasze szkoły. To my wiemy najlepiej, co powinno być zmienione, co ułatwia, a co utrudnia wspieranie rozwoju uczniów – czytamy na stronie internetowej Szkoły Podstawowej nr 81 w Łodzi, jednej z trzech pierwszych budzących się szkół w Polsce.

14909411413_0341044648_kDr Marzena Żylińska, współzałożycielka ruchu Budząca się Szkoła w Polsce, podkreśla, że właśnie inicjatywa oddolnego wprowadzania zmian ma szansę na zainicjowanie głębokich zmian w edukacji. Do tej pory zawsze reformy przychodziły z góry. Stosunek do nich bywał różny i różnie też można je oceniać. Niektóre z nich były bardzo mądre i sensowne, jednak jeśli coś jest narzucane, często budzi opór. I nawet najmądrzejsze reformy nic nie zmienią, jeśli nie zostaną odpowiednio wprowadzone. Dla faktycznej zmiany potrzebne jest przekonanie i zaangażowanie. Pierwszym krokiem do zmian w szkole – najbardziej rewolucyjnym i najbardziej w tej chwili potrzebnym jest to, żeby nauczyciele, rodzice, uczniowie i dyrekcja szkoły usiedli razem i zaczęli ze sobą rozmawiać i tworzyć kulturę oparta na zaufaniu – mówi dr Marzena Żylińska.

Ministerstwo, choćby najlepsze, najsprawniejsze i postępowe nigdy nie pozna rzeczywistych potrzeb wszystkich szkół. Tym bardziej, że zmieniają się one wraz z dojrzewaniem uczniów i dołączaniem nowych roczników. Jeśli szkoła ma się zmieniać, to potrzebne są działania oddolne. I wspólne – dyrektora, nauczycieli, uczniów i rodziców. Dialog między nimi to jedyna droga, żeby określić potrzeby i możliwości tej konkretnej szkoły, tych konkretnych dzieci. I wprowadzić zmiany, które dostosują do nich szkołę. Szczególne znaczenie ma zaangażowanie rodziców i ich faktyczny współudział w tworzeniu szkolnej społeczności.

Zacznijmy od rozmowy

15013134550_e74f30bb36_zMusimy to jasno powiedzieć: bez rodziców nie da się naprawdę zmienić szkoły – podkreśla dr Marzena Żylińska. – Jak dotąd dialog między rodzicami a nauczycielami jest pozorny. Przychodzą rodzice na wywiadówkę, nauczyciel mówi im, ile i na co mają zapłacić, czasami pyta, czy akceptują taką czy inną wycieczkę, lub prosi o udział w przygotowaniu jakiegoś kiermaszu czy święta. A to wszystko nie są sprawy najistotniejsze! Rodzice nie mają wpływu na to, jak szkoły funkcjonują. A myślę, że wielu rodziców doszło już do tego, że nie są skłonni oddawać swojego dziecka codziennie na wiele godzin z przyzwoleniem „róbcie z nim, co chcecie”. Rośnie grupa rodziców, którzy chcą mieć wpływ na to, co dzieje się z ich dzieckiem w szkole.

Mówimy więc o potrzebie prawdziwego uczestnictwa, partnerskiego, współodpowiedzialnego. Chodzi o to, by w szkole i w domu dzieci były wychowywane spójnie, żeby te dwa światy, które mają na dziecko największy wpływ, współdziałały, a nie przeciągały między sobą dzieci jak linę. Koncepcja Budzącej się Szkoły zakłada prawdziwe uczestnictwo rodziców w procesie decyzyjnym w szkole ich realny wpływ na to, jaka jest szkoła, jakim jest środowiskiem dla ich dzieci. Czyli: siadamy razem i rozmawiamy – co nam przeszkadza, co chcielibyśmy zmienić. Bo przecież wszyscy chcemy jak najlepiej przygotować nasze dzieci do życia. I jeśli zaczniemy współpracować, to możemy naprawdę wiele zdziałać, co pokazują już poszczególne budzące się szkoły – przekonuje dr Marzena Żylińska.

5439898789_deffa641ed_oW zmianach i tworzeniu szkoły powinni też brać udział uczniowie. To dla nich przecież jest szkoła. Dzieci, nawet te najmłodsze, potrafią znakomicie odnaleźć się w warunkach wspólnoty i równouprawnienia, potrafią prawdziwie brać odpowiedzialność, rzeczowo uzasadniać swoje stanowisko, dochodzić do kompromisów, podejmować wyważone decyzje. Do tej pory dużo czytałam o takich szkołach i takich dzieciach – mówi Marzena Żylińska. – Teraz, w pierwszych budzących się szkołach w Polsce, mogę to zobaczyć na własne oczy!

Budząca się Szkoła, czyli…?

Budząca się Szkoła to nie pakiet gotowych rozwiązań, po wprowadzeniu których otrzymamy sieć podobnych do siebie szkół. Nie jest to też nowy program nauczania, ani opracowany i gotowy do wdrożenia model. Czym więc jest Budząca się Szkoła?

Dr Marzena Żylińska: Nie ma jednego uniwersalnego sposobu, ani jednej najlepszej metody dla edukacji. Budząca się Szkoła to nie jest gotowa recepta na to, jak szkoła ma wyglądać. To jest wejście w proces zmian. Jeśli szkoła przystępuje do ruchu, decyduje się na wejście w proces zmiany, który właściwie nie ma końca. Rozmawiamy, definiujemy nasze potrzeby, wymyślamy sposoby rozwiązania problemów, wprowadzamy w życie zmiany i patrzymy, czy działają. Jeśli nie działa, to nie szukamy winnego, tylko reagujemy, wymyślamy inne rozwiązanie. Na tym to polega – na ciągłym nieskończonym procesie monitorowania tego co jest, jak działa, czy jest dobre i zmieniania tego, co wymaga zmiany.

logo1W grudniu 2014 odbyło się założycielskie spotkanie Budzącej się Szkoły w Polsce. Dr Marzena Żylińska tak przedstawia założenia i plany współtworzonego przez siebie ruchu: Chcemy inspirować, podpowiadać, pomagać. Jeśli szkoła jest gotowa i chce zacząć wprowadzać zmiany, ale nie bardzo wie jak, my dostarczymy inspiracji, opowiemy o doświadczeniach i praktykach innych szkół. Szkoła może z tych doświadczeń czerpać, ale nowa jakość, która powstanie będzie przystosowana i nacechowana charakterem i potrzebami tej konkretnej szkoły. Bo szkoły powinny się od siebie różnić. Dlaczego tylko prywatne szkoły mają różnorodną ofertę edukacyjną i dają rodzicom i dzieciom możliwość wyboru? Szkoły publiczne mogą i powinny stwarzać podobne możliwości, tak by wszyscy rodzice, niezależnie od statusu majątkowego, mogli wybrać dla swoich dzieci taką szkołę, która będzie współgrała z ich sposobem wychowania. Działając w oparciu o tę samą podstawę programową i w ramach tych samych przepisów naprawdę można stworzyć wiele różnych wariantów – szkoły mogą się różnić metodami, jakie stosują, organizacją, podejściem.

Chcemy wykorzystać przestrzeń, która jest dziś niewykorzystana. Bardzo wiele osób uważa, że czegoś nie można, albo coś trzeba, tymczasem wcale nie ma takiego przepisu. Błędne informacje płyną od kuratoriów, od dyrektorów. Chcemy więc także dostarczać wiedzy o tym, co rzeczywiście wolno, a czego nie. A jeśli w procesie zmian natrafimy na przepisy, które będą nas ograniczały, będziemy mogli – jako ruch, jako grupa – zasygnalizować potrzebę zmiany w prawie. I mamy nadzieję, że taki głos będzie słyszalny.

c

autorka: Elżbieta Manthey

foto: cx33000, okładka książki "Budząca się szkoła" Wydawnictwo Dobra Literatura, woodleywonderworks, US Department of Education,

c

okladka-listopad-351x445c

Artykuł ukazał się w miesięczniku Gaga nr 11 2015.

 

c

Szkoły budzą się do zmiany
3.86 (77.14%) 7 głosów

One comment

  • Mario

    „Budząca się szkoła” przypomina troszkę polską lewicę. Zamiary ma dobre, ale z wykonaniem bywa różnie. W konfrontacji z uporządkowaną i lojalną prawicą przegrywa. Ciekaw jestem jak budząca się szkoła poradzi sobie z problemem zarządzania „opartego na zaufaniu” w konfrontacji z hierarchią i oportunizmem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *